Alfabet słów:

Słowo jęki w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery j: jamka, jezuici, japoński, jamisty, jedenasty

Kto w Polsce śpiewa o jęki ? To między innymi A.J.K.S., Absurd, Adam & Olaf. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

rewolucja ante portas, rytualne krwi bydlęcej

upuszczanie, środki trujące są tak tanie

jestem draniem, chyba panie coś mi pojebało banie

wypacykoway chamie, zawiśniesz na haku

gasnące jęki to symfonia dla tłumu żebraków

podłoga pełna kłaków , tu przetrzymujemy ciała

czemu skrzywdzliście dziecko, córcia była taka mała

wara, nie bój się baran, przytrafi się i tobie

inne szkrzaby umierały karmione okrutnym głodem

Dziurka od klucza w naszej łazience ślini się no i z drzwi drwi

Wszedł do pokoju, podał mi rękę, sam uciekinier - sam Bóg

Dzisiaj on pewnie tego żałuje, sam by wykopał mi grób

Gotowi! Akcja! Krzyczy reżyser klatka po klatce w klatce

Poty i jęki, plamy i zdrady, a światło nagle gaśnie

Czytam gazetę, ty uśmiechem raczysz ściszony trwogą nasz dom

Podgłoś gdy zechcesz i dodaj basu...

Stuk, puk - wybacz, nie otworzę drzwi

Stuk, puk - bogom nie otwieram drzwi

Gdy klęski zadał cios, uwieńczył walki trud

Wygasłych ziem zapłonął ogniem znów

Budzi przeciw, do zwycięstwa niosąc wieść

Na ołtarzach Bóstw powoli zdrajców stygnie krew

Ostatnie jęki gasną w ciszy, rzekłby wstyd

By nigdy już nie odżył pokonany mit...

Bastion Narzuconej Wiary

W konaniu liczy dni

Za zrujnowany kraj, praktykom przeciw krwi

Aj aj dziękczynienia maj as

Och Ty, który śledzisz biedne domki ślimaków

I wielkie góry obu Ameryk

Ty, który śledzisz tajne loty ptaków

I krzyki nasze jęki i szmery

Dzięki, że dałeś nam czas

Dzięki, że słuchasz i oglądasz nas

Rozdarł ciszę poranną

Tysiące ludzi podniosło krzyk

Tysiące ludzi umarło

Ciszę wypełniły

Jęki i przekleństwa

Nie wierzyli, że do tego dojdzie

Nie wierzyli, że do tego dojdzie

Nie wierzyli, że do tego dojdzie

Nie wierzyli, że dojdzie

niełatwe jest życie bankiera.

Legitymację partnerską oddał Wincenty Kalemba,

a tam zachodnim bankierom to włosy stają dęba...

Chłopak pręży muskuły, dziewczyna ma swoje wdzięki,

a wśród zachodnich bankierów to lament jeno i jęki!

Graj, cyganie, graj, serce swoje daj,

muzyka twoja nagle z żalem w sercu wzbiera.

Graj, cyganie, graj, serce swoje daj,

niełatwe jest życie bankiera.

A tam zachodnim bankierom to włosy stają dęba

Chłopak pręży muskuły

Dziewczyna ma swoje wdzięki

A wśród zachodnich bankierów

To lament jeno i jęki

Skrzypek, żebrak, samouk

Kapelusz leży pod murem

A tam zachodni bankierzy

Wcześniej na emeryturę

Nawet ryby tanie

Mają swoje zdanie

Żywej mowy dźwięk

Wprost płynący z głębi i w duszy do szczęk

Bzyki, brzęki, syki, jęki

Frenetyczny dźwięk

Szum języków, miły brzęk zębów i szczęk

Wrzaski, krzyki, mlaski, ryki

Oj, naprawdę w cenie

Łuna zachodu chyliła się ku nieboskłonowi,

W blasku świec siedział uczony skryba

Pochylony nad pradawnym manuskryptem.

Każde spisane słowo niosło w sobie chrzęk północnej stali,

Jęki upadłych w bitwie i nadzieję na lepsze jutro.

Choć arcymag Andrzej Stary złączył się z eterą przodków,

Choć słowo mocy zostało zapomniane,

To nie przepadło bezpowrotnie…

Pewnego dnia, gdy ziemię zaleje mrok,

każdy życie zaczyna.

Ty, który chronisz biedne domki ślimaków

i wielkie góry obu Ameryk.

Ty, który śledzisz tajne drogi ptaków

i krzyki nasze, jęki, szmery.

Dzięki ci, że dałeś nam czas.

Dzieki, że słuchasz i oglądasz nas.

Grajmy Panu na harfie.

Grajmy Panu na cytrze.

Budził się rano po przeróżnych miejscach , trafiał w patologie niewiadomo za co zemsta. W takiej się wychował praska kamienica, borykał się z rodziną, gdy ktoś inny nią zachwycał. Gdy był bardzo młody już uciekał z domu, zamieszkał on w melinie pełnej niechcianego tonu. Smród gaszonych petów aż do samego gwizdka, nie było miłości po niej pozostała czystka. Wszystko wokół pryska , jak ci za gardło ściska, w glebę cię przyciska , znowu butelek śmietniska. Matka nieprzytomna ledwo na oczy patrzy, ojciec z inną lampucerą kurwa to nie teatrzyk. Przechodzi przez dym, omija leżące śmiecie, puszki zbitą szklankę jakaś krew na tapecie. Samotne praskie dziecię kto szerzy na jego miejscu, nie nazwę tego łóżkiem , przebita igła w sercu. Obrzygał koszule zakichany menel, zarzygany dywan i dwunastolatek z gniewem. Wiesz co teraz czuje? Nie masz o tym pojęcia, klimat którego nie znasz to siła pierdolnięcia. W powietrzu alkohol , zaparowane szyby, rodzina której nie ma wierzy w co by było gdyby. Spogląda w lustro naprawdę nie na niby, pęknięte na pół a wokół anonimy alkoholowe, to kolejny wjazd na głowę, bełkocząca matka pyta zaliczyłeś szkołę? Kto tu jest kurwa? Powiedział młodym głosem, mamo zwariowałaś ? zbratałaś się ze sztosem? Nie chciałam synu lecz popadam w problemy, to co teraz widzisz to są niepotrzebne sceny. Uderzył pięścią w stół , aż przewrócił kieliszki, wrodzona nerwica, napady zadyszki. Znowu do gigantu to ulica go przywita, banan niech sie dziarga Amore Dolce Vita, zbiega szybko po klatce, i na rewir wybita , jara czwórkę dziennie , nie pisze i nie czyta. Podbija do koleżków na podwórko gdzie kraty, zbierali się ekipą napierdalali w kwadraty. Walił czasem radia , częściej szły torby , mówił że miał piękne czasy bo nie było jeszcze boby. Kradli z budowy, wykręcali grzejniki , z opuszczonych miejsc, posiadali swe techniki. Pierwsza fifarafka to maksymalna dawka, śmiechy już na wejściu , upici flaszką na sześciu. Małoletnie gadki , rozmowy nawyśniowe , wyciąganie matki z klatki z libacji alkoholowej. Dom dziecka walka o przetrwanie, frajerów obijanie i grupowe się zrywanie. W innym mieście okradanie , na głupoty , picie , ćpanie, dojeżdżanie słabszych oraz poniżanie. Nic go nie obchodziło wszystko było mu jedno, frajerów zbierał z paczek bo było dalej biedno. W ścianki , wymianki dresy i bluzy, pierdoleni wychowawcy to bandyci i łobuzy. Bili go kijem po rękach i piętach, już to zapamięta szyk obite żebra. Ucieczki , wycieczki w drodze nie zabrakło sieczki, wódeczki , dupeczki ,kije, łamane deseczki, szmaty na dwa baty, kraty, pamiętne daty, wkurwione małolaty a ty bez mamy, taty. Koczował na zrywce , tam gdzie się dało, niezależnie co tam było, niezależnie co się działo. Pluskwy , karaluchy , żółte prześcieradła , nieraz sobie spał a tu rzucił się do gardła. Nieraz się obudził a tu kurwa głowa spadła, bo ktoś już nie zdążył wyrwać się z imadła. Posypane drogi, siła szybkiej wagi, szczury na pół blatu z najlepszej babajagi. Nie było rozwagi ani pokojowej flagi, była za to wóda , za to były tanie dragi. Obdrapana ściana a na niej biały plakat, z Pamelą Anderson cycki znane na pół świata, albo i na cały widok doskonały za to, odgłosy idą z kibla, zabawiał się ze szmatą. Sex dla niej zapłatą za to że jest u nich w gościach, wiedzieli że im kopsnie bo czuli to po kościach. Naćpana krzyczała, cykała, jęki ,klaski, nie masz 18 lat nie dla Ciebie to obrazki. Klimat północno praski, nikt nie potrzebuje łaski, nie chcesz sobie spojrzeć w twarz to weź kurwa użyj maski. Co ty taki w szoku? To nie rozmowy w toku, patologiczna prawda , to historie spod bloku. Gdzie nie brakuje mroku , a przyszłość kryminalna, jest wszechobecna wszędzie i łatwo spotykana

Maski w tańcu trzęsą się, wirują

Światła błyszczą, grają i pulsują

Maski, maski, maski

Słychać jęki, śpiewy, słychać wrzaski

Hojną dłonią dla żebraków - maski

Nawet kundlom micha smacznej łaski

Maski, maski, maski

Zachwyt, tupot, gwizdy i oklaski

Bez sensowną wojną spojrzeń,wypruwacie sobie flaki

Gdzie uciekłeś dobry boże, wszyscy są dziś siebie warci

(Sado)

Pierdolona martwa cisza,

Ostatnie jęki nienawiści

Z bogiem wojny już nie wygrasz

Czarny plan swój w końcu ziści

Koniec życia już się zbliża

Pozostała głucha cisza

A gdy większe zebranie idzie w ruch pani faja

Jeden buch i już masz loty jak pszczółka Maja

Ile razy było tak nie zliczę na palcach ręki

Przychodziły do nas jakieś obce panienki

Stęki, jęki, wciąganie, wydmuchiwanie

Wychodziły najarane wszystkie panny i panie

Nie biorąc nawet macha, czy już wiesz dlaczego

Czyżby opary Marry Jane mój kolego?

Czyżby opary marihuany tak działały,

Wejdziesz na pole będzie pięć na jednego.

Dwuch w dupe wypierdole zakopijemy jednego.

Zaczęło się od winterfresha, tiger wbiłem w biznes.

Szukasz igły w stogu siana, to dostaniesz w pizde.

Trushoolowe jęki.

Trueshoolu zamknij pizde.

Ucinam ci łeb przy samej dupie, fryzjer.

Padłeś? Nie wstawaj, to nie powerread.

Jestem lekko wpilem, a ty jesteś w dupie, leż.

Ponad głębią zaświatów, w diabolicznej mgle,

Skwierczą dusze wszeteczne, płoną ognie mdłe.

Słychać płacze i jęki, lucyferów śmiech

I jak wąż po piekle pełznie grzech.

W każdym kręgu piekielnym wisi wielka kadź,

A w tej kadzi się smaży doborowa brać!

Siedzi wieczny dyrektor i szmatławca redaktor,

Mogę nakurwiać jak maszynówa.

słuchaj jak Smokson kurwa zasuwa!

Miażdży idiotów zmiętych jak stówa,

każdy mój tekst ich w dupę posuwa.

Dowód energii , pierdolę jęki,

przetrącam szczęki, jadę na pętli.

Bo ukojenie dają te dźwięki,

choć jeden z was powie, że jestem wielki. Dzięki!

[Gimpson]

Klatka, koniec, wyjście, drzwi

A za szybą pies już drwi

Lubisz gdy zdycha ofiara

Gdy jeszcze z ust leci para

Gdy słyszysz ostatnie jęki

Jak słowa najmilszej piosenki

Lubisz gdy krew spływa bokiem

Gęstym bordowym potokiem

To twoje kurwa trzy grosze

Nie nowe fale bzika

doloniedola

nic z tego nie wynika

tylko niewola

Nie nowe żale jęki

doloniedola

zapożyczone dźwięki

oto niewola

Nie nowe cudzysłowy

nie ma tutaj wątpliwości

Co się stało pozostanie

w zapomnianej wiecznej kości

Na to rzecze wać panienki,

słysząc już młodego jęki

Że on warchoł, prostak, cham

i że mydlił oczy nam

To przelało żalu czarę,

ucieszyło czarną marę

"

Wśród sióstr na wielkim stosie płonie Twoja matka

Ostatni krzyk bólu zdławił płacz

I zamknął usta jej

Odbite echem jęki powrócą w Pański Dzień

By sądzić tych, którzy w jego imię przelewali krew

Stosy ciągle płonęły, rzucając krwawy cień

Na złoty kielich, który zawsze pełen wina był

Czcicieli innej wiary w lochach witała śmierć

Bang-Bang, obok leża dwie kobiety zabite,

Bang-Bang, czy tego własnie było im trzeba,

Bang-Bang, by tak szybko trafic do nieba...

Nie po to się rodziłeś by tak szybko umierać, Otwórz Oczy, życie to nie teatr...x2

W nocnej ciszy...W ciszy na cmentarzach słychać głośne jęki,

Wykańczają twardych chłopców,

Wykańczają twardych chłopców miękkie narkotyki,

I choć chodzi po wąchaniu na twarzy z wielkim blaskiem,

Tydzień później przysypują jego trumnę czarnym piaskiem,

Przechodnie idą, nie widzą?, raczej nie chcą.

Jakby mroźny wieczór pozbawił ludzkich uczuć.

Nasz bohater ze strachem, ale zaczął biec dalej,

żeby osłonić i pomóc pomóc temu, który leżał.

Motanina, jęki jakby czas zamarł.

Ci, co stali rozmawiali tylko, ale nikt nie działał.

Jeden z napastników padł nie oddychał,

drugi widząc co się dzieje uciekł.

Nasz bohater się odwrócił, chciał go chyba schwytać.

Więc się nie wystraszyła

Lalce złowieszczo zaświeciły się oczy

Po czym szybko w stronę dziewczynki kroczy

Ta się wciąż uśmiecha ,chcę ją wziąć do ręki

Nagle rodzice słyszą stłumione jęki

Biegną do góry, ale zamknięty jest strych

W szparach drzwi widzą przeciekające krople krwi

Przenosimy się z powrotem na drugą stronę

Dziewczynka leży

Diego, O.W.S.O, KLP i WeRe,

To dzień gniewu, hipocentrum agresji,

Dziś dobre wiadomości to hiobowe wieści,

Demoniczne pieśni kluczem do pieczęci,

Zamiast melodii głośne krzyki, jęki,

Początek udręki, początek końca,

Czarna plama, na sklepieniu słońca,

Płacz, strach, cierpienie i lament,

Ciemność na wieki wieków, amen.

ich marsz pokojowy, zamienię w pogrzebowy

A te święte krowy z uśmiechem na twarzy witam w rzeźni

ich ścięte głowy jako ozdoby w mojej kolekcji

I pamiętaj, musisz wyglądać jak jebana ciota

słyszysz te jęki rozpaczy, to właśnie krzyczy moda

Wygoda to iść za stadem i nie zbaczać z drogi

żeby się dopasować, musisz spełnić wymogi

Ludzie są bezwartościowi, a ich słowa bez znaczenia

pewnie się nienawidzisz słuchając ich pierdolenia

Mam rozum,rozkminy,rezerwuję respekt ten

Powtórz to, a nie zrozumiem,jakbyś nie wymawiał ""R""

Wciąż ten sporny tu odbiór, bywa, odcinam jak nerkę

Zamiast mordy ma odbyt, rany boskie, dzwoń po erkę

Gadka tania, nie ma brania, pora olać te jęki

Znów się wystawia jak do podania, już nie podam mu ręki

życzę powodzenia karma, koniec tematu

Pato, pato pięć typa, więc płonie pięć batów

i choć nie ma nas teraz tam z wami pojeby

Cicho, głucho dookoła

Nikt nie płacze, nikt nie woła

Głuche jęki mnie kołyszą

Martwą ciszą, senną ciszą

Dłonie moje zapocone

Pocierają zimne skronie

Dreszcz przeszywa moje ciało

Liżą się na ławce pod moim blokiem

Potem widzę ich razem na bibie

Nie dziwię się, że jest zajęty kibel

Paweł wygięty, Piotrek napięty

Słychać jęki, a wszystko widać przez szybę

Geje będą mi płacić szkodliwe

Yo geje, dobrze, że nie mamy giwer

Róbcie to w domu, nie mówicie nikomu

Chowcie dupcie, wszystko co jest możliwe

I ty wiesz to dobrze man

Nieograniczony limit na koncie mam

Koleżanek w domu pełną pościel

I gdy ram tam tam nie muszę dawać głośniej

By zagłuszyć jęki mym systemem audio

Sąsiadów nie ma, bo zabiłem dawno

I muszę się przyznać, że przyszło to łatwo

Wkurwiali mnie, kiedy robili larmo

Nie muszę mówić, co chcę, bo ty to powinnaś mieć

podwodna żegluga smuga,

a strona druga za-agatka,

ma-aha se zagadam zgadnij zgaduj,

wynajdź i wynajduj i znajduj spokój,

wy-pad, sły-chać jęki, stęki, męki,

mętlik, mąci, nęci, chęci,

i fragmenty zapuszczone jak korzenie,

a czy wydostać się zdołasz,

czy podołasz z d-n-o z doła,

Wracając do klubu gdzie grasują małolatki

Wielkie mi szampan, browarki poszukują Księcia z bajki

Pokaż co potrafisz - Kręcisz, kręcisz bioderkami

Drzemki i te czwarty sprawiają, że chcemy wiele

Słychać donośne jęki, coś wyrabia się w klozecie

Erotyczne zbliżenie Wywołuje podniecenie

Przedawkowała zieleń, padła, ktoś wezwał karetkę

To jest ta noc, gdzie faceci czegoś chcą

To jest ta noc, a one kuszą, mówią "" chodź ""

Ktoś tam był na torach - krzyknął przez okno pasażer

Każdy ucieka, się ratuje, konduktor jedzie dalej

Pociąg już odjechał, po czym wróg wprowadza armię

Minęło kilka lat, nadciągnęło nasze wojsko

Krzyki jęki, ktoś umiera, prosi o pomoc lub został zabity

To był droga ??? pewien dziadek

On miał mundur na sobie

Był już generałem, to była jego odsiecz

To był właśnie ten chłopak co kiedyś zginął na wojnie

Nie ma sztuki bez tańca ze śmiercią więc tańczą

Zmysły nawożone alchemiczną substancją

Produkują nowe dreszcze

Kolory, jęki, szczęście

Podcinają żyły piórem by świadomość zgasić bólem

Krew jest początkiem wszystkiego, krąży i pulsuje ego

Nim rozpoczną utoczą miejsc serum

I broczą nią nad kartką papieru

Ref.

u-u-u-u-u-u-u-u-u-u-u

Że kochaliśmy się szaleńczo.

Na łożu z różnobarwnych bratków.

Że rozkoszy jęki ze snu.

wybudziły ptactwo...

Ref.

Rekin straszny, rekin zły

Pokazuje swoje kły

Znalazł już ofiarę sobie

Michał dzisiaj leży w grobie

Na nic były jego jęki

Bo już nawet nie ma ręki

Lepiej odmów swojej pannie

Bo z rekinami popływasz w wannie

Michał trzy dni zdychał /4x

A z Moskwy rządzi czerwony pies

Sowiecka niewola zabija kraj

Naród wciąż walczy, choć nie ma szans

Dziś w lasach słychać odgłosy walk

Jęki poległych za polski stan

Nie pozwolimy, by żaden z nich

Plamił tą pamięć, ofiarę krwi

Kajdany kłamstw zrzucić już czas

By Naród nasz się wolnym stał

By mnie mógł rozpoznać ten i ów.

Za nic rozgłos mam i sławę

Ale lubię sceny skrawek

Gdzie mój warsztat stoi.

Na nic mych kolegów jęki

Gdy nie słucha mojej ręki -

Albo gdy nie stroi!

"

Uczynimy szum!""

2. Ten Prusom gardłuje, ten Wiednia partyzant,

Ów ruskiej się chwyta sukienki,

A troską każdego szczęśliwa ojczyzna -

Stąd modły, przekleństwa i jęki.

Polityką zwie się ów spór Panów Braci

W kolokwiach elekta z elektem;

Schlebiają szarakom złociści magnaci

Wśród jęków, modlitw i przekleństw.

Ja chciałam spać, ja spać chciała,

Ja… ja chciałam się wyspać.

A jeszcze pamiętam, jak rannych przytulałam,

To im śpiewałam, śpiewałam im i…

I tym śpiewem te jęki zagłuszałam,

Te krzyki zagłuszałam…

No i czekałam,

Na pomoc czekałam.

Czy się rozczarowałam?

Tobą i rzeczywistością w której wyrosłeś.

Nigdy nie lekceważ znaków, punktów, barw i tonów,

Które grawitują w Twym kierunku bez powodu.

Są dźwięki, czasem z głębin morskich jak Mefli.

Stuki, gwizdy, głosy, jęki, szumy, piski i stęki.

Telefon zza ściany - rzucam wszystko, żeby zdążyć.

Pluję w płuca, biegnę, patrzę: ""nie ma nowych połączeń"".

Spróbuj nie spać tak dwadzieścia cztery godziny.

Spróbuj nie ćpać ksantynmetyloteobrominy.

Kotłowanina obok w krzakach.

Ona:

Odgłosów ssania i siorbania

Savoir-vivre przecież zabrania

Jęki i szloch to też dysonans

I czułam, jak uczucie kona

Razem:

Potworne wycie nieszczęśnika

Z którego cała krew wysika

Widzisz tych ludzi ?

Widzisz tych ludzi ?

Widzisz tych ludzi ?

Psychomanipulacja poprzez dźwięki

pusto, gumowa cela słyszę jęki

kto tam skamle ? [Kto ?] Kto tam płacze ? [Kto ?]

Drzwi otworzę i i zobaczę i

widzę pusty pokój lecz na ścianach jakieś fleki

jakieś cienie jakiś istot co przedawkowały leki

zgniłe powietrze, spróchniałe kości

rozkład ludzkości, zero świętości

przed nimi wioska, zaspana, ciemna

tu zaraz będzie nowa Gehenna

po chwili krzyki, wycie i jęki

brutalnie wszystkie przerwane drzemki

wyżerają trzewia, wyjadają mózgi

gdzieniegdzie słychać walkę i bluzgi

płód wyrwany z łona zżerają w całości

Zdychaj, zdychaj, zdychaj, aj, aj

3.

Matki mordujące dzieci, śmieci stają się grobem

Pękające szczęki, lęki wzbudzają mężowie

Przytłaczające dźwięki, jęki tych bitych kobiet

Żyjące masy w nędzy bez pieniędzy wyrzutkowie

Witam dzieciaku w Polsce, poniżone rodziny

Leżące zwłoki pod mostem zgwałconej dziewczyny

Jej uroda była piękna, bardzo młoda, uśmiechnięta

Wołyń, Podole, Małopolska Wschodnia,

Tam miała miejsce ta masowa zbrodnia,

Niejedna wieś płonie jak pochodnie,

Wobec mieszkańców tortury męki,

Dzieci i kobiet słychać było jęki,

Bez litości,

Z powierzchni ziemi miał zniknąć ślad polskości.

[Refren]

Oni działali po krwawą banderą,

Ponad strzały, huki, szczęki

Wrzask do walki, co zagrzewa

Ponad modły, płacz i jęki

Milczy miasto, milczą drzewa

Ponad zgliszcza, prochy, gruzy

Ponad domy, których nie ma

Spustoszenia żywe muzy, twarda ziemia

Ponad strzały, huki, szczęki

Wrzask do walki, co zagrzewa.

Ponad modły, płacz i jęki,

Milczy miasto, milczą drzewa.

Ponad zgliszcza, prochy, gruzy,

Ponad domy, których nie ma...

Spustoszenia żywe muzy.

Mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania

Plamy na Słońcu, upał w okolicy

Cierpi tu z gorąca niemal pół dzielnicy

Lat później dwadzieścia od tamtej piosenki

Coście porobili i analogiczne jęki, hej…

Plamy na Słońcu, upał na ulicy

Jeszcze dzisiaj nikt nie jechał, spokój na granicy

Nie było ruchu wojsk ze wschodu i zachodu

Kto nie był socjalistą, był draniem za młodu

chodź odwiedzimy znowu tą działkę

Kluczyk odkręcasz,

będzie cieplej

para zakryję szybę

a hałas przebije jęki

patrzą na nas,

ty non stop patrz na mnie mała

wygimnastykowana bardzo jesteś

realna choć przeszła, doszła nie doszła


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga