Alfabet słów:

Słowo Wackowie w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery W: wić, wydurnić, wyczuwalny, WKS, wydepilować

Kto w Polsce śpiewa o Wackowie ? To między innymi Ajmi, Bubel, Buczer. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Obca mi jest dziś zazdrość, choć to przecież damska cecha

A gdy masz na mnie ciśnienie to po prostu na mnie nie patrz

weź przestań, lepiej skarbie trenuj dalej formę

przecież Ty nigdy nie staniesz, tutaj gdzie ja właśnie stoję

Wack'ów trzymam w garści, oni czują dziś mój ucisk

Bo z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Nikt nie szedł w moich butach, więc nikt nie ma prawa głosu

milcz jak do mnie mówisz - bezwarunkowy odruch

Prostu z mostu, przecież nigdy nie owijam w bawełnę

się lubi co się ma jak się nie ma co się lubi

to gówno gorące jak kluby w piątkowe noce

masz tu mocnych wrażeń porcje

wacków lincz jak na Prowizorce

milcz i posmakuj tych tracków

bez rapu jestem jak bling-bling bez cracku

ae, ale, chłopaku, chłopaku

to nie bullfight choć agresja też tutaj mieszka

They like two girls one cup, I like to hold my cup

REF

Nadciąga koniec świata , pieprzona apokalipsa

Czas który opisywała od dawna biblia

Jestem aniołem śmierci , pożeram dusze tych wacków

To koniec , koniec , dla ich chujowego rapu x2

2. Wszedłem do gry , szczerze , jestem zły i ziomuś

Zrobili błąd , dali mi dostęp do mikrofonu

Wytnę ich w pień chłopaku , nie zasługują na litość

Idziesz w biznes, biznes, biznes

Tego czego twoje oczy pragną - biznes

Droga w której zdobyć łatwo siano - biznes

Dzisiaj zjada napędzany przez alfonsów rapu

Ściana płaczu wspiera całe rzesze wacków

Miejski zaduch skrępowany ciągnie graczy na dół

Tak od razu bez wahania wchodzą w sidła brudnych czasów

Bez przekazu nie masz czego tutaj szukać

Papier błyszczy, niewolniku powiedz to co myślisz

To niesmaczne, niebezpieczne się zapatrzeć, nie chcieć więcej

Niemożliwe widzieć więcej? Proste, synek - po to żyję

W szale mnożę skalę zniszczeń, jebać system

To niepokojące dla was jak Hamas ten cały zapał

Wataha, pustoszę stada wacków

Myślisz, że myto jebiemy ze stansów

Bo tam paru małolatów się otrząsnęło z letargu?

Kurwa, nie żartuj, bo biorę co moje

A sobie pozwolę to oprzeć na sobie

Chcemy popchnąć to poziom wyżej,

kto ma coś do nas niech podejdzie bliżej.

[Majkel]

To jest Dizkret i Praktik, projekt klasyk jak antyk.

Zjadam wack'ów jak manti, razem jesteśmy funky.

Mamy fanki, bo nasz styl tworzy klimat jak szanty.

W kraju rap awangardy to smak raju jak Bounty.

[Pan Wankz]

Jestem WAN jak Basten, do KEJ jak Swiss dam

Żeby to skrócić zakończę tak:

Cały czas mamy to, czego wam brak.

Ej, Zbylu!

Daj mi 10 instrumentali, zgraj mi 10 tracków,

Zagrajmy rolę drwali w tym lesie wacków

I, na przekór tym, co wróżą jesień rapu,

Zróbmy coś, co scenę w mig rozniesie na pół.

Zróbmy to dla dzieciaków, co wierzą w hip hop,

Dla oldskulowców nim znikną.

A rapgra już przywykła, że każdy chce jej kraść

Ja na przykład pierdolę to, śmieję się w japę światu

Gdy za drobne zabijają się ci męczennicy rapu

Zrzucam bomby na scenę, patrzę jak płonie

Niech wacków cierpienie tu podnieca ogień

Tu masz wszystko na pokaz, nie liczą się teksty

Choć gdy forma chujowa nie da się słuchać treści

To do horrorcore’owców, co plują do majka wiecznie

Gdyby Gordy to usłyszał to by wpadł w anoreksję

Ja się nie wiozę pomału, to personifikacja Twoich koszmarów

wersy unikat jak kostka Rubika, je składam i latam jak szatan po tracku

Japa tępaku, odwaga mój atut, a na scenie cała plaga duplikatów

trendy ze stanów, a kurwy tu grają jak naćpana Hannah Montana po cracku

Moja dewiza to wack'ów ataki, pedały łapy tu z dala od rapu

maczeta pod pachą, Kraków zarasta, jebana zgraja na chama do piachu

Mała zmiana tematu, Indica czy Sativa?

towar z najwyższej półki leci, i tak ich to zabijam

Mijają lata, a ta jebana scena się nie chce uczyć

Niech się stara parę lat, przy mnie to tylko padawan!

Zrymuje coś, cieszy się jakby lekarstwo na raka miał

Prawie umiera z podniecenia, z chujem w ręku #Carradine

Usłyszał mnie na trackach raz i zaraz sam tak latać chciał

Lecz nie potrafił - wack w depresję wpada, tak jak Hannavald

Zabraniam mu robić rap, sprawiam, by na kolana padł!

Zaprotestuje - na jedzenie szlaban dam, to ramadan!

Rap to poker, nie bój się, już na nic, strata, para dam

Mam cztery asy, przy niej to już nie kareta #karawan

Że nie dam się skurwić nawet mając ten fame, wiesz

Rób jak chcesz i tak nie wygrasz ziomal

Bo dissując mnie to tak jak byś nagrał diss na Boga

Idź tam zobacz, twoi kolesie brawo mi biją

Bo moje flow rozpierdala takich wack'ów na wylot

Ta ilość tych którzy chcą od dawna mnie zniszczyć

Ale jednym wersem zamykam usta im wszystkim

Oni robią co mogą, chcą się wjebać na legal

Ja już jestem tam dawno, ale ich nie widzę z daleka

Tamten mixtape się przyjął chyba, pora na więcej

Molto Carino i whatever czy

Mainstream traktuje mnie jako poważną konkurencje

Jak nie liczysz się ze mną, masz chyba dyskalkulię

Fame'y promują wacków, ziombel, po znajomości

I tylko się nie zdziw, że jak się wkurwię

Im się oberwie pierwszym, w woli ścisłości

Wchodzę na bit to jakbym miał wszystko, za to kocham hip-hop

Lub kiedy wchodzę na bit to jakbym miał wszystko wysadzić

Kiedy wchodzę na bit to po to by zabić

Jestem terrorystą, yo, mam przejebane flow

I z braku laku mogę za sobą pozostawić cmentarzysko wack'ów

Będę się dalej piął, pływał po tracku

Dla rapu robię to tak sobie bez tematu

To tylko słowa, mogę nimi czarować

Twoja w tym głowa, burzyć i budować od nowa

w dzisiejszym świecie sami wiecie grande mamy z tym już ładną

ludzie coraż cześciej garną sie na cudze życie

wzrasta narkomania i procentów picie,mordo bicie,rozboje,dwunastoletnie gnoje

aż się nie pokoje o następne pokolenia polaków wypływa coraz więcej tanich kozaków

tak jak hujowego rapu,wack'ów z pod komercji znaku,z pod komercji znaku...

Refren

Wokól Nas Syfu las,rzeczywistość pełna skaz

zapierdala szybko czas,zdązyć może każdy z was

napędza mnie mocny bass dla mnie hip-hop da mas

I mieszam ją z błotem te tanią tandetę co kupie za piątkę w super markecie

Przyjrzyj na oczy i zobacz kto mówi ci prawdę

Ty przejrzyj na oczy i zobacz kto ma tu racje

My razem GPS a na feacie TrzyeM

Wacków namierzyłem teraz każdego zjem

Chcesz wytrwać te wojnę tom się chłopie ceń

I tak jak my osiągaj swój cel

Słowem zakończenia przybijam pione

I pozdrawiam mordy które są mi znajome (koniec)

Mamy tu armie całą, to podkuty but dudni

Durni zgubi pycha, kupione są groupies

Ta cipka ci arsen do drinka dorzuci...gwiazdorze

To argentyńska junta, Guerra Sucia

Operacja Kondor, matki wacków w chustach

Pokoje przesłuchań tam nie chcesz się udać

Addix to grupa co w wapno rzuca paparucha

Teraz słuchaj ,tu gra nie byle chujnia

Co druga wytwórnia pcha gówna z przesłuchań

Czasu na sławę nie mamy więc nie spodziewaj

Się że jak plugawe chamy nagramy to co się sprzeda

Mów, czego chcesz od rapu chłopaku

Czy ty wiesz to nie cash ani flesz aparatu

Spada, deszcz granatów ja wciąż, besztam wacków

Ty to zjesz dla smaku bo mam treść na traku /x2

Uważają raperów za hermetyczne środowisko

I dobrze bo zakaz wstępu tutaj tym medialnym dziwkom

Mówimy brzydko słychać uwagi krytyczne

Ej no co ty, nie pozbierasz się po tym

Słuchacze pragną rapera gościu rapera nie cioty

Afera kmioty o to kto wygrywa w beefie

Nie uznaję tego gówna z tablicy je zmywam cifem

Dziś śmigam z bitem wacków widzę wszędzie trumny

Doktor usłyszy ten mixtape, no to kurwa będzie dumny

Podobał się refren?

"

Potrzebuję motywacji żeby żyć na sto procent

Nigdy nie ulec stagnacji ciągle być dawcą zwrotek

Pisać z polotem i techniką godną mistrza

Stać się najlepszym kotem a zjadać wacków nie whiskas

Mój dzień to bitwa przeważnie z samym sobą

Z własnymi słabościami stawiam czoło twardym wrogom

To prawdy pogoń co zdaje się nie mieć końca

Coraz więcej sekretów z każdym obiegiem słońca

A ty od dupy strony zaczepiasz się tematu

Krancuj, blatuj, skończ pierdolić pajacu

Lubisz opierdalać dupę jak dziwka na pigalaku

Bez siekier i tasaków pozabijam na tym tracku

Tych wack'ów co zaniżają poziom ulicznego rapu

Kosy, kije, kominiary, spinki do kamery

Zamienniki, wstrzyki, okrzyki, bullterier'y

Ostre bity, mocny przekaz, prawilne zasady

Szkoda mi tych co kupują te nośniki maskarady

Dzielnica inspiruje tak, że mam kolejną zwrotkę

To jest Poznań, ten unikalny styl i rap z głośników

I szczerze w chuju mamy czy to trafi do Empików

To Fataem, składnica niezwykłych dżentelmenów, tutaj

Bronię terenu, likwidując wacków hurtem

Do miast na pełnej kurwie, skurwysynu, witaj w mieście!

Wznieście ręce w powietrze...

To raj dla takich jak my (takich jak my!)

To piekło dla takich jak ty (takich jak ty!)

Masz tu mocne combo, także w mig mi idź stąd,

mamy proste motto jak Guilty Simpson.

Nie zrozum mnie źle ale gdy mam powód

biorę z kiosku XL i se dymam wrogów.

To mój git styl, pakuję go w CD-R bo jak Kix beats mamy tu dla wacków smark.

Bitch please, nie psuj dnia mi przez bębny,

na których zamiast lśnić – ślinisz pojemnik.

Daję PINCH topornym jak Boys do Beastie

bo mam zwyżki formy przez Bols i bliskich.

[White Nigga]

Kolumbijski katar mam strzelam z punchy jak aka brat

świeży śnieg z kolumbii ogarniał mi escobar

Moje punche są jak łuski zawsze są jak w wacków strzelam

Mam wam zbijać piątki? jak zbije to będziesz miał #heyah

Zostawiam ślad na scenie zawsze #neil armstrong

White rozjeb tę scene #sywlester stalone john rambo

Bo flow mam to, nie ma to tam to

Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka

Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka

Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka

Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie

Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie

Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk

Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy

To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze

Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem

Z sąsiedztwa historiami brudnymi jak te podwórka

Orginalnymi jak ta kurtka, weź stój

Ja ci pokażę jak wraca się z zaświatów

Jak nawinął Ciech witaj w krainie chujowego rapu

Gdzie w chuj wack'ów próbuje się panoszyć

Zamiast pisać dobre wersy kupują dobre prochy

Zamiast pisać punchline'y, piszą - jestem fajny

A są sztuczni i sztywni jak kurwa Barbie

Ty się zajmij lepiej swoją lalką

Uważaj, bo wchodzisz w krainę ostrych długopisów

Celnych punchline'ów, ognistych ripost

Przekleństw, wszystko to będzie, mogę przysiąc

Jestem z bloków wampirem a ty balasem

Krew z wack'ów pije a ty z podpasek

Z czasem twój czas się skończy ziomek

Nawet ci go nie pokaże twój plastikowy Rolex

Bit to pistolet, wersy to naboje, beng

Lubisz wąchać? mam dla ciebie proch ze szkłem

ja też ale z nędzy i choć nadal tu jestem

to ponad osiedlem, ponad tym piekłem

na niebiańskim dragu, prywatnym raju

gdzie niepojęte jest szczęście, nawija P.A.G.-us

nie pali cracku ale pali wack'ów na wejście

nie pali cracku ale pali wack'ów na wejście

uwierzcie

Ten rap nie upadnie (Nigdy nie upadnie skurwysynu)

To znak(To znak) że jest tam cel(skurwysynu)

Osiedla pełne naszych ludzi (dla nich) - SALUT!

W rapie coraz więcej kundli (suko) - WARUJ!

To B.O.R - Brutalni Opiekunowie Rapu!

Dzisiaj miałem sen, chciałbym wymazać go z pamięci

Bo wiem że spełni się, wacków ćwiartowalem jak rzeźnik

Łapanka słabych MC, do biurka przykuci za język

Ja patrząc im w oczy odprężony pisze teksty

Nie ma ratunku już, wsiąka czerwony tusz

Władca tysiąca mórz, chcesz to przetrwać to mi służ

By wam pękła czaszka i to żaden sarkazm

To sabotaż po którym scenę czeka masowa masakra

W oczach furia, wokół pełno ciał po żołnierzach

Stoimy dumnie, a po majkach spływa krew jeszcze świeża

Lepiej zacznij alarmować wacków i ich pochowaj, bo

Wjeżdża Armia Krajowa i będą tu konać

Wszyscy ze zgliszczy rodzi się pięciogłowy potwór

I będzie niszczył te pizdy, czuję głód w środku

Pozjadamy ich albo pozamykamy w dybach

H-P odwala dupków, powala lumpów po kuala lumpur, fikasz?

My prawie wszystkie linie to stryczek

I znikasz jak Malezyjskie linie lotnicze

Nie lubię partaczy, chłopaku, nie łapiesz

Ich tępych słuchaczy, więc wack'ów wyłapie

Rap tu wiele znaczy bez trapu ty capie

A celem zaznaczyć ten Kraków na mapie

Skoro ta scena jest skora na ewolucję to ziom

Sporo pozmienia, jest pora na rewolucję, bo to

mam dobry blef i cartel, tu ponad metr niecałkiem

muszą mieć małe fiuty ich baybe piszczą jedynie

jak mogą ruchać gre nie wchodząc w nią na milimetr ?

ja płynę, slychać w głosie ty pchaj to jak bolid w boxie

gdy mam tych wacków w nosie, czuje high tu jak po koksie

nie jestem Game'm, Rick Ross'em czy Big Pun'em

ale, gdy kończą się noce zostawiam głosem rose nad ranem

stąd świerze powietrze do płuc a nie upalny zaduch

który dawno tworzył już miliony lokalnych składów

I zaraz wpadną postacie, odwalać hardcore przy kracie

Nawet jeśli tu przekminiam w ogóle

To ziomuś wierz mi, ja się nie spinam w ogóle

Jak jakiś hejter, co bana ma na koncie

Ja patrzę na tych wacków, mając banana na mordzie

Uwierz, nie wyjdzie dobrze na tym ten co spinki sieję

Ja mam wyjebane i wyjebane linijki kleję

Daję na loopie tu skilla tak, ten ziomuś Bazta

Uwierz w kupie jest siła, ja wiem że chcą go miasta

Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka

Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka

Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka

Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie

Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie

Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk

Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy

To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze

Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem

Wyjazd z baru, pewnie widzisz mnie ostatni raz

Bo jest wielu skurwysynów, którzy wróżą mi piach

Dziś podpalam świat, płomień trawi tkankę lontów

W myślach widzę ciągnie się żałobny kondukt

Przynoszę ból w skwierczący łój zamieniam wack'ów

Twój mózg nie ogarnia, potrzebuje by-passów

Dziś rozpierdolę synek każdą membranę

Spadnę jak na Hiroszimę amen czujesz fale?

Ten świat potrzebuje antybohaterów

Radia, mety, piramidy, swag.

Element, chodź i weź to.

[Praktis]

Ich jara pusta bragga, yo motherfucker, yo

Daj bit dla wilkołaka, wack'ów pozamiatam flow

Nie ma samicy co tego stylu nie kocha

Mówią: ""Co za basior!"" i nie chodzi tu o wokal

Znów. To mój cypher, Tyler ściemnia

Bo z nas dwóch to ja daje rap, jak jest pełnia

I niech legenda prowadzi cię po happy endach

Czasem słyszę wewnętrzny ten głos

Polmos chłopaku rzeźb to

Polmos jedz

wacków prędko

Sadź to drzewo zajmij się każdą gałęzią

Tak dzieciaku właśnie tak

Cały czas niezależny rap

Zanim skoczysz nie mów hop

Chcecie być jak Venom a jesteście jak Kingpin

To dla tych fyrtli, dla ulic i projektów

Mój rap to narkotyk bez ubocznych efektów

Cały klub krzyczy razem z nami chuj ci w [?]

Jesteśmy gilotyną wack'ów urodzonych w czepku

[x4]

Zbyt długo to robimy byś nas mógł nie poznać

Bo my trwamy w tym

A areną naszych działań miasto Poznań

Ten dzień w którym w cień idzie cała reszta

i nawet z mega anioła staje się osoba grzeszna

2. A reszta tą grzeczność jak my gdzieś ma.

Pozdro wiedźma tylko polej tutaj leszka.

To kolejny Western, więc wacków besztam

rapu jestem hetman, jak zawsze mina wredna.

Rym gadka przednia, słuchaj to nie brednia.

To ten dzień nie komedia

to ten dzień w którym Legia poległa

Nie chodź tam, gdzie zły pies, a halaj kiedy weekend

Jak P do W do S rap, sex, jointy, picie

To ta pewna rzecz, której nie mógłbym się wyrzec

Łapiesz schizę? mógłbym przyrzec, masz dość już

Jechać wacków, bezwarunkowy odruch

Prosto z mostu, te, nie rób się dziwny

to Szpadyzornia, a Szpadyzornia nie śpi nigdy

Wszyscy pod mur

Bragga

Jak cię wkurwia to co widzisz, to po prostu nie patrz

W świecie paranoi na razie żyje bez lekarstw

Już nie trzepak, ławka, murek ściepa na [?]

Dziś studio w szkle 40% bursztyn

Szorstki mój styl, co pozostawia z wack'ów szczątki

Uliczny flowklor, chłopaku weź to podbij

To uliczny flowklor Ry i WSRH

Robimy to po to by nie zwalniać tempa

To wszystko się tli i podnosi tętna

Świadek gwałtu się nie patrzy, ale przygląda biernie,

Masz pomóc tej kobiecie! Jak nie, po ryju cierniem !

Szkoda mi ludzi, co nie potrafią śmiać sie i bawić,

jak widzę pedała w rurkach mam chęć go udławić.

W wacków celuję, jak snajper w łeb wroga,

poznasz smak krwi, smak potu. To trwoga.

Potrzebujesz trochę adrenaliny? Zapraszam tutaj.

obudzisz się spocony, w ręku trzymając fiuta.

I pamiętaj, nigdy nie będę za słaby,

przybijam kumatym ludziom co rozkminiają historię.

Muszę dzieciaków wspomnieć co mówią 'nie znam języka,

słucham tylko Polskiego, bo to o mych ulicach,

rapu ze Stanów nie tykam, bo nic nie kumam', chłopaku!

Ty nie masz prawa wyzywać Polskich artystów od wack'ów!

[Peja]

My budujemy most, to jest hołd dla kultury.

Możecie gadać bzdury, oto rap bez cenzury.

Wprost zza oceanu, most na stary kontynent.

Twój talent i kariera są pierdolonym żartem

Ja gram ten rap, który cię wprowadzi w mantrę

I terroryzuje scenę w stylu Czarnych Panter

Słowa ostre jak skalpel płyną ze zdartych gardeł

Eliminuję Wacków jak Waszyngtoński Snajper

Rozhulam każdą knajpę, rozpierdolę parkiet

A tobie skarbie spłynie kisiel po girach do skarpet

Po piąte - każdy jebany one-hit Wonder

Może strącać nosem krople potu z moich jąder

Haha Hahaaha

Nie mam określonej wiary i nie cierpie z jej braku

Nie mam w garażu Ferrari, trzymam tam zwłoki wack'ów

Nosferatu, mój atut to bycie ziomkiem

Który wierci dziurę we łbie i pije mózg przez słomke

Zarażam trądem, to zabójczy jad kobry

A ty wybałuszasz gały jakby wypadł Ci odbyt

Siejemy rozkurw robimy rap wściekle z werwą

Zamieniając mózg słuchacza w ciepłe ciekłe ścierwo

Ty weź nam nie pierdol o tym co jest teraz fajne

Bo nie jestem ani żółtodziobem ani dinozaurem

Mam karnet na mordowanie Wack'ów co zwrotka

Będę smyrać cię po pępku penisem od środka

To Demonologia duet jak Rza i Raekwon

Jestem jak Slipknot dziwko nastaw anteny na piekło

Anihilacja, terror, przejebane bity, punche

Siejemy rozkurw, robimy rap wściekle, z werwą

Zamieniając mózg słuchacza w ciepłe, ciekłe ścierwo

Ty, weź nam nie pierdol o tym, co jest teraz fajne

Bo nie jestem ani żółtodziobem, ani dinozaurem

Mam karnet na mordowanie wack'ów co zwrotka

Będę smyrać Cię po pępku penisem od środka

To Dem6n6l6gia, duet jak Rza i Raekwon

Jestem jak Slipknot, dziwko, nastaw anteny na piekło

Anihilacja, terror, przejebane bity punche

Nie podoba ci się u nas, kurwa, to idź obok

Wpisz donos, zażalenie, śmiało, pisz diss

Reaguje na to jak Yao Ming - bitch please!

Będziemy bić w pysk, trzymając w ręku mic

Zatańczę na zwłokach wacków jak jebany Angus Young

I mam w sobie ten ogień, to zachodniopolska flanka

Ty kopiesz w kalendarz, ja kopię w łeb jak Van Damme

Nadal ten sam wandal, choć jest kilka lat później

Nadal bluźnię, nadal na ryju mam ten sam uśmiech

Noszę w herbie czaszkę gwiezdnego dziecka zamiast ryby

Jestem nieżywy, żydzi mówią o takich jak ja dybuk

Roznoszę wirus D2, plamiasty tyfus synu

Resident evill, korporacja umbrella

Wack'ów na miał ścieram, siedzę w twojej głowie jak glejak

Strzelam, jak gruba berta. Diss na nas to głupota

Niczym próba wejścia na Kilimandżaro w Kubotach

Bo nie ważne czy wierzysz w Boga i jaki masz ubiór

I tak wszyscy skończycie na gnijącej stercie trupów

Szybki Szmal jest tu...

To kolejna część wielkich przygód Szybkiego Szmalu

w kraju polskiego chujowego rapu

Mokotów Ursynów loże wiatrów

wszędzie tłok jak na Puławskiej i od chuja wack'ów

Szybki Szmal robi szybki szmal? no co ty

mija ósmy rok a to jest wciąż non profit

na tym mixie rośniemy w siłę za to zaręczę

mistrz nawijki Łysy i Procente potentat

[Zoom]

Czas na męską grę, więc wrę jak Pachino ej

Mów mi flow-man, wieśniaku z pola jak corn flakes

Wbijam tam znów tnę kosą i zbieram zdrowe żniwo

Kotów na spichlerz biorę a wacków walę jak piwo

Odeszli z gwizdem niemym kurtyna w dół bez oklasków

Tym lapsom jak Mandaryna brak wrzasku, aplauzu

Red carpet zwiniemy szybciej niż jointa

Opcja przed wami lider po sam daszków hologram


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga