Alfabet słów:

Słowo chwast w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery c: celuloidowy, Choszczno, ciepławy, chorea, Caro

Kto w Polsce śpiewa o chwast ? To między innymi A.J.K.S., Echinacea, HDS. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Ale smutku już nie ma jak za czasów 301,

Świadomy gniew pozostał, krytyka dalej ostra,

Jak na forum riposta zawsze leci z automatu,

Zacząłem dostrzegać (?) tego dramatu,

A na plantacji chwastów zawsze rośnie parę kwiatów,

Pozostaję dalej sobą, komu mam dziękować ? Nie wiem,

Ale dla części mnie 16-1, 16-1.

Nie wiesz o co chodzi, tak ? Mi to zawsze zarzucano,

Poryte teksty jak ""Las Vegas parano"",

jedna miłość pielęgnuje to.

4.

To perełka wśród pereł bezcenny unikat,

tego okazu nie zbadała nawet botanika,

wśród kwiatów i chwastów danych temu miastu,

ona przedstawia mi najlepszy zwiastun,

jest taka piękna ze zawsze będę ja pielęgnować,

i często szeptać czule słowa,

drogi kwiecie jak to się stało,

chodź kasyna nie rozbiłem,

to mam prawdziwy skarb,

i przyjaźnią go ochrzciłem,

ona daje siłę, przejść drogi zawiłe,

w gąszczu chwastów, można znaleźć róże

puki co dobrzy ludzie,(PIONA) pomocą wam służę.

Ref.

Jesteśmy tylko sobą nigdy nikim innym,

robiąc swoje, nie czujemy się winni,

Szukałem kwiatów,

tam gdzie chwastów rośnie moc.

Patrzyłem w gwiazdy

i marzyłem każdą noc.

Za te spojrzenie oddam innych sto, o, o, o.

Za jeden uśmiech cały świat.

Tak dalekich jak marzenia w cichy wieczór letni

Układamy nowe ścieżki w gąszczu spraw codziennych

Tak codziennych jak liść smutku mokry zmierzch jesienny

I wychodzimy na te nowe ścieżki

I patrzymy, i widzimy pełno chwastów świeżych

I znów przed nami łamie się

Znów horyzonty przesłania cień

Lecz wciąż będziemy w chłód czy w upale

Budowali swoje drogi dalej

Chce być swego losu wodzem i wiedziec na czym stoję

Za mną nie przespane noce i w głowie paranoje

Znów ludzie uciekają przez kilka wódki chansów

Lub kilka tabletek kansu i sześć miliardow nastu

To ciężka sprawa oddzielić, plony od chwastów

Ja chce przyjaciół od serca, nie kumpli od melanżu

Z resztą znasz tu scenariusze, takie jak tamte

Kiedy mój, niby przyjaciel zawinął się z moim hajsem

Ja pier**le tą farse, jak leżysz chcą ci dokopać

A mniej w gównie mieszać !

Iii

Nowa płyta, mamy rok następny

Nowy rozdział w mojej książce rozpoczęty

Dużo chwastów przez ten rok wyrosło

- oszołomów, kaleczących rzemiosło.

Nie wiem zupełnie co przyniesie nowy rok

- que sera - sera !

Jak śpiewał Mietek Fogg

Możesz być autorem marzeń, archeologiem zdarzeń,

Drukarzem myśli napędowych albo i grabarzem.

W darze masz wolną wolę, przejmij kontrolę,

Oczyść umysł, pełnij w nim dominującą rolę.

Przeszłość, brudne myśli - jak chwastów pole.

To koniec, zapomnij o nich. Odrzuć pokorę.

REFREN

(Ciemna dziś noc) Trzymasz klucz starych drzwi.

Tylko Ty znasz smak tamtych chwil.

Koalicja, która wszystkich doprowadza do upadku,

Jest niczym szarańcza rządna plonów naszych podatków,

Nie istnieje przyszłość pełna dobra i dostatku,

Budżetowa dziura wciąga nas w system wydatków.

Nastolatku! Uciekaj z kraju pełnego chwastów,

Na wyższy level nie wskoczysz, bez żadnych dodatków,

Życie nie ma zapachu pięknych, róży płatków,

Świat to brudna droga z gównem zamiast kwiatków,

Stąpasz po niej codziennie - jest nawet gładka, fajna,

twór twój to piekło

twa duma to dla mnie nic

twe grzechy to satysfakcja, a teraz nic

twoje słowa to popiół rozwiany gdzieś

pole pełne chwastów widzę i ciebie pośród nich

drzewa całe w cierniach i krew u twoich stóp

ranne ptaki giną jak twój zimny twór

oczy me pełne łez, nie do końca mych

szeptaj, szeptaj, potępiona duszo w noc

Skinhead nie zniesie obcych u siebie

Skinhead spod znaku 88

Skinhead wierny 14-stu słowom

Penetrujemy ulice miasta

Nie można znaleźć chwastów tej ziemi

Ten kto dostrzega lewackie ścierwa

Ruszamy w bój by zniszczyć wroga

Ref:

Skinhead uderza by zniszczyć wroga

Nie chcę Twoich łez ale czasem mam chęć na nie popatrzeć

Zrozum mnie źle bywa że ten syf zmienia się w bajkę

ale właśnie wtedy byle gdzie spierdoliłbym na zawsze

Kochanie nie chciałaś kwiatków bałaś się zatruć czy co ?

nie rwałem Ci chwastów z pola. Pora pokonać się w naszych sporach

Świadomość chora, chora para doskonała do opierdalania się nawzajem

Nawzajem bez jajec to słabe mówiłaś ""chamie"" mówiłem ""skarbie""

Wątpiłaś stale ale przykładnie wstąpiłaś parę groszy tu na mnie

Ładnie skarbie to się nazywa miłość że co od hajsu Ci odpierdoliło?

I ja, który w bagnie gnije, chudnie nie tyje, w stresie po szyję

I czyje to zmartwienie, że drugie me imię to cierpienie

A pierdolone marzenie znów się oddaliło za skaliste kamienie

W pełnym pułapek terenie gdzie skaleczenie niosło zakażenie

Po mału zapominam, że zasiałem pełne chwastów ziemie

Gdzie wrogów cienie rzucały we mnie zabójcze spojrzenie

Przeciskało mnie ich plemię, koniec

Pozostawiam dawne życie po drugiej stronie

I na promie pod prąd płynącym

Za dużo sobie nie myśl, się nie zastanawiaj

Brzytwa ockhama - najprostsze rozwiązania

Klucze do mieszkania trzymaj zaciśnięte w pięści

I nigdy wiecej kurwom nie podawaj ręki

Wciskają się wszędzie korzenie chwastów

Idź w stronę tych słów, zaufaj światłu

Niech nie powstrzyma ciebie nic

Wszystko co w mocy, żeby lepiej żyć

Osiedla arytmia, harmonię burzy pech

Zatem zapraszam do mego świata

Mijają lata jak z bata strzelił człowiek

Dojrzewa i tym się dzieli co pojął w

Trakcie tej Odysei. Stara się pielić

Z chwastów ogródek a napotyka

Dzień w dzień obłudę. Morda na kłódę

Czy słowem w mordę, sam do tej pory

Nie wiem co dobre a ci co wiedzą dają

Recepty to jak piramid nowe projekty

Ja sobie ostatnio namierzyłem jakąś pannę

I w sumie myślę, że to już chyba jest normalne

Wiesz, znam ją z widzenia, ale jakoś głupio pisać

Wolę bardziej tradycjonalne sposoby jak widać

Odsyłam do chwastów i wokali na feaci'e

To skuma te obłędne koło i obłędne życie

Dalej fotka, tam już nie mam konta

No dobra, mam takie żeby czasem poprzeglądać

To już choroba, ale w większości niezła beka

Właśnie zakończyłem pisać ostatni list do ciebie, postawiłem kropkę atramentu na tym papierze. Ty przeczytaj go powoli, jak wolisz i miej nadzieję, że ostatni raz spotkamy się na pieprzonym pogrzebie. Gdzie kochanie sama wylądujesz głęboko w glebie mi to w kurwę obojętne, przecież za tobą nie tęsknię. I nie biegnę by biegle pokazać, że kazałaś cierpieć. Znów nie płaczę, raczej sam znaczę dla innych więcej. Ja i ty razem my to duże nieporozumienie, a gdy mi szeptałaś czule tak czuje byle pieprzenie Znowu dziś liczę dni kiedy tylko się zmienię. Nie bądź zły, mówię ci dla mnie to było pierdolenie, nagle zostało zwątpienie jak zaufać kobiecie, bo życie karać cię karze nie idzie w parze zupełnie. To było pewne, że wracam do tego teraz z sentymentem, który względem ciebie pokazuje twoje przygnębienie. Twoje nastawienie na nie, nie podoba się ej zostaw kurwienie tak bardzo, że aż zalewa mnie krew. To nie blef znów kasuję twój kolejny sms zamiast uczuć został śmiech, więc nie zrozum mnie źle. Bo z moich ust nie padnie już żaden komplement a zamiast uczuć został gniew, więc nie zrozum mnie źle. Tak, to tych kilka ciepłych słów do ciebie skarbie, a z nami koniec i kurwa joł ej.

Zrozum mnie źle kocham cię, ale nienawidzę bardziej. Nie chcę twoich łez, ale czasem mam chęć na nie popatrzeć. Zrozum mnie źle, bywa, że ten syf zmienia się w bajkę, ale właśnie wtedy byle gdzie spierdoliłbym na zawsze.

Znowu pada deszcz wiem, że znowu płaczesz z powrotem. Choć nie chcę twoich łez, chciałbym być ich dzisiejszym powodem. Zeszmaciłaś się, a ja ci to prosto w oczy wytknąłem. Zrozum mnie źle kurwo między nami już koniec, bo zleciał czas, a ty nawet kurwa nie pisnęłaś słowem. Jestem sam, a teraz to kurwo oficjalnie powiem, nie chcę szmat, już półtora roku zawalczę o swoje. Dla takich jak ja kobieta to tylko kolejny problem. Teraz to kończę, bo sensu już dawno nie ma. Na obecny moment po tobie wszystkiego się spodziewam, no powiedz czy opłacało ci się wtedy mnie olewać zdecydowałem odejść a ty kurwa zaprzeczasz, że niby ty miałaś odwagę zerwać ze mną pierwsza. Ale dziś ty piszesz, że żałujesz tego jednak chciałabyś, żebym wrócił, ale wiesz, że ja bym nie chciał powiem ci, że jedynie mógłbym się z tobą przespać. Ta nigdy więcej. Kurwa brak mi słów, bo nie chciałaś mnie zrozumieć dobrze więc.

Zrozum mnie źle kocham cię, ale nienawidzę bardziej. Nie chcę twoich łez, ale czasem mam chęć na nie popatrzeć. Zrozum mnie źle, bywa, że ten syf zmienia się w bajkę, ale właśnie wtedy byle gdzie spierdoliłbym na zawsze.

Kochanie nie chciałaś kwiatków, bałaś się zatruć czy co, nie rwałem ci chwastów z pola, pora pokonać się w naszych sporach. Świadomość chora, chora para doskonała do opierdalania się nawzajem na zajem bez jajec to słabe. Mówiłaś chamie, mówiłem skarbie wątpiłaś stale, ale przykładnie wstąpiłaś parę groszy tu na mnie ładnie. Skarbie to się nazywa miłość, że co od hajsu ci odpierdoliło. Żałuj dziewczyno, żal mi ciebie. Mówiłaś kochamy się teraz ewem , pojebem wyzywasz, nazywasz się szczerą, a to jest zero w porównaniu do emocji. Tu proporcji zabrakło mi za łatwo zatrzasnąć drzwi. Spasować, pochować jesteś za młoda, by harować przez miłość, mi złość. Padam na skroń jak patrzę na nas mam pusty sagam. Na chuj z tym spadam. Błagam skarbie zadam tobie składne pytań, pytamy się za nas czy ten związek jest warto skarać. No nie za bardzo, no i pomijając ten tekst chciałem ci powiedzieć, że to koniec.

Zrozum mnie źle kocham cię, ale nienawidzę bardziej. Nie chcę twoich łez, ale czasem mam chęć na nie popatrzeć. Zrozum mnie źle, bywa, że ten syf zmienia się w bajkę, ale właśnie wtedy byle gdzie spierdoliłbym na zawsze.

Walczyć z napotykanymi problemami

3.

Życie może być piękne choć to nie bajka

Musimy je znosić i nosić krzyż na szczęście w nike'ach

I choć wygodnie na maxa wśród chwastów i cierni

Nie bądźmy bierni na krzywdę bliźnich by sie spełnić

Te problematyka na co dzień naturalna zwalczać system

Słabości by na co dzień świecić pyskiem i choć trauma

Ciągnie się za tobą jak serial ty nie osiądź na laurach i nie mów że to fanaberia

Choćbyś chciał nie możesz czasu cofnąć

Gdybyście poznał zła wiedziałbyś czym jest dobro

Rządowa nieudolność ryzykowana wolność

Zamiast dłoń pomocną państwo daje w kość

A o krok stąd ulice pełne chwastów

Stróże sędziowie prawa na usługach diabła dla hasju

A bieda okrutna bieda pogrąża ludzi

Pierdolone prawo betonowej dżungli

Przyjaźń zatracana przez momenty

???

Raggamuffin is still moving forward

To jest dym, który na pewno ciebie poniesie ej

to jest rym, szybki film, który wyświetla się

od dawien dawna, posłuchaj Pabla co używa radła, żeby wygnać diabła? z chwastów ukochanych dźwięków

nie potrzeba nam żadnych pseudo-nawijkowych tutaj przekrętów, o nie, nie, nie

a możesz kochać Movado czy jak mu to ?? co zmienia trzy merce zanim wejdzie na scenę

zaraz Nicodemus wjedzie starą ładą i go poskłada jak tylne siedzenie

na bank, pseudu-nawijaczy napadnie Super Cat ?? i Charlie Chaplin brat

Nie śpimy tylko my

Bo boimy się spać

Mamy koszmarne sny

Tak jak dzieci w domu starców

Jak kwiaty wśród chwastów

Boimy sie zarazy

Która opętała miasto

Wojna

To wojna

"

Dwóch nas tu, i trzeci rap od lat kilkunastu

A czwarty to ty, wychowany pośród chwastów

I czart z tym, czy dajesz pięć jak może jeden na stu

Czy chciałbyś byśmy zdechli jak całe morze fantastów

Nas dwóch tu, i piąte 5-2, jego pięść pięć ma

A część z was pamięta rap na który teraz chęć ma

Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi

To 5-2, miasto nam pięć da, uniesie pięści

Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi

Dwóch nas tu, i trzeci rap od lat kilkunastu

A czwarty to ty, wychowany pośród chwastów

I czart z tym, czy dajesz pięć jak może jeden na stu

Czy chciałbyś byśmy zdechli jak całe morze fantastów

Nas dwóch tu, i piąte 5-2, jego pięść pięć ma

A część z was pamięta rap na który teraz chęć ma

Nie czekaj rwij chwasta

Jesli coś złego w Tobie wyrasta

Nie czekaj rwij chwasta

Co to za czas

Na chwaście chwast

Co to za siła co uczucia zabija

Co to za czas

W powietrzu gaz

Co to za siła co uczucia zabija

Na polu do popisu

wyrósł mi tylko chwast

Smutnego drobiu pośród lisów

widzę w lustrze twarz

Choć mam łokcie zbyt miękkie

i zbyt długą listę strat

Odkryłam świat

Jeszcze przyjdą wieczory

Pachnące poszumem traw

Gdzie dom będzie domem

A chwast urodzi kwiat

I znów ten sam film w telewizorze

Ta sama w krużganku ćma

I nadzieja w sercu szalonym

Co zwykle biło za dwa

Odkryłam świat

Jeszcze przyjdą wieczory

Pachnące poszumem traw

Gdzie dom będzie domem

A chwast urodzi kwiat

I znów ten sam film w telewizorze

Ta sama w krużganku ćma

I nadzieja w sercu szalonym

Co zwykle biło za dwa

Już, padać na kolana!

Piękna róża zła

Każdego kwitnie dnia

w okrutne kolory przyodziana

Każdy chwast co w drogę zechce pięknej róży wejść

Aa, wkrótce zwiędnie i zamieni szybko się w jej część.

Swego czasu i księżniczka zakochała się

W księciu zza morza, jednak on nie kochał jej

Serce oddał panience w zieleni która to

Pletą nam rozprawy,

Że na tamtym brzegu Wisły

Niema już Warszawy.

Że zdziczała, jak nie swoja,

Wszędy chwast i trawy,

Że nec locus ubi Troja

Z tej dawnej Warszawy:

Że o los biednego miasta

Pełni są obawy,

słynął, że podły był jak żmija, zimny jak trup, którego mijał, stanął rabując co się dało,

splunął, sponiewierając ciało. Ruszył przed siebie dalej śmiało, do miasta, co złotem błyszczało.

Spotkał tu brata, co przed laty z wojska pouciekali w światy.

Brat chciał być wielki i bogaty, cokolwiek nie ruszył - same straty.

Nędza go oprawiała w baty, był jak chwast ten, powyżerane kwiaty,

z korzeniem ukrytym pod koszulą, szli chcąc po dorównywać królom,

stać nad Bogami ponad wszystko, z sumieniem jak martwe cmentarzysko.

Koniec ich był prawie typowy, schwytano, wieszając ich za głowy,

o tym: a za co? Ani słowy. Stryczek wymowę ma bez mowy ,

W obłędzie myśli, w obłędzie spraw,

pośród tłoku wielkich miast.

Chowając się w cieniu wysokich traw,

nie dostrzegasz, że jest to chwast.

Chcą Cię zmienić, chcą Cię zmanipulować,

Chory system zaaplikować,

Resztę świata opanować,

I w twój umysł ingerować.

COMSON

Alejkum salam ja mam smaka na blanta

jak zaraz się nie zjaram na bank majka wyłączam

czas na wiatr rasta w miastach gdzie propaganda

gada że ganja to chwast ćpany w strzykawkach

ARAB

Bo chuja się znają, bo chuje nie palą

srają się staruchy o buchy, rząd jest głuchy, więc zaczynam siać nić jak pająk

Bo chuja się znają, bo chuje nie palą

Ma,mam 21 lat, robie to na cały kraj

No a wielu mówi mi,że to mój czas (czas)

Ale pięc minut od życia tu dostanie każdy z Nas

Więc, lepiej teraz spójrz na Twoją twarz (twarz)

To zwątpienie i niepewnośc na raz wyrwij jak chwast

Bo co będzie to czas pokaże, on nas ocenia

Więc nie odkładaj marzeń, odkładaj na marzenia

Uwierz mi dobrze wiem jaka jest scena dziś

Musiałem przez to gówno iśc, jako pierwszy z pokolenia

Przemocy uczą próbujący czegoś ci zabronić

Piąta z kolei brama ciemnością szokuje

Wielu trzyma jej podstawy, wielu ją buduje

Oszukuje, zabiera najcenniejszy skarb

Przerywając ludzkie życie, wyrywając je jak chwast

I masz przykłady, nikt nie daje rady

By powstrzymać tego dążącego do zagłady

Upatrzonej, istoty przeznaczonej do odejścia

Brama piąta plaga naszego społeczeństwa

""W twoich oczach lustrzane widzę szkło""

Winny-niewinny - wina światła gra

Jestem powietrzem - twoje oczy mną

Najczulsze oczy zaś do stwórcy cały czas

Podnoszą się, by zeń wyrwał ten czarci chwast

Bo przecież mógłby mieć, tak wiele dał mu pan

Jak długo może żyć tak bez niczego, sam

Ta teczka, po co mu i, na co te sześć brzytw

Którymi szarpie drań i rani się do krwi

Gdzie niebo czasami

Przechodzi w mokrej sukni

Przechodzi bosymi stopami

Gdzie gorzko się zagnieździł

Dziki chwast zwątpienia

Więc w domu rozbrajamy

Rozbrajamy granaty milczenia

Pozdrów jasne potoki

W ramionach doliny

Nie ciesz się z mojej porażki jak sokół nawinął. Tymczasem każdy nad każdym jak sęp nad padliną. Idziemy na ilość i byle dla siebie. A co mnie obchodzi Mój brat czy siostra.

Mnie to jebie. To nie moje myślenie , to myślenie wielu z Was.

Jak na Ciebie patrzę mówi mi to Twoja twarz.

Nienawiść. Na każdym kroku nie unikniesz wrogu. Ty też weź to rozkrusz jak ja to kruszę. Choć nie muszę, ale szczerze powiem w tym gównie to się duszę.

Wyczyść swój umysł i wyczyść swoją duszę. Dobrze gada ? dobrze gada łysol, dobrze gada drzewo, przejebana opcja, a Ty powiedz mi dlaczego, dlaczego ludzi ciągnie do złego, do nie miłego, do łatwiejszego i do prostszego ? W sklepie , w autobusie czy na ulicy, tysiące osób , przyjaciele ? nie prawie sami przeciwnicy. Do grobowej deski od piaskownicy, człowiek rodzi się głupi i umiera z niczym. Dobra ziom jeszcze raz czy Ty to kurwa słyszysz ? Spróbuj się ogarnąć pośród miejskiej dziczy. Ej no (?) każdy chwast ma wjazdu tu zakaz, ale Ty to skumałeś jeśli znasz się na znakach. Babilon wciąż czeka, czeka na potknięcie, czeka kiedy od brata odwrócisz się na pięcie. Ja mam zacięcie wiem , że lepiej będzie. Odnajduje dobro tutaj w każdym momencie. Nie chce nic więcej. Słowa i My, wiem, że oni i tak nie mogą przestać. Pamiętaj nic nie zmieni moje pierdolenie, robisz tyle na ile pozwala Ci Twoje sumienie. Popatrz oni wszyscy pełni nienawiści, nie mają litości, zatracili bliskich. Kminią jak tu zyskać, kosztem innych. Jeśli litość to zbrodnia ja dziś nie chce być niewinny. Żyjmy tak by nie marnować tlenu, starajmy się doceniać, każdy dzień, każdy szczegół. Człowieku ile znaczy dla Ciebie słowo MY. Nienawidzisz graczy to nienawidzisz gry.

Jeden sprzedałby drugiego, a siedzą przy jednym stole .

Wszędzie fałsz , wszędzie bród , pomógłby tylko cud, kłamstwo tam

ściema tu, robi to tyle szkód , oni myślą 'nie' a tobie mówią 'tak'

Posadzili ziarno kłamstwa i wyrasta wielki krzak

I tak kolejny chwast wyrasta sobie jak mak

A ściema kwitnie powoli po czym leci jak ptak ,

Ona leci sobie wolno trafia do kogo chce

To jak głuchy telefon każdy zna dobrze tą grę ,

Oni będą swoje gadać, czy chcesz tego czy nie .

TŁUM

Na odwyrtkę!

TŁUM

Jakiś bzik ogarnia łebki

Śmiech jest złotem, chwast jest różą weń

Taki jest ten na odwyrtkę dzień!

WSZYSCY

Na odwyrtkę!

CLOPIN I TŁUM

Quo vadis dzieciak doświadczeń plecak

Na drogę na którą tak bardzo czekasz

Dorosły świat jak kwiat z daleka

Może jak chwast okazać się poczekaj

Nie chcesz jak kaleka wchodzić w to życie

Co jak rzeka porywa marzenia

Wielu ucieka w nałogów nieład

Pamiętaj brat i obal ten schemat

Nie poddawaj się i otwórz swoje serca, może od życia otrzymasz dużo więcej, a to co było wcześniej nieosiągalne, stanie się dla ciebie całkiem proste i banalne. x2

Zmysłowe usta i zmysłowe ruchy, choć delikatna nie okazywała wcale skruchy, gdy całowałem w oczach miała coś tajemniczego, dziś staje dla mnie się symbolem nieosiągalnego, dlatego, bo czuję jakbym dużo więcej stracił i się nie wzbogacił, lecz wewnętrznie zatracił, i będę płacił, póki we mnie to wspomnienie do czasów gdy odejdzie i stanie się tylko cieniem. Lecz wszelkie uczucia, możesz jeszcze rozpalić jak drzewo, uważaj, by za szybko się nie spalić, ale walić to, bo jeśli Ci zależy, to skoczysz jak wariat z najwyższej wieży, i szczerze obiecuję, że to kiedyś zrobię, ale wcześniej ostatni list wyślę Tobie i wtedy pożegnamy się z wszystkimi marzeniami, nieosiągalne przez to nowe dla nas problemami.

Nie poddawaj się i otwórz swoje serca, może od życia otrzymasz dużo więcej, a to co było wcześniej nieosiągalne, stanie się dla ciebie całkiem proste i banalne. x2

Ona była wyjątkowa, jak ta orchidea, ja przeciwny, niczym chwast, którym każdy sponiewiera, teraz wiem, między nami, coś wtedy zaiskrzyło, ale niczym na wieczność, szybko się zagasiło, czy to było uczucie, raczej zauroczenie, pomimo swojej wagi miało dla mnie znaczenie, bo wnet poszukiwałem tej pokrewnej duszy, tej której bezgranicznie mym sercem poruszy, a nie byłem gotowy wnieść się wysoko do góry, wznieść się wysoko ponad wszystkie ciemne chmury, ale dzieliły mnie mury ciężkiej osobowości, które nie runęły, bo nie chciały miłości i uwierz mi bracie, wiara tu jest najważniejsza, wiara jest bowiem drogą do szczęścia, i uwierz mi siostro wiara tu jest najważniejsza, wiara, otwiera wszystkie serca.

Nie poddawaj się i otwórz swoje serca, może od życia otrzymasz dużo więcej, a to co było wcześniej nieosiągalne, stanie się dla ciebie całkiem proste i banalne. x2

Że go me ciało tak opętało,

Choć oprócz ciała

Mam przecież i duszę!

Lecz we mnie ten seks,

Jak chwast ją zagłusza.

Nikt nie wie, że jest

Pod seksem i dusza.

Więc o takim wciąż marzę,

Co całość ogarnie

Kolejny patrol, ulice bez jutra

Między blokami wiatr cicho jęczy

To echo czasów gdy byliśmy dziećmi

Tu kwiaty zła mają początek i koniec

Chwast nie zakwitnie na betonie

Zażyj strychninę jeśli powietrze cię męczy

Chociaż gdy w ludziach trwoga to okupują klęcznik

Zdobi cię toga, czy też słowa, nieważne

Bo światem rządzi slogan, jak masz dolar znasz prawdę

Według komputera to ten kres - to nie kres

To raczej jest chimera

Z komputera wszystko - prócz łez

Nie wyrośnie z krótkich gatek elektryczne dziecko

Twego serca polna gruszka chwast

Jasna jawa Twoim światem jasna niedorzeczność

Jasny szlak, wzrok odebrał Ci ten blask

Może wreszcie zrodzi się człowiek

Nigdy nie będziesz szła sama

Nigdy nie będziesz szedł sam

Wybieram Itakę wierną ziemię

Wystarczy chwast i gorzkie pożywienie

ty też tak chcesz lecz siły już ci brak

chcę odejść tam gdzie szarość barwną jest

by widok ten oszczędził dalszych łez

na twoją twarz cień smutku zalęgł się

jak dziki chwast wyplenić nie da się

w nadziei głos pytaniem kończy treść

i tracąc wiarę nie może tego znieść

tu każdy dzień jest jak wieczność w piekle

zmieniam świat dopiero zaczynam

zawsze znajdzie się jakaś przyczyna

ziemia się wolno obraca

choć wyrwiesz chwast ten zawsze powraca

krzyczałeś na siostrę mą że to jest suka

że każdy kto tylko chce to ją puka

nie czekam długo popełniam zbrodnie

usuwam przeszkodę by było wygodnie

I mów to co dzień jak zaklęcie.

Nie stracę wiary nawet we mgle,

Nie sprzedam siebie już więcej.

Jest majestatyczna, ma surową twarz,

Człowiek przy niej to jakby w polu chwast.

Ale od człowieczego ciepła nawet mgła

Unieść musi się w górę, jak spłoszony ptak.

Pamiętaj ty do końca swoich dni,

I mów to co dzień jak zaklęcie.

Z siłą atomu broniła balkonów swego domu,

I tronu lirycznego poetyckiego okien na świat

Aż strach się bać, co będzie jak,

Wpadnie w szał i w tedy trzask kłamstw

Opadnie snadnie a na dnie będzie tylko gęsty chwast,

Zaś w górze ja, i mój ten świat jestem rad

Że w tych dniach zburzę ład i przetrę nowy szlak,

Bo żądlę jak wasp i wstrzykuję ten rap jak jad

Znasz mnie wszak jestem kozapontrolom brat.

1. W ogniu tureckiej nawałnicy, choć cesarz łódź swą po niego słał

Innym ratować życie kazał, na wrogim brzegu pozostał sam

Tylko patrzyliśmy bezsilnie w ciszy ściśniętych bólem serc

Jak wzór rycerskiej lojalności idzie w niewole i na śmierć

2. Razem w żelaznych rękawicach z korzeniem rwaliśmy krzyżacki chwast

Aż wstyd pozostać w świetle życia, gdy taki przyjaciel opuścił nas

Znać wojownika tak wybitnego to duma i przywilej nasz

Choćby i wieków dziesięć minęło o nim pamiętać będzie czas

Ref:


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga