Alfabet słów:

Słowo balkon w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery b: burek, baks, bzz, bydlęcić, bagażowy

Kto w Polsce śpiewa o balkon ? To między innymi Anna Szałapak, Bonson, Bonson x HuczuHucz x Junes x R. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

I łkania śmieci brzmią zewsząd

I jest las wypchanych gołębi

Są chłodnych poranków fragmenty.

W srebrzystym muzeum szronu

Jest salon z tysiącem balkonów,

Salon z tysiącem balkonów

Ten walc, ten walc, ten walc,

Walc koniak, walc śmierć, walc sen,

Co w morzu zanurza swój tren.

Kolejna flaszka, w tle trzask szkła.

Obok koleżanka poszła jebać się jak szklanka.

Pijacki bełkot łączy w pary ludzi alko.

Teraz widzę że tu większość same chamy kurwy patos.

Idę na balkon, w ręku szlug, telefon w drugiej.

I napisałbym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów.

Zadzwoniłbym do Ciebie, ale wiem że tego nie chcesz.

Wybełkotał, że Cię kocham tu jest źle i serio tęsknie.

Myśli przerywa śpiew pijanych syren, nie wiem,

Kolejna flaszka, w tle trzask szkła

Obok koleżanka poszła jebać się jak szklanka,

Pijacki bełkot łączy w pary ludzi alko,

Teraz widzę, że tu większość same chamy, kurwy, patos.

Idę na balkon, w ręku szlug, telefon w drugiej

I napisał bym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów,

Zadzwonił bym do Ciebie, ale wiem, że tego nie chcesz,

Wybełkotał, że Cię kocham, tu jest źle i serio tęsknie.

Myśli przerywa śpiew pianych syren, nie wiem,

Quentin Tarantino – Bad Motherfucker,

Wyżej niż w RAF’ie łapiesz latam jak ptak tak

W najwyższym pułapie znajdziesz brat mój blask,

Róża betonu poznała smak agonu nie raz

Z siłą atomu broniła balkonów swego domu,

I tronu lirycznego poetyckiego okien na świat

Aż strach się bać, co będzie jak,

Wpadnie w szał i w tedy trzask kłamstw

Opadnie snadnie a na dnie będzie tylko gęsty chwast,

stoję w betonie i tonę

Dziewczyny na słupach

machają nogami

mrużąc czerwone oczy

ze strachu boją się skakać z balkonów

Mi chyba jest wszystko jedno

Długo nie myślę chcę lecieć

Otwieram parasol i skaczę

Otwieram parasol i skaczę

u mnie też tak sentymental

Naprawdę nie wiem kim jest KęKę

to musiałbyś się spytać tych co nadzorują tę spółdzielnie

idź się pytaj oni widzą mnie dzień w dzień

albo ligę sąsiadek z balkonów co trzyma rękę na pulsie

one widzą mnie dłużej wiedzą lepiej kim jestem

jak masz do dwudziestki pewnie piłem z ojcem

jak masz do trzydziestki pewnie z tobą

jak masz do trzydziestki siostrę pewnie piłem z twoją siostrą

nie rażący rumień na ciele, jakby stylizowali mnie daltoniści ej.

Chcę wkoło więcej natury- powstań i zacznij remontować

Karykatury architektury- sadzić, malować, zieleń zalegalizować.

Niech ludzie tańczą, boso, razem na arteriach przy blasku lampionów,

Niech liście pną się szkieletem balkonów, lecąc w elewacje domów,

Niechaj gałęzie drzew tworzą sufity ulic, parków i peronów,

Niech myśli zielenią się jak w maju liście akacji i klonu.

Ref

Zalegalizujcie zieleń w moim mieście,

Na pół.

W Twoim blask, w moim czas,

Ławki i akordeonu.

Mowa ścian,

Balkonów ruda rdza.

Miasta dwa, światy dwa,

W naszych oknach zawieszone.

W jednym Ty, w drugim ja,

To znak.

Wielka pustka na ulicy

Tylko jakiś lump szedł z pralką

Wtedy urwał mi się balkon

Ref. Urwał się i jest urwany

Balkon, balkon mój kochany

Urwał się i już nie wróci

Kto go kochał, ten zanuci

Wczoraj wyjechali starzy

Taki dzień się dawno marzył

powierzyc Tobie rzady? Zrobisz nam tu Skandynawie

Twierdzisz, znajdziesz zloto, rope, nawet pieniadze,

litr benzyny z stacji Orlen, ma wystarczyc calej Polsce?

Niezly z Ciebie bajkopisarz, lepszy chyba niz Andersen,

otwierasz teraz balkon, w domu na dziewiatym pietrze

Myslisz czy nie skoczyc, to nie bedzie skok do wody,

bo z wody sie wynurzysz, a tam znajdziesz piekiel schody

Odpuszczarz, spocony, gdzies w salonie zaplakany,

Bóg nad Toba czuwal, przekupiony modlitwami

Niech żyje smerfów świat, śpiewajmy razem tak

Z balkonów wszystkich miast niech wzleci śpiew jak ptak

Niech każdy miasta nerw jak dobry Papa Smerf

Z najwyższych w mieście wież zaśpiewa z dziećmi też

Hurra! Niech żyją smerfy, kochane smerfy!

Może smerfy wśród drzew usłyszą w środku dnia nasz śpiew

Sztuka kochania na każdej scenie

Zawsze niezwykłe ma powodzenie

Rzędy balkonów, rzędy parterów

Szczelnie wypełnia tłumek suflerów

Dobrych aktorów widownia ceni

Lecz głośno gwiżdże, gdy są zmęczeni

Wtedy dramaturg partnerów zmienia

To konkretny bass rap dla wszystkich wokół

To nie ofermy frajery nie rap z nikąd

To muzyka która puszczać chcesz jadąc ulicą

Lufciki szyber-dachy boczne szyby

Skrzydła okien balkonów otworzymy

Bass w samochodzie w domu play czas zacząć

Uchyl szybę wypuść bass bass to nie domator

Ciszę zakończ głośno znaczy dobrze

Niech każdy wie że już masz ten krążek

Wdech, wydech x4

Robię wdech, robię wydech x4

[TEDE]

Życie jest walką, tak jak ochłonie

I gdzie jest balkon, koniec na balkonie jest

O nie, nie, nie da się tak łatwo

Nie daj się zajebać i złap to za gardło

[DIOX]

Wszystko pędzi jak psy sportowe na uprzęży

mówią szukaj rozwiązań i nie rozkminiaj przyczyn

wąż w mózgu z głodu syczy, kolejny dzień zaliczyć

ej, może mnie nauczysz jak się nie przejmować niczym

przyznaję, że zazdroszczę tym egocentrycznym szmatom

co wypierdoliły troske przez balkon a amator

jak ja, brnie w ten maraton, gdzie anioły mają szpony

porozbijane rodziny i zadłużone domy

skurwysyny, dyaktatorzy piękna, psychika klęka

to tak jak brutalny przekaz budować na ambientach

Wydawało mi się coś obleśne,

albo po tym joincie pierdolnięcie w alko.

Piję alko, nad umywalką

twarz, rozmowa jakby trochę narko.

U, przymknięte oczy, balkon.

Rozmawiamy ze sobą, walcząc.

Wydawałoby się chyba warto

spać, a nie budzić się w taki hardcore.

AES:

to uśmiech losu że można się nie wstydzić

A potem leciuteńka powracam na ulice

i ktoś przede mną klęka bo skrywam tajemnicę

zamkniętą w perfum flakon otworzę go w potrzebie

i spłynie na nasz balkon i pewnie też na ciebie

I nigdy tego dosyć i ciągle krzyczę jeszcze

a moje włosy spadają złotym deszczem

i jeśli w noc lipcową napotkasz tę ulewę

to daję słowo wyrośniesz nowym drzewem

Wyszedłem z nią na balkon

W czasie tej imprezy

Była pielęgniarką

Czułem po odzieży

Księżyc był nad nami

Więc gdy nadeszła ósma sam postanowiłem wyjść z domu.

Szedłem do niej wtedy przyszedł SMS.

Że nie potrafi ze mną teraz gadać za żadną cenę.

I wtedy pierwszy raz w środku poczułem hardcore.

Więc olimpijskim tempem przybiegłem pod jej balkon.

Nie chciała wyjść, rozmawiałem z jej siostrą.

W rozmowie wyczułem, że nie wyjdziemy na prostą.

Uczucie pękło w niej to nie ironia.

I właśnie tak kończy się moja historia.

Wiesz jesteśmy młodzi, więc po co nam sen?

Po co nam stres ej? Po co nam tlen?

My żyjemy w nocy, a odsypiamy w dzień

Lubimy ten stan, kiedy leje się alko

A najebany typ znowu rzyga przez balkon

Ja idę ze szklanką, wszyscy inni tańczą

A któraś z tych dziewczyn będzie moją wybranką

Cenię kontrasty, bo życie jest krótkie

Daj gorące dziewczyny i lodowatą wódkę

lepiej dodać smaku a zmienić smutek w złoto.

Po drodze wysyłasz Loto, a co to ?

Loto o to by pomóc szczęściu i być spoko.

na moje oko brzmi to całkiem miętowo,

Wystaw głośniki na balkon i kiwaj głową.

I daje słowo zrobie liryczne bum bum,

Z winyla szum, bit hit leci w tłum.

[Rafi]

No i płoną wąsy długie jak ma sum,

Wyprosiła ich, ja swego kumpla,

zaczęła krzyczeć, ty też, to była kłótnia,

po chwili bójka, ja byłem bardzo blisko,

jakby ktoś skrępował ręce karząc patrzeć na wszystko.

Uciekliśmy przez balkon,

byłem bezpieczny, spokojny i z matką,

zawsze kochałem cię, dziś jesteś tu wiem,

lecz wspomnienia nie znikają jak śnieg.

Ref.They say that things just cannot grow

nóżki me bose zeszły twe ścieżki.

Piękny ogrodzie, pachnące lilie

czy wiecie gdzie jest mój mały Kaj?

Zamek się wznosi nad górską ścieżką,

balkon spowija gęsty bluszcz,

spoza balkonu patrzy na drogę

świeższa od róży, piękna dziewczyna.

Lecz on nie przyjdzie - tylko to wiem.

Piękny ogrodzie, kwietny ogrodzie

lepiej dodać smaku a zmienić smutek w złoto,

po drodze wysyłasz to to, a co to ?

Loto o to żeby pomóc szczęściu i być spoko,

Na moje oko brzmi to całkiem miętowo,

wystaw głośniki na balkon i kiwaj głową,

i daje słowo zrobię liryczne bum bum z winylanszu bit hit leci w tłum

i płoną wąsy długie jak ma sum

No i puk puk puka w głowę wybity rum

kiełbasa z grilla wieczorny barbecue

Wałach wie to nie tylko przecinak

Ale spółdzielnia cała

Przysłuchuje się aferze z mieszkania na parterze

Gdzie maniak dwa dni bije talerze

Tuż nad nim pierwsze, balkon

Dobre bity wiersze, ktoś przysłuchuje się

Naszym kawałkom

My my to Bez Cenzury nie zwalniając tempa

Przekaz z osiedli na osiedla

Grube dupska i cycochy

Maszerują równym krokiem

Myśląc, że nikt się nie dowie

Kiedyś wreszcie na wsi, w mieście

Jakiś balkon nie wytrzyma

Wprost na beton tłusty w lecie

Spadną wszyscy ci, no wiecie

Sąsiedzi, sąsiedzi, sąsiedzi

Tak bardzo, bardzo kocham was

Ale widzę też, że nic z tego nie będzie

Odejdź ode mnie trochę, zrób mi kawę, mocną ,czarną

Wiem, wiem, że smakuje jak bagno

Ale ja lubię taką, jak chcesz to wypij, nie wiem, Fantę

I pozwól, że z tą szkanką i szlugiem wyjdę na balkon

Może szczęście mnie omija, może

Nie, Katerina właśnie pisze, by spytać, co teraz robię, może

Słońce w końcu nam przyniesie radość

Jak na razie razi w oczy, chowam się z tą kawą

Kolejna flaszka, w tle trzask szkła.

Obok koleżanka poszła jebać się jak szklanka.

Pijacki bełkot łączy w pary ludzi, alko.

Teraz widzę, że tu większość

Same chamy, kurwy, patos. Idę na balkon

W ręku szlug, telefon w drugiej.

I napisałbym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów.

Zadzwoniłbym do Ciebie, ale wiem, że tego nie chcesz.

Wybełkotał, że Cię kocham, tu jest źle i serio tęsknię.

3.Kolejna flaszka, w tle trzask szkła.

Obok koleżanka poszła jebać się jak szklanka.

Pijacki bełkot łączy w pary ludzi alko.

Teraz widzę że tu większość.

Same chamy kurwy patos. Idę na balkon

W ręku szlug telefon w drugiej.

I napisał bym do Ciebie ale jakoś brakuje słów.

Zadzwonił bym do Ciebie ale wiem że tego nie chcesz.

Wybełkotał że Cię kocham tu jest źle i serio tęsknie.

Kolejna flaszka, w tle trzask szkła.

Obok koleżanka poszła jebać się jak szklanka.

Pijacki bełkot łączy w pary ludzi, alko.

Teraz widzę, że tu większość

Same chamy, kurwy, patos. Idę na balkon

W ręku szlug, telefon w drugiej.

I napisałbym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów.

Zadzwoniłbym do Ciebie, ale wiem, że tego nie chcesz.

Wybełkotał, że Cię kocham, tu jest źle i serio tęsknię.

Zajebistego zielska

Wiesz jak przy zielsku

Powstanie kilka całkiem nowych tekstów

Wyjdę na miasto kierunek centrum

Balkon na nim paru znajomych klientów

Bez zakrętów 15 sekund w rynek

Na intelekt czyli wiele rozkminek

Parę złotych chyba dzisiaj popłynie

Czas leci jak wózki na Colinie

Chcesz się zabawić z nami, HaKa śmietanką ?

W dłoni najgrubszy polski banknot, właśnie mam go.

Weź jeszcze zapoznaj mnie z tamtą.

Słyszałem, że jest Hip Hopową fanką.

Zapraszam was na balkon.

Jest jeszcze Onar, PDG i gruby dolar jeszcze węgorz,

Właśnie słyszysz ten głos, baunsuje.

Szampan, cycki, pizda, baunsuje.

Mam w dłoni, prawdziwy pęk stówek, a podwiózł mnie tu grubek.

Tylko od Ciebie zależy kim jesteś x4

Możesz być z Nami, lub być przeciwko, możesz być kimś, lub zwykłą dziwką. Możesz się prężyć na ochronie, w biedronce, możesz pić wódę, i pachnieć stolcem. Możesz kraść fury, lub łoić radia, możesz żywić się, kłamstwem, na chuj Ci prawda? Możesz kraść ambicję, lub posiadać własne. Możesz być gangsterem, i trząść tym miastem. Możesz bić kobitę, i myśleć kutasem, możesz ruchać szlaufy, i zarazić adidasem. Możesz żyć złudzeniami, jeśli tak Ci łatwiej. Możesz kpić z bliskich, i z ich zmartwień. Możesz być romantykiem, i ślepo wierzyć w miłość. Możesz iść na jakoś, a nie na ilość. Możesz być nikim, i bić piątki z milicją. Możesz pomylić pasję, z chorą ambicją.

Tylko od Ciebie zależy kim jesteś x4

Możesz walić w nocha i latać na balety. Możesz zamiast pięści używać maczety. Możesz iść do kiosku i naćpać się klejem. Możesz być z lesbą i przyjaźnić z gejem. Możesz zdjęcie bez koszulki wjebać na awatar. Możesz pić syrop i wpierdalać tatar. Możesz jeździć na wyjazdy i być fanatykiem. Możesz zjeść rozumu i zostać krytykiem. Możesz lizać pizdę dziwce w burdelu. Możesz iść do you can dance i tańczyć w Izraelu. Możesz pierdolić wątrobę wciąż waląc koksy. Możesz latać na wichury i wpierdalać dropsy. Możesz zgrywać kozaka i jeździć w bagażniku. Możesz trenować i nokautować przeciwników. Możesz wzbudzać szacunek pożyczoną klamką. Możesz wpierdolić kwasa i skoczyć przez balkon.

Tylko od Ciebie zależy kim jesteś x4

Możesz kraść pieniądze swojej panience.Możesz stać przed lustrem i prężyć w sukience. Możesz liczyć na szacunek za ojca kasiorę. Możesz trenować boks i napierdalać worek. Możesz kolekcjonować wszystkie dopalacze. Możesz leżeć na łóżku i pierdolić prace. Możesz założyć beret słuchać Radia Maryja. Możesz puknąć na siłownie a zniknie Ci szyja.

Możesz kraść lusterka i wycieraczki. Możesz zrobić prawko i rozwozić placki. Możesz rzucić szkołę miesiąc przed maturą. Możesz prężyć się na mieści z pożyczoną spluwą. Możesz przed dupami udawać księcia z bajki. Możesz nie być sobą tylko odbity od kalki. Możesz walić konia przy zdjęciach Dody. Możesz walczyć w MMA i wygrywać zawody.

Tylko od Ciebie zależy kim jesteś x4

Szybka przycinka, kojarz ludzi w tramwajach.

Przydaje się tu krótki kurs jak rozpoznać kanara.

Ja się nie wpierdalam kiedy wyczuwam zasadzę,

Ty jak chcesz mnie ukarać najpierw skurwysynu złap mnie

REF: Dedykowane dla żołnierzy którzy walczą, dla ulic i bloków od piwnicy po balkon.

Dla tej młodzieży która jointy i alko wybrała żeby przeżyć bo miasto kocha hardcore. /x2

2. Piąteczka ziomeczku, powiedz jak tam płynie życie?

U mnie wszystko okey, hip-hop gra i jest gites w ogóle

to musisz wpaść do nas kiedyś na dzielnicę.

bo miny kumpli jakby kurwa szczali w deszczu,

Zresztą - co mnie to? I tak ich nie pamiętam,

więc zabieram graty i schodzę z pięterka,

Wszyscy śpią, nie chcę nikogo obudzić,

najciszej jak mogę przez balkon wychodzę.

Zobaczyłem kran, zarzuciłem trochę wody,

przeskakuję przez płot i szukam samochodu,

Mam jakieś zwidy, ale dobrze trafiłem,

wyjmuję kluczyki - będę w domu za chwilę!

Spoko, najebany, jak wesołe jest to miejsce

Ale chata, cicho, spokojnie, puk, puk, otworzone drzwi

Wchodzimy, na przywitanie drink, o dzięki, tylko czysta

Ludności ze czterysta, no chwila, przecież pomyłka

Potrójnie widzę schody na górę, balkon, wchodzę i się brzydzę

To taki luksus, gorszego syfu nie widziałem, narzygane

Już trzeźwieję, na oczy przejrzałem, ludzi jakoś mało

Na taxę w chuj wydałem, spadamy, droga wolna

Jeszcze strzał w ryj, odchodna, miara do dna

urodzi się kolejny mały rozpuszczony błazen

znasz ten świat bracie

tak z dnia na dzień

musisz żyć w tym zakręconym rajskim sadzie

idę na balkon, mikrofon ma wybranką

tańczę z moją firanką namiętne tango

przypuszczam atak kolejną rymów falangą

nie podoba się to tym miksem możesz to zamknąć

nie chcę znać wyników twojej krwi po testach

Drugi kolesiowi sprzedaje w ryj z glana

Trzeci do ryja wódkę wlewa

Czwarty już paręnaście lat odpoczywa

A reszta ma gdzieś co stanie się z naszym światem

Niedługo już nie wyjdziesz na balkon latem

Fatum losu bywa nieuniknione

Zło w małym państewku zostanie zrodzone

Bo każdy liczy na siebie i pierdoli innych ściemę

A drugiego człowieka ma za zwykłą ścierę

a pod dachem zróbmy szlaczek taką grubą kreską....

3. Wszedłem do windy, a tam był pan Jerzy

pomyślałem ponuro on mnie zaraz uderzy

sąsiada z parteru dręczyła pokusa

by wystawić na balkon swojego kaktusa

4. Życie w bloku jest strasznie nudne

codziennie przed nami problemy są trudne

każde popołudnie przed telewizorem

czasem w koło bloku pojeżdżę motorem

Mam w sobie ten cynizm, choroba Bleulera

Cień wątpliwości, bo nic się tutaj nie zmienia

Na ścianach krew, nie wiem co czytałem, Henning

A może to wizja: ""Jesteśmy popierdoleni""?

Znów wyjdę na balkon z odpaloną w mordzie fajką

I znowu to samo, chociaż nie wiem co się stało

Pierdolę te leki, pierdolę Paracetamol

Pierdolę tabletki, przez nie znów tracę tożsamość

Ref.

Mimo bęc nie kredyt w ratach

Harry Winston żaden Apart

Trzymasz w ręku cały świat

Atlas, globus, nie polska mapa

Czarter nocny, top nie parter, czwarty, blok, joint, balkon, deszcz

Unoszę głowę i czuję wolność, Ty podejdź bliżej, jak też tak chcesz

[Refren x2]

Oni tego chcą, Oni tego chcą

Narkotyki, sztuki, złoto, kasyna

Procenty , promile, kolejny kiner, za chwile mile widziane nastepny polany, wstrząsniety nie mieszany, to wstepy pomykamy zamykamy jeszcze jedną butelke. To sie nigdy kurwa mac nie konczy zapierdala winem, oczy sine a ty pilnie pilisz, sączysz to sie jedno z drugim zajebiscie łączy, melanż , balet ja wale a mój talent wlączy sie dopiero po skonczonym litrze.

jak sie cos wyleje barman wytrze, Delter pije sete bo jest mistrzem, czarny scenariusz ja butelke w rece mam juz, Ty sie sam rusz bo zrobisz kopki, znowu litr płonie szczyt ja wypity, jest git bo jest kit i mozna jeszcze wziąsc pół litry.

Ref. A ja płyne, płyne wale wódke z ginem

A ja płyne, płyne wale wódke z ginem, wale wódke z ginem

Ej! gdzie sie podzialy tamte domówki, gdzie dzis balują ekipy z tamtych dni, napijmy sie za te czasy wódki i napełjnij wszystkie kieliszki. Dawaj z nami chłopaku żone zostaw w domu, chodź kolezanko wyślij gacha do ziomów, rozpierdalamy imprez z hukiem znowu, zapomniałes o melanżu? To sie odmul. Chłopaki juz przy barze po paru 50-siątkach, a my ciągle na murku przy browcach i jointach wbijamy do klubu, jak będziemy wpuszczeni, mam parę białych butów i pół litra w keszeni. - Jest jakiś melanż? Zaraz znajdziemy, na jana , przez balkon ale wejdziemy, jak juz tam bede, proste ze Cię wkrece tylko zachacz o nocny przynies wódki wiecej. Karlito dobry towar nie zaden bawi damek, zawijamy jakies świnie to będa mm nad ranem wracały same, nie da sie ukryc ze nie jestem dżentelmenem. Bajere przez słowa szczere przeplatam jak ryby, teraz slyszysz pare pejerów, My ruszamy w teren, kazda swinia co szuka chuja to sie ją rozkminia na smiechy a potem niech sie buja, są tez takie co myśla ze podbijasz po to zeby zostac jej chlopakiem mordo. Powiem prosto poprostu Cie chcę, lepiej zebys ty mial ją niz ona Ciebie nie.

Ref. A ja płyne, płyne wale wódke z ginem

A ja płyne, płyne wale wódke z ginem, wale wódke z ginem

Jeśli masz fajne cycki to bujaj, Jeśli masz fajny tyłek to zatanczymy, Jeśli jestes miła,spytam czy sie zobaczymy, Jeśli mowisz ciekawie to porozmawiamy, Jeśli masz to wszystko naraz to jestem Zakochany, a Jeśli mnie niechcesz nie traktuj jak powietrze, bo kurwa łamiesz mi serce.

Jeśli masz fajne cycki to bujaj, Jeśli masz fajny tyłek to zatanczymy, Jeśli jestes miła,spytam czy sie zobaczymy..( To wszystko przez Ciebie Karol, przez twoje romanse)..Jeśli mowisz ciekawie to porozmawiamy, Jeśli masz to wszystko naraz to jestem Zakochany, a Jeśli mnie niechcesz nie traktuj jak powietrze, bo kurwa łamiesz mi serce.

Dobijam do stołu, płuczę gardło, będzie hardcore

Na start tu dremy ryja tak jakbyśmy byli Spartą

Tak mija pijakom czas pomiędzy pierwszą i czwartą

Korytarz jest nasz, zawijam blaja, idzie nie bardzo

Omija nas wija i sparing, rozpierdolili balkon spal to

Techno, techno, techno, techno

Dziecko kurwa bęc

Hej hej hej hej, hoł hoł hoł hoł

Ej ej ej ej, oł oł oł oł

Posłuchaj, porzucony przez nią,

Nieznany mój przyjacielu:

W rozpaczy swojej

Nie wychodź na balkon, nie wychodź,

Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź, nie przychodź,

Na smugę cienia nie wbiegaj,

Zaczekaj, trochę zaczekaj!

Posłuchaj, porzucona przezeń,

Sąsiada spod szóstki szlag trafiał

Gdy córki narzeczony bez przerwy pod oknem wystawał

I grał na saksofonie

I choć sąsiad z natury człowiekiem niespotykanie był spokojnym

W szlafroku wychodził na balkon

I z całej siły dął w waltornię

Jeszcze raz pozwól mi

Usłyszeć pieśń tamtych dni

Najczulszych strun

Gubi na drzewach szron

Kiedy już w sobie masz

zapachy z wielkiej skrzyni świąt

W wannie już pływa świąteczny karp

Balkon się zmienia w las

Tata coś chowa, gdyż

Spotkanie z Mikołajem miał

Pada śnieg

Puszysty śnieg

Rude Boyz wyjątkowo niegrzeczne synki

Jadą jak z gorzałką chopy w Dożynki

Odkryli my to, odkryli tamto

Krzyknęli eureka, wykonali salto

Wyszli na balkon, głośno wydarli japę

Kurewnie fajnie bratku trudnić się rapem

Zawsze na bakier z szemraną palanciarnią

Siejemy obficie najlepsze ziarno

Znów tu na pole wypierdalam nogą fest, nie

Dobijam do stołu, płuczę gardło, będzie hardcore

Na start tu dremy ryja tak jakbyśmy byli Spartą

Tak mija pijakom czas pomiędzy pierwszą i czwartą

Korytarz jest nasz, zawijam blaja, idzie nie bardzo

Omija nas wija i sparing, rozjebali balkon

Spal to, podbija do nas gliniarz i nie warto

Wylegitymuje nas, pójdzie w chuj, serio nie warto

Czujesz, po chuj nas stresujesz, wszyscy do pokoju, w klub

Śniadanie funduje, daj mi moja mineralną

Ja siedzę myśląc ""Trzeba zabić czas"",

Czy mam jeszcze siłę? być może wyjdę z domu coś zostawię w tyle.

W mojej krwi wciąż ferment, wczorajsze promile, W głowie jazgot, barłok.

Nic nie czaję, znam to, mówię ""To już ostatni raz, od dziś zero alko!"".

Na górze hałas, kłótnia tam gdzie balkon.

Czy ten świat oszalał? czy to film o beznadziejności?.

Każdy szuka hajsu, dalej trwa ten pościg.

O codzienności świat, to w lustrzanych odbić.

Myślę ""iść dalej, czy zwrotkę mam już podbić?"".

niszcze pionki witam w rzeczywistosci

Patrze na bloki w oknach widze hardkor

Dzieci w domach prute jak stare przescierdalo

wersy tak gorac zeeeeeeeee palom gardlo

palom sie wiezowce ludzie skacza przez balkon

jak szwadron na front sune w sumie

mam tak tluste wersy ze w Etiopi bym byl krolem

kurwy bez pegi chetne na gang bangi

ciezko je zalac jakby pizdzie mialy recznik


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga