Alfabet słów:

Słowo Yves w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery Y: YouTube, yakuza, yo-yo, Yamamoto, Yoko

Kto w Polsce śpiewa o Yves ? To między innymi Abradab, Diox, Strachy na Lachy. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Party harder, nie party dance, na plecach garby, barbie girl

Chcę Quattro Audi RS6 za wersy quantum na HDD

Nie columbiana, Bogota, Quito, kruszę, palę; lemon haze

Visa golden potrzebna na cito, Need for speed, nie need for cash

Więcej niż Apex z Casino Royale, Cristal sound, Yves Saint Laurent

Unoszę głowę i czuję wolność, Ty podejdź bliżej, jak też tak chcesz

[Zwrtoka 2: Miuosh]

Nie liczy się nic, co znam, pokaż co z tego mam i co będe mieć

Oni widzą tylko kształt i kochają fałsz, boją się patrzeć wstecz

Dramatycznie przypadkową szajką

Nie utopiliśmy smutku

Dwoje odludków na bezptasiej wyspie w smutnej bajce

I nie ma nic na pół - szybko po tym się ubieram

Jak kiedyś Yves Montand, jak Edith Piaf

Myślisz, że jeszcze w ręku masz pokera

Za stary jestem dziś na Courtney Love

Ty i ja to błąd i nic więcej ponad to

Ty i ja to błąd i nic więcej ponad to

3. Dzień w dzień kombinuje i przetrwać się udaje,

Jestem kapitanem swego życia los mi wiatr daje,

Mam nadzieje że nie będzie wiał mi w oczy ,

Wiele huraganów jeszcze a ja dalej będę kroczył,

Na moim spływie liczne katarakty ,

Biznesem kręci ten który ma kontakty,

A nie literackie bajki

W świecie którym każdy mówi daj mi

Zasada niósł koń po włoniach w net ponieśli konia

Dzień w dzień kombinuje i przetrwać się udaje,

Jestem kapitanem swego życia los mi wiatr daje,

Mam nadzieje że nie będzie wiał mi w oczy ,

Wiele huraganów jeszcze a ja dalej będę kroczył,

Na moim spływie liczne katarakty,

Biznesem kręci ten który ma kontakty,

A nie literackie bajki

W świecie którym każdy mówi daj mi

Zasada niósł koń po włoniach w net ponieśli konia

Mówią o wpływie motyla,

Gdy burze ścinają las

Ja się uważnie pochylam,

Nad tym co zależy od każdego z nas.

Czy powiesz słowo czy zdanie,

Jezu mój kochany!

Jezu! Powrozami grubemi

Od swawolnego żołnierstwa związany.

Jezu mój kochany!

Jezu! Od pospólstwa zelżywie

U sądu Annaszowego naigrawany,

Jezu mój kochany!

Jezu! Przez ulice sromotnie

Do Kajfasza za włosy targany,

to dla was gwiazdeczki z plastikowej galaktyki.

[Te-Tris]

Dla niektórych w galaktyce, jestem tylko trylobitem,

choć czasami zastanawiam się, czy oni widzą życie? ja,

Mój mikrokosmos żywie splifem z kryptonitem,

i co noc ze sklepienia, przywołuje milion liter.

Ich logikę, pierdolę,

mózgi sztuczne jak Sputnik Łajki, w Nikeach.

Ich dupy jak martwe suki w próżni,

Nawet, jeśli tylko błoto i przedwieczny kurz

Krążą ponad głową, nawet, jeśli umarł Bóg

Każdy proton tęskni za istotą Absolutu

Żal, istotnie, mi będzie pozostawić

Wszystko, co sam w przypływie nadmiaru powołałeś

Dopiero wódkę i ogórków smak

Dopiero formy obcowania ciał

Dopiero pięknie zmarnowanych lat

Poznałem słodycz

skrwawiony śnieg

nadziei brak

charkoczą wściekłe psy, a my nie mamy prawa

granicy przejść czerwonych rozwieszonych flag

Pełen bólu w przypływie szaleństwa

z tej obławy wyrwałem się w las

usłyszałem siarczyste przekleństwa

linię flandr przerwał wilk pierwszy raz

Brak ci tchu i na oślep uciekasz

Wszystko to zmęczyło bardzo, cześć

I znowu bez uśmiechu

Powodu do złych dni

Coś przepadło, coś umknęło nam

W przypływie dziwnych jaźni

Bez kropli uczuć złych

Coś przepadło, coś umknęło nam

Mam na dzisiaj inne plany

Daj już spokój koniec z nami

Od nocnych patroli, od obław nad ranem

Zachowaj nas Panie!

Od fatalnych zbiegów złych okoliczności

Zachowaj nas Panie!

Od strzałów w powietrze w przypływie radości

Zachowaj nas Panie!

Od zaciętej broni, odkrytej pozycji

Zachowaj nas Panie!

Od niecelnych strzałów, braku amunicji

Witamy was w kraju, w którym rządzą ludzie

Mający nas wszystkich w dupie

Tutaj ludzie tarzają się w błocie

Pod wielkimi pomnikami

Tutaj ludzie w przypływie odwagi

Wychodzą pijani na ulice

Zapraszam was do mojego kraju

Zapraszam was, zobaczcie mój kraj

Zapraszam was do mojego kraju

Bo jeśli nic się nie zmieni

Może nadejść dzień rebelii

Nie chcę zdychać w ogniu rewolucji

Lecz widzę, że ludzie bliscy są szaleństwa

W przypływie desperacji gotowi zabijać

Krwawe zmiany nie zmienią społeczeństwa

Potrzebne są zmiany!

Konieczne są zmiany!

Bo jeśli nic się nie zmieni

Mašyna kiepska žyvie

Mašyna, volnaja ad spravaŭ, bližej da prajavaŭ ułaścivaściaŭ rozumu

Zirni na bukiet, što ja tabie prynios

Kolki ŭ jim kvietak?

Jakoj jon formy?

Kab źbirać kamieńčyki tabie na pacierki,

Raptam zrazumieŭ, što vynajšaŭ piśmienstva,

I ŭžo zdolny čytać ślady roznych zvyčajnych žyvioł

Pa tvajoj prazrystaj dałoni,

Dy adšukać miejsca, dze ty žyvieš

Na mapie Handvany.

Mój ojciec był skromnym ślusarzem

Co w nagłym przypływie nieznośnej... melancholii

Zamykał się w swoim warsztacie

I cały ten smutek przelewał w dźwięk swej harmonii

Jeszcze raz pozwól mi

Usłyszeć pieśń tamtych dni

W środku nocy, budząc się niepewnie

Spoglądam w myśli i we własne przepowiednie

Zasypiając po raz setny, mam sen o przeszłości

Tak miało być, gdyby nie błędy młodości

Po upływie czasu wiem, że mogło być lepiej

Ale to już przeszłość, nie patrzę za siebie

Wierzę w przeznaczenie, ale mogę je oszukać

Po raz kolejny mówię, że wiara czyni cuda

Choć do optymizmu jeszcze długa droga

Plastikowe Barbie, były sztuczne i takimi są.

Twój makijaż – doprowadza mnie do szału,

Cała ujebana nim, jakbyś wpadła do kanału.

Co za dużo to nie zdrowo, mieć past tyle na ryju,

Które płyną ci po twarzy po upływie kilku minut,

Za 20 złotych pełen zestaw mam od ciebie,

A w tym 3 karnety, jeden pizdę ci rozjebie.

Zadaje sobie pytanie: kto cię jeszcze suko nie miał?

Twój wizerunek, w dupie chuj, a na twarzy sperma.

Albo na desce biednej przypławiony

Będziesz jednak u brzegu

Gdzie dalej nie masz biegu

Gdzie dalej nie masz biegu

Ale na świecie kto tak głupi żywie

Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie

Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody

I szturmów srogich krom swej znacznej szkody?

Zanim będzie u brzegu

Wciąż za szklaną ścianą przestali się uśmiechać

Epizodyczne role na nowo rysują schemat

Ty?

Na pierwszym planie kłaniasz się publiczności

Ta wita cię w chwale w przypływie pełnym radości

Idziesz swoja drogą, z boku szklana ściana

A za nią bezimienni, którzy zazdrościli starań

Droga ta sama, na niej wyśmiewany

Nie raz się potykałeś

czy jesteś na powierzchni, czy na dnie, ciągle zmienia koryta.

Rzeka życia niesie po galaktykach muł,

jedyną pozostałość po tym wielkim ""bum!"".

My szybujemy jak puch niesieni wiatrem

i przekonani o swojej wiedzy i wpływie na ten cały bajzel.

Łapiemy Boga za nogi a on zamiast drogi umie pokazać rogi,

pozory, nie ma się co napinać ziomki,

ci obwieszeni jak choinka też są krusi jak bombki,

napompowani jak balony przez gaz,

który się spełnia.

Jest w biciu serca, w ruchu dłoni,

w ciele, gdy ciału się nie broni,

w zmęczeniu wielkim i szczęśliwym,

w nawrocie nagłym, nagłym przypływie,

w ciszy – gdy tylko cisza wokół,

w spokoju – kiedy tylko spokój,

w zapamiętaniu, w zapatrzeniu

i w pamiętaniu jest.

zdaniach okrągłych

zdaniach złożonych

które perliłeś

z dala od żony

W przypływie złości

chciałam złamać Ci nos

Znów byłam druga

przedtem zrobił to już ktoś

ale wystawiłeś mnie

Byś wolna była, byś wolną była Ty.

Jednak smutny jest Twój los,

Bo znowu matko ktoś Ci zadał cios.

Rozdarł rany Twe,

Obelżywie wciąż poniżając godność Twą.

Odrodzi się nasza Ojczyzna,

A orzeł rozwinie swe skrzydła,

Wzniesie się nad ziemię

i wywyższy polskie plemię!

jescze raz zaznaczam robie to bo to kocham

nie że robie to bo to muszę

kiedyś my tak blisko dziś nas różni wszystko bo ten czas nas zmienia ukształtuje osobowość i kreuje punkt widzenia

po czym w nas zachodzą zmiany czy my tego chcemy czy się temu sprzeciwiamy x3

po upływie czasu otym nieraz o tym tak myślamłem czy marzenią są spełnione czy mam w życiu to co chcaiłem owszem mam muzyke

ale siebie nieraz pytam gdzie od boga szczęscie całe morze tego nie posiadam jednak wciaż ku temu dążę

mówię będzie dobrze przez to podium się buntuje bo nie widzę żadnych zmian

tym sam siebie oszukuje a ja nadal taki sam inny wygląd mój zewnętrzny nie mam łysej głowy i nie nosze spodni szerszych

raczej rzadko je zakładam już nie włóczę się po nocach nie mam mnie na ławce nie ma bólu w moich oczach

Dług twój ludzkie oszczerstwa w trój sposób spłaciły,

Więc oczyszczam cię z win i uwalniam od kar.

Dług twój ludzkie oszczerstwa w trój sposób spłaciły,

Więc oczyszczam cię z win i uwalniam od kar...

Leżę czysta jak łza w pierwszym świtu przypływie,

Blada flaga pościeli powita mdły brzask

Trzy sędziny, trzy matki, trzy siostry cierpliwe

Otwierają mi kredyt ostatni już raz...

Trzy sędziny, trzy matki, trzy siostry cierpliwe

Albo na desce biednej przypławiony

Będziesz jednak u brzegu

Gdzie dalej nie masz biegu

Gdzie dalej nie masz biegu

Ale na świecie kto tak głupi żywie

Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie

Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody

I szturmów srogich krom swej znacznej szkody?

Zanim będziesz u brzegu

Prydumaj sabie kamin

I z kominu bieły dym.

Prydumaj sabie žyćcio,

Prydumaj paŭsiul usio,

Niachaj heta ŭsio žyvie.

Prydumaj sabie siabie.

Prydumaj sabie svoj śpieŭ,

Kab jon u načy hareŭ,

Kab jon aśviatlaŭ i hreu.

- Dobry viečar dzieučynačka, kudy 'dzieš?

Skažaš ty mnie praudačku, dzie žyvieš.

- Ja žyvu la rečańki, la vady,

Zbudavaušy chatačku ź lebiady.

Ja pastaviu konika la varot,

A sam da dziaučynački na paroh.

Palityka-paralityka

Palityka-paralityka

Palityka...

Siadziać na pasadach svaich zmahary.

Tak žyvieńka zvonku, dy pusta ŭnutry.

I z Zachadu hrošaj strumienić raka,

Kab štučna padoŭžyć žyccio miarcviaka.

Palityka-paralityka

Palityka-paralityka

Słowami wyciągamy prawdę z otchłani

Więc słuchaj mądrości od gości pełnych złości

Nie dość ci to pomyśl o godności

Kiedy spojrzysz w lustro i sam przeprosisz

I lepiej proś bo ktoś ci w przypływie złości

Połamie kości by przypomnieć o lojalności

52 nie pozostawia żadnych wątpliwości

I w każdego frajera mogę teraz chuja wbijać

wczoraj młody gniewny, dziś stary wilk przebiegły

bogatszy o błędy, doświadczenia z życia wzięte

przetrwać kolejną z burz, zabrać jej z ręki nóż

no cóż ona może począć w tej sytuacji

czy odbierze mi życie w przypływie desperacji

czy kolejny raz usłysze 'Rysiek nie miałeś racji'

słysze, znów sie zachwycałem jej wspaniałym ciałem

wszystkie te których pragnąłem lecz nigdy ich nie miałem

i kolejny dramat juz jest carlos valderrama

To polowanie, to na wilki trwa obława

Śmiertelny bieg, skrwawiony śnieg, nadziei brak

Charkoczą wściekłe psy, a my nie mamy prawa

Granicy przejść czerwonych rozwieszonych flag

Pełen bólu, w przypływie szaleństwa

Z tej obławy wyrwałem się w las

Usłyszałem siarczyste przekleństwa

Linię flandr przerwał wilk pierwszy raz

Brak ci tchu i na oślep uciekasz

Ref: Zostań bohaterem miłości

Oddaj krew w przypływie radości

Zostań dawcą miłości

Honorowym krwi dawcą,

zrób to dla miłości

1. Każda kropla krwi

Spadła ciemną strugą

W dół na cichy step

Wnet wyrosły trawy

Słonko wyźżalo

I odtąd na polach żywie mieszkało

Oj, Siemargł, Siemargł

Teraz w niebieś jest

I pospołu zwiezdy

Nocą tańcujesz

Bo przecież nie odebrali

Jak morderca zdusił czas

Dzikość serca, Wściekłość i wrzask!!

Oczekiwałem nieco innych zmian

Po upływie lat dwudziestu

Niewiele więcej mam

Niewiele więcej wiem

Niewiele więcej mogę dać

Niewiele więcej chcę

Ref.:

Ty i ja na wieki

Ty i ja dazwol'

Ty datykajesz maich ruk,

A bol' u sercy pływie

Solo piano

Dazwol!

Solo piano

Mnie wiecznaściu zdajecca czas,

Ale nie rapacz od tego nie zaśnie

Dlatego od małego bicik nie gaśnie

A w mojej głowie robi się coraz jasniej

Wyjaśnie jestem dzieckiem muzyki

Główna rzecz którą się żywie to są właśnie biciki

Na które wrzucam sobie troszke liryki

Moje tricki i to są właśnie efekciki

Bywają momenciki

także zastanów się zanim nazwiesz mnie nikim BO

To polowanie, to na wilki trwa obława

śmiertelny bieg skrwawiony śnieg nadziei brak

charkoczą wściekłe psy, a my nie mamy prawa

granicy przejść czerwonych rozwieszonych flag

Pełen bólu w przypływie szaleństwa

z tej obławy rwałem się w las

usłyszałem siarczyste przekleństwa

linię flandr przerwał wilk pierwszy raz

Brak ci tchu i na oślep uciekasz

no bo to nie ważne czy chodzisz w starych butakch po kimś,

ważne byś w zgodzie był ze swą brygadą,

byś żył pełnią życia i czerpał z niego radość.

[Rafi]

Siedzę przy oknie zanurzam się w myśli przypływie,

przede mną kroplę leniwie płyną po szybie,

myślę o ludziach lub których sympatię żywię,

lecz nie wielu z nich niestety żyje szcześliwie

Po piątym piwie już o piątej rano,

Chodziła się j*bać przecież miała jego gumki

Raz nagrała mu temat głupi taki :

Przepisz na mne chatę to zrobimy se dzieciaki

A on ślepy zakochany tak zrobił poj*bany

Ona po upływie czasu do innych fakasów

On załamany,on załamany

Z własnej chaty wyj*bany

Ref. Jeśli masz gruby hajs na koncie

Będzie najukochańszą z kobiet

Po chwili hałas słyszę już za ścianą

Rosnące decybele budzą we mnie złość

Jak pohamować kompanię roześmianą

To siódmy dzień w tygodniu, mam już tego dość!

W napływie furii na wojnę się wybieram

Po kilku uderzeniach ktoś otwiera drzwi

Pijana bestia wszystkiego się wypiera

No co ty sąsiad, odpowiedział mi

Naturalny śpiew, nic nam nie jest obce

i kiedy myślę o tym, to godziny się dłużą

nie mogę przestać chociaż zrobiłbym to chętnie

gdybym tylko mógł - prosząc o to nawet klęknę

słyszę zegar ścienny wiszący na korytarzu

który wybija drugą, mówiąc o upływie czasu

nie mogę wyobrazić sobie takiej sytuacji

gdy okłamuję bliskich bez dania przed sobą racji

nawet gdybym ją miał, to i tak bym dał prawdę

bo do bliskich kłamstwo nigdy nie przejdzie mi gardłem

Wypracować regularność czynności porannych - zjeść bogaty w witaminy ryż z dodatkiem warzyw.

By osiągnąć maksymalny poziom koncentracji wypić z rana szklankę tradycyjnej czarnej kawy.

By nadążyć za bez przerwy rozpędzonym światem przejrzeć w metrze pierwsze strony jeszcze ciepłych gazet.

Nie zapomnieć wysiąść na wcześniejszej stacji i przed pracą jeszcze udać się na krótki spacer.

Po upływie pierwszych kilku godzin pracy w ramach bezinteresownych korelacji wyjść na lunch.

Po powrocie warto krótki czas pomyśleć o awansie, z każdym takim wyjściem przecież rosną na to szanse.

Z każdym dniem, takim dniem w głowie rośnie nam chemiczny rozum.

Krew, słodka krew zmienia się niechybnie w kwaśny deszcz.

Z każdym dniem, takim dniem na ciele rośnie nam warstwa folii.

A ty płyń...

A ty płyń...

A ty płyń...

A ty płyń...

Jeszcze raz Wieczny Bóg w miłosierdzia przypływie

Szansę da właśnie tobie i przedłuży ci życie

Słońce wbija oszczepem w czarne chmury promienie

Zobacz, Wyspa Zielona - twoje ocalenie

A ty płyń...

gdy zdradziecka władza klasy panującej i kościoła

wyzyskiwała chłopów i ludność niewolną.

Działo się to w roku 1037, w czasie mężnego zrywu walki

o utraconą dumę Pogan.

Po upływie przeszło tysiąca lat echa tamtych wspomnień rodzą się

na nowo. Te same nadzieje i przymierza płoną w naszych sercach.

Walka się jeszcze nie skończyła...""

"

Nie chcę słyszeć wind, nie chcę odbierać telefonów,

Nie chcę otwierać drzwi, przeraża mnie przyszłość,

Przerażają mnie myśli, z pokoju do pokoju,

Kilka godzin bez postoju, utrata nastroju,

Na samą myśl o tym syfie pod alko wpływie.

Tu nie da się funkcjonować uczciwie,

Skończyć w tak młodym wieku,

Pogrzebać w kilka sekund,

Łatwe ale o konsekwencjach pamiętam,

Przy Tobie chce resztę życie przeżyć,

Powiedz czy to w ogóle możliwe Skarbie,

Czy nie przeszkadza Ci to że się garbie,

Na jaki kolor mam pomalować nasz świat,

Czy będziesz mnie kochała bo upływie lat,

A może zostawisz mnie dla kogoś innego,

Powiedz Kochanie co jest we mnie złego,

Może nigdy nie stanę się Twoim ideałem,

Może nawet dla niektórych jestem bałwanem,

Czasem jest tak, że z byle powodu kogoś skreślasz.

Przechodzisz obok niego udając, że go nie znasz. (x 2)

2. Noc przepełniona ciszą, jednak wciąż nie mogę zasnąć.

W głowie setki wspomnień, z którymi żyć mi nie jest łatwo.

W upływie chwili, tysiąc decyzji podjętych.

Tysiąc słów wypowiedzianych, językiem ciętym.

Mam także emocje, przez życie mnie prowadzą.

Uniosły mnie nie raz, dziś wiem nie było warto.

Żyję w świecie gdzie codzienność marzenia zabija,

w skondensowanej ciszy ścian

rozliczam siebie z własnych kłamstw

które w przypływie bezradności

wezbrały w końcu poza brzeg

co siedzi we mnie

i czego mi brak

dostrzegam tu kilka


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga