Alfabet słów:

Słowo ich w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery i: impuls, Ińsko, informacja, internacjonał, impulsywny

Kto w Polsce śpiewa o ich ? To między innymi Białas, Enzzi, K2. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

"

(Ref.

A co widzę w nim, (a) w nim, (a) w nim

Zbiór wad i zalet, gdzie zalety maleją

Źrenice ich, ich, ich

Pełne szaleństwa, uciec jak najdalej chcą.) x 2

1. O, co za piękny dzień

Niedziela, praży słońce

Na plaży matka z ojcem

Dlatego znów nastukałem sie jak skurwysyn. (Heej)

Idę ulicą inni ludzie też idą,

Na pierwszy rzut oka kiepski widok.

Na drugi rzut oka jest lepiej,

Bo nie wiedzą że mija ich, ich przyszły idol.

Najgłośniej płaczą że boją sie wtopy,

Ci którzy na majorce spędzają urlopy.

Cenzura to ich tresura, myślisz że z tym wygrają,

Akurat gówno prawda bzdura.

Ustawiony chłop z dostatkiem pieniądza,

Miał na utrzymaniu swojego małego brzdąca

I nawet żona potrafiła być gorąca.

Lecz przyszedł kryzys i poszła ""w pizdu!""[zdu!]

Zostawiła ich [ich!], zostali we dwóch [dwóch!]

Mały miał dwa lata kiedy, stracił matke,

To wspomnienie zostanie z nim już na zawsze.

Od tamtej pory w domu była patologia,

Nie jedli obiadów, tak się zdarzało co dnia,

Też człowiek sporo mogę, ej pozdro dla prawdziwych,

Wlepione ślipia w ziemię, ten skład jest tobie wrogi,

Jeśli jesteś sam, ucisz się na pamięć drogi.

Jeśli leszcze są w grupie to odważnie cię gonią,

Uczeń, graf magia, rozjebie ich ich własną bronią.

[Ej] Jedziesz, prowokuj i daj mi pomysł na temat,

Chociaż ciągle po mnie jadą, ja dalej się nie zmieniam.

Jestem sobą, sobą będę, nie będę nosił maski,

Podobno robię rap bo lecą na to laski.

i tak jak wtedy powiedz mi! [x4]

Tak (tak) spójrz na ich twarze są blisko (blisko) przerażenie radość

jest wszystko to co trzeba prócz prawdy co znika jak gram wypalony przy

stolikach i znikam (czekam) o każdej porze dnia (dnia) nocy są tam (tam) miejsce oznaczone dymem (dymem) już znam ten stan (stan) widzę

ich (ich) tak to oni w pogoni za człowiekiem który w dłoni (dłoni)

trzyma to co nielegalne co zakazane każdy jest przecież swego losu panem

zagadka (zagadka) palenie albo zdrowie popatrz im w oczy może to ci

odpowie!

Pomyśl co było kiedyś przed nadejściem biedy

Deutschland fragt sich:

""Wie konnte das passier'n?""

Geld macht sexy.

Erfolg macht schön.

Alles was ich habe werd' ich nich mehr weggeben!

Ich ficke durch's Leben, oft ohne Kondom!

Vielleicht hab ich AIDS, doch ficken soll sich lohnen!

Für Groupies wird es schwer,

Wenn ich mich von ihnen trenn'.

Zaciśniętymi na szyi, by oszczędzić im powietrza

Jedno słowo mogło sprawić, że poczułem się człowiekiem

A spojrzeniem umiesz zabić, zmysły stają się kalekie

I tak bardzo dalekie są pędzące przemyślenia

Że zadaję pytanie, może ich już wcale nie ma?!

Nigdy nie istniały wymyślone fakty

Pokruszone skały, nierytmiczne takty

Jestem taki mały, dumałem dzisiaj nad tym

Żeby otworzyć okno i zerwać wszelkie kontakty

wszedł mi w żyły bies ,gówno wiesz jak to jest.

Test, który już zdążyłem oblać

C16 H13 CIN20 wódkę do dna.

Prywatne tragedie tysięcy rodzin

są ich tysiące więc jedna nie obchodzi.

I tak najbardziej na świecie ciszę sobie cenie

więc w ciszy będę zjeżdżał pod nieświęconą ziemie

zakopany pod płotem jak odpady komunalne

słowo za słowem coraz bardziej banalne.

W czterech dźwiękach można dokładnie zamknąć wszystkie lata

Dni, które uwięziły mnie i czas ten co oplata

Gra nie warta świeczki, rozsądni wciąż się burzą

Bo mieć farta to konieczny wymóg, niczemu nie służą

Reminiscencje, ciągle jest ich coraz więcej

Przy zapachach z tamtych chwil zawsze opadają ręce

I wiem, że jest ten świat daleko w innym wymiarze

Głupota podlega karze mimo wszystkich tych zdarzeń

Które miały miejsce i uczyniły mnie tym kim jestem

Co brutalnie kuje w mózg, wpływa na odbiór świata,

Zwykły personalny atak, zrobili ze mnie wariata,

Zamieńcie się ze mną na te rozchwiane emocje,

Kolaż marzeń, ambicji, oczy znowu mokre,

I nie chcę znów ich suszyć, bo mam bardzo mało siły,

A substancje aktywne wszystko we łbie już zabiły,

Zamieńcie się ze mną na wasze problemy,

Nie planuję ich porównywać, bo dobrze wiemy,

Że każdy ma własne piekło, po co się łudzić,

Zaciśniętymi na szyi by oszczędzić im powietrza

Jedno słowo mogło sprawić, że poczułem się człowiekiem

A spojrzeniem umiesz zabić, zmysły stają się kalekie

I tak bardzo dalekie są pędzące przemyślenia

Że zadaję pytanie, może ich już wcale nie ma?!

Nigdy nie istniały, wymyślone fakty

Pokruszone skały, nierytmiczne takty

Jestem taki mały, dumałem dzisiaj nad tym

Żeby otworzyć okno i zerwać wszelkie kontakty

Obrońcy słabych ludzi milczą w chwili zagrożenia

Już przestałem się łudzić, a marzenia to pandemia

Co infekuje mózgi, a tu zagarnięcie mienia

Uwertura to strzał w pysk telefon - bzdura - stróża nie ma

Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że wierzysz w ten ich schemat

Ja też czasem mam dylemat przed kim czuć większy respekt

Bezpieczne miasto - powrót do domu, co za bezczel

Kłamstwo o sile gromu - ej masz coś dla mnie jeszcze?

Nikt nie mówi nic nikomu o bojkocie ciszy nocnej

I jeśli mnie słyszysz, i jeśli istniejesz

Spraw by deszcz gorących gwiazd, podpalił całą ziemię

Sam nie mam odwagi, o litość cię proszę

Ten, co ma czarny kaptur i błyszczącą kosę

To koniec, rozumiesz? Ich kły są coraz bliżej

Jestem tak kurwa zły, że sam sobą się brzydzę

Z dnia na dzień, po ziemi chodzą takie zera

Co nie chcą już żyć, ale boją się umierać

Nobilitacją w chuj jest zapewnić kurwom kłopot

Rozpierdolę ten gnój najwyżej sam i od środka

Działanie to złoto, a konsumpcja to błyskotka

Która w sumie gówno daje oprócz głupich przyzwyczajeń

Co to powodują, że się łapiesz na ich każdy bajer

Tęczowe miasta i uśmiechnięci politycy

Czas nastał, że się trzeba zerwać gnidom ze smyczy

Bo jakim prawem, ktoś ma sprawować tutaj władzę

Zdaję sobie dobrze sprawę z tego, że sam daję radę ergo

Bo to cały świat, tak wielki, tak mały,

Do ucieczki, chyba nie szukasz tutaj już lepszych,

Każdy inny, wszyscy równi, gdy granat jest bez zawleczki,

W kościołach się modlą o życie po śmierci,

Szukali spokoju, a rozjebało ich na części,

Gwałty na ulicach i masowe mordy,

Hordy takich bez uczuć, co broni się chwycą,

Podłożą, przeliczą, zabiją, przemycą,

Kula w potylicy, politycy wciąż wiszą,

Czasem kocham być sam, patrz, robak się zaszył,

Odczekaj, celuj, strzał.

Gdzie jest Twój Bóg?

Gdzie jest Twój Bóg, gdzie?

No popatrz na ich twarze, bezmyślne, puste kukły,

Zerowy bagaż wrażeń, zawistne stare kurwy,

A jeśli śmierć istnieje, to i tak będziesz mieć spokój,

Gdyby jej nie było, to efektem amoku,

Jest piekło, to chyba jakieś bajki dla obsranych,

o to jak Ci jest i jak mija Twój czas

i niechaj będzie przeklęta

planeta, która w szaleństwie stworzyła nas

Tych gorszych, niechcianych, co z nimi ""nie do twarzy""

i w sumie wstyd ich znać możesz zacząć się bać

już dosyć i sramy na Wasze zakazy

Newtown, Blacksburg, Killeen, Columbine

Co drugi bardziej próżny

naćpany całym sobą

Zapamiętaj ten głos i nie przywiązuj się do brzmienia

Bo wiele w życiu zniszczy, pozmienia, namiesza

Uciekaj jak najdalej, szybciej niż błyski flesza

Szczery? Chyba kpisz, raczej Gabriel Fleszar

I pomóż mi Boże, ukaraj mnie tak bardzo cię proszę pokaż że potrafisz ich zniszczyć

I jebać to, że w głowie mam niepoukładane,

Może podasz mi przepis na to jak nie być baranem,

Zaprzągniętym do pracy dla dobra systemu,

Enigmatyczego tworu służącego nie wiem czemu,

I komu, wyciągniemy ścierwa z ich własnych domów,

Egzekucje na ulicach chorego babilonu,

Muszę wykurwić komuś, bo mnie wściekłość rozpierdala,

Biegnij Forest, biegnij, teraz musisz się postarać,

Strzał w ryj z zazdrości, a ty nie czułeś złości?

Uśpione społeczeństwa, wielo-orgazmowa trzoda

Co ma martwe serca i kurwa jebie się na grobach,

Tych co kiedyś kochali, gotowi byli oddać życie

Za nich dziś świat się spalił, naprawdę jeszcze nie czaicie?

Drani trzeba rozwalić, ale jest ich jest cala armia

Rozgardiasz, alarm, restart, ciężka awaria,

Najświętsza Maria Panna, Madzia, kocyk i wanna

Ci celebryci teraz wiesz stanowią standard

A hipokryci maszerują dumnie po alejach

Jestem coraz bliżej, eksploruję własy kres.

??? ???, gówno wiesz jak to jest.

Kres, który już zdążyłem oblać

Sensem ???

Prywatne tragedie tysięcy rodzin, są ich tysiące więc jedna nie obchodzi.

I tak najbardziej na świecie ciszę sobie cenię

Więc w ciszy będę zjeżdżał pod nieświęconą ziemię.

Zakopany pod płotem, jak odpady komunalne. Słowo za słowem coraz bardziej banalne.

media wchodzi w reakcję potrącone alkoholem.

Uwolnij swoją złość, wyjdź i trzaśnij drzwiami,

Chcą nas sztucznie podzielić, a jesteśmy tacy sami,

Ogromnie wkurwieni, do cna oszukani,

Niech płoną te szmaty, co ludzi mają za nic,

I nie daj się wciągnąć w ich chore układy,

Akademicki spór i utopijne rady,

Rozwiązanie leży często pod Twoimi nogami,

Kłótnia przyciemnianych szyb z chodnikowymi płytami.

[BRDG.]

Strach, dziś zamieszkał we mnie

Strach, mój syjamski brat

Znowu dziś weszli przez środek głowy

Pokazać. że pamięć jest ostra jak nóż

Nie znają słów, a bawi ich skowyt

Pierwszy ucieka anioł stróż

Anioł stróż

Anioł stróż

Uratuj mnie...

"

Ubrudziłem swoje uszy waszymi mądrościami, o życiu wzgodzie z prawdą

Gdy oblepią Cię bredniami będziesz śmierdział jak ich własne bagno

Tu nie ma miejsca na rozmowę, zrozumienie i kompromis

i pluję na tę trzodę, bo jestem już nimi znudzony

Pamiętaj

poczujesz wolnośc skacząc po ich głupich łbach

Pamiętaj walka nigdy nie jest przegrana

Tylko idioci myślą, że padniesz na kolana

Przed nimi ich potęgą wyrażona w słowach

Bo kiedy pomyślisz, to będą żałować

Manipulacji, które przyniosły poniżenie

Zabójczy stres, a w podłogę spojrzenie

Znam dobrze wiesz, ale czas się obudzić

Rzeczywistość wygięta jak po wchłonięciu jeden gie,

Wiem czego chcę, i że spotka mnie kara,

Dowodem braku Boga fakt, że Bóg na to pozwala,

Przez świat toczy się chmara, pierdolona szarańcza,

90 procent jebie dycha ich wykańcza,

Oszuści, aferzyści, nepotyzm, ignorancja,

Jak na przedmieściach Paryża założymy szkołę tańca,

A w mieście bez zmian, tylko szum autostrady,

Sram na twoje dobre rady nigdy się nie uspokoję,

Tu nawet wiesz nie chodzi mi już o sam gniew

zbyt wielu chciało wbijać nóż i pić moją krew

toksyczne relacje z całym światem, wiem że znasz też

nie pozwól sobie wejść na łeb, naprawdę stary można ich zgnieść

Złość i agresja kiedy już brakuje do rozmowy sił

Bo nie każdy z nas zgnił (bo nie każdy z nas zgnił)

bo nie każdy zamknął oczy (bo nie każdy z nas zgnił)

bo nie każdy chciał żyć (bo nie każdy chciał żyć)

rozjebał mi system fakt, że przeszła taka ściema

wjechali tam po broń, której Irak nigdy nie miał.

II

Dziesięć lat później unia stworzyła getta

będzie nam luźniej, jak wrzucimy ich do piekła

napiętnowani w opór za nieswoje winy

podobno w amoku, te jebane skurwysyny

palą auta, tworzą bomby no i nie chcą się przyjaźnić

nie bądź kurwa taki mądry, budowałeś miejsca kaźni

Oszukani, pijani informacją

spokojnie wstaną i bez trudu zasną

wgraj plik zdaj test siedź i dla nich pracuj

oblepiona w biel i czerwień banda wariatów

media ciągną pałę rządom, by połykać ich kłamstwa

stręczyciele umysłow, ""dla kurew hajs mam""

jeśli będą tym kim są, świadome niewolnictwo

wolę śmierć niż układy to chyba wszystko

Nie wmawiaj mi, że żyje we mnie dziecko

Nie będę mówił Ci o dniach bo są lepsze i gorsze,

nie będę mowił o Twoim życiu, bo malo o nim wiem

nie chcę nauczać, rób co chesz, tak by było dobrze

bo w nas pozostał tylko chaos, pierwotny gniew.

Było ich wielu chieli leczyć, obiecywali ulgę

raz nieśli boga w sercu, a raz krystaliczny proch.

i nadal pytam w głębi duszy czy odważę się umrzeć

a mimo to walczę żeby przetrwać kolejną noc.

By przyszedł ten

Trzeba było się zapytać kiedy drapałem ścianę,

Gdy nie miałem czym oddychać, los mi zadał ranę,

No i gdzie brzmiał twój głos ? Jakoś go nie słyszałem,

Przed oczami miałem stos i wiedziałem, że się palę,

Gdybym teraz miał przeprosić tych, co źle ich traktowałem

Możecie się zgłosić - muszę ponieść karę,

Jedno nas różni - ja o tym myślę stale

A znam takich co są próżni, krzywdzą i jadą dalej

Bez krzty autorefleksji nie patrzą w lusterko wsteczne

Wśród normalnych idiotów zawsze lepiej być wariatem,

I musisz być gotów, bo będą z Ciebie szydzić,

Sami unikają luster, bo są tacy obrzydliwi,

W sercach mają pustkę, którą wciąż wypełnia moda,

Pierdolić ich zasady, nie jest mi ich szkoda, bo

[REF.]

Miasta płaczą za tych, którzy łez się wyparli,

Obojętność to królowa, wszyscy są tak bardzo marni,

Pokazówki na sprzedaż i trendy propaganda,

niechęć, desperacja tak tyle wyniosłem

budzenie uśpionych trwa tutaj od lat

poprzednia generacja zapomniała, że istnieje

nowa go zbudziła i rzuciła w pysk kamienie

pamiętam ich oddawali cześć pomnikom

dziś spalił się swiat, dotarliśmy do nikąd

"

W mojej rzeczywistości ja, kontra wasze pierdolenie.

O społecznych zasadach, obywatelskich łamach

Szacunku dla sutanny, ludzi w uniformach

Służb specjalnych, skurwiałej rządzącej kasty

Wyprowadzić ich z ich własnych domów do piwnic i plastry.

A raczej taśmy na te skurwiałe ryje.

Tej morderczej erupcji nikt już nie przeżyje.

To, że zaczniemy od najwyższego poziomu,

Nie oznacza, że nie wejdę do twojego domu.

Dwa minus jeden pół jeśli się nie zabijesz

To matematyczne szanse na humanistyczny thriller.

Neony miast kuszą mnie drobiazgami,

Chcę tam wejść, chcę je mieć, chcę tam wpierdolić dynamit,

Milion serc, tłoczy krew, nie zatrzymam ich już za nic,

Kusisz mnie milionami niepozamykanych granic.

Ja od kilkunastu lat obserwuje co jest grane

Fałszywe nuty dźwięk rozdzielający alfabet

To wypruty liter sens pyta czy nie zapomniałem

że przespała się z kolegą, kurwa a nie swoim tatą

taki punkt odniesienia, że ktoś wam jeszcze wierzy

bajdurzenie o raju, w którym sie nie da przeżyc

idol dzisiejszej młdzieży, życzy wszystkim biednym śmierci

mówię, trzeba ich dopaść, pobić i długo męczyć

każdy się w końcu przekręci i w tym tkwi piękno

a nie w kłamstwie, że cejrowski zdawał z połamaną reką

maturę

REF I

Bo muza jest zbyt bliska, wciąga gorzej niż chlanie.

W mediach niezłe zamieszanie, kurwa, krzywe zwierciadło

Rozpierdala banie fakt - ilu z nich rozumy zjadło.

Wszędzie węszą kurwa spisek, każdy wróg to Żyd lub mason,

Ich bogowie z pełnych misek żrą i wożą się S-klasą.

Gotowi przelać krew, za ideały godne śmiechu,

Prawdziwy zew przetrwania, sztuka unikania grzechu.

Baranki boże, głupie jak te w oborze,

Wypluwają jadu morze, nie myśląc o pokorze.

I ciągle być kurwa pożywką dla prasy,

że ćpuny, że lenie, alkohol, brudasy,

bo sam chyba rozumiesz ze nie będą chcieli gadać,

ja też mam wyjebane na to co niby wypada,

I sram na ten ich świat, ale on chce nas pożreć,

powiem , z perspektywy lat to nigdy nie było dobrze,

olać animozje, razem, zawsze i wszędzie,

bo coś czuję, w głębi serca, drugiej szansy już nie będzie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"

Upadek bogów boli tylko ich samych,

Bo gdy stwórcy umierali już bylem tym przegranym.

Kierowany absurdem, konwencją chorych myśli,

Na drzewie złego i dobrego, wszyscy zawiśli.

Nie ma przywódcy, nie będzie lidera.

Wszyskie swoje marne dni, powtarzane z automatu

W swojej ułudzie gnij, rutyna, co, podnosi status?

Często rozmyślam, jak wygląda echo

Otóż składa się z rąk i nóg i równego oddechu

Powtarza zasłyszane słowa, trzyma się ich twardo

Trzeba wszystkie kurwy dopaść i wgryzać się im w gardło

Prostacko podpalić siedziby wielkich firm

Ryzykuję życie stary, kurwa no i chuj z tym

Szmata na ryj i koktajl Molotova

Mam garnitur z '95, jeszcze się wcisnę

Nieświadomy zabłyśnie nazwie dumą socjalizmu

Ze śmieciem (???)a nie sztuką krytycyzmu

Dyfuzja argumentów dla symfonii przekrętów

Dzieci już nie płaczą nie uświadczysz ich jęków

Sumy tony lęków rodzin jebanych w dupę

59% - tak podaje komputer

Miasto potrafi kusić i stawiać barykady

Szczęśliwi są ci głusi, inni nie dają rady

samobójstwo do tej pory nie było tak niebanalne

To w sumie fajnie, nauczka czy tam kara

tak się kończy jak się zmysłom dojść do głosu nie pozwala

z wyczuciem drwala walił alarm w podświadomość

omijam z dala bliźnich i w dupie mam ich pomoc

to takie ludzkie szukać winnego gdzie indziej

pamiętam miałem kurwa sen o piekle i windzie

i świecie pod parterem wjazd na minus trzeci poziom

teraz sam się tam czołgam, wypełniony podła grozą

jak smierdza plonace klamstwa i jak kazda glizda

wypelza z przezartej pustym hedonizmem nory .

Nie ma we mnie pokory ,zobacz , ten swiat jest chory .

Wiec lepiej schowaj emocje nie mysl za duzo .

pomimo ich wrzasku oni sa cisza a Ty burza .

Spoleczenstwo wydalo wyrok eksterminacji .

Bez prawa do obrony , przedstawienia swoich racji .

To oni tworza prawa tu sie zacznie zabawa

w chwili gdy zacznie eksplodowac kazdy element co spawa ,

Wiem, jak bardzo jest Ci źle,

(wiem, dobrze to wiem)

Już dziś musisz wiedzieć że,

(dziś, dokładnie dziś)

Nie możesz dać się zgnoić, bo to ich zaspokoi,

(Nie, Nie, Nie, Nie)

Przeklęte ambicje ludzi, którym już zdechł mózg.

Pamiętasz słońce? Poczucie bezpieczeństwa?

Musimy to odzyskać, więc się już nie wykręcaj,

w samym środku Ty

Nagrobek pamięta, i nuci nazwisko

nie został Ci nikt, zamknij te drzwi

To ty masz przyjść właśnie po nich

niech zapamiętają i gryzie ich duch

sumienie kona w agonii

otwarte złamanie, boli każdy ruch

uśmiechy ciągle te same,

przyspawał je demiurg do nadgnitych ust

[I.]

Wracam ludzi do żywych, wyciągam z chłodnych mogił

Porośniętych przez grzyby i stawiam ich na nogi

Wskrzeszam pasję do walki, buntu, niezgody i oporu

Obrzydzenie do kalki, kultu, działania według wzoru

Animizuję serca głazom, będę je kusił

Jak najgorszy morderca co własne dziecko zadusił

O niej nie zapomnisz, nawet, gdy miną długie lata

Pieniądze stracisz, zawsze możesz się pozbierać

Najgorsze jest wtedy, gdy stracisz przyjaciela

Bierz z życia, co najlepsze i ciesz się z bliskimi

Bo stracić ich możesz w każdej chwili

Gdy wymawiasz słowa, niech będą przemyślane

Módl się do Boga, by nie zdradził Cię przyjaciel

Ciężka bywa droga, lecz w przyjaźni jest łatwiej

Rób wszystko, by nie przeszła ona w zdradę

Wsłuchaj się w takt, ja nigdy nie przestaje

''Początki Rapu'' to moje, małe ''DEMO''

Zero obciachu, chociaż walczę często z tremą

Na niej dziewięć track'ów, niektóre z przed dwóch lat

Posłuchaj ich dzieciaku, bo są tego wart

Sztachnij się tym, to rozjebie membrany,

Poczuj ten dym, ten RAP ulecza rany...!

Dobra, rozumiem , człowiek uczy się na błędach

Lecz to co ty wyprawiasz ,to życiowa udręka

Nie zdają sobie sprawy jakie życie jest piękne

Pakujesz się w kłopoty, których masz już coraz więcej

Pomyśl o bliskich, bo to ich najbardziej ranisz

Staw temu czoło, zanim się omamisz

I nie bierz tego żartem ,lecz potraktuj to na serio

Nigdy nie wiesz co się stanie, po prostu ziom grasz w ciemno...

(Ta... Po prostu ziom grasz w ciemno...)

Po prostu graj

Następnym razem nikt nie pokona Cię

Zagaj coś specjalnego

Nie wszyscy zrozumieją Cię

Ale miej ich gdzieś

Po raz setny podnieś się

(ref.) Tylko Ci co grają

Często coś wygrywają

Po prostu graj


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga