Alfabet słów:

Słowo kabaret w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery k: kombatancki, kaptur, kozeta, Kempa, klinować

Kto w Polsce śpiewa o kabaret ? To między innymi Buczer, Jeżozwierz, OT.TO. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Kabaret - kosztuje

Kabaret - zabawi

Kabaret - rozsławi

tu obok spraw wielkich są też sprawy tycie.

Kabaret, kabaret, kabaret, kabaret,

kabaret, kabaret to sposób na życie - OT! TO!

Hajs dupy, bass kluby, bounce gruby,

Gruppies grupy tu zapite w trupy,

Pęka kilka flach, płonie dach,

Rap działa na nie jak afrodyzjak,

Najebane crew, jak Manitu kabaret w chuj,

Pijemy tu do ostatniego tchu jak Mourlen Rouge,

Aniołki giną w przedbiegach, prawda

Po północy są jak córki diabła,

Barman, dwie kolejki, salwa

Brać na tapetę, gdy w grupie walimy wu

Baletudo, Wujitsu, taa sport to zdrowie

A po zawodach pusty wzrok, pusto w ogóle

Portfel? ta portfel ,jeszcze wczoraj go miałem

W kichach kabaret, w czaszce nie bardzo raczej

Rap moim haftem, lepiej tak niż na chodnik

Staram się bracie nie dostąpić agonii

Wierzę w koleżków skaleczonych tak mocno

Wiem, że pobłądzą, combo blok plus alkohol

I będzie wejmen, wołcien i wszystko co dymicie

W tekście tak szło.

Mógł wygrać Rozmus,

mógł wygrać Tom Crus.

Mogło wygrać wiele innych kabaretów,

ale wygraliśmy my no i już.

Złota Irena już jest

za najlepszy w Polsce kabaret.

Złota Irena, Złota Irena

"

Rodacy i rodaczki, czworacy i czworaczki, dość już tych kabaretów politycznych, tych kawałów abstrakcyjnych, tych sztuczek podejrzanych, tych absurdalnych kojarzeń, i całego tego memłania!

***

było już przed północą, łóżko ciągnęło mnie jak magnes

już się prawie kładłem kiedy zadzwonił telefon nagle ""halo słucham""

- cześć tu Kula, co robisz dziś wieczór?

sam nie wiem czego chcę trudno zarządzać masą

gdy szaleństwo człowieczeństwo zżera, jeszcze zapłacą,

Najwyższą karę, ci co stworzyli tę poczwarę

ta zżera szczęście i nadzieje, zanim na stałe

stad odejdę, kabaret, zginie w ogniu, a w pale

wizje mordu, dasz wiarę? Ten plan nie jest niewypałem,

Nie pytaj na czym ma polegać wybór oponentów

dobre firmy nie zdradzają nigdy swoich patentów

zarząd siedzi w moich myślach, nawet nie muszę się zgadzać

Ref:

Zdobyłem złoty medal w mordowaniu nadziei,

odrzucenie, wściekłość, bieda, tego już się nie da skleić,

daj nam powszedniego chleba i otwórz nam tętnice,

bo się znudził ten kabaret, szumnie nazywany życiem.

Sam porażek nie policzę, bo ta liczba mnie przerasta,

skupisko żywych grobów w samym centrum miasta,

powoli umieramy, a z pomocą boską

sfrustrowany tłum jest zdolny podpalić cały kosmos.

A wkurwia mnie po prostu, kiedy widzę jak wciąż gada,

Kiedy zaraz obok nich kolejna tragedia,

I chuj, ona przecież jest taka powszednia,

Nie dotyczy dziadygi, co za młodu rżnął w gałę,

Potem odpierdolił, a z jego truchła kabaret,

Nakręcony przez koncerny celem windowania marki,

Zapłakany Tomasz Lis, kurwa, przeszły cię ciarki?

Mnie też otrzepało, tylko wiesz, z obrzydzenia,

Nie szukają Boga w lesie, w wąwozach czy kamieniach,

nie lubię też i siebie, z resztą wszystko jest do kitu

ideały spłonęły w ogniu zobojętnienia

""Kolaboracja""......na ile się wyceniasz""?

to chyba w genach było zawsze zapisane

żeby wczołgać się na dach i zakończyć ten kabaret

ale za kare ja jeszcze tu zostane

zatruje wam życie przez drgającą membranę

nie umiemy się śmiać, nie potrafimy kochać

miłość to pakt biznesowy, brak funduszy to wynocha

Nie jestem zawistny, wcale mi się nie podobasz,

Wyuczone każde słowo, film, klatka po klatce,

Nie chcę znowu na nowo grać w twoim teatrze,

I tak się w sumie patrzę, nie wiem czego chciałem,

Było miło, fakt, że to czasem był kabaret,

Trzeba było się zapytać kiedy drapałem ścianę,

Gdy nie miałem czym oddychać, los mi zadał ranę,

No i gdzie brzmiał twój głos ? Jakoś go nie słyszałem,

Przed oczami miałem stos i wiedziałem, że się palę,

Przecież nic Ci nie brakuje

Jeśli więc coś w sercu kłuje

To zapewne tylko kaprys wrażliwości...

Nie, nie jesteś tu za karę

Ten kabaret to nie areszt

W którym czasem się przyjmuje

nowych gości

Słońce wschodzi i zachodzi

Gdybyś wiedział, o co chodzi

klatka bez kanarka,

w kącie jakaś parka,

meble bez pokrowca,

ktoś gra w salonowca,

to kabaret Owca

czy mój dom?!

Daruj mi ostry ton,

lecz swe szmatki spakuj i - won!

I w on czas będziesz mógł się śmiać,

Niech na minutę, chociaż na minutę, wreszcie skruszę Twoją butę, przez minutę czyń pokutę, każde słowo, jak szpicrutę, przez minutę będę wrażać prosto w serce Twe, w to serce, które dotąd ani drgnie, bo miara wreszcie się przebrała, przez minutę, przez minutę, Twą cykutę, Twą cykutę, Twą cykutę dam Ci pić do dna,

bo nazbyt długo już to wszystko trwa, lecz teraz w sobie się zebrałam, kurze pościerałam, włosy zakręciłam, rzęsy przykleiłam, służbę odprawiłam. Zawsze mnie słuchałeś, wciąż potakiwałeś, więc minutę jeszcze słuchaj mnie. Zacznę od początku, już gdy byłam w Lądku, po zrobieniu wrzątku, szeptał głos rozsądku, że na widokówkach czułe Twoje słówka tylko oczy mydlą mi. Znam Cię jak złe ziele, więc nie myśląc wiele, przerwałam kąpiele i w którąś niedzielę całkiem niespodzianie wpadłam tu, mój Panie, przed drugim śniadaniem i cóż widzę, cóż?: na pianinie starka, wino marki ,Warka’, klatka bez kanarka, w kącie jakaś parka? Nagle głos z pokrowca, ktoś gra w salonowca, to kabaret ,Owca’ (?), czy mój dom? Daruj mi ostry ton, lecz swe szmatki spakuj i won! i won, w czas (?) będziesz mógł się śmiać, lecz kto inny już walca dla mnie będzie grać… A ja wtedy przez minutę, wspomnę może Twoje oczy, mą zasmutę (?) i zamarzę, żebyś spojrzał jak pacholę nieokute; przez minutę, przez minutę, żebyś przy mnie był, i tulił, tulił, tulił z całych sił, i żeby parkiet się nie świecił,… parkiet się nie świecił, a my jak dzieci, sreber nikt nie czyścił, a my jak artyści, aż do rana bania, wiedeńskie śniadania, sety dwie do szklanki. Ech. Co ja robię, Boże, ktoś usłyszeć może, to wszystko przez niego, ale dosyć tego, takie przyszły czasy, że dziś tracą klasy nawet wielkie damy, tak, jak ja. Czas się w sobie zebrać, polerować srebra, nastawić Chopina, poznać gentlemana… który to zrozumie i docenić umie mnie, ostatnią z Wielkich Dam.

Takie życie, mała,

Takie jest.

Gdy mężatką jesteś lat 20 parę,

A twój mąż pocztówki zbiera albo znaczki,

Czasem przyśni ci się knajpa czy kabaret,

Z jakimś tangiem argentyńskim po kolacji,

Gdy na mały konik z kawą

Chcesz się wyrwać vis a vis,

Mąż, którego łamie w stawach,

Trenuj gamy, słuchaj mamy,

Nie szukaj męża.

Baw się lalkami, chłop to dynamit!

Nie bierz przykładu z Jadźki sąsiadów,

Co z pięciorgiem dzieci kabaret ma.

Psa ci kupimy na imieniny,

Nie bądź głupia zobacz w co się tu gra.

Czy Ci źle kiedy sama jesteś?

Zabawek tyle masz.

To nie jest bar

Dla pięknych par

szczęśliwie zakochanych

To jest Lazaret

nie kabaret!

Tutaj się liże rany

Jest o czym pić

Jest o czym mówić

Jest się za co bić

Jeden taki dzień

BERTIE

Madame Karp!

MADAME KARP

A co to według ciebie jest, kabaret czy jak?

ERYKA

Raczej więzienie dla dłużników, proszę pani.

MADAME KARP

A śmiej się. Będziesz pracowała dla mnie przez kolejne 37 lat.

gdy nawet Twoje łzy mają drugą połówkę,

pamiętasz te czasy, gdzie życie było beztroskie?

teraz na każdym kroku odsłania się nowy problem,

w chuju mam komplikacje, mam szczerze wyjebane,

patrzę z boku na świat i dostrzegam w nim kabaret,

wyrzucam wszystkie żale, pale pare liści,

przynajmniej po tym świat choć przez chwile nie jest dziwny,

chciałbyś zagoić blizny, myślisz, że to jest łatwe,

nie łatwo coś odsunąć co kształtuje Twój charakter,

To nie jest do zagadnienia,

bo nic się nie zmienia,

to się nie zmienia.x2

2.Po co to wszystko,

to wygląda i jest jak kabaret,

zapomnieć trzeba wnet,

z papierosa został pet.

Ja i Ty, czyli my,

to chyba już nie to,

Wobec starej szkoły będziesz płacił swoje długi

Bo mam coś w rękawie ćwoku czego nie polubisz

Dobry wieczór Polsko piękna i szalona

Skandalu pierwsza damo, wiem, że jesteś podniecona

Kto w tym kabaret stroi twoje nowe dissy?

To jest hip-hop? jesteś kurwa nikim

Masz ich wielu, ty i te twoje Sir Michy

Daj im lepiej hajsu, niech napełnią swoje pipy

Dobrze wiem jak sobie lubisz dobierać kompanów

no więc piszę, to więc, to wiedz mówię, znajduję receptum

bucha, bucha spektrum, na żywo dla ludzi

poznaj prawdę ziomuś, pokolenia głos cie budzi

nie mam zamiaru ci brudzić, jest jak jest - bajzel szok.

W sejmie pojeby nie ludzie a zjeby, na scenie kabaret i tłok

słuchaj, hejter podpucha, tym razem skucha, wkurwiaj siostro

ty w dupe sie ruchaj , nasłuchuj nasłuchuj ty w dupe jebany

podniecasz się kurwo gdy obrażasz mamy,

koleżki nie szukaj, nie znajdziesz go nigdy

no więc piszę, to więc, to wiedz mówię, znajduję receptum

bucha, bucha spektrum, na żywo dla ludzi

poznaj prawdę ziomuś, pokolenia głos cie budzi

nie mam zamiaru ci brudzić, jest jak jest - bajzel szok.

W sejmie pojeby nie ludzie a zjeby, na scenie kabaret i tłok

słuchaj, hejter podpucha, tym razem skucha, wkurwiaj się ostro

ty w dupę się ruchaj , nasłuchuj nasłuchuj ty w dupę jebany

podniecasz się kurwo gdy obrażasz mamy,

koleżki nie szukaj, nie znajdziesz go nigdy

to mój kolega wbijacz gwoździ do trumny

pozwól, że ci zanucę o mej flaszce pięknej

mojej kochance, gdy proszę ją o rękę

pokale, dupy, dowalę totale wody, opatentowane łupy

- to walę to walę, balet, kabaret, pokale, kluby,

lufy opalane - nalej, oparem towarem upij

- to walę to walę, dalej

smirnoff, bols, daniels, desperados, grzaniec,

zimno coś, dajesz przester na vox, łapiesz?

Poglądowej atrybucji, co uśmierca jak cykuta

utarg na autodestrukcji, przejdź się w moich butach

Werbalnej erupcji która na beacie wypluta

Wczuta pokuta tutaj, jeśli ufasz, to przegrałeś

Dopiero pierwsza minuta, a otwieram się - kabaret?

Leje się wóda? to nalej, dalej mów, bo chcę Cię słuchać

powylewaj swoje żale o tym jaki ze mnie kutas

Tkwimy w absolutach, ty z łaciny ja z butelki

Nie rozumiesz tego wersu? jebać moje słowne gierki

Zdiagnozował tak mnie Szaman -

różdżka twierdzi grubo aury uszło z pana

Wręcz zniknęła jej połowa -

ma diagnoza schizofrenia to duchowa

Więc choć codziennie mój kabaret

i w dość jałowym sosie dusi każdą marę

To wieczorem wśród pieleszy

lubię sobie każdą taką marę wskrzesić

Lubię wracać do kołyski -

Jak rosyjska ruletka, siła w jednym naboju

To jak kabaret moralnego niepokoju

Nie lubię tego kraju, ani tego ustroju

Szansa jedna na tysiąc by wyrwać się z tego gnoju

Z mroku wyjść; do mety dobiec; prawdy dowieść

Życie pisze zagmatwaną swą opowieść

Chciał byś wszystko naprawić, lecz niestety się nie da,

Zawsze kurwy się pojawią wtedy kiedy nie trzeba.

Głowy nie ma, jest gleba, rozjebany jak pedał,

Chociaż jebany tak się zarzekał, że się nie sprzeda.

Poco taki kabaret? Ile wad, tyle zalet,

Nie rób głupot i wprowadź se to w głowę na stałe.

Całą duszą i ciałem, wdaj się w to co bezcenne,

Charaktery często tutaj bywają niezmienne.

Kto się kurwą urodził, to kanarkiem nie zdechnie,

No cóż życie, jakoś będzie

Dan ci opowie bajkę o masonach i kosmitach

Jak dobrze, że świat tak wcale nie wygląda Dan

Marta zaśpiewa, chociaż gwarancji nie daje

Jak w Sopocki wieczór, zamiast koncertu kabaret

Dobrze się bawię, skandale, plotki

W prasie kolorowej fotki i prowokacje

Zamiast tworzyć gdzie indziej leży akcent

Dla nich ważne jest by być w mediach za każdą cenę

w ogóle porady traktuje jak atak i zdradę,

tak sobie tłumaczy, kłamie w oczy, weź jej w japę nie zajeb.

Ciuchy tanie kupuje lub nie kupuje wcale,

liczy się balet by zapić smutki i żale,

dla niej stale życie jak kabaret brudny jak szalet,

bez tego dla niej nudny jest świat bez wad i zalet.

Więc Ania śmiercią Adama błędy zasłania,

z gęby wyłania bezzębny ryj Atamana,

białe kozaczki zakłada na nogi bure,

Siema, było wszystko w porządku i jest dalej

wciąż oglądam ten kabaret stojąc pośrodku lalek

Zdalnie sterowane kukły, monkey see - monkey do

jak te tresowane kurwy, zapłać im, co chcesz rób

Własne zdanie piętnowane i niechciane na salonach

nie masz nic do powiedzenia, to to pięknie ubierz w słowa

Możesz się tu dziś trudzić, woleli by cię już nie znać

Lepiej przestać i przespać życie przeklinając siebie

Przez strach i przez fakt ze to przejebane wiedzieć

Że nie przeznaczenie przeszkodziło tylko sam przegrałeś

I to przeświadczenie przemieniło twe życie w kabaret

Przecież przeszkody przeskoczyć ciężej niż przewrócić się

Możesz być przechujem i tak przelejesz nie jedną łzę

Ja ciągle na zakręcie jak w Nascar

I wciąż chce liczyć forse to proste jak klaskać bez rąk

Dobry sny śni o wojnie, a zły śpi spokojnie

I tak wstanę rano tutaj z uśmiechem na twarzy

Bo szczerze pierdoli mnie co dzisiaj się wydarzy

Dalej mam wyjebane jakbym urodził się martwy

To życie to kabaret tylko same suche żarty

Dawno przestałem słuchać gówno w głowie się nie mieści

Brałbym z życia garściami ale zacisnąłem pięści

Gdyby jutra miało nie być kupił bym 45

No co ty! Sram na jutro, dziś zasnę spokojnie

Nieważne jaki silny jesteś i ile zadasz ciosów bo to nie liczy się wcale

Ważne ile zniesiesz i czy się podniesiesz i pójdziesz dalej

Trzeba stale iść do celu wytrwale by stanąć na piedestale tej

Nie bądź marionetką pośród innych lalek życie to nie kabaret

jesteś sam tu jak palec nie ma szans tu na zmianę

Czas tu rozdrapuje ranę

A wypływająca krew jest dla mnie jak atrament

Kiedyś gdy krzyczałem niech świat mi się wali

Niech Cię bit poniesie muzyce trzeba się oddać

Całą duszą, sercem klimat typowy dla Słowian

Typowy dla odmian bimbru we wschodniej Polsce

Chłopaki walą samogon znów dziadól gra na harmośce

to nie kabaret (?) balet do poranka

Pod kiszonego smalczyk ziom i z grilla kaszanka

Pijem z dzbanka nie rozmieniamy się na drobne

Sielanka (?) zagościł w żyłach już na dobre

Białogłowa nie jedna biodrami już porusza

Nawet nie wiesz kiedy tracisz

Chciałbym zapić to zbyt proste, bo Ty nazwałabyś to proroctwem

Głód jednostki serca kolizje teraz ładuje swój atomizer

Hieroglify potem rozszyfruje, na końcu drogi czeka ratunek

Na końcu świata chciałbym się znaleźć, może dobrze kończy się kabaret

Zaczyna coś czego też nie rozumiem, z dnia na dzień lepiej umiem

W sumie spadać cztery łapy, podobno nie ma wiosen i chandry

Ref. x2

Co się liczy? tylko pieniądze

Mężatka z obcym zgredem po pijaku idą w bale

Zwiedzili w ten sposób wiele spelun i toalet

Nie widzą swego upadku , widzą w sobie dużo zalet

Mam się śmiać czy płakać ?

Czy to pogrzeb czy kabaret ?

Patrze na dzieciaka na gangstera mknie na fali

W podrubach naszych ubrań zajebani pseudo-fani

Małolatka rżnie się za kase bardzo tanio

Kilku równieśników w szkole poszło by w ogień za nią

mówiąc szczerze, widzę że oczy idioty,

zamknąć mordy, bo z podziemia przymnie jesteście nikim,

wasz głos z podziemia przy moim to głos paniki,

przy tym mam łep zryty, ludzie mnie nie rozumieją wcale,

mój świat to cyrk a życie to kabaret (hahaha!),

w sumie sam siebie nie rozumiem niestety,

czemu w ciąż musze zachowywać się jak kretyn?

Nie wiem co dzień oto pytam sam siebie,

chyba lubie to zamykam się w swoim małym świecie,

Odetnę Tobie ot tak chcę mieć dwie pary

Patrzeć na Twój upadek,

Ujrzeć jak wstajesz,

Śmiechem skwituje, zniszczę emocjonalnie

Ikar i Dedal w oceanie obelg, niezły kabaret

A teraz cisza nadaje komunikat

Ostatni strzał z ust diabła

Słowa to post-apokaliptyczna anarchia

Przetrwają najsilniejsi, niestety

[Borixon]

Stoi na ulicy kurwa z parasolem i ma bardzo niewyraźną, znajomą twarz

Pracownik miesiąca w klubie go go, w kilku innych klubach odjebany staż

Dzisiaj wyruszamy na kozacki balet, prowadzi nas po krętych schodach w dół

Zaraz się rozegra niezły kabaret, wchodzi Gang Albanii a na czele król

Proszę wyszykować, ładnie dla króla, jedną z najlepszych w tym dobytku lóż

Uczyć kurwy szybko hymnu Albanii, niech żyje gang i niech żyje król

Wszystkie szpagatami wskakują na rurki, odegrać najlepszą ze swoich ról

A my zaczynamy dziś w klubie go go dyskotekę, muzyka na full

Pracownik miesiąca w klubie Go Go

W kilku innych klubach odjebany staż

Dzisiaj wyruszamy na kozacki balet

Prowadzi nas po krętych schodach w dół

Zaraz się rozegra niezły kabaret

Wchodzi Gang Albanii,a na czele król

Proszę wyszykować ładnie dla króla

Jedną z najlepszych w tym dobytku lóż

Uczyć kurwy szybko hymnu Albanii

Lecz mam też wiarę, rymów parę, śmiało nazwę je darem.

Znów, mam w sobie parę i dalej rap walę stale

Wkładam mocy korale i pale wylane żale

Zapalę buch, za was wszystkich ziomale, znów łapię fale

Ciebie wytaczam w kale, pedale, będzie kabaret.

Mam kilka zalet, ale wad więcej niż planet

Hip hop to mój własny balet, jedną z ról gra w nim atrament

Na amen, tak zapisane jest więc nie rób tu jazd!

Jesteś sam dla siebie panem a więc wznoś się do gwiazd

Ref. I chociaż życia nie mam na medal,

nic bym nie zmieniał nic bym nie sprzedał.

I chociaż życia nie mam na medal,

nic bym nie zmieniał nic bym nie sprzedał. x2

3.Płacz nad rozlanym mlekiem, kabaret na pogrzebie.

Uczucie Nieba w Piekle, szukanie Piekła w Niebie.

Płacz nad rozlanym mlekiem, kabaret na pogrzebie.

Uczucie Nieba w Piekle, szukanie Piekła w Niebie.

Ref. I chociaż życia nie mam na medal,

La la-la-la la-la-la la-la-la

La la-la-la la-la-la la-la-la-la

La la-la-la la-la-la la-la-la

--------------------------------------------------------------------------------------

Warianty i komentarze wg: Julian Tuwim, Utwory nieznane: ze zbiorów Tomasza Niewodniczańskiego w Bitburgu: Wiersze, Kabaret, Artykuły, Listy, ed. Tadeusz Januszewski, Łódź, 1999, ISBN 83-912979-0-X (str. 279):

comtesse (franc.) - hrabina.

poilu (franc.) - żołnierz francuski z 1914 roku.

pod Verdun - najdłuższa i najkrawsza w I wojnie światowej bitwa, w której zginęło ok. 800 000 żołnierzy (od 21 II do 18 XII 1916 roku).

(1) chyba

Ze mną ludzi kilku

JLB tworzymy to bez wysiłku

Koniec cyrku, odmóżdżeńcy robią z tego big cyc

Chcą kulturę zniszczyć

Rap kabaret wstyd mi

Zobacz jak nieliczni odpierdalają kiszki

Wszyscy tak inni a jednak tacy sami

Razem zburzymy każdą ścianę między nami

Ja z kumplami ty z koleżankami

I pierdolone szczęście by zauważył to ktoś.

Rozgraniczam gdzie dom, a gdzie szalet

I kto jest kto kiedy rękę Ci podaje.

W życiu łez parę zdarzyło się uronić,

patrząc na kabaret jak dymają Cię znajomi.

Zbyt wiele razy słuchałem na wejście,

żeby się nie martwić bo będzie ogarnięte.

Huczu :

To jest klasyczne kurwa jak polonez caro na gaz,

i mam w planie zostać z Nimi tu do samego końca życia,

mam w planie żyć tutaj, długo i szczęśliwie,

normalnie, bez nerwów, ze stresu nie osiwieć,

mam w planie grać dalej, brać stare,

z tego co lubię, i srać na cały ten kabaret,

bo te groszy parę, na koniec każdego miesiąca,

nie wystarcza wcale, do następnego końca,

mam w planie zmienić coś, ale na lepsze,

niech cała złość, zmieni się na świeże powietrze,

Czy to życie, czy kabaret, jedna bieda

Tu i tam przypadki jakoś tak się kocą

Że gdy chce się, że gdy chce się, to się nie da

A gdy da się, to się nie chce, no bo po co?

Antynomii owej przykład idealny

To nie jest bar

Dla pięknych par

szczęśliwie zakochanych

To jest Lazaret

nie kabaret!

Tutaj się liże rany

Jest o czym pić

Jest o czym mówić

Jest się za co bić

Może mam odwiedzić burdel i podłączyć jakąś kurwę

Siedząc w domu dopić wódkę, wyjść do ziomów gdzieś na wódkę

I znów na pełnej kurwie myląc dzień wczorajszy z jutrem

To przestało już być smutne nawet, ta

Los wciąż drwi ze mnie okrutnie, z życia zrobił mi kabaret

Się przewija kupa lasek, ja chcę tą co była wcześniej

Bo to przez nią kurwa nie śpię, mam depresje i się tracę

A mówiłaś przejdzie z czasem, będzie lepiej, że zobaczę

Zobaczyłem, miałaś rację, ale wrak człowieka w lustrze

bo moje poglądy podaję wam na tacy.

Moim idolem jest Reagan, a nie Barroso,

gdy nakazy Unii depczą władzę państwową.

Poza Schengen nie widzę zalet wcale,

ale muszę oglądać wciąż euro-kabaret.

Regulowany kształt banana, kolor mleka,

nakazy, ustawowa godność człowieka,

pozorna równość - afirmacja mniejszości:

ekolodzy, feministki, pedały i zomowcy,


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga