Alfabet słów:

Słowo OB w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery O: odtajnić, OBOP, ode mnie, odumrzeć, obraźliwy

Kto w Polsce śpiewa o OB ? To między innymi A.D.H.D., A.Grabowski & T.Szczepanik, Henryk Rejmer. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

I runął tępym ostrzem w sam środek bieli,

Gdzie ze strachu we włosach zastygł pył miesiąca.

Kosmos zadrżał. To ziemia łbem o eter wali.

Tasak ciało rozpłatał i wskroś nieba dudni.

Przez żałobę obłoków do kosmicznej studni

Spływa krew, nim zastygnie na zbrodniczej stali.

Stoję blady. Tak. Stoję. Niepojęcie blady.

Patrzę w niebo i widzę zatratę pokoleń,

A tu rzeźnik nakrywa stoły do biesiady

Zgubny los kusi, tak już na zawsze pozostanie,

diabeł kusi, umysł zaklina opętanie,

otępienie, trzy dźwięki, melodii komponowanie,

śpiew, kobiety, wino zataczają błędne koło,

obłęd zagryza ogon jak uroboros.

Niby jeszcze ton pieśni pieści mijaźń chorą,

niby to wino sprawia, że smutki w nim toną,

niby to ona wspina się po mnie jak winorośl,

dlaczego nie, w czeluść mnie strącono.

Bujam w obłokach, które wypuszczam,

wdycham je, wznoszę się, nie mogę ustać,

widzenie z góry me zatroskania,

są takie małe do rozdeptania.

I chociaż odpływam

Potem twarde lądowanie, wyobraźnia traci zasięg,

Zamieńcie się ze mną i pozwólcie się skupić,

Ułożyć jakiś plan, no chyba w końcu musi mi sie udać,

Jestem realistą, nie wierzę w cuda,

No to po co to wszystko? Szczęście i obłuda,

Zamieńcie się ze mną, skoro mowa o przyjaźni,

Odrażający zapach chwili gdzie się człowiek błaźni,

I potrafi żebrać, żałośnie prosić o atencje,

Że podpala konkurencję,

Temu co w dyskonwergencji z Comedy Central

4fun TV i nie stać go na Solcoseryl Dental

I jebie mu z japy, (Och, jakie dramaty!)

14-latek myśli inaczej weź skup się na tym

Przypadek siódmy - wiesz byłbym obłudny

Więc muszę przyznać, że dzień zdarza się być tak trudnym

Że mam dość wszystkiego i nie widzę perspektyw

Oddałbym wiele by był przez chwilę lepszym

Obiecałem jednak sobie że nie sprzedam swojej skóry

Ze starych zdjęć układam swój własny film,

wiem że to nie wypada, lecz wystąpisz w nim,

tworzę zwyczajny plagiat obżeram się się tym,

co podpowie wyobraźnia, jak oddychać i czym.

Nie wiem czy to pamięć, czy gra ze mną mózg,

szkielety w szafie wiszą, pod łóżkiem spotkasz dwoch,

co ciszą się brzydzą i grają mi w uchu,

Bachorów wychowanych w majestacie kultu krzyża,

I siekło, bo mózg raczej lubi takie stany,

Samym gniewem najebany, nie wystarczy naubliżać tym kurwom!

A może to nas(...)

Obżarci z godności, emocje gniją na ziemi,

Przeraźliwy wrzask, ogień, płacz wiele może zmienić,

Przestaliśmy się cenić, została tylko wściekłość,

A bóg się zaczerwieni, kiedy mu zabierzesz berło,

Stań na tronie i Ty rozdawaj ból,

wizje mordu, dasz wiarę? Ten plan nie jest niewypałem,

Nie pytaj na czym ma polegać wybór oponentów

dobre firmy nie zdradzają nigdy swoich patentów

zarząd siedzi w moich myślach, nawet nie muszę się zgadzać

siedziba ,obłąkanie. Filia, koszmar sąsiada,

Możesz sobie gadać i tak pierdolę psychoterapię

udawane zrozumienie a kieszenie jedzą papier

i ciągle na bakier , odkąd sobie przypominam

nie widziałem w lustrze więcej niż podłego skurwysyna,

Te wszystkie puste chuje, zakleszczone w molochach,

Biznesowy język nigdy nie dopuszczał słowa ""kocham"",

Nie pakuj mi poglądów, w które tak głęboko wierzysz,

Spolaryzowaną masą można rządzić jak należy,

I pluję na ryj tym, co fałszywi i obłudni,

Najpierw jesteśmy furią dopiero potem ludźmi.

[REF.]

I jeśli chcesz możemy uciec stąd,

Zostawiając po sobie tylko zgliszcza,

Otworzyłem oczy na świat, a raczej jego cień,

Człekokształtne małpy, inkarnacje judasza,

Jeden drugiemu buta w pysk, a potem przeprasza,

Kurwa wstałem, te same instytucje,

Państwowe, ześcierwione mordy obłudne,

Grube dupy, z pomarszczonymi pizdami,

Bezsensownie kłapiące obwisłymi w chuj mordami,

Kurwa wstałem, te same ulice,

Dziadygi z workiem puszek i push-upem oblężone cyce,

za każdy cios

i słoną łzę

Zaciśnij pięść

Rozwal im łeb

Obłęd !!

Tragedia pełna werwy, codziennie się zaczyna

Od nowa, to przykre, że nie możesz się już schować

Konkurowac z Ozyrysem? Chcesz zdobyć tron Boga?

Wiele razy upadłem, to nie jest prosta droga

Między młotem, a kowadłem obłęd zamknięty w słowach

Nie chcę nikim sterować lecz jak przystało na proroka

Połamane ramiona stanowią podstawowy pokarm

[II.]

Symfonia pękającej kości i ostrych gwoździ

moich wrażeń to początek,

mogę o niej pisać książkę,

mogę, zrobić dla niej wszystko,

dla niej wszystko, co dobre.

Jej spojrzenie wprawia w obłęd,

uśmiech daje szczęście.

Będę robił wszystko,

by na twojej buźce był on częściej,

dzięki tobie skarbie,

przeczytaj Biblię, potem Main Kampf

przeczytaj Marksa, potem Nietzsche

stwierdzisz, że to jedno obłudne kłamstwo

idź w tą dżunglę, betonową dżunglę

walcz o siebie, walcz o swoją wolność

idź w tą dżunglę, betonową dżunglę

walcz o siebie, walcz o swoją wolność

Wszystkiego mam dziś dosyć

Z każdej strony kłopoty

Nikt nie wie jak to się potoczy

Każdy dzień naciąga gumę od procy

Aż w końcu polecę w obłoki

Póki co ważą się losy

Byleby konsekwentnie się unosić

Ludzie krzyczą ""pomocy!""

Uczę się przyjmować ciosy

Myślisz, że ktoś chce oszukać cię

I czeka, aż szansę mu dasz

Bo nie raz dobre chęci cechuje obłuda

Wrażliwość dla człowieka jest jak Judasz

Przyjdzie czas, a nie zechce więcej nas nawet paskuda

Ludzie z natury nie chcą źle, ale chcą za nic

Myślę, że to nie skłania mnie do życia dla nich

Znam niemą mowę przejrzystych powiek.

Tańczących wokół mnie.

Gdy patrze w oczy Twe.

Gdy czytam ciało Twe,

W obłędzie szału,

rozgrzane palce muskają żądzą mnie.

Gdy czytam ciało Twe

Niemocą mocy trwam.

Czekam na jutro. Wybijam północ,

Ref:

Czymkolwiek jesteś błagam odsuń ten krzyż

Bo nie wiem czy nam wystarczy sił

Konsekwentnie zatruwa krew

wiecznie głodny obłędu kleszcz

Schowana pod płaszczem mojego ramienia

Rozumiejąc dobrze zasady współistnienia

Z drżącymi dłońmi i płytkim oddechem

podajesz mi swoje piersi

Piękno! Rozpala iskrą skrzydlatą.

Okrywa dreszczem jak białą szatą;

Tak nagi blask budzi się,

Oglądam raz dwie twarze mroku.

Na szarym nieboskłonie obłoki kłębiąc się nisko.

Przesłonią chłód gdy płonie, serce jak ziem i wnętrza

Ognisko;

A myśl spadnie daleko, do głębi zapomnienia;

(gdzie) Tęsknota zamknięta powieką czas w nieśmiertelność

Kiedy jestes przy mnie niczego mi nie trzeba

Mam wrażenie, że trafiłem do siódmego nieba

Bo tylko dzięki Tobie naprawdę chcę żyć

Zapomnieć o problemach, w euforię się wzbić

To obłęd sercowy bez porównania z niczym

Kiedy jesteś przy mnie nic innego sie nie liczy

Pragnę jedynie tego by na zawsze tak zostało

Aby wszystko się udało -to jedyne me marzenie

Oddałbym co mam za jego spełnienie

obłędny wzrok tysięcy ciał

bezsilnych pod przemocą

zamknięte w klatkach czekają na śmierć

ofiary ludzkiej głupoty

to fabryka śmierci XX wieku

Chcę być barwnym motylem ,choć te żyją jeden dzień ,

Później pył spada że skrzydeł ich śmierć to szybki sen ,

Ale życie nad ziemią ,choć nie dotykają gwiazd

Robią to już po śmierci Marilyn Monroe , Amy Winehouse

Gotowa jestem na sławę ,na obławy pierwszych miejsc

W kolejce gdzieś nie stoję ,nie, ustąp mi w niej ,oddaj mi cześć ,

Padam padam jak Eddy Piasek ,wstaje jak ta Femme fatale

Tworzę ten bal to moja gra ,zobaczysz zamek

To nie wyścig wiem ,choć często ścigam się

i ludziom w oczy patrz,

w miasteczku Bełz.

Minęło tyle lat,

harmonia znów gra,

obłoki płyną w dal,

znów toczy się świat.

Wypiękniał nasz Bełz,

w ogrodach, na drogach bez.

Nikt nie chce pamiętać,

widzi swa mamę i tatę, i żonkę,

i rusza, wyrusza na bal.

Sucha kostucha - ta Miss Wykidajło

wyłączy nam prąd w środku dnia.

Pchajmy wiec taczki obłędu, jak Byron,

bo raz mamy bal!

Niech żyje bal...

z torebkami z walizkami, chodzą, biegną wyczerpani

tak bez celu szybko mkną

dzień za dniem, miesiąc, rok

zamyśleni i zmęczeni płyną

jak po niebie obłok

Czasem stanie ktoś na chwilę, by odpocząć trochę

i zastanowić się czy warto pędzić po kres życia dni

i popatrzeć wokół siebie kim się jest i co się ma

i pomyśleć czy naprawdę siebie każdy dobrze zna

Do dziś nas nudził świat

Uśmiechem słonecznych dni

Aż nagle pierwszy raz

Zapomniał się do nas śmiać

I chociaż wiatr obłoki

Po niebie ciągle gna

Dzień stał się taki obcy

Że coś załamało się w nas

Dzień bez miłości

Tyle dały mi radości,

byliśmy dla siebie sami.

2)Bezlitośnie płynie czas,

wciąż go mniej dla siebie mamy.

Obąwiązki,praca,sen,

lecz do wspomnień powracamy

na spotkanie z marzeniami.

Ty tuliłaś mnie do siebie,

noc pachniała marzeniami.

Za zrujnowany Kraj, praktykom przeciw Krwi

W ruinach świątyń zgasł

By nie powrócić już

I spalić się do cna

Obnażony miecz obłudzie odkrył twarz

Gromiąc wstyd i strach przed kłamcą, który niszczył wielki Kraj

Gdy klęski zadał cios, uwieńczył walki trud

Wygasłych ziem zapłonął ogniem znów

Budzi przeciw, do zwycięstwa niosąc wieść

W sierpniowy, senny dzień

Przystanie czas.

Gdy pola w śnieg otulone

Wiatr zbudzi poszumem drzew,

Wysoko, w białych obłokach,

Zadźwięczy wesoły śpiew.

Kiedy serce chce kochać i żyć

Kiedy kończą się dni bez miłości

Niby szara klejąca się nić

Czy ty wiesz jakie długie są noce

Jak bezsenne obłudne i złe

Ile łez w nich, ile w nich niemocy

W samotności niedobrze jest, nie...

Czy ty wiesz jakie długie są noce

Jak bezsenne obłudne i złe

A żebrakowi, który cicho siedzi w domu

I miesiącami ciuła by mieć w końcu Coś

Emerytalną figę dadzą po kryjomu

Na starość jak w butelce puste ujrzy dno

2.A polityka doprowadza do obłędu

Wysnuwam wniosek ten

Bo w sejmie same pokemony rząd do rzędu

Darmozjad albo leń

Na szczycie guma balonowa i dziwaczka

Obiecuję dobry sen, w zgodzie kończyć każdy dzień

Obiecuję w porze zmroku, tylko spokój, spokój, spokój, spokój.

Obiecuję garść refleksji, przy słuchaniu mądrych pieśni

Obiecuję kilka wierszy, słów słuchanych po raz, po raz pierwszy.

Obiecuję świat obłoków, niezliczoną ilość kroków

Obiecuję śmiech radosny, jakże obcy nam, nam dorosłym.

Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń

Woń która tłumi wszelki spokój zrywa wszystkie sny

Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz: goń -

I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!

Te dzikie zapalczywe

W gęstym lesie wychowane!

Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!

Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wejść w to srebro na wskroś złote,

W niezawiły śmierci cud

I w zawiłą beztęsknotę!

Był tam niegdyś czar i śmiech,

Tłumy bogów w snów obłędzie

Było dwóch i było trzech

Lecz żadnego już nie będzie!

Został po nich — rozpęd wzwyż,

I ta oddal bez przyczyny,

Zwiesza się poza płot

Spylona rozwalicha.

W kałuży, śladem kół

Porysowanej w żłoby,

Tkwi obłok, brzozy pół

I gęsi rdzawe dzioby.

Od sztachet, snując kurz

Na trawy i na chwasty,

Słońcem pocięty wzdłuż

Żeby mógł nas nim nakarmić kraj

Z trudu naszych rąk powstał wspólny dom

Na powszednią radość dniom

Wymarzony w snach rósł ojczyzny gmach

Hen wysoko ku obłokom

Znajdzie tu gościnę druh z dalekich dróg

Lecz niech się zatrzyma w progu wróg !

Gdy polska da nam rozkaz

Stanie cały naród nasz

1.

Niech spłonie na stosie obłudne milczenie!

Niech spłonie na stosie, niech lecą kamienie!

Wszystkie świątynie zamienią się w piekło!

Ci najwierniejsi przed nim uklękną!

Ref.

zawsze na jesień, co cztery lata,

mamy znów nowego kandydata!

nowe przysięgi, nowa obłuda,

trochę pościemnia i mu się uda!

nowe obietnice, stare poczynania!

jutro ma być lepiej, każdy umie gadać!

mniejsze bezrobocie, obiady dla ubogich,

Idealny przykład boskiej szczodrości

Jak ją widzisz, serce bije prędzej,

Nie dając rady się oprzeć jej potędze

Gdy próbujesz ją dogonić,

Starasz się zbytnio nie obślinić

Ona zauroczyła ciebie,

Pokazując całą siebie,

Ja zakochałem się,

Gdy tylko spojrzała na mnie

los łaskawie wskazał Tobie aż tysiące dróg

lecz nie umiałem zatrzymać Cię dłużej ani dnia

Refren:

nie dogonisz już wiatru dziewczyno

gdy w parzy gdzieś z obłokiem gna

nie zatrzymasz rzek które już płyną

nie zmienisz dnia w noc pełną gwiazd

po sekwanie kolorowych płynie świateł sznur

zapalałem je dla Ciebie by kładłaś się do snu

Szukaliśmy siebie tak długo

Błądziliśmy wciąż po bezdrożach

Czekając na czułe spojrzenie

Na dłonie wplecione we włosy

Motyle tańczyły w obłokach

A my, zapatrzeni na słońce

Dotknęliśmy rąk swych przypadkiem

A chwila ta trwała wiecznie

Podszedłeś tak całkiem zwyczajnie

W nich odnajduję siebie

Twój ciepły oddech przyprawia mnie o dreszcze

Nie chcę cię nie mieć, bo potrzebuję ciebie tak

Że bez ciebie aż się dławię powietrzem

To aż obłęd jest

Kocham cię bo cały wszechświat sprzyjał mi w tym

Jeśli miłość to płomień

To tylko dla mnie płoń

Dziś już wiem że jutro bez nas nie liczy się

I mimo że wiem że tam moja krew

Ja chcę ciągle dalej biec

Do przodu biec, nie dać się

Chcę wrócić znów

Z obłoków czarnych chmur

Chcę dalej prosto iść

Do zemsty iść, Chce dalej iść

Do celu iść, do zemsty iść

I will kill you my dreams

To był sen, to tylko sen

Lecz na ile był proroczy?

Nie wiem, może kiedyś wstanie,

Mroczny, szary taki dzień.

Kiedy wstałem jasne słońce przykrył obłok biały

Nadszedł ojciec, miękkim głosem rzekł: „Jeszcze czas”

Jak krzyknąłem: „Nie!”- chciałem opowiedzieć sen.

Wkoło ryknął śmiech- „Mamy przecież jeszcze czas.”

Od hałasu chronił szklany hełm,

Byle podmuch rzuca mnie o bruk

Ile razy padnę szalony

Potem gnam nowonarodzony.

Ja dzisiaj tańczyć jak ptaki chcę

Nim nowy obłęd pochwyci mnie

Od zarania ku zapomnieniu

Choćby w rytm deszczu, w burzy graniu.

Świat potężny, pełen ślepych sług

Nie doścignie moich szklanych słów

Inaczej niż lęborska rasa,

Jeśli powiesz złe wiadomości,

To się skruszą biednych kości,

Bo oni nic do jedzenia nie mają

I w obłokach często bujają,

A dzieci bawią się zabawkami,

Na spółkę z przykrymi ziomkami.

Niech biedni o czymś małym marzą,

A bogaci swe złoto ważą,

[Fałsz się wśród nas szerzy,

Dość już masz.

Dzisiaj możesz mi uwierzyć,

Koniec słodkich kłamstw.]

Wiemy, obłuda się szerzy,

Też dość już masz.

Bądźmy wobec siebie szczerzy -

- Koniec kłamstw.

Możesz mi śmiało wierzyć,

Gdzie pensji jej, jaka forsa, złotych tysiąc, w mordę

Kupisz razowca na miesiąc, absolwent

Jak śmieciarz, jak garncarz, tak wyszło

Co sam zlepił w palcach, dziś ceni nisko

Dżob - ognisko wychowawcze przy ulicy Bagno

Zmienić na zawsze w prawdziwe ognisko zapałką

Chciałbyś - znam to, Intraco i Marriott jakoś są za małe

Pamiętasz kryty papą dom sołtysa? Zapomniałeś,

Aspiracje, chęć przygód wsysa, goń za zmianą

Malkontenci zamiotą swe niechęci w kąt

Dotrze do nich, że mistrz właśnie odszedł stąd

Jeżeli kiedyś zabraknie mnie

I widzisz, słoneczko moje, to są naboje, a to gnat

Przychylne powiesz słowo, czy okryje się żałobą świat?

Jeżeli teraz zabraknie mnie

Jeżeli teraz zabraknie mnie

Nie będzie liczb, nie będzie słów

Bo wszystko ma centrum właśnie tu

odparowuje z otoczenia moja poezja

jest chorobą rozprzestrzenia się drogą kropelkową

wiem o tym to i owo jest nieposkromionym sztormem

unosi z prądem zalewa jak przyszły ojciec formę

wypłucze obłudę z serc, które zarosły brudem

ten wers to powrót do źródeł

nie ważne jaką ma temperaturę

postać, wygląd, strukturę, przestrzenny rozkład

to hydro którego nam nie wydrą wilgoć żywioł


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga