Alfabet słów:

Słowo fiskus w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery f: feta, fetta, Fortuna, fortyfikacja, foks

Kto w Polsce śpiewa o fiskus ? To między innymi Abradab, Buka, Cira. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

DAB:

Rap to nie zabawa już, to nauka

Uczą o nim w szkole plus dają słuchać

Będzie jeszcze większy blues, tylko pukać

Fiskus cieszyć się będzie, a pies wszędzie niuchać

Hip-hop kultywuje praktykę poddańczą

Coraz lepsze pipy na mym teledysku tańczą

No co? Trzeba żyłkę mieć gospodarczą

Konkurencji klipy zakopuje na mym ranczo

wiesz o co chodzi, jak Ci nie wychodzi, nie wymodzisz nic tu,

powodzi się, to robisz albo idź z tym w pizdu

to robi fiskus, też, niewiele wiesz o zysku

i błysku, jak flash, terefere po nazwisku

pachniesz benjaminie jak wanilije, robimy je

to mili, nie? jak w jednej chwili, zarobimy je na linii

nie pod kreską, nie w bulimii z anoreksją

Parlamentarny dom płynie dzisiaj

Nie Platformy i PIS-u,

Ptwornych lisów wobec pokornych widzów

Upiorny biskup niech odda pobory w pizdu

Oporny fiskus, ogromy zysku, niech im stanie w pysku

Graffiti na systemowym obelisku

Kultura polityczna to wyświechtany frazes

Tylko się przekrzykują, negują i plują jadem

Niech pada kwaśny deszcz na księży pedofili

Znasz Lee ten kraj

Gdzie żeby stało

Musisz po prostu

Oprzeć o bufet

Gdzie wampir, fiskus

Pije na umór

I co dzień mu się

Powiększa kufel

Znasz Lee ten kraj? (x3)

to ostatni raz w tym miesiącu powtarzasz znów,

na skali był komplent medali, kontraktów,

bunt bali został sali, dobór faktów.

W pamięci na tę myśl sucho w pysku,

zamiast na boisku to ciśnie cię w fiskus,

miałeś wszystko wybrałęś nic,

czas to jedna z reguł gry w której spełniasz sny.

Wybierasz ty, nie krzycz ratunku,

tylko nie pomól kierunku do klucz do szacunku,

Ciszej jedziesz dalej będziesz, grubiej szyjesz, lepiej przędziesz,

Lecę wyżej, chcę więcej, uwierz mi że gram sercem,

Głośniej idziesz, szybciej wpadniesz, dużo mówisz, ktoś cię zgadnie,

Grając jestem tu sobą, parą, lodem i wodą,

Jak Fiskus mówię daj mi mój hajs, nie gadam bzdur podpalam cały ten szajs

Donatan daje bit, z regałów arsenału i tak jak Sitek, teraz wiozę się pomału

Wiozę się pomału, wiozę się pomału, wiozę się pomału (Sitek) aha wiozę się pomału

[Refren]

Cicha woda brzegi rwie, cicha woda wie,

eMCeeM:

Kraj kontrastów, zwiastun gorszych czasów

absurd goni absurd, ale kłamstwo nie przysłoni

faktów, w mediach kampania populistów patrz

jak kradnie fiskus, prywatyzacja w szpitalach

opozycja bije dziś na alarm, 20 lat w tej demokracji

20 lat korupcji głupcy podpisali traktat zdradę mają wypisaną

na swych twarzach, tu gdzie solidarność dała nam zwycięstwo

ludzie często zapominają swoją przeszłość, tu gdzie ziemia

nadchodzi nowy Mesjasz, pokażę na co mnie stać.

To rap dla tych kumatych a poza tym jebać resztę

spisali mnie na straty ale im pokażę jeszcze.

Wreszcie nieźle mogę dać im po pysku

w każdym wersie rozliczę się z nimi jak fiskus.

Mam tu małą listę w kogo trzeba pierdolnąć

opadną jak liście, gdy uderzę w nich 100 hit combo.

Ciepli chłopcy co dla sportu łykają nasienie

w spodniach tak obcisłych, że mogłyby im mierzyć ciśnienie.

Ja nie nagrywam dissu, bez kompromisu.

2. Ostatnie wejście to moje podejście,

do twojej osoby coraz częściej,

pomiędzy wierszem doczytasz się dissu,

Krzywy bez kompromisu, Ede fiskus,

rozliczam cię mistrzu, już nie ma szans ugody

koniec, finito, ziom ostatni most spalony,

tu nie ma wojny, to nie beef, to ostatnie słowa,

wydech... i ty urazy chowasz,

Wchłonęła go jak okap opary, zatankowała jak stacja paliw

On bez ulgowy taryf, serce tej pani do dzisiaj się pali - płonie żywy ogień

Pan koneser na runku bestseller

Czyści serca jak czyści się teren

Czyści serca jak fiskus portfele

Czyści serca i wznieca płomienie

To poszło w obieg jak Don Juan nie ma czasu zmrużyć powiek

Wszystkie oczy skierowane na niego jak paparazzi

On nie przestaje, pracuje non stop jak zmywarka do naczyń

Smutek mi serce zjadł

Co bym robił gdyby nie moje bla bla bla

Tylu znajomych, bliskich opuszcza kraj

Wyjeżdża gdzieś po pracę Wisła truje jak azbest Londyn słodki jest jak agrest

Mój kandydat nigdy nie wygrywa, fiskus zabija

Koledzy wypierdalają z kraju lecz nie na biwak

Znajomy wpycha mięso mielone w hamburgera

Drugi otwiera lombard

Ktoś myje gary, ale nie Gary Oldman

Gdy nie było popytu myślałem, że przejdę,

Jakoś przez te czasy, lecz do diabła, jeść trzeba

Moje natchnione wersy nie zapewniły mi chleba.

I zaprzedałbym ci duszę, gdybyś mógł ją kupić,

Lecz legalnie nie ma sensu wszystkich Fiskus nas udupi

Zresztą i tak mówiłeś, że na inwestycje ni masz

Piszę teraz piosenki, lecz w tym biznesie zima

Coraz trudniej, z każdym dniem coraz słabsze ręce.

I często jakaś tęsknota aż rozrywa serce.'

Walczę jak świstak ze sreberkiem i milką

Kombinuję ciułam, sprawy swym torem biegną

To jedno - Bogu dziękuje za Allegro

Życie, to sztuka wyboru

Fiskus jest dla mnie tworem z horroru

Jeszcze jednym z potworów spółki

Które to życie sprowadza do regułki

Prostej, niczym zasady Janosika

Zabieram Ci tyle, a w resztę nie wnikaj

gdy najbardziej na tym świecie liczyły się nasze skilsy

witaj to zło, zło p******i się pro

nic już nie będzie takie samo

mamy parcie na szkło, na szkło z kieliszków

ch**a ma fiskus, do naszych zysków

jeżeli karty rozdaje nam pan, idź pan w pizdu

Ref: Mówisz że jesteśmy sami

mówisz że świat nie ma granic

mówisz że jesteśmy sami

Mądry artysta to skromny artysta

Modny artysta to chuj nie artysta

najlepszym artystą jest martwy artysta

Daj mi umrzeć, nie wypytuj mnie o drugi album

o fiskus na karku jebane długi w banku

o pracę, która mi nie daje satysfakcji

bo wiemy że się urodziłem żeby robic rapsy

Znów rzucam się na głęboką wodę

i mam obłędny wzrok jak pierdolony Omen

(Skończyło się: Muuu!)

Tu jest moje miejsce na Ziemi!

Tu życie swe zmienisz!

Bździszewo!

Tutaj fiskus ciebie nie złapie!

(Nie ma szans!)

Nie ma na mapie

Bździszewa! Bździszewa! Bździszewa!

To Bździszewo!

I bawi się moim poligamicznym dzwonkiem

Rap to nie zabawa już to nauka

Uczą o nim w szkole plus dają słuchać

Będzie jeszcze większy blues tylko kukać

Fiskus cieszyć się będzie a pies wszędzie niuchać

Hip-Hop kultywuje praktykę poddańczą

Coraz lepsze pipy na mym teledysku tańczą

No co? Trzeba żyłkę mieć gospodarczą

Konkurencji klipy zakopuję na mym ranczo

Inni ludzie nie Caritas, nie działasz a daj!

Coraz gorzej, gorzej, zero pojęcia

Potem Boże, Boże, za co ta męka?

Nie jesteś dzieciak żadnym Hiobem, te problemy to pikuś

Chyba że straciłeś nogę albo goni cię fiskus

Państwo raczej nie pomoże, tu bym nie liczył

Wciąż pamiętam bardzo dobrze, co to zasiłki

Będę głośno krzyczał: jebać, w twoim imieniu

Ale musisz mi obiecać, działaj i trenuj

Pracuję ciężko na własny rachunek

Nie wziąłem nigdy zasiłku

Nie żebram wcale o dotacje unijne

Jednak fiskus dobija mnie

Utrzymuję darmozjadów z urzędów

Z ministerstw wszelakich też

Ale ledwo ciągnę już

Jedyna nadzieja - dobrze wiesz:

Koledzy są za głośno, pan wie jakie są fruzie

I albo nie wiedział albo tekst go nie urzekł

Dłużej już mnie nie pytał, wziął tylko mój plastik

Wsiadł do wozu, a mnie te przemyślenia naszły

Pięć dych pożegna portfel, przywita je fiskus

Coś mi mówiło, że już nie popiję w tym odcinku

I tak stałem bez słowa, do tego pełen stresu

Bo w wyniku rwetesu nawet nie zacząłem biznesów

Nie mieli co robić, tylko mnie tropić w nocy

"

Spytaj o pensje - powiemy chętnie, o tych trzech czy czterech trzystu wręcz

i że nam fiskus tyle zabiera, że ledwo wystarcza na wystrój wnętrz.

Zapytaj nas o kredyt - mamy tu pasmo przeżyć wartkich.

Zapytaj, ile kosztuje by śledzić jak nam rośnie w siłę frank szwajcarski.

Spytaj nas jak się mieszka, spytaj o koszty ciepła,

i czy oświetla nasze okna słońce rano. Spytaj o metraż.

Mez

Panienko pod Twe okienko uderzam jak ułan, to ja Luis Fernandez Mez Don Juan, to jedna z moich taktyk, styl a'la romantyk błyszczący intelektem, tajemniczy jak sekret, szalony jak break dance, wpadnij w moje szpony, to pewne - będzie nieźle hardkorowo jak Onyx, mam pomysł, tylko mi uwierz, daj się uwieść, ej pomyśl - ja i Ty i gromy z nieba, nie bacz na przeciwności - rozpal serca płomyk, dla Ciebie pisał bym wierszem poezji tomik. oh, jesteś wybuchowa jak proch, nawijam, dla Ciebie Włoch wykrzyknąłby - ""Mamma mia"", jesteś pięknym zjawiskiem, iskier trzask czas dla nas - dzwony miłości już biją na alarm, hipnotyzujesz jak morska syrena dziewko, nie przestane śpiewać Ci serenad, choć śpiewam kiepsko.

Ref. 2x

Mez

Druga opcja - podryw na hip-hopowca, nieprawdopodobny upał idzie jakaś ryba, niezła dzida, prędka akcja - wędka, spławik, stajesz ""vis a vis"" niej i zaczynasz prawić, mówisz: ""Hi, Hi mam hajs hajs daj daj się poderwać, ajjj"" znam wielu rap-artystów, znasz ich z teledysków, mam więcej fame'u niż Dre, więcej bejmów niż fiskus, nie męcz ją undergroundem, powiedz blazing, yo baby, jestem amazing, Mezi, gorący jak Jay-z, jest popyt na hip-hopy, wiem, ze tez słuchasz czarna muzę - Naughty by Nature, no co Ty? - ja tez ich lubię, zaproszę Cię na mój jacht jeśli dasz buzi, rejs zatoką, jacuzzi, just cruisin, wykorzystam szansę jak Patrice Loko, mam na Ciebie oko biało-głowo powiedz słowo, a wywołam rokosz.

Liber

To co widzę sprosta wszystkim wymaganiom, ej panienko, ta piosenka - pójdźmy za nią gdzieś... w niezbadany, zapomniany kanion, w Polsce słonce zaświeci dziś jak nad Hiszpanią, użyj ramion - podejdź bliżej i się przytul kotku, aniele jesteś celem wszystkich w tym ośrodku, a laleczki-seniority robią tylko marne tło, jesteś filią piekna jedna na milion sto, właściwie się nie dziwię, wiesz jak na mnie działa to, ruszę gdy usłyszę gong, będę walczył jak Tong Poo, ostro na Ciebie pójdę bez osłon, na wszystkie fronty, czyniąc Cię boginią moich świątyń (aniołku) dla Ciebie potnę tych kołków jak drwal, jak OeSTeR tych ze stołków i niech żyje bal, więc się chwal z kim spędziłaś te wieczorne pory - Mez, Liber Liber, Mez oto wzory i milką upory, chcesz zaśpiewam Ci jak Piasek, ale na ten balet wybierz się bez masek, jeszcze nie wiem kiedy wybuduje basen, ale na to nie licz, nie jestem R.Kelly, weź to sobie szybko rybko przelicz, polski raper, jeżdżę Fiatem albo Autosanem, bejbe nie No

Limit, tylko polski lejbel - prosto z WLKP - dla wszystkich fajnych babek, dla wszystkich fajnych babek

Ref. 2x

Zbyt mało rąk sięga po to, co dobre.

Wydawcy chcą mieć sprzedaż, a nie mieć ze sztuką problem.

Rap nie potrzebuje metek, oklasków i blichtru.

Puszczam tracki w eter, posyłam nimi wack MC-s w pizdu!

W kulturze kliknięć i błysków, co zżera treść jak VAT fiskus,

Wszyscy żyją szybko, a my piwko nad Wisłą.

Kiedyś nieobojętna politycznie, dziś raczej obok --

Płynność granic absurdu zrewidowała światopogląd.

Bzdury święte jak Koran i Biblia.

w imie nienawiści idący za Bogiem

masonie i naziści zebrani w synagogę

są groźni i niepokorni swym żołnierzom biją brawo

sami gotowi do wojny niczym Garri Kasparow

ksiądz Cię okłamywał, a życie wysysał fiskus

wojen się nie wygrywa, a przedłuża je dla zysków

wyraz prawdy pojmij, do umysłów ?goręc?

zapytaj na historii co to jest [?]

spytaj co znaczy mieć dzieci

sprawdź jak zamieszki w miastach

smakują beczki z dziećmi kontra pawulon

ciernie znów kują

lecz pod nimi nie Chrystus wtedy zabijał Piłat

dzisiaj zabija fiskus zaklinacz zysków

zaczyna zbyt tu chamy

podani poddanych też mamy plany

na nich serce zanim zechcesz

gadać zabij przestrzeń

Oddam życie za to co kocham za to co bliskie.

Poddam misje swoją tej próbie by istnieć.

To jest twój hajs czas go pobiera z odzysku.

Przecież nikt nie chce mieć skurwiela w nazwisku.

Dziś umiera fiskus rządzi prawo pięści!

Bądź mądry na co prestiż niewolniczej agresji?

To my młoda wiara domniemani przestępcy,

pierwsi do życia a ostatni do śmierci.

Tu dziury nie wywiercisz w poszukiwaniu złota,

Zmień swoją playlistę, włącz te tracki

Rap w postaci cyfrowej, to rapu powiew

Zanim ściągniesz to z netu, mam to na dysku

Posłuchaj całej płyty, chyba, że jesteś disc-cut

Fiskus dopierdoli się jak mnie sprawdzi

Niech zobaczy jak tu jest i kto się bawi

Polska all-star i pozdro Poznań

Ej, to nie wypłynie jak działka mixtape

Wiem, że nie jest prosto, dla ucha rozkosz

Bo polskim rozgłośniom rozpierdalam nadajniki

Pezet uzależnia cię jak narkotyki

Zbyt gorący dla mas, zbyt niegrzeczny na Fryderyki

Zrzeszony w rapie, nie chcą płacić mi Zaiksu

Więc wyciągam dłoń po hajs, który ściga fiskus

Wiesz, daję ci sto procent hip hop

Trzymaj gardę, to napierdala w łeb jak Kliczko.

Ref.

Sto procent rymu i bitu, rap bez fuszerki

Niosę cię? przede mną twój przyjaciel pies

Z budy słychać jego wredny śmiech

To nie blef, nas trzech - najlepszy moment

By zobaczyć kto jest outsiderem, kto czempionem

Peiha, Mes, Pezet ręce zaciera fiskus

Pieprzę pierwszą ligę - to liga mistrzów

Od zawsze tak było - pozostanie synku

Słuchasz czyichś płyt dla naszych featuringów

Nastaw, wciągnij, zapal, zapij

O zawiści i nienawiści ludzi

Wychodzę do swojego biura popracować

Po drodze mocna kawa mnie cuci

W tym kraju Orientu nigdy za wiele

Tu wielu śmieci chce Cię wydymać, fiskus na czele

To nie Twój teren potknij się a będziesz celem

Boże dopomóż chronić dzieci przed zerem

Kochanie przytul się a kiedy słońce wstanie

Zjemy wspólnie śniadanie puszczając w niepamięć

Gdzie sprawiedliwych tworzy pieniądz,

A Ty czujesz niemoc,no bo będąc jednym spośród wielu,

Jesteś równy zeru, żyjesz tu bez celu,

Jak pierdolony robak, szkoda, wielka szkoda,

Zus, nfz, fiskus, służba zdrowia

Robią co chcą, ja patrze i płaczę,

Nad światem, nad krzyżem,

W który już nie wierze raczej,

Bo jak mam wierzyć, skoro nawet pismo święte,

a legalnych haraczy mamy wszyscy dość ,

ale kurwa wymyśl coś a będziesz gość,

Polska, CBŚ, CBA, CBN, RFN, NRD i kurwa kominiarzy sto,

lecz chcesz wyjebać sztos,

wszystko fiskus zabiera,

wkurwia ich czyjś sos, synów Izraela.

Toast za kraj naszych dziadków,

pijmy za to co dali nam w spadku, Polska,

wypijmy za emigrantów,

Jeszcze wpadnę do was tam, nie zabije mnie ta tona spraw

Ale na razie tutaj mam konkretny hardcore

Siksy machają cyckami jakbym grał słoneczny patrol

Wolałbym konkretny payroll kilka szybkich pensji w euro

Żeby fiskus zamknął oczy zanim mi to wszystko przejmą

Ref.

Wpadnij do mnie na osiedle to cię oprowadzę

Pogadamy na temat marzeń

Wiesz, że nie dbałem o poklask wcale

tylko szkoda, że Helena

masz jedno życie dzieciak nie patrz na tych co przegrali

pokusa jest zgubna niczym seks z Bułgarii

czy rozliczasz się pitami czy nie masz perspektyw

życie to nie fiskus nie licz na korekty

(wiesz dzieciak...)

[Ref.] 2x

(jedno..) przypierają cię do muru

(życie..) to są ręce bez skrupułów

Pamiętam osiedle, na ławce codziennie

czekaliśmy na ta szansę codziennie

w pogoni za łatwym hajsem codziennie

teraz patrz patrz patrz,

Nikt nie boi sie patroli chociaż kilku fiskus zawinął,

jestem ponad tym jak Chrystus nad Rio,

patrz na nadgarstki, nie mam na nich Aldi in Margate

i tak potrafię błogosławić każdy dzień,

mój człowiek Wojtek pozwól, że Cię skrócę do W.

Ty chcesz zapomnieć o tym hajsie, zdaje się.

Prawem ulicy za poślizg mnie skarcą.

Hej, dłużnicy, proszę hajs mi oddajcie.

OK, chyba nie ma o czym mówić.

Wiesz, prywatny fiskus rozlicza długi.

Procenty, nikt nie lubi za skręty.

Rozliczę to, wezmę kredyt następny.

Aha, dokładnie tak jest.

Jedzie WWA, na kredyt, weź.

by te małoletnie sraki miały beke,

a twój szpetny ryj zalał się pąąąąąąsem,

jesteś krewna mi wstyd, więc potrąąąącę

ci z konta trochę i tak mnie nie lubisz,

a prywatny fiskus rozlicza długi dziś,

odpuszczam dyskurs, szybko się zgubisz w nim,

jestem ten wisus co pamięć ma jeszcze niezłą,

narobiłaś mi syfu w dzień siedemnastych urodzin,

na liście niezałatwionych przecinam kreską Cię

Takie same łzy lecz, nieco inne kłamstwa,

Takie same łzy i gdzie leży ta prawda?

Kolejny dzień mnie budzi, taka mentalność zysku.

Ona zostawi buzi, mi na policzku.

Resztę zabiera fiskus, dlatego wiele nie mam.

Same problemy , szukam uzależnienia.

A moja żona, wciąż szuka miłości,

A moje dzieci w ojcu godności

i nie mów mi że tak powinno być,

Szad:

Białasy nie wierzę w nic już! Może łykać to nowicjusz!

Zamiast kurwa na Mauritius najpierw idź już pit złóż w pizdu!

Znów miał być Lexus z zysków, to go sobie wrzuć w cudzysłów!

Czuwa nad tym Jezus Fiskus, zostaje nam skuć turystów!

Chcesz podleczyć stan umysłu, a tu chuj co łaska zgarnia!

Parafialna kancelaria, ale czasem dom rozpusty..!

Patrzy Dżizus! Patrzy Maria jak w nich wierzy kondom pusty!

Ślad wiary na genitaliach ! Chcesz do nieba - bądź posłuszny!

Bo nie jeden tu na stanowisku senior klepto

Pieniądz to piekło, każdy marzy uciec stąd

Chłopaki nieraz w dupie są, a w drodze mają dziecko

Kolebką zarazy miłość w czasach kryzysu

Zhandlowana za bezcen przez cinkciarzy i fiskus

Dobre chłopaki zapomnieli jak marzyć

Marzenia zapomniały o nich, resztę zżera zawiść

Egoiści, hipokryci urodzeni naturalni

To co zostanie po nich to czysty kanibalizm

I skumam kilka spraw, które teraz są żałosne

I w sumie pierdole wszystkie łzy wylane

I leje dalej tusz na kartkę- mam magie

Mówię otwarcie ej o swoim życiu,

Co boli, a co cieszy, a co rozliczam jak fiskus

Dla mnie nie ma nic już, uczucia spoko

Z tego co wiem, mają mnie w dupie głęboko

Ale ciągle mam polot, i wciąż jestem sobą

Mimo, że kilka pizd chciało mi pisać nekrolog

"

[White]

Tęsknię za tym co zdarzało się raz w życiu

I potrzebuję znów u boku przyjaciół kilku.

Miłość niczym fiskus rozliczyła z rachunków,

No i mam ich w pizdu, a nie mam floty do rozrachunku.

Gniotę tony buntu, dosadnie, do gruntu,

Stój tu od kumplów, do kumplów na podwórku.

(See my eyes)

Niż Otylii Jędrzejczak brat w jej własnym aucie

Nie wpadam tu prywatnie jak te łby od podwójnych

Bo byłem tu od zawsze i jestem z tego dumny

Ty chciałbyś mieć kamery na co drugim takim fyrtlu

Ja w programach nauczania przedmiot 'Jak wychujać fiskus'

Wyjebie was w pizdu wszystkie suki w mieście

Począwszy od Rycerskiej aż po Burdel Aleje

Diabeł w ryj się śmieje , od kołyski po grób

Antek , Słoń i Sheller , stawiaj Whisky na stół

Skurwysynu Blau...

Od kołyski chciałem być białym murzynem,

Mieć dużo złota i różową limuzynę.

Wypasać kurwy jak barany na pastwisku,

Zgarnąć więcej hajsu niż fiskus.

Marzenia się spełniły, klatę zdobi łańcuch,

Portfel waży tonę, bo mam tyle szmalcu.

Mam więcej ciuchów, niż najbogatszy pedał,

A cała forsa i tak idzie na przemiał.

Palić trawkę i tak kombinować tylko kurwa flotę

Nie chodzi o to, że chcę siedzieć do szesnastej w biurze

Chcę poczuć życie jak te tatuaże na własnej skórze

Zostawić ślady nie tylko w studio na dysku

I przestać się rozmieniać znów na drobne jak kurwa fiskus

Wkurwia mnie rutyna, choć mogłem być jednym z was

To dopiero się zaczyna, to właśnie jest na to czas

Hade:

Znowu jest późno, nie śpię

O zawiści i nienawiści ludzi

Wychodzę do swojego biura popracować

Po drodze mocna kawa mnie cuci

W tym kraju Orientu nigdy za wiele

Tu wielu śmieci chce Cię wydymać, fiskus na czele

To nie Twój teren potknij się a będziesz celem

Boże dopomóż chronić dzieci przed zerem

Kochanie przytul się a kiedy słońce wstanie

Zjemy wspólnie śniadanie puszczając w niepamięć

Krzyknij jeszcze raz Ełdezet, Ełdezet,

Krzyknij jeszcze raz Ełdezet, Ełdezet!

(II)

Uciec tu trudno, nie narzekam na stan umysłu,

znam Ciebie brudno, czystość, ludzie, prawda a fiskus,

sprawa dla zysku, kto da nam żyć tu,

co by było, gdybym miał pistolet i kilka pocisków?

Jebać antychrystów, katolików, żydów,

muzłumanów, ateistów, białych i murzynów,

Tu gdzie oddycham i żyje z gal wciąż

Tu gdzie rodzina, poczucie bezpieczeństwa

Tutaj chcę zostać, do końca chcę mieszkać

Bo kiedy raz na ruski rok ja jadę autobusem

I widzę twarze zmaltretowanych tym fiskusem

To zastanawia mnie jak potrafią podchodzić z luzem

Bo każdy uśmiech ma na twarzy choć żyje z minusem

A kiedy wieczorami chcę zaobserwować życie

Ja i moja baby i granatowy mściciel

Tutaj potrzeba czasu, wciąż nie mogę zapomnieć obrazu

Ludzi, strachu, broni, gazu,

Proszę nie da się czekać dłużej,

Szpital? Nie ma terminów brak łóżek!

Firma? Upadła, przegrała bój z fiskusem!

Nie chce narzekać, nie chce, ale muszę!

Daj spokój, żyj jak dobry obywatel, narzekasz!?

Inni jakoś dają radę!

Ciesz się, masz możliwości, perspektywy,

Tu gdzie oddycham i żyję z gal wciąż

Tu gdzie rodzina, poczucie bezpieczeństwa

Tutaj chcę zostać, do końca chcę mieszkać

Bo kiedy raz na ruski rok ja jadę autobusem

I widzę twarze zmaltretowanych tym fiskusem

To zastanawia mnie jak potrafią podchodzić z luzem

Bo każdy uśmiech ma na twarzy choć żyje z minusem

A kiedy wieczorami chcę zaobserwować życie

Ja i moja baby i granatowy mściciel


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga