Alfabet słów:

Słowo Babel w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery B: biograficzny, Babel, Bretonka, berda, Barton

Kto w Polsce śpiewa o Babel ? To między innymi Andrzej Korycki Dominika Żukow, Andy Williams, B.O.K. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Winda do nieba... winda do nieba... nieba się...

Winda do nieba się zacie-

[Refren]

Jesteśmy jednym wielkim nieporozumieniem.

Babel, Babel, Babel.

Tam gdzie ja i on, tam Kain i Abel.

Babel, Babel, Babel.

Lustro od lustra wciąż powiela zamęt.

W górę wzbijają się przekleństwa zamiast w modlitwie -

że kiedy przyjdzie kres nie umrzesz calkiem wcale nie

jeżeliś człekiem dobrym był etacik wnet zdobędziesz

a jeśliś jak ta świnia żył (...) na wieki świnią będziesz

a jeśliś jak ta świnia żył (...) na wieki świnią będziesz

Dziś pucybutem jesteś lecz odrodzisz sie na Babel

a potem już prościutko na ministra stołek siup

lecz gdyś jak pieniek tempy był zostaniesz baobabem

i będziesz baobabem choćbyś pękł po ciemny grób

w papugi skórze źle ci żyć, być stworem upierzonym

I wciąż płynęła ich niebiańska muzyka.

Cały zmęczony świat

Powyżej smutne, przygnębione równiny

Schylające się na unoszących skrzydłach.

I kiedyś dźwięki Wieży Babel

Będą błogosławione anielskim śpiewem.

Wszyscy oni, pod ciężarem życia,

Tych sylwetki są zgarbione,

Kto trudzi się wspinaczką wzdłuż drogi,

to jest endi co się szwenda, taka już jest z niego menda

lucjan kołek się nazywa, endi to jest tylko ksywa

endi...endi...

Rosyjski smalec, enerdowski walec

tu prostuje wieżę babel, tam opyli tv kabel

to jest endi, chłopak cwany, prawie jak namalowany

jeździ beczką mercedesem, zarobiony chuj z kretesem

Jak je usuwać, nie wiedząc co mamy w sercu? (x2)

2. Olek

Nie wierzę w Allaha i nie klękam przed Buddą

Wszyscy niesiemy krzyże, ale pokaż mi w tym bóstwo

Wznoszą się wieże Babel a ja wierzę szczerze,

Że można zmieniać świat na fundamencie od siebie

Co będzie jutro? Nie wiem. Wczoraj? Nie pamiętam

Nie pękam, bo przyszłość dla mnie we mnie fundament ma

Dotykani kłamstwami trzymani tu szponami diabła

Chcesz chłodnych kalkulacji, odradzam Ci się jak Feniks

Życie zamęczyło mnie, więc zamęczę je ja

Przejdę do historii z klasą nim przejdę do Playa

Jeśli ktoś ci wciśnie bubel, jedno pewne: nie ja

Nawet jeśli wbijam w ciebie Babel, weź nie peniaj

[Refren]

"

Bisz poskręca wam na stałe je – #ondulacja

Jestem weteranem, wytrzyj mleko synek z nocha

Wiem, że jesteś głupkiem po twym jednym poście - #synekdocha

Nie obrażam się na hejty jak na chmury za deszcz

Ludzie pokłócą się nawet o gruzy wieży Babel

Historia toczy koła, potem znów ląduje w gównie

Czujesz litość dla ćmy na żarówce? Nie czuję również

Na narzekanie polecam tęgiego bata

Ktoś już dobrze ujął to – problemy pierwszego świata

Chcesz chłodnych kalkulacji, odradzam ci się jak Feniks

Życie zamęczyło mnie, więc zamęczę je ja

Przejdę do historii z klasą nim przejdę do Play'a

Jeśli ktoś ci wciśnie bubel, jedno pewne: nie ja.

Nawet jeśli wbijam w ciebie Babel, weź nie peniaj.

[Refren]

"

Samoloty jak z dziecinnych bajek,

Ponad głową coraz szybciej niebo tną.

Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem,

Z pomieszania mowy słychać jeden głos

Zbudowano drugą, większą Wieżę Babel,

Kto pamięta tamtej, pierwszej wieży los?

Świat się kurczy jak przekłuty balon,

Człowiek też maleje szybko razem z nim,

Przerażony swą niewielką skalą,

Samoloty jak z dziecinnych bajek,

Ponad głową coraz szybciej niebo tną...

Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem,

Z pomieszania mowy słychać jeden głos,

Zbudowano drugą, większą Wieżę Babel,

Kto pamięta tamtej pierwszej wieży los?

Świat się kurczy jak przekłuty balon,

Człowiek też maleje szybko razem z nim,

Przerażony swą niewielką skalą,

Tak po prostu – raz, dwa!

Błagam śmierci zakończ trans

Przyspiesz nieubłagany czas

Monument upadku życia ludzkiego

Postument z wieży Babel upadłego

Ref.: U Hadesu stoję bram

Walę do piekielnych drzwi

Krzyczę, tupię, włosy rwę

Czekam aż otworzą mi.

W rejonie Waszych sond, czy w gronie Waszych blond

Gdzie pierwsza lepsza to ta pierwsza chętna

Parami chodzą tu nieszczęścia, jak nadmiar siły w pięściach

Jak Abel i Kain, brat, za kabel i hype

Hajs to Babel czy Shangri-La

Złoty szlak znika jak pobite szkła

Wita złoty strzał, to złoto - złogi miast

Drogi neonowych lamp eskalują strach

Ekranizują Naked Lunch, ale już tylko w snach

Czy słuchać rozumu i mieć wszystko gdzieś

Wiem to nie takie łatwe, więc

Idę dalej i słucham co mają do powiedzenia

Inni tańczą z wężami i straszą opłatkiem

Wieża Babel, jeden bajzel

Nikt już nie wie, kto ma rację w tym bagnie

Kościół za kościołem, każdy ma receptę na wiarę

Zbawienie stało się dla nich ołtarzem

Ja Boga nie szukam bo wiem gdzie on jest

To było jak czary, mały dzieciak, świat chował wady z kolegami psoty

bez winy, głupot,y krótkie naiwne dzieciństwo, podstawówka krótka miłość

jakaś bujda, tanie wino, cwane akcje na blokach, los mnie kochał

szkoła średnia zagubiony kot, raj rozpieprzył ktoś, odwraca się los

wieża babel lega w gruzach każdy mówił paweł nie wierz w cuda

to nie mogło się udać, bez osobowości cwaniak chciał być spoko, zgrywał drania

Ref: Dzisiaj wiem to sen życie jakie jest już pójdę sam pójde dalej sam x2

Rozkmina nad życiem gdzie mój autorytet

poplątana dusza, w którą stronę się ruszać, brak opcji z dnia na dzień klin

Z dziadów pradziada na dziadów dziada, słowiański ród.

3. [Szad]

Ponoć ten, co włada światem, kiedyś zwołał nas na apel,

Z dolin, gór, lasów, bagien ludzkość podążyła szlakiem

Żeby wybudować Babel, wtedy mógł nam dać alfabet.

Zapewne cwany diabeł popierdolił coś z tematem.

Prawie pewne, że na pewno dzisiaj beton, kiedyś drewno.

Kiedyś niebo, dzisiaj piekło, dzisiaj euro, kiedyś srebro.

Kiedyś jedno było plemię, korzenie wrastały w ziemię.

Niesiemy dla was krew

Staremu światu wbrew

Zrobimy wszystko w pył

Rozjebiemy i chuj

Mieszkam, mieszkam, mieszkam w wieży Babel

A piętro niżej mieszka diabeł

Gdy idę wyrzucić śmieci przybijam mu grabę

Znam zasadę, złotą zasadę

Tysiące złotych zasad

Co jest tam dalej? Jak uchylić kotarę?

Zerwać sansarę, ciągle goni zegarek,

Ciągle w garści wróbel, a na dachu kanarek,

Diabłu ogarek, a Bogu świeczkę wciąż palą,

Najpierw Wieżę Babel zbudują, potem obalą.

Licząc na łaskę, a nie na chłostę, czytając Hłaskę,

Nic nie jest proste, chcą mieć Ayahuasce

Robić postęp, zyskać dostęp do źródeł,

Skąpany blaskiem, zakładam maskę, gdy mówię,

mam do powiedzenia tyle, ile powiedziałem,

nade mną niebo, a poruszam się rydwanem,

gdyby nie zabili Boga, niebo mogłoby być Rajem,

idę dalej, buty zdarte po kostki,

wieża Babel nauczyła ich pisowni,

byłem sobą, ale czułem się zazdrosny,

jakby ten typ zdzierał z Ciebie czerwone podwiązki,

jak wtedy, nie wykrztusiłem ani słowa, chyba,

a ta pogoda za bardzo nie sprzyja,

*Baku*

Ja tutaj ze Squadem wokół lirycznej zagłady

Oni Kein a my Abel stojąc na wieży Babel

Zastanawiam się jak koło fortuny się potoczy

Może da nam szczęście , może czymś nas zaskoczy

lecz koło fortuny stało się Graalem które staram się

wraz z moim Squadem.

Tak wiele dziś nas dzieli, nie pamiętasz starych dni.

Tak wiele dziś nas różni, kiedyś ja i ty - to my.

To my, to my, to my.

Gdzie jest nasza wspólna mowa?

Kto zbudował wieżę Babel?

W kamienie zamieniają się w słowa,

Wypisane na płótnie twojej flagi.

A na niebie czarny ptak rozpościera swoje skrzydła.

Gdzie jest nasza wspólna mowa?

i posłuchaj sobie, co powiemy Tobie.

[Pallacio]

...

[Jędker]

Zostają mocni odpadną jednostki słabe, dzielą nas języki od kiedy padła wieża babel.

Nie podzieli nas braterstwo Kaina i Abla, spokój i nerwy w sobie mamy anioła i diabła.

Muzyka łączy tak jak wóda potrafi dzielić, słysze gdy kolejny raper o mafii pierdzieli,

dosyć kłamstw nie macie szans, koniec ściemy,

Tylko najwyższy będzie miał prawo oceny

Piękni i młodzi.. co noc mieli sny i marzenia.. jak Ja i Ty.

On co dzień pracował, Ona wiernie czekała..

Gdy wracał u progu chlebem go witała.

Żegnał ją czule tego dnia, a niebo za oknem było czyste jak łza.

Nagle w dali huknęło, zadzwonił telefon włączyła telewizję i brakło oddechu, życie jej stało w płomieniach całe.. i runęło jak Wieża Babel..

Ja i Ty ramię w ramię.. krok po kroku tylko dla niej walczmy o jutro uparcie, wierni sobie wierni prawdzie.

Gdzieś tam na wschodzie u bram Babilonu w gruzach we dwoje szukali swego domu, ziemia płonęła.. niebo było szare, bo za czyjeś grzechy ktoś wymierzał im kare.

Smutne ich oczy roniły łzy, serca spękane, odebrane sny, oni we dwoje do przodu szli, tak samo uparcie jak Ja i Ty.

Nagle gwizd za plecami zagłuszył ich słowa, bo ktoś lepszy miał slogan, stanęli wtuleni w siebie i znaleźli dom swój w niebie.

Ale wykładam na tory jak Enke

Na empe trójkę nagrałem parę moich numerów

Mam loty jak Bergkamp jak nagrywam na emu

Badam bity Tekkena, biorę Gena na kawałek

Dobra morda moja gra i nawija jak Ryan Babel

Mam burdel na bani jak Valderrama

Kiedy robię nowe numery lubię to jak trawę Lama

Gra gitara, pokonuję problemy we mnie jak u Abidala

Napotykam typa na pętli

Gural

Twardych nokautów szkoła, w niej się doskonalę

Ze mną grunwaldzki walet, sprawa nie jest prosta wcale, ale

Sprawdź z Guralem, co się kryje za metalem

Rzesze psychicznych kalek, chaos, jak wieża Babel

Wtopiony w tło podziemia koalicjantów, bitu aliantów, mikrofonu rebeliantów

W brzuchu molocha, którego kocham i nienawidzę, w pierwszej lidze

Jestem tylko tym, co widzę

Jadę dalej, setki ulic, setki alej, oszalej

ref.I chyba głupio mi się marzy

bo pijanemu nie tak źle

Każdemu się to moęe zdarzyć

czachodym, odjazd, td.

Pójdę zmęczony na wieżę Babel

rozkojarzenia lęku zwid

a ty mi powiedz, że juz nie karzeł

że tylko tak po prostu znikł.

ref.

By się niezgrabnie ślizgać wśród kamieni.

W świat wypuszczone drapieżników pary

Już węszą pierwszy łup - istnienie słabe.

Idziemy żyć od nowa w rytmie starym

Żeby zbudować naszą Wieżę Babel.

No i wracał wnet za Odrę!

Przemieszane orientacje

Cnót i zalet, wad i przywar

Wytworzyły tu mutację

Wieża Babel to prawdziwa!

Stąd te różne Apostazje, Schizmy oraz Infiltracje

Karkołomne Koalicje

Których nigdzie nie spotkacie!

Nie angielskie, nie kreolskie,

w prawdziwą świadomość, świadomość dobra

którego być może nie ma

i zła co tętni koło nas

jeżeli zgaśnie nadzieja

a wieża Babel ogromna powstanie

czy drogi ziemi rozjaśni jakaś pochodnia

co z poetami jeżeli śmierć jest tylko śmiercią z goła

co czeka sprawy uśpione o których każdy zapomniał

o słońce wszystkich nadziei, księżyc i wodo klarowna

Podniecenie i spokój

Dotyk czasami dotyka

Dotykanie w świecie zanika

Nie zapominaj o dotyku

Języku świata z wieży Babel

Kusisz muśnięciem – ostre cięcie

Marzeń i nie dotkniętych zdarzeń

Gorsi niż wojny, wichry

Dorośniesz - zrozumiesz, co miałem na myśli

Na gnijące myśli założone tanie maski

Pod spodem zmarszczki zakryte makijażem

Skurwione twarze, chaos jak na wieży Babel

Jeden drugiemu bratem jak Kain i Abel

Jak to nazwą? pułapką, w której się rodzimy

Dla cyfry we krwi na świat przychodzimy, z nikąd schodzimy

Brniesz dalej, bo chcesz wiedzieć więcej

Ósmy dzień tygodnia

Już od czwartku turystyka dla bogaczy

W Pizie zlewu krzywa wieża naczyń

A przy łóżku plac budowy w każdy piątek

Wieża Babel nieczytanych książek

I moja myśl, myśl na dziś, myśl przewodnia

Ósmy dzień tygodnia

Moja myśl, myśl na dziś, myśl przewodnia

Ósmy dzień tygodnia

[JONGMEN]

Chcesz złapać Boga za nogi? Zapytał diabeł

nie ma wyjścia z tej drogi ty zdajesz sobie sprawę

porozrzucany alfabet ze szczytu wieży Babel

nie jeden brat zginie jak Abel bez szansy nawet

sierp i szarość też ma barwę też ma kolor

mówię to wszystkim tym którym serca bolą

to w oku solą dla tych których życie skrzywdziło

Ref.

Nadszedł ten czas by obudzić się już

Ziomek odrzuć pęta, bo Ci ludzie bez dusz

Chcą byś spał jak, spał jak zimny kamień

Chcą byś był jak, był jak na Wieży Babel

Więc uszczypnij mnie, uszczypnij mnie

Proszę tylko obudź mnie, weź obudź mnie

Bo ogarnia nas

Coma(4x)

I na to nie ma rady

W HIP-HOPowe wody wypływam na zwiady

Pokłady mej galery, pchają wiatry cztery

Czterdzieści ich się mieści w żagiel

Niosą z sobą wieści z polskiej Wieży Babel

Poliglotyczna styczna, magiczna i kicz

A jeśli, trulululu trilili tralala

To twoja dziedzina

To moja mina, wygina się w rogala

Białe lepkie babie lato...

Czarne czyste babie lato!

100 stóp nad ziemią wyciągnięta ma dłoń

Będę mówił - dawno wyrzygałem knebel

I mój głos, i moja Wieża Babel

Ja urządzę post, otworzę drzwi od klatki

Ja spojrzę na Ciebie, ja moimi oczami

Ja spojrzę na Ciebie nie oczami mojej Matki

I zobaczę coś, a może tam nic nie ma?

Gdy nie liczyło się to kto w kieszenie ma ile

Dziś przemierzam mile chcąc uciec od świata

Świata w którym brat nie szanuje brata

I czuje się tu często jak Kain i Abel

Wypełniany pychą jak twórcy wierzy Babel

I zmieniają się czasy zmieniamy się my

Lecz niezmienne cechy naszych przodków

Przetrwały do dziś i nie umiemy żyć

Bo nie doceniamy chwil, chwil więcej wartych

Witam fart: pod palcem czuję pierwszy występ

Kiedy leżę w delcie płynu

Wiem, że dam radę tam wejść, nic już nie mów skurwysynu

Mam stąd panoramę, macham Ci jak Twój papież

To jest napad na Babel, niosę wiarę w tusz I papier

Twardo na nogach, w płucach zaklinam ogień

Czuję marskość na skroniach, muszę spłukać ją słowem

Zdzieram palce do krwi kiedy wbijam je w marmur

Zmierzam wprawdzie na szczyt ale mijam w chuj chałtur

zjadam ścięgna dla przemian, które rejestruję w oczach.

Kiedy ból bierze skalpel, żeby wyjąć mi dysk witam fart: pod palcem czuję pierwszy występ.

Kiedy leżę w delcie płynu wiem, że dam radę tam wejść, nic już nie mów skurwysynu.

Mam stąd panoramę, macham Ci jak Twój papież –

to jest napad na Babel, niosę wiarę w tusz i papier.

Twardo na nogach, w płucach zaklinam ogień,

czuję marskość na skroniach, muszę spłukać ją słowem.

Zdzieram palce do krwi kiedy wbijam je w marmur –

zmierzam wprawdzie na szczyt ale mijam w chuj chałtur.

Na spódnicy cztery laty,

na raty kraty do łez.

Wieża Babel, a poza tym

jest dobrze, bo jest, tak jak jest.

I tylko czasu nie ma, nie ma go,

i tylko czasu nie ma, nie ma go,

żeby żyć.

Oto homo-hedono prymityw

Garści sumień i pokłady fałszu

To zakłamanie o grubośći fałszu

Zmaterializowana psychoza

Wieża Babel, dla świata prognoza

To nieludzkość w otchłaniach zawiści

Raj utracony, daj Bóg - niech się ziści

Dałeś nam, zrobiliśmy zeń bagno

Konsekwentnie ściągając je na dno

Stoję wśród bloków, i zakładam nieśmiertelnik.

Pytają co wiem o życiu? Heh ...

Co wiem o życiu? Życie nic nie wie o mnie,

Widzę tu hegemonię nowy porządek zwany sądem,

Rządów już koniec, Babel spłonie, złóżcie dłonie,

Człowiek pokazał że przedmiot może być, droższym dobrem!

Dobry moment, by zawracać zawracam Was na promień światła,

Rozpuszczaj się jak łez tafla, krew Brata,

Jestem jak Atlas, który podtrzymuje Ziemię Matkę,

Można się z Bogiem samym oko w oko zmierzyć

Schody do raju

Kain chciał tam być i Abel

Ludzie bez krajów

Bezimienni konstruktorzy wieży Babel.

2. И вот живем мы в разных странах света. (I wot żywjom my w raznych) stranach swjeta

Кому-то мил зюйд-вест, кому-то мил норд-ост. (Kamuta mil zjund-west, kamuta) mil nord-ost

И все ж навеки стала башня эта (i wsjoż nawjeki stala Basznia) eta

мечтой всех тех, кто - (mjecztoj wszech cjech kto)

Można się z Bogiem samym oko w oko zmierzyć.

Schody do raju.

Kain chciał tam być i Abel.

Ludzie bez krajów

Bezimienni konstruktorzy wieży Babel.

Żyjemy teraz w różnych stronach ziemi.

Swój środek świata już gdzie indziej każdy ma

Lecz wieża Babel zawsze jest marzeniem

Wysoka tak, że w naszych snach dotyka gwiazd.

Wiesz jak masz postępować, znasz dekalog,

W tej sekundzie tysiące osób go złamało,

By mieć władzę jak faraon, by podwyższyć społeczny status.

Gotowi jesteśmy zmienić każdy statut.

Szukasz doskonałości, wspinasz się po Wieży Babel,

Ze świadomością, że czeka Cię upadek.

Utracony rajski ogród, przeszłość owiana tajemnicą,

Znaki zapytania, myśli wpadające w nicość.

Grzechu wirus, wiedza o świecie, polityczne wiece,

nie chcę żadnych szczytów i sławy bram

chcę wolności i miłości

popłyniemy tam, bo mamy wiatr…

po co nam zdobywać co daje świat

wieża Babel, ta wieża Babel

popłyniemy, bo już dosyć mam

nie chcę żadnych szczytów i sławy bram

chcę wolności i miłości

za granice… za granice swe…

Mówiłaś mi, że mam się zmienić,

Lecz jak to zrobić gdy od lat sami jesteśmy w sobie uwięzieni,

Komu mam wierzyć, co nazwać zaufaniem,

Czym jest - honor, szacunek, duma, prawda ponad prawem,

Nasza, Wieża Babel, problemów Himalaje,

Hipokryzja co nam żyć bez systemu nie daje,

Witaj w teatrze lalek - elita w pierwszych rzędach,

Choć wiedzę to my mamy, ale w cudzych rękach,

Prawda `debeściak`, ty o tym wiesz najlepiej:

Z osiedlowej klatki dawno już wyrosłem

Zostawiłem blok i mam czwartą wiosnę

Nie dałem się złamać, mam dzisiaj label

I dociera do ciebie wokal puszczony przez kabel

Dla ciebie wieża Babel, ja mam wiele opcji

I nie celebryci ale dobre chłopcy (ale dobre chłopcy)

Ale dobre chłopcy.

[Ref]

Boso po różach,

W globalnej wiosce globalnym sołtysem

Zostać mógł będzie każdy z nas

Wystarczy obiecać więcej niż inni

A potem to wszystko dać

W globalnej wieży Babel im więcej marzeń

Tym więcej wyborców będziesz miał

Walutą- wyobraźnia, bo innych ograniczeń

Umysł ludzki już nie będzie znał

Co było to było, co ma być niech będzie

Strzegą by budować bez zakłóceń i w spokoju

Fundamenty w Hiroszimie kopuła wśród gwiazd

Bądźcie wszyscy dobrej myśli on ochroni nas

Pokój

Runie Wieża Babel już za kilka dni

Człowiek chce zabijać i ma to we krwi

Nie trzeba mu rakiet on ma własną pięść

Może nią zabijać niszczyć łamać gnieść

Linie, pisze je, każda z nich jak kop na jądra

Mój styl zabrania mnie wyprzedzać, podwójna ciągła

Majk słucha co stworzyłem, cierpliwy doktor

W głowie forteca, przez kabel robie do niej podkop

Jak na Wieży Babel, mówię coś w co nie wierzysz nawet

Czasem się nie rozumiemy, lecz lubimy się, ciekawe

Połączenia na linii fan - raper, chyba w końcu mam mapę

Biorę się za plan zatem, zemszczę się sam za te

Lata w kokonie, uśpione, to atak, armia na konie


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga