Alfabet słów:

Słowo dać w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery d: do syta, dwunóg, dogmat, dotaczać, dosypywać

Kto w Polsce śpiewa o dać ? To między innymi A Banda Virtual, Łzy, Mały & Smyrgiel. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

skończyło się

otwieram okno, rozkładam ręce

by brać od życia więcej i więcej

zamykam oczy,otwieram serce

by dać Ci wszystko, by dac Ci więcej

Za mną już drzwi zamknięte

w wazonach kwiaty, w pokojach śmiech

tu jestem i teraz uśmiecham się

wróciłam do domu przy Tobie mi dobrze

1.

Moge dać Ci chwile, Moge dac ci czas

Moge dac ci siebie, Tylko ty daj szanse na...

Moge dac ci moje serce albo ukrasc z nieba księzyc

Moge napełnic twoj siwat kolorami rodem z teczy

moge dac ci bukiet kwiatow barwy podobnej do krwi

Twoje oczy podobają się mnie.

Hej chłopaku, szeroki w barach, myślisz, że taki z ciebie comendante Che Guevara,

Co? Nie możesz mówić? Aha, tylko wyglądasz.

Ten twój coolowy look to dla mnie nie jest bomba.

Dałeś po garach i taką masz minę, jakby sam Fidel Castro zmienił ci hasło.

Wiesz, coś między nami, hmm już jednak zgasło.

Koleżanko posłuchaj z twojej piosenki płyną całkiem fajne dźwięki.

(reggae ton!)

Ta muzyka latino, trochę ruszyła ciało me, potańczę chyba.

Na zboczach snów piękne królestwo lśni, jego panem jestem ja.

Damientem pokryte sale, lecz to tylko marzenia.

Patrzę się w świat jak wiele możliwości mam.

Tak się zebrać chcę, lecz to nic nie da.

Po co mi dirt co zbiorę w mig?

Żadnych diaxów już nie chcę tak właśnie żyć!

Wpisuję to, grze nie dam się

i teraz wiem!

I nie możesz, nie możesz mieć mi za złe tego

Te niewinny zabawy, pierwsze mocne uderzenia

Rzeczywistość w mych oczach się zmieniała i zmienia

Nie możemy wybaczyć sobie tych chwil słabości

Kiedy każda sekunda krokiem jest do nicości

Trzecia doba już mija, a ja ciągle pijany

Chociaż razem pijemy prawie nie rozmawiamy

Proszę, proszę cię powiedz jak się z tego wyleczyć

I co zrobić, by siebie wreszcie przestać kaleczyć

Ale chyba się porzygam lub zagłaszczesz mnie na śmierć

Tak słodko jest, gdy na rękach nosisz mnie

Ale chyba się porzygam lub zagłaszczesz mnie na śmierć

Bardzo ciasny mam kaganiec i kolczatka pije mnie

Gdy próbuję dać głos, albo gdy chce napić się

Wszystkie psy z mojej ferajny dawno o mnie zapomniały

Jesteś dla mnie taka duża, a ja jestem taki mały

Tak słodko jest, gdy na rękach nosisz mnie

Ale chyba się porzygam lub zagłaszczesz mnie na śmierć

Nie stać nas na ciuchy, więc nosimy stare

Nie mamy papierosów, więc obstaw nam pojare

Zespół A-Front to nie Koniec Świata

My gramy zawsze i nie ma bata

Każda podróż naszą Nexią to porywająca chwila

Nie wiesz kiedy wjedziesz pod rozpędzonego tira

Nie jesteśmy głupi, bo jesteśmy chorzy

Z naszych dolegliwości leczą nas doktorzy

Bo anarchia, bo anarchia, bo anarchia jest od tego

Jak to wygląda z twojego punktu widzenia

Czy męczysz się tak samo jak ja

Mnie szczerze mówiąc oczy bolą od patrzenia

Na sterylny, poukładany świat

Nie ma już spontanicznej zabawy

Gdy chcemy dobrze zawsze wychodzi źle

Oni kochają wojnę, lecz muszą wiedzieć, że

Wszystko co zrobią okrutnie zemści się

To wy! Ciągle zmieniacie barwy, nie wiecie w którą stronę iść

To wy! To wy! Nie wiecie, że z wszystkimi naraz się nie da dobrze żyć

To wy! Nic nie pomogą nasze starania, wiem

Gdy chcemy dobrze zawsze wychodzi źle

Oni kochają wojnę, lecz muszą wiedzieć, że

Wszystko co zrobią okrutnie zemści się

Dadadadadadaaa!

[Sido]

Die Leute vom Comet laden mich ein!

Ich denk: ""O.K, ich geh' dahin und zieh's mir rein!""

Da war nichts los, so'n Drummer is' fast verreckt!

Ich hab'n Komet gekriegt und dann bin ich abgecheckt!

Das war's! ""Das war's?!""

Genauso hab ich mir das vorgestellt!

Alle Promis kam'n zu mir und ha'm sich vorgestellt!

mam świętą zasadę, nie odzywam się do obcych osób

koleje losu biegną przez najciemniejszy las

czy to jest mój czas, kosa tchawicę tnie na raz

we mnie ciągle siedzi clown z odwróconym uśmiechem

kilka razy w ryj mi dał, teraz bawi się oddechem

krotko i szybko ,jak z autostradowa dziwką

zabijanie sumienia na dobre mi nie wyszło

jeśli istniejesz, ścisz to, rozcięło mi bębenki

jestem taki miękki, wrzask palonych dzieci, smród udręki

Myślałem, to twój oddech, Boże, co się ze mną dzieje

Ciało pieści mi mgła, bo ty naprawdę nie istniejesz

Oczy chciałyby się zamknąć, a ja je do pracy zmuszę

Za pierdolone chamstwo się nie lubię z Morfeuszem

Bo zamiast dać wytchnienie, żebym zebrał w sobie siłę

Wyświetla mi kroniki o tym, co dawno straciłem

Chociaż jestem starszy, to czuję, że wpadłem we wnyki

Chyba w sumie nic niewarty - jak dla siebie jestem nikim

No i możesz się śmiać, bez skrupułów zrzucać winę

biznesowe koleżeństwo AB dwadzieścia czternaście

Nadzieja gaśnie każdy z nas celuje w głowę

sto dwanaście, szpital, detoks, czytaj koło ratunkowe

Za każdym słowem czai się pogarda

wytresowana armia nie raz dała mi już mandat

Afera, skandal, szydera, wandal

granda, przegrany ćpun, sfrustrowana propaganda

Boom, no i czar prysł nawet ja się już sprzedaje

przyjdzie jeden z drugim frajer, każdy z nich ma swoje ale

Znane z telewizorów, głodne kasy pełnych worów,

Jak przez rodzinę wspierani, przez mafijnych zakapiorów,

Kreowana na fachowców banda amatorów,

Wolne media, wolna prasa, mam je poniżej pasa,

Jeśli tak ma wyglądać wolność, to kładę na nią kutasa,

Jebane mechanizmy do robienia sieczki w głowach,

Miały bawić i uczyć, nie bandę głąbów kreować,

Dosyć już stagnacji, wyzysku wielkich korporacji,

Powierzchnia tej planety wymaga puryfikacji,

Był taki dzień, że pokazali gdzie ucieczka

jest dostępna i świetna w proszkach, płynie i tabletkach

rano, cholernie trudno się obudzić, w końcu wstaję

wolałbym się przytulić i posłuchać Twoich bajek

nie da rady muszę szaleć tu sam, ze sobą gadka

zaszczuliście mnie w kąt, to idealna pułapka

zastraszyć i gdzieś się zaszyć, grać bliskich sercu

jest za późno i tak widzę w was wszystkich kurwa morderców

marzeń, nie będę tu przytaczał zdarzeń

boisz się konfrontacji jesteś aż taki miękki

i gdzie jest twój gniew, gdzie jest twoja niebiańska siła

wiesz przypierdol mi w ryja, by moja dusza uwierzyła

historia się skończyła, historia łask wysławianych

gdy dałeś bilet wstępu współukrzyżowanym.

Tyle, my jak debile wierzymy w twoją siłę

wiedziałem to od dawna, względem ciebie się mylę

Masz wolę sprawczą, powinieneś mnie wymazać

mądrość swą okazać, właściwą drogę światu wskazać

bo inaczej frustracja możne sięgnąć zenitu

nawet Jerzy Kukuczka nie zdobył tego szczytu.

Nie będę wył do beatu i użalał się nad sobą

nie jestem, nie byłem i nie będę nigdy tobą

a problemów podobno nie da się porównać

więc wara od oceny mojego prywatnego gówna.

Pochyła równia i pędzący wagonik

a lufa coraz bliżej mojej pierdolonej skroni

lubię spacery po parku lubię wybrać się do lasu

Proste, prawdziwość, ostre życie na ulicy niecne

Mogę być jednym z was ale zwyczajnie mi się nie chce

[OdyN]

Nie chce mi się dopasowywać do ramki

Dać się zaszufladkować, jak ofiara łapanki,

Zamknąć, rozpierdolę drzwi, i powykręcam klamki

Wybiję wszystkie okna i powyrywam zamki

Nie chce mi się ścigać, wiec pierdolę wasz ranking

Jedni lubią się pieścić, a innych jara spanking

Niby widzę co dzieje się wokół mojego mózgu

Ale wstydzę się partycypować miliony bluzgów

Nieuzasadniony gniew, i strach przed kontratakiem

Nie mów, że autorytet, bo naprawdę jestem wrakiem

Jak samochód z pustym bakiem może ślicznie wyglądać

Pożytek z niego żaden, powiedz kto to posprząta

Wymiecie z pamięci kod do domofonu

Topografię mieszkania i numer telefonu

Podpali wspomnienia, niech wiedźmy płona na stosie

Eksmitują jak szmatę, ja dalej będę krzyczeć,

Na jakiej podstawie chcesz mnie kurwo osądzać ?

Że nie mam kobiety, dla której ślubnym prezentem ciąża ?

Nie założyłem rodziny, nie mamy własnego kąta ?

Że kurwa głód czasami w oczy mi zaglądał ?

A co możesz wiedzieć o niestabilnym życiu ?

Ułomny, ukształtowany przez system chłopczyku,

O hektolitrach łez i tonach wariackiego krzyku,

O masie pieniędzy i wieżyczkach z grosików,

Mam świętą zasadę - nie odzywam się do obcych osób,

Koleje losu biegną przez najciemniejszy las,

Czy to jest mój czas, kosa tchawicę tnie na raz,

We mnie ciągle siedzi clown z odwróconym uśmiechem,

Kilka razy w ryj mi dał, teraz bawi się oddechem,

Krótko i szybko, jak z autostradową dziwką,

Zabijanie sumienia na dobre mi nie wyszło,

Jeśli istniejesz - ścisz to, rozcięło mi bębenki,

Jestem taki miękki, wrzask palonych dzieci, smród udręki,

Jedna kurwa piaskownica, a foremek jest wiele

każda inna, a nie klony, jak myślą z rządu cwele

Jak może być nam dobrze według jednego schematu

Skoro ludzie są tak różni, jak by byli z kilku światów

Są kurwa z jednego, czemu nikt nie pojmuje

Że każdy jest inny, co innego go rajcuje

Wydłubię sobie oko, by nie patrzeć na to piękno,

Przez które życie pękło, tyle dobrych chęci zwiędło,

Czas smakować się prędko i znów zwijać w swój kokon,

Milczenie to złoto, więc dlatego taka bieda,

Chciałbym się na zawsze zamknąć, a zamknąć się nie da,

Weź mnie lepiej sprzedaj, nawet oddaj mnie za darmo,

Larwy już się najadły, dziś motyle się karmią.

Czuję się tak, jakbym przegrał w najbrutalniejszej walce,

Połamał wszystkie palce i nie mógł wpisać kodu,

Że masz luksus albo słabiznę,

Pokaże piękny świat, a potem zdeptam jak glizdę.

Ja ciągle pamiętam,

Jestem tego pewien, że nie wybaczę i zapomnę,

Tylko kurwa wiesz, na pierwszy rzut oka mój ryj wygląda, kurwa tak spokojnie,

A na szyi pętla,

Jestem tego pewien, że nie wybaczę i zapomnę,

Tylko kurwa wiesz, na pierwszy rzut oka mój ryj wygląda, kurwa tak spokojnie.

Z każdym kolejny słowem kręcę bicz na własny kark,

To żałosne być zawistnym z powodu czyjejś blizny

Czasami wszyscy, czujesz? Wydają się być wrogiem

A Twoi bliscy, zdaje się, skoczyli dzisiaj w ogień

Dla Ciebie, kurwa, bo na pewno nie za Tobą

Ci co chcą dać komuś życie bez wahania tak robią

Mydlicie ludziom oczy, etyką w żelu

Bezpodstawną w chuj krytyką i zarzutem braku celu w życiu

Jak po przepiciu często masz moralniaka

Historia się skończyła, tym, że człowiek tylko płakał

Na pewno nie więzić, kurwa, to co? Może kastrować?

A może ty też masz coś, kurwa, na sumieniu,

W tym kłamstw strumieniu wszystkiego mogę się spodziewać,

Jak wydłubię ci oko, to zdołasz wszystko wyśpiewać,

Bólowi oprzeć się nie da, wtedy każdego musisz sprzedać,

Grunt to się nie dać, dzieciak, nie pozwól nigdy na zły dotyk,

Schowaj pod podusią nóż i wbij w ścierwo tego idioty,

Przekroczone granice obrony, sądowe cioty,

A wkładał pani tatuś w trzyletnią cipkę swoje klejnoty?

[II.]

Zamieńcie się ze mną i weźcie moją nostalgię,

Kiedy patrzę na przeszłość wiem, że wyląduję na dnie,

Gorzki smak toksyny, smród taniego alkoholu,

Niech ktoś da mi siły, żebym wyszedł z tego gnoju,

Zamieńcie się ze mną na te bezwzględne ściany,

Co wciąż tak ograniczają, kocham te stany,

Kiedy śpię i chyba wtedy podróżuję w czasie,

Potem twarde lądowanie, wyobraźnia traci zasięg,

I pochowaj, ja to umiem, plany, przemyślenia

Rozmyślania, urojenia, upadek wiele pozmieniał

Zabili pragnienia, ale czy skonała duma?

Nie masz siły nawet deptać? Stary, też to kumam

Wiem jak boli każda myśl, kiedy czujesz się jak tuman

Wjebany na minę, suma pierwiastków żalu

Dojrzewa pomału plan bliski ideału

I nie trać zapału bo i tak zostałeś z niczym

To będzie wyczyn wiesz, myślą leże i kwiczę

Myślałem, to Twój oddech, boże, co się ze mną dzieje

Ciało pieści mi mgła, bo Ty naprawdę nie istniejesz

Oczy chciałyby się zamknąć, a ja je do pracy zmuszę

Za pierdolone chamstwo się nie lubię z Morfeuszem

Bo zamiast dać wytchnienie żebym zebrał w sobie siłę

Wyświetla mi kroniki, o tym co dawno straciłem

Chociaż jestem starszy, to czuję, że wpadłem we wnyki

Chyba w sumie nic nie warty, jak dla siebie jestem nikim

No i możesz się śmiać, bez skrupułów zrzucać winę

Tutaj system jest krewki więc nadstawmy swoje zady

Mówią, że każdy bunt to gównażeria i głupota

Czy widzisz wolność gdzie uległość to cnota

Idiota, wiem, że moje słowa znów na opak

Rozumiesz, a jak nie to chyba dałem Ci kopa

"

A mój głos bezlitośnie się w głowę ci wkręca

Pasożyt kleszcz, o co chodzi dobrze wiesz

Taka zwykła szara wesz potrafi obnażyć prawdę

Zabolało tak bardzo, zemsta, pozwól, że zgadnę

Co da ci kilka bluzgów, jak pointy są dosadne?

Kiedy chce pozbawić życia to nie strzelam prosto w głowę

Najpierw odgryzę język - chce się bawić twoim słowem

Będę semantycznym bogiem, pozmieniam znaczenia

Obedrę skórę, wiem, pod szatą nic nie ma

Tu żadna droga nie prowadzi nas do Rzymu,

podła władza i gniew stwórcy , dno - obrany azymut

skup skurwysynów, napędzanych przez ten system

co Cię niszczy oszukuje i wpierdala na mielizne

mówisz bez ciśnień, inaczej to się nie da

tematu liźniesz jak Ci, wiesz, zabraknie chleba

w oczy zagląda bieda, weź ideały sprzedaj

chłopczyk po sądach biega, a lepszy kolega

nie spieprzył sobie życia,bo miał w dupie własny honor

Może sam tego chciałem, zapomniałem tak jak zawsze.

-Ej zamknij paszcze wreszcie, nieogarnięty błaźnie.

Właśnie słuchaj co doczesne mówiłeś, że nieważne.

To po co sie użalasz nad rzekomo ciężkim losem?

Za mało przeszkadzam, trzeba dać Ci po nosie.

Proszę, no co za prosie nie myślisz samodzielnie.

Podpięta pod zmysły nie pozostanie biernie,

Patrząc przez Twoje oczy tak bardzo bezczelnie,

Z każdej nocy zrobię piekielne męki!

Jebać waszą flagę, pierdolić wasz parlament,

Na patriotyzm wyjebane, nie będę kochał tej ziemi,

Bo nic się tu nie zmieni, to jak gabinet cieni,

Z podziemia nadajemy i już macie przesrane,

W piekle otwarto każda bramę, w oborach krzyczą ""amen"",

Jestem chamem i szczam na wasze śmieszne idee,

Próba resocjalizacji, to się, kurwa, mija z celem,

Rusz wreszcie swoją dupę, ty posłuszny baranie.

[II.]

Przestaliśmy się cenić, została tylko wściekłość,

A bóg się zaczerwieni, kiedy mu zabierzesz berło,

Stań na tronie i Ty rozdawaj ból,

W cierniową koronę naprawdę wbijam chuj,

Bo nic mi nie dała wiara, kiedy byłem na dnie,

No to teraz przyszło czekać na noc, kiedy ty upadniesz,

Ze swoimi kompanami, dobrze gracie role ludzi,

Możecie się nie trudzić, już nie jeden się obudził,

I widzi, i szydzi ze świata, co to cudem,

Pokaż mu co znaczy strach i jak kręgosłup pęka

Wyciągnij go na dach i niech spada swobodnie

Pamiętaj, że zwierzęta nie powinny chodzić głodne

Teraz masz misje, chociaż raz poczuć się lepiej

Nie da tego nielegal i nie kupisz tego w sklepie

Bo nie ma banderoli na pudełku z odwetem

Jeśli będą uciekać w ryj dostaną rykoszetem

[II]

Zmory czołgają się w nocy mocno podkręcone chemią

nie kocham naszej ziemi

to aż i tylko tyle

Gdybyś mógł widzieć to co ja to pewnie zabijałbyś w snach

ten świat i chłam każdego co pełza i brzydzi

rozłupałbyś jak kryształ strach, nie myśląc wcale co to da

dla innych tylko pusta gra, bo każdy z Ciebie szydzi

mam w chuju rase, kolor barw, i nie obchodzi mnie Twój start

spisana skrzętnie lista wad, nie ma się co wstydzić

I siedzę w tym gównie od lat, przestałem sprawdzać liczbę strat

Coś tam bylem warty, a przegrałem z losem w karty

Pojedynek, a stawka moje czyste zmysły

Idiotyzm, dobrze wiem, więc nie mogę być zawistny

Tak jak powinny i są te wyśmiane plemiona

Przez cywilizacje, której nie da się pokonać

Rechot demona brzmi jak padające drzewa

Co to mówią, że głupotą sięgamy samego nieba

Bezdomni pragną chleba zdechną pod płotem pogrzebać

Od lat próbują mnie stłamsić przysięgam,że się nie dam

Po to, by ugryźć i zadać ból,

Zepchnęli mnie z obranej już drogi,

Pamiętam ten hałas i wściekły tłum,

Krzyczeli, ""płoń"", żądali, ""gnij"",

Nikt nie powiedział, żeby dać mi jeszcze szansę,

Wyciągnąć dłoń, ktoś złapał za kij,

Pokazał jak godność zmienić w lepką miazgę.

Podobno tu tak załatwia się sprawy,

Po kilku ciosach, poniżenie wchodzi w nawyk,

Projekcja produkcji na własnych patentach

Jak omamieni głupcy, przed własną słabością klęka

Pusta morda nadęta, zasłużona męka

Stres z dnia na dzień, a w nocy kurwa zwierciadło pęka

Każda rysa symbolem tego co zjebałem w życiu

Dla siebie gwiazdorem wśród wydumanych celebrytów

Stworzonych na potrzeby, wiesz, samozachwytu

Czasem to pomaga bardzo, i nie wmawiaj mi tu, że to nie forma obrony

Uzbrajanie osłony, kolejny most spalony, we łzach zatopione domy

kłębowisko węży, które zastąpiły umysł,

a skrajna nienawiść to powód do dumy.

Ref:

Zdobyłem złoty medal w mordowaniu nadziei,

odrzucenie, wściekłość, bieda, tego już się nie da skleić,

daj nam powszedniego chleba i otwórz nam tętnice,

bo się znudził ten kabaret, szumnie nazywany życiem.

Sam porażek nie policzę, bo ta liczba mnie przerasta,

skupisko żywych grobów w samym centrum miasta,

Mnie też otrzepało, tylko wiesz, z obrzydzenia,

Nie szukają Boga w lesie, w wąwozach czy kamieniach,

Tylko w odpierdolonej za chuj wie ile oborze,

Napluję im w pysk i krzyż w mrowisko włożę,

Dałeś wolną wolę Boże, trzeba było to przemyśleć,

Może pójdę dziś do nieba, pogadamy bez ciśnień,

Jeden z drugim zawiśnie na przykościelnej latarni,

Marność nad marnościami, kurwa, to wy jesteście marni!

Pierdolenie co niedziela jak ""Opowieści z Narnii"",

Do organizmu wprowadź odpowiednie wzory, wypędzą potwory, światu nadaje kolory.

Oszukuję sam siebie, bo mnie w chuj oszukali, jestem za mały, ktoś z góry nas ustalił.

Ty kurwa nie wiesz, jak ciężko jest żyć z zarazą, niech zejdą aniołowie i w chuj mnie stąd wymarzą. Bo inaczej frustacja może sięgnąć zenitu, nawet Jerzy Kukuczka nie zdobył tego szczytu.

Nie będę wył do PITu i użalał się nad sobą, nie jestem, nie byłem i nie będę nigdy tobą.

A problemów podobno nie da się porównać.

Więc wara od oceny mojego prywatnego gówna.

Pochyła równia i pędzący wagonik, a lufa coraz bliżej mojej pierdolonej skroni.

Lubię spacery po parku, lubię wybrać się do lasu i poszukać gałęzi, która nie pęknie zawczasu.

Od jakiegoś czasu w symfonii hałasu szukam odpowiedzi na pytania mędrców z atlasu.

Czas na rewolucje tych, których nazywacie zerem

[Ref.]

Nadejdzie czas gdy spłonie cywilizacja

Zbudowana na cierpieniu, pozorna demokracja

Gdzie masz niby wolny wybór, wytrzymać się nie da

Faktu, że ktoś kogoś kupił, bo tamten się sprzedał

Za słodkie pierdolenie tak naprawdę o niczym

Niezależność sterowana jest długością smyczy

I wstanie nowe jutro wśród dymu i smogu

Pustak, wiem, że to niemiłe, kiedy w końcu zamkniesz usta?

Ma monopol na prawdę i licencję na ocenę

To nie jest zabawne, że stanę się Twoim cieniem

Wkurwienie, smutek już się poszedł jebać

Tego nie przewidziałeś, wariatów rozgryźć się nie da

Smak powszedniego chleba to żółć co ją trzymam w słowach

Jak się nie ma co się lubi to się trzeba dostosować

Zobacz, że te pociski tylko dają mi powera

Albo ktoś jest bardzo bliski, albo kurwą się podcieram

gniewu i parodii tak zwanej demokracji

bo tu salon a nie chodnik decyduje o racji

popierdolone rzady marnych indolentow

budujace swoje lobby od przekretu do przekretu

dziela spoleczenstwo tak ,ze dogadac sie tu nie da

moze mi kurewko powiesz , co to znaczy lewak

nienawidze jak moge utytlanych kretynow

gownem torujacych droge dla corek i synow

dotknietych talentem do okradania ludzi

Pan socjolog twierdzi, że nie ma tu niczyjej winy,

Poważnej miny, wiesz, codziennie sprzedawane kłamstwa.

By łapać, wyrwać język, szkoda kagańca,

Przeładować, kurwa broń, poprosić ścierwa do tańca.

Przeżarte nudą jak żarty Marcina Dańca,

Nadgnite gwiazdy, podstarzały repertuar.

Do tępych społeczności gówno pasuje jak ulał,

Żeby było wszystkim lepiej, na podatek będziesz ciułał.

Na pierdolony śmieć na bankietach widzisz hula,

Sam siebie pytam, dlaczego upodliłem

własne odbicie i kto jest temu winien

nie umiem myśleć kiedy w żyłach mam emocje

gdy zacznę krzywdzić to nie pytaj, proszę, kiedy skończę.

każda z tych skaz ma swoją historie.

mam w sobie wojnę, agonię no i strach

tylko mi nie mów, że mam siedzieć spokojnie

kiedy płacz kompromituje i tak już smutną twarz.

Razem, możemy więcej

Zwrotka 2

Sram na twoje nowoczesne brednie o tolerancji

Odpuszczaniu win, reltywiźmie moralnym

A utop się tym gównem pajacu ze sznura

Głupota tryumfuje a mądrość dała nura

Wiesz po czym poznać kurwe i śmiecia zwykłego

Takiemu wszystko dasz co masz w sobie cennego

A potem taki ktoś cię zleje, wyśmieje, do tego

krzyknie w pysk „Spierdalaj”, jeszcze nie wiesz dlaczego?

To jest efekt demokracji, rozstrzelać ludzi bez sądu?

nie podjąć sztuki mediacji, tylko uciec się do mordu?

przemoc dla sportu, w majestacie prawa.

no tak, państwo ma monopol by nas ode złego zbawiać.

Sprawa wygląda inaczej, niż to czym was karmią media

mundur, order, siwa głowa, z mordy brednie goni brednia

tak bardzo wredna, wroga propaganda,

naginanie historii i faktów, no kurwa granda.

ile było ataków w Stanach? No tak mniej więcej


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga