Alfabet słów:

Słowo Ab w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery A: antyglobalista, Adolfa, adaptacja, alter ego, altruistka

Kto w Polsce śpiewa o Ab ? To między innymi A.J.K.S., A.J.K.S., A.J.K.S.. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

jadowity wąż bije pokłony grobom

szyje ukręca wrogom, ryje plują chorobą

żyje wśród tych co chcą, ale podnieść się nie mogą

Zgniata nowoczesność i wewnętrzne waśnie

biznesowe koleżeństwo AB dwadzieścia czternaście

Nadzieja gaśnie każdy z nas celuje w głowę

sto dwanaście, szpital, detoks, czytaj koło ratunkowe

Za każdym słowem czai się pogarda

wytresowana armia nie raz dała mi już mandat

Ale z perspektywy lat boli mnie jak ktoś tak pieprzy

Że podoba mu się to co drugi ma do powiedzenia

Pod warunkiem, że kurwa nie zmienia linii frontu

Bo gdy leje się krew to wtedy jest w porządku

Łabędzi śpiew idola zamkniętego w sali tortur

Sądzisz, że to dla sportu sam urządzam sobie stypę

Widzisz, ja się będę męczyć - Ty z playera wyjmiesz płytę

[REF.]

I zamówiłem kolejną porcję żalu

Pytanie tylko: kto ciągle na to mi pozwala?

III

A gdybym kiedyś miał zdjąć szyfr z tych moich mądrości,

Odrzucić maskę gniewu czy tam ekstremalnej złości,

to kosztowalibyście tylko łabędziego śpiewu.

Jak to jest chodzić na cmentarz, żeby spotkać kolegów,

Którzy potrafią milczeć po to, aby cię wysłuchać?

Z drugiej strony ciągle szukam, lecz nie odnajduję ducha.

Może to taka podpucha, żeby karmić nas ułudą?

bo wklurwia mnie pazerność na stan umysłu-bierność

no a mówiąc tak serio lączę przyszłość z tragedią.

tak bardzo biedną grupą zastraszonych śmieci

jesteśmy, jeszcze zbledną, ulicami poleci krew

łabędzi śpiew, chaos, wybite witryny

a tępy dźwięk dają, kruszone kończyny

państwo jak pająk uwiło pułapki

Mam się tym zając? A może Ty zacznij

chociaż samodzielnie, w końcu, chłopie, kojarzyć fakty

Powiedz mi czy tez masz codziennie moralnego kaca?

I chciałbym odbudować wszystkie nasze schrony

Ale materiały już się rozpadły na atomy

I zawsze rano czuje krew

Z otwartą raną łabędzi śpiew

A raczej wrzask żałosnego frustrata

Mały ktoś, małe życie, mala strata

wielu ze strachu zmarło

kiedy chciałeś krzyczeć „Mamo!” coś zaciskało gardło

Przychodzą nocą – wspomnienia pierwszej miłości

iluzje raju, eliminatora gniewu

etapem pośredni jest etap łabędziego śpiewu

Agnostyk: „Nic nie będzie” równe temu niebu

Przychodzą nocą – schowane w głębi pragnienia

Czy to jest chore gadać, do osób których nie ma

Ziemia czy w mojej głowie mieszka pół kosmosu

We łbie ciemny las, z gałęzi martwe myśli zwykły zwisać

To jakieś 7 lat miałem czas by dojść do siebie,

Ostatni bastion padł, nadziei nie znajdę w chlewie

I topie się w gniewie, więc nie pytaj ""jak leci"",

Łabędzim śpiewem żywych witają martwi poeci,

To po co rozmawiać, potrzeba rozrywki

Swoje ego chcesz naprawiać, nie jesteśmy sobie bliscy,

Każdy kiedyś był czysty, życie może degradować,

Nie jestem zawistny, wcale mi się nie podobasz,

Bo nie masz z nami szans!

Nie znałeś mnie - to teraz mnie znasz!

To jest wasz koniec, na was teraz nadszedł czas.

Bo tu teraz ABI z pięknym bitem wlazł!

Zdeptał cię jak żabę, bo ty discopolo grasz!

A ja mam to coś a ja mam ten styl!

Ty jesteś zwykła kurwa, idź się pod cycusia kryj!

Dobra teraz pokaże wam jak to się robi!

Patrzcie teraz ABI R.S.M tu gnoi!

gdy oparcie uparcie ucieka spod stóp,

gdy na filcach nie powstrzyma nikt walca...

Raz na twarz... raz na ""de""...

Pół na pół...

Miga Leda z łabędziem,

co ma być, niechaj będzie...

Walc szalony niczego

nie oszczędza w swym pędzie.

Obok tańczy wycieczka,

Bo Ty Panie jesteś ze mną.

Tyś jest moją siłą, w Tobie moja moc,

Tyś jest mym pokojem w najburzliwszą noc,

Tyś jest mym ratunkiem, gdy zagraża los,

Moją słabą ludzką rękę ujmij w swoją dłoń.

Z Tobą przejdę poprzez świat w ciągu życia lat

I nic złego mnie nie spotka.

Tobie Boże Ojcze, wiarę swoją dam.

W Tobie Synu Boży ufność swoją mam.

Świat już tylko dla nas jest

A kiedy gniew mój zrani Cię

I kiedy smutek zacznie dzień

Nie oceniaj błędnie mnie

Tylko chwile słabą mam

Jest ktoś kto pomaga ciągle nam

Mimo trosk i mimo łez

Będę zawsze kochać Cię

Nie pozwolę ludziom złym,

Stoi w lustrze i nie widzi,

i niczego się nie wstydzi,

wyobraża sobie chyba jakieś coś.

Ej, ty baba, durna baba,

ty masz chyba głowę słabą,

on przy tobie to jest książę, pamięć sparz!

Ej, ty baba, durna baba,

tycie rzeczy odłóż na bok,

nie dla takiej szarej myszy wielki fart!

W starym parku Ty i ja

Wiatr w konarach cicho gra BIS

W starym parku kto to wie

Może zakochamy się

Białe łabędzie po niebie płyną

I liście złote spadają z drzew

Już ciepłe lato odjechało

A miłość z nami ciągle jest

W starym parku...

Jakich czasów on nie wodził

Jakich nie wyśpiewał godzin ho! ho! ho!

Aż go ktoś z gawiedzi rzucił na rupieci dno

Na zapadłym strychu może gdzieś

Gra po cichu swą łabędzią pieśń

Może przyjdzie chwila ciszy

I wreszcie ktoś usłyszy go

Jak on bił, jak grał, jak wydzwaniał

Ludzie słysząc, jak on gra uśmiechali się

Boś Ty nam tarczą, Boże Ojcze nasz!

7. Czyli w gospodach? Czy spał w swobodach?

Na barłogu, ostrym sianie

delikatne spało Panię,

a nie w łabędziach, a nie w łabędziach.

8. Kto asystował? Kto Go pilnował?

Wół i osioł przyklękali,

parą swą Go ogrzewali,

dworzanie Jego, dworzanie Jego.

Migający ognik siny.

Latawica lnu nie sieje,

Lnu nie sieje, lnu nie przędzie,

Tylko w własnej chodzi bieli,

Jak po łące te łabędzie.

Pod tumanem przez dzień cały

Latawica w jarach leży;

Nocą tańczy, nocą śpiewa

I rozkwita, jak kwiat świeży.

Śmiała się jednak, gdy w pierś jej kamienie ciskali -

”Blaga to zwykła, choć chodzi ubrana jak ja!”

Dwaj urzędnicy protokół rozległy spisali,

W którym z godności ją chcieli obedrzeć do cna.

I chodź naga prawda na Boga się klęła wciąż słabła,

Długo musiała się tułać i żebrać jak dziad,

A Blaga tym czasem już gdzieś

konia z rzędem ukradła,

Na którym butnie przemierza do dziś cały świat!

On pijany w pień leży jak cień

Już nie zatańczy dla mnie

Ja liczyłam, że on tego chce

A teraz wiem, nie może

Zasłabłem i nocy nie pamiętam

Krzywisz się znów, a nie jesteś święta

Nie marudź już, mała nie narzekaj

Twój mister night lover grzecznie czeka

Ooooo oooo

Na niebie mnie widać, tak, jestem gwiazdą,

Canis Mayoris wybacz, ale walę większą masą. [x2]

2. Upust rapsą daję swoim, zrobię Carmagedon,

głupim klasą, marne głąby, mogę wszystko, serio.

Jesteś mierną, słabą kurwą albo super mocną

tu potęgą, Rambo. Suną klamką, teraz kończą

życie z kijem w dupie, nie zrobili nic szalonego,

są przykryte gównem i ogłupili niemądrego.

Jak zakręcą nie wyrobią, wypadną z drogi,

Biegnij będziesz tam chwilę przede mną

ja pójdę śladem twych słów

więcej nie wezmę stąd wiem dlaczego

nie muszę kończyć jak ty

byłeś jak drzewo ja słabą ręką

broniłem okien i drzwi

światła za mało i wiedziełem jedno

ja chciałem innaczej żyć

ref. mój dom będzie wolny od kłamst i ja

Jeszcze sierpniowy wieje wiatr

i noc nie prześcignęła dnia,

a gdzieś za lasem cicho grzmi,

jeszcze kumkanie słychać żab,

ktoś na harmonii cicho gra

panience, co w hamaku śpi.

A przecież słońce już zachodzi

i nie da się na wędkę złapać,

A nieopodal żaby kucnął jeż Dla towarzystwa żabie żuł coś też W jeżynach żaba nagle rzekła mu: ""Ja cię żetem Mój żużu Naprawdę żetem Chcę Cię teraz tu""

I w żabie wzięła ramiona Kochanka-żaba, żaba-żona Spod żabich rzęs kapały żabie szczęścia łzy I tuli żabią twarz do jeża Jak hełm się tuli do żołnierza I tłumiąc łzy rzecze mu... only Ty.

Czy w szczęściu nie przeszkodzi różna płeć? Zażenowany jeż chciał żabie rzec Nie zdążył, bo go żaba znów żetem I pieści dłoń, mami snem, Pasjanse stawia mu Z samych żabich serc

I szepcze mu: ""Mój mały książę Jeżeli kiedyś zajdę w ciążę (Potomstwo mieć - to w życiu najważniejsza rzecz) Urodzę Tobie jeżożabki Tak trochę z ojca, trochę z matki Tak, jedno w tę, drugie w tę - Pół na pół

Tak w życiu bywa - żabę kocha jeż Więc pomyśl ile szczęścia mógłbyś też Przy żabie znaleźć, gdybyś jeżem był Więc proszę Cię... z całych sił... Mój drogi Jerzy, kochaj żabkę swą, Byś i ty, ronić mógł szczęścia łzy.

"

Pieniądze, wielkie plany, cenny czas

Ocali mnie uśmiech twój

Talizman w labiryncie obcych dróg

Kołysze mnie w głębi snu

Z nim w przepaść spadam jak w łabędzi puch

Ucieczki bez pożegnań na kraj świata

Czy bić się, sam już nie wiem, o swój cel

Z bagażem pełnym marzeń znowu wracam

W nadziei, że wciąż na mnie czekać chcesz

po świecie, innym ludziom potrzebne jest też.

Dni deszczowe i chmurne, coraz dłuższe znów noce,

ale przecież nie zawsze tak będzie

Powrócimy na pewno do przystani w zatoce,

tam gdzie żagli srebrzyste łabędzie.

Gdzie kołysze się niebo, aż do głowy zawrotu,

Gdzie miłości naprawdę się wierzy,

ciepłym wiatrem owiani z wielką w sercach tęsknotą

powrócimy za rok na wybrzeże.

Ogromne niebo jak przestrzeń mórz,

I Wisły brzeg jak z baśni,

To tyś Warszawo.

Ulice radosne, ogrody bzów,

Łabędzi szum na stawie,

To tyś Warszawo,

Wielkość twych murów i wielkość twych słów,

I sen co trwa na jawie,

To tyś Warszawo.

I wiłam ci ja parę wianuszków,

Zabrała mi je woda.

Moja dziewczyno, moja jedyna,

Nie kłopocz ty się o nie,

Oj mam ja parę białych łabędzi,

Popłynąć one po nie.

Już jeden płynie po rokicinie,

Goni za wiankiem strzałą,

Już drugi płynie, aż się odchynie,

Dziękuję, Panie, dziękuję za miłość

Potrafię się cieszyć, choć łzy sercem płyną

Dziękuję, Panie, dziękuję za miłość

Choćby i niechcianą, i jakby niczyją

Bezbronną i słabą, ale przecież miłość

I za dni co przeszły, za braki i pełnię

Dziękuję za miłość, wiem, że nie jest ze mnie

Potrafię Ci śpiewać, choć łzy sercem płyną

Dziękuję, Panie, dziękuję za miłość

przez które niosą go nogi

słyszy jak świerszczy wrześniowa mgła

wśród poplątanych łodyg

że tylko dla niego wieczorny staw gra

żab skrzekiem i pluskiem wody

trzciny i świerszcze z wrześniowej mgły

kołaczą w duszy drzwi

czuje łomotanie Jaś i jego wzrok

jak staw pod księżycem lśni

zalśnij dla mnie łabędziu

zalśnij dla mnie na niebie

kiedy chmur

nie ma

daj unosić się w górę

Nie słysząc jęku umarłego świata

Skowytu kłamstwa i próżności

Niezrozumiałe myśli kładą się cieniem

Na prawdę słabą i bezbronną

Nie czując nic, nie widząc celu

Pozwalam ciału obrócić się w proch

Zostanę żywy pośród kropli deszczu

Istnienie moje przeniknie ziemię

Kris

Co złego że teraz robię to co chce

Te kilka słów po wstek przez współprace ma trafić do celu jak kula w serce

kiedy we mnie trafi odkryje tajemnice dziękuję każdemu kto stoi obok mnie

Wierzę że do końca nie zmieni się Liber, Big D ascetyczne (?) na powierzchni choć stary pokład idzie na dno wielu osłabło za burtę wypadło trzeba się ratować zmienić załogę

ze starą już dawno porozumieć się nie mogę dzisiaj nadal bronie tego co broniłem

odkąd Hip-Hop spotkałem mocno się zmieniłem odkryłem w sobie rzeczy o jakich nie śniłem wielu przewyższyłem którzy niby wiedzieli ale tak naprawdę pojęcia nie mieli

nie wydorośleli bo styl nie jest kwestią wieku człowieku zrozum to zanim stracisz go

i wyrób sobie własne zdanie a nie patrz na mnie i moje zachowanie które nie jest pozytywne i ja tu pozytywnie nie chcę być odbierany za to ze działamy we własnym zakresie

Jaki znowu zmyło kram.

...Pełne śledzia i sardynki,

...Kosze krabów, beczkę sera,

...Kalesony oficera,

...Sieć jeżowców, jedną żabę,

...Kapitańską zmyło babę,

...Beczki rumu nam nie zwiało -

...PÓŁ ZAŁOGI JĄ TRZYMAŁO!

Ref.: Hej, znowu zmyło coś,

Gdy mu coś strzeli do głowy

Na przykład śrut

Jest mi źle, oh yeah, oh jeah

O-o-o-oh yeah

Bo czym dla łabędzia bywa jezioro

Dla miasta Sopot - molo

Dla grochówki bywa wkładka

Dla twoich ust - pomadka

Tym ty dla mnie jesteś

Z wielkiej płyty do wielkiej płyty, skok w niebo.

Który Bóg trzyma mój los? Wierzę w innego.

Ślepa furia, w oczach nie widzę przeszkód.

Góry przychodzą do mnie, Giewont budzi się ze snu

Ty masz słabą wiarę, ja mam siłę, to fakt.

Znam tylko jeden sposób, by pokazać prawdę - to akt.

Nie jestem zbyt trudny to rap jest łatwy zbyt.

Im nie chodzi już o poziom lecz o łatwy zbyt.

Radio nie puści moich płyt? Puszczę radio z dymem!

Lecz się nagle dowiedziała, Jacek innej oddał serce.

Tego świata ty się ucz, nauka to potęgi klucz

Kto się tego świata uczy ten ma bardzo dużo kluczy

Kto ma bardzo dużo kluczy ten po sobie kładzie uszy

Ene due rabe, bocian połknął żabę, a żaba chińczyka

Gdzie tu gra muzyka?

nie wiem nigdy do końca tego nie rozgryzłem

ale zawsze mnie załamywało jak mówili moje życie jest nic nie warte

wpajali sobie to i w końcu umysł zawiódł

za czeli sięgać po narkotyki nawet poprzeczkę podbijali samobójstwami

widocznie mieli słabą psychikę i dlatego swoje życie zmarnowali zniszczyli

więc ludzie posłuchajcie i do samobójstw się nie dopuszczajcie

życie jest piękne tylko trzeba z najść właściwą drogę

mieć silny umysł i wiarę słuchajcie wrzyjcie wolne tępo życia

nie zapierdalajcie szybko bo zmarnujecie szanse

A w kieszeni mej czyha sprężynowy nóż

Flower Power święta idea

Yowky Powky gra i już odlot zaliczam

Disc Dżokej za konsolą wdycha klej

Słabą fazę mam chyba sobie w żyłę dam

Sandał na koturnie podarł się

Zrzucam buty swe i już na boso tańczę

Obok mnie lekko pląsa murzynka

Jakbym skądś ją znał, Tina Turner to chyba

W naprężone kusze burz

anioł biały — szopkę niósł.

*

A figurki w męce gasnąc

coraz słabły, zanikały

w napowietrzną gwiazdy jasność,

tekturowo — popielały.

Śmiał się anioł półuśmiechem

z ich uporu, a nie grzechu,

On pijany w pień leży jak cień

Już nie zatańczy dla mnie

Ja liczyłam, że on tego chce

A teraz wiem, nie może

Zasłabłem i nocy nie pamiętam

Krzywisz się znów, a nie jesteś święta

Nie marudź już, mała nie narzekaj

Twój mister night lover grzecznie czeka

Ooooo oooo

1. Nie tak to miało skończyć się, do dziś pamiętam tamten dzień, nie potrafiłam wybacz mi, zatrzymać Cię trzasnęły drzwi. Czuję Cię dotykasz mnie i tak co noc-we śnie. Twój telefon budzi mnie, swoje rzeczy zabrać chcesz.

Ref.

Słychać łabędzi krzyk, że to nie tak, Ty obiecywałeś jej na ziemi raj, łabędź sam umiera nie ma po co żyć. Gaśnie płomień w oczach serce nie chce bić.

2. Przytulam stary sweter Twój, Ty byłeś przecież tylko mój. Zraniłam Cię dziś już to wiem, naprawię wszystko proszę Cię kochaj mnie, dotykaj mnie ja tylko o tym śnię. I znów telefon budzi mnie, błagam powiedz „wrócić chcę”

Ref.

Słychać łabędzi krzyk, że to nie tak, Ty obiecywałeś jej na ziemi raj, łabędź sam umiera nie ma po co żyć. Gaśnie płomień w oczach serce nie chce bić.

3.Proszę zostań z nią, by mogła znowu żyć.

-Może lepiej za gurala

-No to chlup za nasze zdrowie, oni dziś nie skorzystają, dzisiaj ????? nadgodziny pracy mają. Póki co mi się udało

-Kierownika się skłamało?

-Odebrałem skurwysyna że aż mu zbledła mina. Wcisnąłem mu trzy kity, że mieszkanie mi zalało, mojej babci się coś stało, i że serce mnie bolało. Jakby tego było mało to powiedział do mnie halo, wziął na bok na chwileczkę i dał mi zaliczkę

-No to teraz już rozumiem czemu tyle tu wszystkiego, zielenina, browar, drinki, nowa płyta ifortiego. Rzadkością się jest u ciebie jeden grosz w środku miesiąca, bo prędzej wszystko wydasz, zanim przeliczysz do końca. Trochę się zdziwiłem gdy to tutaj zobaczyłem, ludzie słabą wiarę mają a tu cuda się zdarzają

-No i widzisz niedowiarku, kto załatwia zawsze towar, lepiej przestań się wymądrzać i dopij ten swój browar, ja tu trochę posprzątam bo jak stara to zobaczy, zawał serca murowany

-Ale jestem zakręcony

-A ty myślisz że ja co od rańca mam już loty

-Czemu stoisz nie usiądziesz?

A co to? kto to? Tak mnie popycha

Ja się odwracam, a tam żywej duszy

Nikt mnie nie zmusi

Tok myślenia skracam

Czyżbym nagle osłabł, potykam się przewracam

Wstaję, za wygraną nie daję

Zrobię sobie półgodzinną przerwę

Potem znowu zapalę joy’a

Cała trawa moja, w to wiara swoja

Zielenina, browar, drinki, nowa płyta ifortiego

Rzadko się jest u Ciebie jeden grosz w środku miesiąca

Bo prędzej wszystko wydasz zanim przeliczysz do końca

Trochę się zdziwiłem gdy to tutaj zobaczyłem

Ludzie słabą wiarę mają a tu cuda się zdarzają

No widzisz niedowiarku kto załatwia zawsze towar

Lepiej przestań się wymądrzać i dopij ten swój browar

ja tu troche posprzątam, bo jak stara to zobaczy Zawał serca murowany

Ale jestem zakręcony

W nerwach spięci chcesz też Ty i ten typ i enty i następny

Ten flow to huragan jebane Tsunami co może poskładać ich jak origami i mogę Ci gadać tu tak godzinami

To flow co wymaga doszlifu latami wchodzę na bit zawsze tak jakby to miał być ostatni raz

Gramy prawdziwie szczery ten rap a co będzie pokaże czas mamy przypał z hajsem bywa słabo

Zdarza się że cienko płacą to co Ty nazywasz słabą ja nazywam ciężką pracą

Modnie? ha, to nie nasz kierunek

Mamy co mamy, bo mamy ten ładunek

Wiesz co to szacunek? najpierw zapracujesz

Wykaż swój charakter wtedy go poczujesz (proste)

Nie atakuj innych, jeśli masz słabą obronę

Po raz kolejny przekaż obcym pionę

[x2]

Po raz kolejny Bezimienni wjazd

Po raz kolejny nie plejada gwiazd

Jaki to wszystko ma sens

Życie tak ciekawe jest

Krążą atomy i wścieka się gość

Zjadł starą rybę i wpadła mu ość

Słychać po nocach śpiew pijanych żab

Jaki ciekawy jest świat

Ponoć wygina się czas

Pomarańczowy jest Mars

Płeć zmienił wczoraj mój brat

Tocz obły swój kształt

Niepewnym dnia ubranie spraw

Żar słonecznych plam

Zamień na śmiech wesołych żab

Mądrym więcej szczęścia daj

Głupim durną piosnkę graj

Niech spokojnie płynie czas

Tocz kulistość swą

W kolorze snów szukam odpowiedzi znów

Gdy mgła zakrywa płaszczem wasze oczy

W potoku słów szukam zrozumienia znów

Dokąd zmierzacie drogą marzeń

Słyszę łabędzi śpiew

I jestem świadkiem deszczu

Powracam wtedy kiedy chcę

Świat się zmienia na mój znak

W kolorze snów szukam odpowiedzi znów

Na szarych straganach perfumeria, czekolada

Dziadek na starych kolanach trzyma wnuka razem karmią łabędzie

Dzisiaj mamy w planach najzwyczajniej zalać się w trupa

Jest co dzień końca świata innego nie będzie

W czarnych okularach dopóki słońce jest w górze

W mlecznych barach dopóki trzmiele nawiedzają róże

Żyjemy mocno, nie szukaj wzoru w tych tekstach

Bywa chujowo, nie winię za to prezydenta

Na nas polityka nie odciska za dużego piętna

Nigdy, będę chciał zapłacić za krzywdy

Mam słabą pamięć, ale kilka nazwisk mam wrytych

Kilka twarzy, do zobaczenia skurwysyny

To moja krucjata od dziś aż po grób

Wszyscy tak inni, a jednak tacy sami...

Od początku żyję tu, gdzie te historie się toczą...


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga