Alfabet słów:

Słowo W w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery W: wgryzać, wielkogłowy, wysłowić, Włodarczyk, wypraszać

Kto w Polsce śpiewa o W ? To między innymi Dixon 37, Dixon37, Jacek Skubikowski. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

to dla braci, sióstr, którzy sprawiają

że codzienności ból jest do wytrzymania

śmierć, zdrada i aresztowania są do wytrzymania

to dla was...

W.W.W.W. W.N.M...

Wita wiara i pozwala i buduje nadzieję

nie wiesz co się dzieję pierwsza płyta Dixon37

nieważne dla mnie czy ją przegrasz czy kupisz

możesz ją zajebać nawet w sklepie z półki

to dla braci, sióstr, którzy sprawiają

że codzienności ból jest do wytrzymania

śmierć, zdrada i aresztowania są do wytrzymania

to dla was...

W.W.W.W. W.N.M...

Wita wiara żyć pozwala i buduje nadzieję

nie wiesz co się dzieję pierwsza płyta Dixon37

nieważne dla mnie czy ją przegrasz czy kupisz

możesz ją zajebać nawet w sklepie z półki

Wąż, wąż, wąż! Wąż, wąż, sss!

Uradzili nam ... ze Wschodu

Że jest ze sto sposobów

I czarnej magii zaklęć niemniej

Można różnie rozpoczynać

trd król ekipa was wita

każdy kolejny dzień

przynosi coś nowego

nowe znajomości, zawiłości, miłości, doznania,

tak to już jest od zarania dziejów ów ów ów ów

ówczesny czas pokazał mi komu ufać a komu nie

wielu z was bardzo dobrze o tym wie taak zioooooom

nie ważne jakie miasto,

nie ważne jakie państwo,

nie mów bredni ciągle.

Ciągle jesteś dla mnie zołzą,

czemu musisz być każdą mą łzą.x2

2.Podejrzewasz o zdrady,

szukasz niezbitych dowodów(ówówów).

Czemu tak traktujesz mnie(eeeeee),

jak detektyw śledzisz mnie(eee).

Inwigilujesz tak,

zaufania Ci brak.

A ty łap los w swoje ręce nadal bądź duchowo mocny

Razem zburzymy każdą ścianę miedzy nami

(dobre motto dla człowieka bądź człowiekiem)

Nie ma odległości ani ani granic

(my i w w w w i wy)

jesteśmy razem Hip Hop- przetrwa, nie umrze.

Żył człowiek co go tak

Poznałem i do dzisiaj ja go znam

Gdzie dom Hitlera był

Gdzie Hitler był się skrył

Tam na tem domu mieszkał człowiek ów, ów, ów

Pamiętam czasy te

Gdy chciałem - Bóg wie gdzie

Wyjechać, wszystko jedno, byle daleko stąd

Byle daleko stąd

Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba

W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne

Przeogromna chorągiew co się wśród dymów koleba

Włóczni ostrzem o łuki rzekłbyś oparta podniebne...

Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca

I czernieją na niebie a blask ich zimny omusnął

I po ostrzach jak gwiazda spaść nie mogąca prześwieca

Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął...

Dalej - dalej - aż kiedy stoczyć się przyjdzie do grobu

Stoki olśnione światłem, określone cieniem,

Pejzaż łagodnej siły istnienia życia - nie rzeczy -

Odkryli w plecach człowieka świadomi siebie Grecy.

Wzdłuż ścięgien wzgórz ruchomych, spod Kuli wypływa

W wąwóz pleców Atlasa rzeka potu żywa.

I nudna się wydaje kulistość doskonała

Nad górotwórczą walką symetrii jego ciała.

Wsparty na kręgosłupa niezłomnym pionie osi

Poziomy horyzont barków Wszechświaty unosi.

Drugiej nie zdążył bo oto toń rzyga

I jeden poziom w dwa piony się dźwiga!

Szum się podnosi, a od ludów wrzawa:

Sprzeczne z naturą, więc na cud zakrawa!

A onże człowiek pierwszy w wąwóz wkroczył

Między sztandary purpurowych zboczy.

A wszystko warczy, pieni się i pryska,

Lecz najmniejszego nie zamoczy listka.

Więc nie pytając nawet o przyczynę

I wstęgi spłyną z ramion sytych chwały

Ci, co polegli - idą w bohatery

Ci, co przeżyli - idą w generały

Potem zaś czyści w paradnych mundurach

Galopem w wąwóz wielkiej polityki

Gdzie w deszczu złota i kadzideł chmurach

Pióra miast, armat, państw krzyżują szyki

I tylko niektórym ominie pokuta

W mrowisku lękiem karmionych koterii

Noc, noc, noc to jest noc wspomnień

Ja wiem, wiem, wiem czego ty chcesz

Więc chodź, chodź, chodź usiądź koło mnie

Włóż, włóż, włóż swoją dłoń, w moją dłoń

Dlaczego Cię kocham, nie wiem sam

Dlaczego wciąż myślę o tobie

Uciekam od Ciebie wciąż

Lecz więcej już tego nie zrobię, nie zrobię

A ze stolca wyszła biedronka

Jakie to szczęście, że jest tak blisko

Tylko nie rzygaj, bo będzie ślisko

Odpierdol się od mojego batona

W, w, w Samoobrona

""Baniak Time"" - zakrzyknął Waris

Po czym Waska z bańki płot rozwalił

Mimo że podróż nie była krótka,

Bardzo szybko skończyła się wódka

Każdy pies tańczy jak mu przełożony zagra

Załatwisz wszystko na każdym szczeblu tego państwa

Jeśli tylko hajs masz, tu podział klas

Marnych szans, nigdy pas, czas pleców wkrótce

Nie stoję w miejscu, nie topię marzeń i smutków w wódce

Na podwórku chłopaki kombinowali różnie

Jedni na stabilnym gruncie, ci co mniej szczęścia w puszce

Rusz się, nie ma spocznij, musimy być mocni

Strach łapie za gardło jak imadło tego co wątpi

znasz ten klimat poznałeś go na poprzednich płytach

poznałeś też z klimatu zawodnika

dzisiaj zjada nowa płyta podejdź do głośnika

(Dżonzys- pl) jadą (z pod kureska znika?)

wpadłeś w wąwóz poźno też na przewodnika, jak nie czaisz jointów to na chuj Ci muzyka?

Narzuć kaptur, nie zapomnij zabrać zica

no wyjdź na dwór z tamtąd czesio nas usłyszał, to nie żart jak kryszak i nie sezonowa grypa

to się klei lepiej niż nalepki z coli ,nie od dzisiaj będe w majkach co tu stoi dyszał

to narkotyk który dźwiękiem koi każdy liszaj

To klub z selekcją, święty Piotr zawrócił ją na bramce

Widzi to w snach, klatka po klatce, zapomnieć ciężko

Czasem bezsenność to błogosławieństwo

Zresztą, może tego Bóg chce myślała pijąc 7 kawę

Nie lubiła topić smutków w wódce

Wiedziała, że tym razem efekt przyjdzie wkrótce

A kofeina w walce z morfeuszem da jej sukces

Dziś wyszła z pracy później, miała trochę czasu

Gdy zobaczyła go jak stał po drugiej stronie pasów

Daleko stąd my mamy własny kąt i stu procentową pewność

Dotąd nie poznany ląd gdzie bez problemu przedziera się przez ciemność

Daleko stąd my mamy własny kąt i stu procentową pewność

Dotąd nie poznany ląd gdzie bez problemu przedziera się przez ciemność

Z dala od realnego świata snów w w krainie słów jestem jak młody bóg

Mogę wszystko wystarczy ze ręką kiwnę mogę obrócić nie szczęście w szczęście to nie dziwne ,

Mogę burzyć mury góry mogę palić mosty i nic za to mi nie grozi i nie będzie nawet chłosty,

Mogę odbudować wszystko a wiesz że tak zrobię

po dobrym zabiegu będzie bardziej kolorowe,

Usiądź, nerwy ostudź ! Teraz sobie te nerwy odpuść

I od słów pierwszych obudź imaginację swą w środku

co rozprzestrzeni się wśród sześciokątu ! Wchodzę z tym od frontu

Komponowanie me w kupę zmontuj ! Poczuj od fal rapu podmuch !

Nie zdobię zwrotek w kontusz tak jak nie leje wody w wąwóz,

bardziej leje tusz aby Cię powiózł temat w pędzie miejskim poniósł !

Cofnąć się pokuś, że proste to tu - nikt nie powiedział !

Puść to w bloku te wersy z lodu, betonu płodu,

lampionów grodu... Ey ! Wiesz, że zbliżamy się do portu ?!

Nałóz efekt, dużo przesterów

My to robimy tak poprostu ziomus, piszemy rapujemy do mikrofonu

To przychodzi nam łatwo - uwierz

Ty ze sztuka baunsujesz w klubie

Kolcz, Kiełbasa i Tedunio w w w superrelaks

Wez sie nie unoś

Sztuka za sztuką za sztuką sztuka

Chcesz byc bezelem ? - to sie nie uda

To nie jest kawałek żeby sie podobac

Moje życie to komedia romantyczna, czasami też spływają łzy po policzkach.

Codziennie wstaje i cały czas walcze, za plecy co chwila patrze.

Wiele osób czeka na mój upadek, a w życiu jak w filmie nie cofniesz klatek.

Cały czas patrzą mi na ręce, nie topie smutków w wódki butelce.

Chowam smutek zawsze pod uśmiechem, mam gorsze dni pzecież jestem człowiekiem.

Cały czas walczę i szukam siebie, szukam swojej gwiazdy na tym wielkim niebie.

Szukam mapy do życia swojego, a Ty widzisz we mnie tylko gościa złego.

Widzisz tylko co widzieć chcesz, a nic o mnie w ogóle przecież nie wiesz.

Ejj żal mi tego, typa rwę boki,

Mój żal jest jak Abysal, jest głęboki,

Robię hajs jakbym robił obiad to wam powiem chłopcy,

Robię sałatę robię sos robię klopsy,

Taa... w w w de next best

ps niuskul NSPC

Putin:

Weź to rzopierdol bracie

mam juz pewnosc w rapie

nie było sweet foci na naszej klasie , a pragnienie wrażeń wyznaczało bieg wydarzeń .

Hardcorowe czasy czy gibonek tu na miejscu ,młode pokolenie zawsze w uwagi centrum braterstwu podporządkowani w sercu wersów

,teraz pełno gejków z fryzurami na bitelsów.

Bo tylko w szerokich łachach był good morning ,puchy na śmietniku , graffiti i skateboarding.

Dziś emo ulizane na 'Backstreet boys'ów w wąskich spodniach wrócą do swoich rodziców. Kiedyś na imprezach tylko platyna ,złote ,dziś te palanty bawią się w Tokio hotel .

Dziwny popęd te dzieci porwało flow ,ulicy sezamkowej i codzienny mupet show.

Ref:

Pytam gdzie te czasy kiedy ulica dawała dumę i liczył się tylko ten hardkorowy numer.

Gdy każdy dobrze znał fabułę czipsów* i czół więzy które nas łączyły na boisku x2

głos w głowie mówi:""Ggnij"", gdy nie mam już sil

zastanawiam się, kto kobiecie w ścianie mówił: ""Przyj""

w rurach mieszka w chuj żmij, słyszę je przez otwór kranu

ściany pełne dzieci, nie wyjdę już z tego stanu

nadzieja ucieczki za oknem sześćdziesiąt metrów w dół

oczy-klamki czujnie patrzą schowam się jak szczur pod stół

"

wrzaskiem znów przerywam ciszę

nikt nie daje rady

to nie ludzie to gady

kurwy z otwartym kontem

złota karta kredytowa, sześć stów w plecy co piątek

rezydenci taksówek

po alko

gubiących wątek

kiedy zburzę wasz świat to wtedy będę

Głos w głowie mówi: ""gnij"", gdy nie mam już sił,

Zastanawiam się kto kobiecie w ścianie mówił ""przyj"",

W rurach mieszka w chuj żmij, słyszę je przez otwór kranu,

Ściany pełne dzieci, nie wyjdę już z tego stanu,

Nadzieja ucieczki za oknem, sześćdziesiąt metrów w dół,

Oczy-klamki czujnie patrzą, schowam się jak szczur pod stół.

"

drogi panie wszechwiedzący, pan się lepiej odpierdoli

własne dzieci wytresować przecież muszą być posłuszne

ale komuna to ""zło"" no kurwa, zaraz wybuchnę

tak, czepiam się i co dalej nazywam błaznem

tego kto dla ""rozmów w toku"" kupuje sobie plazmę

no bo przecież chyba trzeba się pochwalić przed sąsiadem

daj nam powszedniego chleba i zajmij sie tym gadem

ciągle rzyga jadem, polaczek pierwszego sortu

a ja chuj na ciebie kładę więc oszczędź mi tych tortur

Budując stadiony, wyrzuca wprost na asfalt

Mam oddać pokłony, no bo to prezydent miasta

Dba o moje dobre imię, nie wiem może dzisiaj zginę

Ale najpierw wyrządzę krzywdę twojej rodzinie

Że się topie w własnej ślinie, bo wciąż tylko opluwam

Na kanale z zamachami natychmiast daje ""suba""

Sprawa staje się gruba, więc lepiej miej na nas oko

Ty idioto w kwestii mordu mierzymy w chuj wysoko

Tolerancja i masochizm to zupełnie inne rzeczy

trzeba odpierdolić kurwy, no i nie zadawać pytań,

tak jest, czasami znikam, żeby wrócić jeszcze gorszy,

bez szacunku i honoru, i nie próbuj się troszczyć.

Gdyby przyszło co do czego, dwóch podałoby mi rękę,

mam bogów w sercu, dlatego przed żadnym nie klęknę,

miłosierdzie? to cudne, taki trening dobrej woli,

pluton egzekucyjny właśnie wdrapał się na Olimp.

Obiecuję, to zaboli, chory taniec na krawędzi,

bestia coraz mniej się boi, kiedy brakuje uwięzi,

Potem odpierdolił, a z jego truchła kabaret,

Nakręcony przez koncerny celem windowania marki,

Zapłakany Tomasz Lis, kurwa, przeszły cię ciarki?

Mnie też otrzepało, tylko wiesz, z obrzydzenia,

Nie szukają Boga w lesie, w wąwozach czy kamieniach,

Tylko w odpierdolonej za chuj wie ile oborze,

Napluję im w pysk i krzyż w mrowisko włożę,

Dałeś wolną wolę Boże, trzeba było to przemyśleć,

Może pójdę dziś do nieba, pogadamy bez ciśnień,

Każdy kolejny dzień jest ułudą, iluzją tego, że funkcjonujemy normalnie, gdy tak naprawdę jesteśmy zamknięci w celach wykutych przez system kolaborujących ze sobą biznesmenów, polityków, kapitalistów, władców marionetek i całego tego szamba. Do nas, jako ludzi, jako istot myślących należy poświęcić nawet własne, i tak chuja warte życie, po to aby pozabijać te całą bandę. Potrzebny nam krwawy bunt, potrzeba nam płaczącej krwią ziemi i plującego ogniem nieba. Musimy pokazać siłę, wyjść na ulice. Niszczyć, zabijać, plądrować i roznieść w pył cały stary ład. Pojęcie patriotyzmu to przestarzała śpiewka w imię której tylko głupcy pławią się w poczuciu przynależności do grupy. Chcecie do kogoś przynależeć, chcecie być niewolnikami? Czas wziąć sprawy w swoje ręce, skończyć z polaryzacją społeczeństwa. Otwarty ogień w polityków wszelkich opcji, ostre naboje w policje i wojsko, szubienice dla komorników. Nadszedł czas wojny totalnej. Wojny z manikpulacją i manipulatorami wykorzystującymi najbardziej płytkie i najprostsze instynkty bo to by przeciągnąć częśc małp na swoją stronę. W płomieniach gniewu spłoną ambasady, jednostki wojskowe, opancerzone wozy mediów i aparatu bezpieczeństwa wszystkich państw. Globalny terroryzm jest jedyną nadzieją. Nadzieją na to, że upadnie stary porządek i albo uwolnimy się od gniewu tyranów, albo uwolnimy ziemię od nas samych, bo własnie to my, ludzie, jesteśmy tyranami.

Nie chodzi o parlament, tam są tylko marionetki,

Sam się na tym przejechałem, no a teraz będą wściekli,

Te wszystkie puste chuje, zakleszczone w molochach,

Biznesowy język nigdy nie dopuszczał słowa ""kocham"",

Nie pakuj mi poglądów, w które tak głęboko wierzysz,

Spolaryzowaną masą można rządzić jak należy,

I pluję na ryj tym, co fałszywi i obłudni,

Najpierw jesteśmy furią dopiero potem ludźmi.

[REF.]

Meandry wszechświata się skurczą dając mi drugą szansę

Pewnie i tak ją zmarnuję i przeleci mi przez palce

[Refren: x2]

Intoksynacja i szukanie winnych

Kurwa słabe zachowanie starców w chuj dziecinnych

Sam sobie odebrałem prawo do oceny

W moich oczach jestem zerem i nic tego nie zmieni

[Zwrotka 1:]

Mógłbym odjebać tu prywatę i ponaginać fakty

Sprawa wygląda inaczej, niż to czym was karmią media

mundur, order, siwa głowa, z mordy brednie goni brednia

tak bardzo wredna, wroga propaganda,

naginanie historii i faktów, no kurwa granda.

ile było ataków w Stanach? No tak mniej więcej

Chcieli wmówić Muzułmanom tylko jeden, ""World Trade Center"".

poleciało sto dziesięć pięter, wszystko pod kontrolą

przybijemy Al-Ka'idzie, zgodnie Panie z Twoją wolą

Nie mówcie nam o wstydzie, bo to jest takie banalne

Ten dzień, gdy osiągnąłem swój punkt braku odwrotu

ten chlew, musimy zebrać się wszyscy i kupić sobie spokój

Tak źle, nie było jeszcze nigdy , pamiętasz ile razy

krzyczałeś , płakałeś, biłeś pięscią w ściane a oni niewzureszeni, stali dumnie jak głazy

ołów w oponentów, kamienie na wrogów, otwarty ogień, czysty szał, prosto w nich

strzał bez sentymentów, to zemsta bogów , bezlitosny płomien, pluj im dziś, w podły w ryj

bez precedensu, w tych chorych realiach, zastraszeni ludzie, rząd na bruk, bruk na rząd

to nie ma sensu, topić się w fekaliach, zabierz swoją broń, zamknij drzwi chodźmy stąd

rozprawić się z bolesnymi marzeniami, które potrafią bezczelnie smiać się w twarz

A na dworcach zamarza rój bezdomnych, w poczekalniach,

To przecież nie są ludzie i nic złego się nie stanie,

Żebyś poznał co to mróz, ty pierdolony chamie,

Bo upadek się czai jakieś dwie stacje dalej,

Zawsze przeciw wykluczeniu, ołów w rządowe sale.

[II.]

Maska wgryzła się w skórę, zapomniałeś kim byłeś,

System zmienił ci strukturę, wystarczyło tylko tyle,

Żebyś był posłusznym trybem, polaryzował dwunożnych,

sumienie radość kradnie, odbicie trzyma na dnie

a z mordą w gównie nigdy dobrze nie wypadnę

przed nikim, a wyjśc na zewnątrz to dopiero wyczyn

mówią szukaj rozwiązań i nie rozkminiaj przyczyn

wąż w mózgu z głodu syczy, kolejny dzień zaliczyć

ej, może mnie nauczysz jak się nie przejmować niczym

przyznaję, że zazdroszczę tym egocentrycznym szmatom

co wypierdoliły troske przez balkon a amator

jak ja, brnie w ten maraton, gdzie anioły mają szpony

Czy z własnej woli, czy pod przymusem będziesz rodzić

Presja co wisi na ścianie obok stołu

Aluminiowe oczy przywódcy matołów

Kraj czołga się w gnoju we własnych odchodach

Marmurowy sędzia zawsze obserwuje więźniów w grobach

Marmurowy sędzia zawsze obserwuje więźniów w grobach

Marmurowy sędzia zawsze obserwuje więźniów w grobach

Dajcie nam ostry nóż ,dajcie nam gruby sznur

A usypiemy jeszcze jedną golgotę

I przez to marnotrawienie ich to podwójna zbrodnia

Inni czekają latami na to, czym Ty żyjesz co dnia

Pamiętaj, masz masę czasu jeszcze aby spasować

Powiedzieć, że Ci się nie chce i zacząć wprost wegetować

Na razie inwestuj w własne wnętrze zamiast lodówki,

Przecież na wiele sposobów można zdobywać złotówki

Bo dzisiaj jest już inaczej i zmienia się klimat

I nic już go nie zatrzyma, nie ma się nawet co zżymać

W istocie, najwyższy czas aby przerwać to skostnienie

Machnęło ręką wielu, wielu odpadło,

A kilku wariatów chętnie odda za to gardło

To nie są Stany, to nie Bronx czy Brooklyn

Tutaj do kłótni nie wyciągamy spluw i

Nie mamy niewolników wśród swoich przodków, lecz

Robimy rap tak jak oni od początku, wiesz

Dwa gramofony, a z czasem plus Serato

Włącz mikrofony, ziomy pochodzą z Kato

Co powiesz na to, czym rap dla Ciebie stał się

Ja preferuje relaks w rytmie

roots-reggae-raga

to w dobie chaosu idealna przeciwwaga

dla chorych ambicji i całej hipokryzji

dla dźwięków w eterze i dla dźwięków na wizji

Więc sadzę gdzie tylko da się nieśmiertelne ziarno

Pole którego okiem nie da się ogarnąć

Dla jednych trutką a dla innych karmą

Jednym błogosławi innym przyszłość wróży marną

ja preferuje relaks w rytmie roots reggae ragga w dobie chaosu

idealna przeciwwaga

dla chorych ambicji

i całej hipokryzji

dla dźwięków w eterze

i dla dźwięków na wizji

Więc sadze gdzie tyko da się

nieśmiertelne ziarno

pole którego okiem nie da się ogarnąć

Uwierzą w każde słowo telewizji i gazetom?

Wieści treści sznur powtarza jak echo

Ten kto wierzy w ten żur dla mnie jest półkaleką

Ale bywa i tak, że chcą polegać na swym guście

Patrząc na czasu znak szukają dzieciaków w kapuście

W kieszeniach tłuściej ale w sercach puściej

Tu i ówdzie czasem widzisz uśmiech

Zrób coś dla mas, wystaw się poza nawias, pokaż się

Pozytywnie ty mnie, zaskocz mnie

to w dobie chaosu

ideana przeciw waga

dla chorych ambicji

całej hipokryzji

dla dźwięków w eterze

i dla dzwięków na wizji

Więc zasadź gdzie da się

niesmiertlene ziarno

pole którego po horyzont nie da się ogarnąć

machnęło ręką wielu, wielu odpadło

a kilku wariatów chętnie odda za to gardło

to nie są Stany to nie Bronx czy Brooklyn

tutaj do kłótni nie wyciągamy spluw i

tu nie mamy niewolników wśród swoich przodków

lecz robimy rap tak jak oni od początku

wiesz tu gramofony a z czasem i serato

włącz mikrofony ziomy pochodzą z Kato

co powiesz na to czy rap dla Ciebie stał się

Nowi święci, nowe męty

Nowe kłamstwa, prawdy nowe

Nowe, nowe, wszystko nowe

Lecz nie cieszcie się tym dzieci

Znów w powietrze świat wyleci

Nie cieszcie się

Goryczy smakiem napełniają złotą czarę;

Ciała swe nagle, młode rozpryskując w toniach;

Szatą swą śmierć zmienia je w czerwone;

Tak giną szare krople, umierając jęczą;

Ja słucham jęków, w mych żyłach zgaszone;

Te krwawe perły zajaśnieją tęczą.

Przez monolity skalistych chmur

Wznieście pałace z lodowych mórz

Ponad szczyty wyniosłych gór

Gdzie giną kształty wieki giną i śnieżne gromy budzą się

Wśród mglistych snów w stronę chwili, a zawsze żywych tchnień

Niszczące wichry, co pustkę mą, czarnym winem poicie

Płonącą krwią spełniam wasz krzyk, za Bogów i za Życie

I gdy się upoję ostatni raz, w wieczności niczym jest ten haust

Obudzę się i wstanę na przekór, odejdę w ciemność o świcie

2.Wiosna lato jesień zima pora roku nie gra roli

w dyskotece czy na plaży to nie ważne mili moi

tak naprawdę dobrze wiecie że to niema znaczenia

każde miejsce się nadaje do zabawy i tańczenia

parę kroków w tył i przód na boki jak kto woli

kto nie wierzy niech spróbuje to naprawdę nic nie boli

trochę szczęścia i uśmiechu no i zaraz zaczynamy

wymieszamy zmiksujemy i imprezę rozkręcamy

Ref:Unieś w górę ręce nic nie trzeba więcej

zabija dla sportu dla chwały

potem zmęczony tak wielkim wysiłkiem

powraca do domu by spać

otwiera butelkę zabija sumienie

zasypia bo jutro znów w las

i znów przyczajony w ostępach leśnych

topi zwierzęta w ich własnej krwi

zabiera szybko swoje trofeum

nie widząc nic i nie czując nic

Mam pewność siebie, confident, wybacz

Bo ostatni rok zmienił znaczenie zwrotu “Mogę Cię wydać”

Dobry rocznik, im starszy, tym pieprzy bardziej

Konwenanse, jestem skautem, który wszędzie perły znajdzie

Mam kilka asów w talii, te diamenty tną jak brzytwy

Czysty węgiel, Śląsk mocny jak nigdy

Nie zważam na słowa, rozgrywam swój najważniejszy mecz

Bo na plecach mam 23 jak królewski Becks

Podpisano W., rozpościeram skrzydła


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga