Alfabet słów:

Słowo kabura w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery k: KSW, kontrkultura, kowal, konfidentka, kadarka

Kto w Polsce śpiewa o kabura ? To między innymi Donatan, Kaszpir, Trzeci wymiar. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Więc dziś nikt nie liczy siana, jest hulana.

Kwiczy hałas, są polanie, jest polane, pieczemy barana.

Kielichy w górę, z miodem i rumem, trzodę na rurę,

Lubimy młode, rude, czarne, jasne, grube jak Rubens.

Z kubek pod kurek, sznurek, kaburę damy ci, trzymaj,

Jak ty ze swym kumem, kuzyna wujem.

Powiedz, kto tak ugości gości, nawet podczas stypy.

Kto ma w sobie tyle zazdrości no i pychy, (My!)

Zawsze chętni do wojaczki i do antałyku

[Żaru]

Mierzą wzrokiem z okien - wiem, chytro myślą - skurwysyn,

Uśmiech - Joker, w ręku poker, wilczy bilet #JackGreen

Zalazłem im za skórę jak Kruger, koszmar w bani,

Gdy odpinam kaburę słów - każdy wers tu rani.

Leży jak Armani i od lat trzymam ten fason,

Pierwszy ze szmatami, kiedy wjeżdżam z ekstraklasą.

Nie dam ci dziś zasnąć i nie pytaj mnie już skarbie,

Jestem wokół drzazgą albo wiesz, jak kutas w twoim gardle.

Więc dziś nikt nie liczy siana, jest hulana.

Kwiczy hałas, są polanie, jest polane, pieczemy barana.

Kielichy w górę, z miodem i rumem, trzodę na rurę,

Lubimy młode, rude, dziane, jasne, grube jak Rubens.

Z kubek pod kurek, sznurek, kaburę damy ci, trzymaj,

Jak ty ze swym kumem, kuzyna wujem.

Powiedz kto tak ugości gości, nawet podczas stypy.

Kto ma w sobie tyle zazdrości no i pychy, (My!)

Zawsze chętni do wojaczki i do antałyku

zobacz się posrali ci co byli tacy cwani

REF

Nie potrzeba stali, by zabijać drani

tony amunicji i produkcyjnej hali

przekaz w kaburę nabijałem latami

słowa moją bronią, jestem niepokonany

III

To rapokalipsa ziomie, płonie ucho środkowe

bo nie tonie zalane mułowym słowem o nie

mówiła, że został jeden błąd wyrządzony

To, że ja zostałem urodzony

Tak się dzieje na świecie każdego roku

odrzucony dzieciak wpełza do świata mroku

Ciążąca kabura jak zimny kloc

sen pod mostem, mija następna noc

W całej otchłani mam pomocną dłoń,

Kobieta, którą kocham, całuję ją w skroń

Przez najbliższe osoby ciągle odpychany

Co studzi Cię budzi jak nie wiesz co pięć

Nie luzik, arbuzik, to rap co ma sens

To więcej niż sex, przemoc czy kesz

Twarde naboje lecą prosto na twą skroń

Amunicja, magazynek i kabura na dłoń

HipoToniA wjeżdża jak dyktatura na tron

Wciąż HWDP w instytucje i sąd

Nowy sort dla mych ludzi wbija, leszcze zamykajcie ryja

Nie pomoże mamamija, ustawę w jointa zawijam

Zamiast pierdolić na forum to pierdol do mikrofonu

Z pyska piana, na kolana, będę jak Tony Montana

W ręku klama, chlam szampana, nagle wystrzał z shotguna

Ty nie pękaj, zamiast kuloodporna kamizelka

Błysk w oku i kabura na szelkach

To jak spektakl, wiesz, jak rodzina Soprano

Przesłuchałeś płytę na noc, dudni ci w bani rano

A no proste, oczywiste, listę biznes tu zamykam

Gdy ta muzyka z głośnika, nośnika cyka nie fikaj

Tego nigdy tam nie było

Na strych, wytrzyj kurze a potem zbieraj bilon

Czasy te przeminą jak carska dyktatura

Jesteś tylko chwilą, znaczy się karykatura

Otwiera się kabura, potem broń i ta kula

Co trafi prosto w głowę, hula metafora rapu

Game over, to jest cover, słyszysz?

Podśpiewujesz, liczysz na poparcie w mieście

Liber ochujeńcu, ogarnij się koniecznie

tego nigdy tam nie było

na strych wytrzyj kurze a potem zbieraj bilon

bo czasy te przeminą jak carska dyktatura

jesteś tylko chwilą znaczy się karykatura

otwiera się kabura potem broń i ta kula

co trafi prosto w głowę hula metafora rapu

game over to jest cover słyszysz?

podśpiewujesz liczysz na poparcie w mieście

Liber ochujeńcu ogarnij się koniecznie

Bo na obrotach serce pruje w nas całą złość!

[x2]

Więc rura chcę zapomnieć o bzdurach

Taka jest nasza natura nic nie wskórasz

Odłóż broń tam gdzie jest kabura

Nie jedna głowa ugrzęzła w tych murach!

ten obraz to bohomaz, budzi w nas wspomnień czas.

Nie rozsądnie to grać, nie pokornie będę stać,

wychylać się z szeregu, sprawdź macie szczegół.

Radź bym nie był wciąż w biegu, od bieguna po biegun,

rap to natura, opiekun, punche w kaburach człowieku.

Lekką formą, lightowe tak jak ?? hardcorowe,

niczym porno, przy czym z wolną formą Mp3,

w niej będę wietrzył wolno swą wygraną z planem,

drogą polną przy niej gadkę nie ataner.

Jak dwa rękawy jednej marynarki

Jak dwie planety, kosmiczne światy dwa

Awers i rewers tej samej monety

Jak Smith and Wesson, jak Bony i Clyde

W ciasnych kaburach śpiące pistolety

I nawet gdy pożegnać się przyjdzie

Bo tak nam każą znaki na niebie

I każdy w swoją stronę odejdzie

Weź mnie ze sobą, a ja wezmę Ciebie

I tylko blaau! blaau!

Ten rap dociera nawet tam, gdzie nie dociera rumor miasta

Gdzie psy szorują dupą asfalt, mówią sukom basta

Gra start, my w maskach i kapturach

Czuć chłód miasta w murach, w kaburach stal shure'a czuwa

Robimy napad na bank, łapa na kark, klata na blat

Ten napalm to napad na bank, szykuj katafalk

Wapienie w kurtkach, na ziemię kurwa, to burda

Babka przy kasie, walenie durnia mnie wkurwia

Wielka ferma hodowlana

Narodziła się nowa kultura

Narodziła się nowa kultura

Nowoczesna żywa struktura

Automaty w sztywnych kaburach

Wyhodujemy super bohaterów

I dzieci mówiące wierszem

Wszystkie zwierzęta są równe

Ale są zwierzęta równiejsze

Stworzony w dobrej wierze , jestem mieszanką Maxi Priest *4 i Macbees *5

Mój umysł manipuluje Twoim panowaniem

Mistrz rozpierdolu atakuje cokolwiek by to nie było

Czas dobiega końca , dzień dobiega końca

Najlepsi żołnierze wyciągają gnaty z kabury

Moją jedyną bronią są kły i Kobry , jesteśmy kłusownikami diamentów

Zabierzemy Twój blask , jesteśmy panami umysłów

Mój rym jest jak słoneczny rozbrysk , zdmuchującym rodzaje pod nami

Wiesz Lois Lane*6 wie jak się nazywam

a dzisiaj banki zdzierają skóry,

szranki i konkury, wznosimy szklanki do góry,

ich nie obronią tanki z tektury,

pierdolić wyścig po fanki i bzdury,

schowaj gun do kabury, niech się boją po kanałach szczury,

który skurwiel tak jak ja w sedno trafia,

to DGE Bengazi Mafia.

Ref

BANG BANG Bengazi jedziemy na grubo z tym,

ja zapierdalam slam dunki, w Filach,

A wokół ranking ponury, kiedyś klamki i fury,

A dzisiaj banki zdzierają skóry, szranki i konkury,

Wznosimy szklanki do góry, ich nie obronią tanki z tektury,

Pierdolić wyścig po fanki i bzdury, schowaj gun do kabury,

Niech się gonią po kanałach szczury, który skurwiel tak jak ja w sedno trafia,

to DGE - Bengazi Mafia

REF:

Bang, bang, Bengazi, jedziemy na grubo z tym,

A jak płynie alk to konkuruje z Wisłą

Jeśli chodzi o ścisłość - my lubimy się najebać

Lubimy hajs i sztuki co chcą się ...

Musisz to zjarzyć JWP, Bez Cenzury

Walczymy o wpływy słowem, nie sięgając do kabury!

"

tam już gangsta kolesi pełen tłum

Czarne kaptury, rewolwer za pasem

uliczne porachunki z każdym głupim kutasem

Jednemu odjebało, powiedział źle o mej kobiecie

sięgnąłem do kabury i dalej już wiecie

Potraktowałem go według swoich potrzeb

pocałował asfalt, odjebałem mu tu pogrzeb

Brutalne, ale realne nie jebana zabawa

Bo tu jest getto, tu nie ma litości

Jestem C z miasta B, czekasz kiedy powiem A

C do P ZTJ VIP w H do H

daj czteropak i dwa G, napiszę trzydzieści dwa

mam 7 życzeń, święte życie, tylko jeden strzał

jestem głodny z natury, wyjmij kolty z kabury

zdejmą z głowy kaptury, to dla tych z tej kultury

A ten typ który chce mojej klęski tęskni za stylem

stań z tyłu synek, Mike Skiller!

Kto jest tu? To Mike Skiller

barmana już znam

i chłopców u drzwi...

forsa, noc i jazz

dekolty po pas

kabury o gest

tu karty na stół

ktoś nie był, a jest ...

do rana tu grasz

do rana tu tkwię

Za to kolor purpury wciąż kusi mnie

Kusi mnie...

[Kasta]

Yo!

Bywa, że typ który dobywa niczym z kabury

Ten arsenał słów, którymi znów, aż lecą wióry, strzela raz i wtóry

Raperzy wieją, tłumy szaleją, on jest nadzieją

Oni robią pieniądz nic nie umiejąc

Typ ma klasę, chce mieć dom i basen, furę

A tu na cynglu kładzie się jak krzyk

Śmiertelnie blady palec oficera.

Pora! Kto nie zna siły owej pory,

Ona jest obok, już wyciąga dłoń,

I niebezpiecznie blisko od kabury

Jest wygolona do połysku skroń.

Ruch dobiegł końca i włosy poruszył,

I życie nagle pobladło jak wosk,

A śmierć z uśmieszkiem patrzy prosto z lufy

[ERO]

Ja kocham robić co chcę, jak coś chcę to muszę. Jestem w top 10, nie top 1 zostanę tu na dłużej. Biorę długopis, bic'a i pod tuszem znika kartka, daje swój opis życia w którym akcja jest warta. Słuchaj fat cap, skinny, wiele lat na linii, media, psy, S O K za to nas ganili

jest O K, gonili ale słabo coś łapali. JWP, WTK, E L O dla wandali. P R O fesjonalizm, jebać wytwórnię i kontrakt, to i tak się nie przekłada na stan mojego konta. Ja mam swoją pasję - rap, zajawę mega i niosę światło dla Bielan jak dla QB Cormega

[ZAWODNIK]

Wszyscy Ci co mi mówili że rap to nie sezon. Powiedz mi gdzie dzisiaj są i w co dzisiaj wierzą? Dzisiaj śnią swój sen, ale inny już, ich tu nie ma już, a na ideałach osiadł kurz. A Ty włóż kolejny towar od nas, weź go w furę. Masz tu rapu pierwszy sort, żadną zapchaj dziurę. To dla ziomków i manierek co kumają sens. Puszczam rap projekcje na projekty z konsekwencją. Puszczam to gówno w krwiobieg - niech serce pompuje w kółko. Puszczam to gówno w miasto - powiedz o tym kumplom, że tu gdzie wieje bryza, a bas hula po pasmach, ładuję do kabury mic’a dostawca – oprawca. To moja misja, życie to freestyle. Trzeba łapać frazy i korzystać, a nie stać jak pizda. Życie dzieje się tu i niech pierdolą, robię swoje, bo mam w rękach coś czego mi nie zabiorą

[HADES]

Od dziś wierze w to jak nigdy przedtem, stawiam butelkę na stół. Niech pęknie jak lód lub dupa, która wie co to chuj. Za tych, którzy mieli być tu i tych co będą, świat mieli mi mózg. Jeszcze łyk i troski odejdą. Życie trwa depcząc nam wyobraźnie, brudną podeszwą jak mięso w Mc’Donaldzie, gdy wkurwisz sprzedawcę - życzę smacznego, ale najpierw z życiem zrób coś kreatywnego. Wstań z ławki, weź do ręki wiosło, znajdź swój cel. Nie wiesz o co chodzi? Sprawdź okładki od WFD. Ej Kebs, dawaj skratch, niech crossfader płonie, a wy podnieście dłonie, 3 palce złóżcie w koronę.

[TOMASINA]

Wiele ziomów zakłada wiele planów, zamiast firmy – dom rodzinny. Wszystkiego dobrego tatuś, zakładam że będę inny, choć nie wiem co czeka nazajutrz. Sam Niemen śpiewał „Dziwny ten świat”. Dziwny jest ten świat - przyjrzyj się człowieku - ty w nim jesteś wart, a na fart nie oczekuj. Nigdy nie jest tak by gorzej być mogło. Po to upadam by wstać, ziom boy!

Jest! Ręka nerwowo drgnęła mu do pistoletu

i wtedy Boss

powiedział:

""Ty jesteś w trupa spity, Gonzales,

Więc do kabury schowaj broń,

Do wozów lepiej wracaj zaraz

I powiedz Stary, gdzie twój koń?

Ty wszystkich zgubisz nas, Gonzales,

Będzie robotę szeryf miał,

Bo w mundurze źle wygląda każdy Rastaman.

WuKaU chce zaciągnąć mnie,

A ja wiem że w mundurze będę wyglądał źle. x2

Kiedy sięgnę po broń nie będę w mundurze.

Będę trzymał ją w ręku, a nie w kaburze.

Ktoś chce zmusić mnie, ja sukcesów nie wróże.

Moją bronią mikrofon trzymany z luzem.

Zaglądam do skrzynki pocztowej, awizo.

Idę na pocztę, to nie płyty o dziwo.

Bo w mundurze źle wygląda każdy Rastaman.

WuKaU chce zaciągnąć mnie,

A ja wiem że w mundurze będę wyglądał źle. x2

Kiedy sięgnę po broń nie będę w mundurze.

Będę trzymał ją w ręku, a nie w kaburze.

Ktoś chce zmusić mnie, ja sukcesów nie wróże.

Moją bronią mikrofon trzymany z luzem.

Zaglądam do skrzynki pocztowej, awizo.

Idę na pocztę, to nie płyty o dziwo.

mimo, że twój syn stawał się zerem

kolejna łezka spływa tych łez było wiele

w naszym domu ciągłe krzyki awantury

na haju chciałem zgonu,

więc sięgałem do kabury ojca

odbezpieczałem broń

celowałem w skroń

byłem chory senne zmory

te potwory ""z sobą skończ"" szeptały

Po trzecie najważniejsze , by pomagać swoim bliźnim ,

I nie ma nic pomiędzy , wsłuchaj się w aforyzmy !

To odrapane mury , to zabiegane szczury .

Zajechane puste dziury , zajebane dobre fury .

Do kabury sięga ręka na bicie niczym jak rzeźnik

dopada cię cała seria , zapraszam do moich rzeźni.

Psychopata wita zawodnika na rejonie .

Załadowałem naboje w mieście które płonie !

KaeN - moje imię płynie w rymie , czy mnie słychać ?

Wspierać dobry RAP, nie gówno jak Mieszko

Rozsyłać nawet eską link do tych ścieżek

Bo w dobrą polską publikę zawsze wierzę

Wybrzeże, góry, Śląsk i Mazury, kraty i fury burzą te mury

Wers do kabury i posyłam go w kosmos

To RAP który jednych tłamsi drugim daje rozgłos

To pogłos bloków tnę powierzchnię jak Fokus

Mam to co Ty kserując będziesz miał po roku

Bierz to , znasz to bardzo dobrze

tego, że tu wszystko zdarzyć się może.

Sama nie wiem, czemu w to weszłam?

Chyba tylko Bóg zna odpowiedź!

Kto by jeszcze wczoraj pomyślał?

Broń w kaburze, a w sercu wiara,

że nad ranem do domu wrócę

i nie będę się już bała…nie!

Znowu robię na nocną zmianę,

Jekyll & Hyde,

Telefony tuż przy łóżkach wciąż słuchają namiętności,

A neony w moim mieście zmuszają, zmuszają do miłości.

Zmuszają do miłości.

Przez siedzenia naszych wozów przewijają się dziewczyny,

Rozpinając nam kabury niszczą piękne piękne swe fryzury.

Piękne swe fryzury.

Choć butelki są zielone, a studenci kolorowi,

To sukienki naszych dziewczyn są po prostu, po prostu pastelowe.

Po prostu pastelowe.

Już Hammurabi głosił, że za zbrodnie czeka kara,

Ale zaraz! Zaraz! Chcesz odejść od konsekwencji?

To czas próby nastał więc mocniej chwyć za lejce i

Goń konia, goń!

W kaburze spoczywa broń

Wyłącznie do samoobrony siebie i twych bliskich, bwoy...

Spójrz ile wokół przeszkód,

To twoja droga do egzegi monumentu.

Michajah:

Tego, że tu wszystko zdarzyć się może.

Sama nie wiem, czemu w to weszłam

Chyba tylko Bóg zna odpowiedź!

Kto by jeszcze wczoraj pomyślał

Broń w kaburze, a w sercu wiara

Że nad ranem do domu wrócę

i nie będę się już bała, nie!

Znowu robię na nocną zmianę,

Jekyll i Hyde,

Jeżdżą na obozy penetrują skały

Każdy harcerz to na ogół zyzol

Zamiast głowy ma jebany telewizor

Siedzi w namiocie marszczy pingwina

W kaburze obok leży jego fina

Każdy harcerz to także nurek

Każdy z nich nosi zielony mundurek

Jedenasta PeDeHaa o kurwa

Chodzą nad rzeczkę i szukają żabek

Jeżdżą na obozy penetrują skały

Każdy harcerz to na ogół zyzol

Zamiast głowy ma jebany telewizor

Siedzi w namiocie marszczy pingwina

W kaburze obok leży jego fina

Każdy harcerz to także nurek

Każdy z nich nosi zielony mundurek

Jedenasta PeDeHaa ooo kurwa

Chodzą nad rzeczkę i szukają żabek

Nigdy nie będziesz kurwa ziomkiem ja wiem to

Próbujesz mnie zaatakować, ale brak ci argumentów

Punchline'ów, melodii, skurwysyństwa i patentów

Ja mam brudne ławki, możesz mieć miękkie skóry

Ręce do góry bang-bang po sto rymów do kabury

Sięgam do nich kiedy chcę, bo zawsze mam je pełne

Robię rap z ty z Kukulską ładną piosenkę

Najpierw z Funky Filonem później z tobą jakiś żarcik

Uważaj gdzie jeździsz i na który stawiasz parking

Chęć zemsty mam już we krwi...

Hej, bracie

Wszystko straciłem; mą farmę i dom

Hej, siostro

Jestem sam lecz lśni w kaburze broń

Ooo...

Nie wacham się użyć jej

Bo ja...

Wyznaczam dla swej kuli nowy cel...

Taki z Ciebie Nawaho to cho ciekawe kto uśnie,

te sprawy załatwiam tak o, nie zostawiam na później.

Dziwną dewiację praktykujesz, pierdolisz bzdury,

choć kopnę Cię w dupę, byś mógł popatrzeć na mnie z góry.

Kopyto do kabury, banie zrytą mam już z natury,

zjedzą szczury Cię wack'u bury, otwarty tył od fury.

Amen, ku pamięci, sayonara, bywaj,

coś tu śmierdzi, bo nic się do tego nie umywa.

Wdech, wydech, wdech, masz tu łychę, a nie likier,

iść w stronę słońca ma własną drogą.

Bogom z plastiku musi krzyżować plany,

czujnym być, nawet gdy jest pijany.

Do rany przyłóż względem ludzi prostych.

Dla cwaniaków w kaburze mam riposty.

Język ostry, serce sprawiedliwe,

nie nucę nigdy hitów dla dziwek.

Dużo widzę, bo nie tylko patrzę,

życie śledzę każdym zmysłem bacznie.

Zmuszają do miłości

Już na miłość czas

Przez siedzenia naszych wozów

Przewijają się dziewczyny

Rozpinając nam kabury niszczą piękne piękne swe fryzury

Piękne swe fryzury, na żel

Choć butelki są zielone

A studenci kolorowi

To sukienki naszych dziewczyn

U Ciebie nie? Bo jesteś ciota!

Ty już zasypiasz my baunsujemy

WuWunio, Tes, Joł - Palimy PLNY

Wpadam do banku, ręce do góry

Szybko wyciągam zapalniczkę z kabury

To jest napad, ja gram role napadnika

Różowy kostium jak pacjent z psychiatryka

Nie mam torby, bo hajs na miejscu spalam

Gdy już nic nie ma w sejfie szybko sie oddalam

Wkręty pento niszczą wprowadzają w zamęt

Już mnie nie skusi ten twój pusty diament

Zwróć uwagę gdzie ty jesteś, co mu dasz

Kobieto przejrzyj na oczy, umyj twarz

Wbite pazury, szybszy do kabury

Znowu dała znać siła natury

Jest cel trafiony w kontury

Będzie boleć, nie czas na spowiedŹ

Szybka odpowiedŹ, szybki cios

To on!

No ja ci mówię, bracie, to on!

Podchodzi na ulicy, tak, w kaburze trzyma broń.

To on przegląda mi kielnie!

To on uśmiecha się spod wąsa bezczelnie!

To on, on, on w mundurze i czapie

To on takich jak ja, takich jak ja łapie

Ze swym rapem pójdziesz na dno

I runą, upadną mury, jak mówił Fokus

Rewolucja zje własny ogon, rozpad struktury

Kasta dla tej kultury, przetrwa jak szczury

A ty schowasz swój rap do kabury, synu

Słyszysz? Ta popularność to marność

Nad marnościami, wszystko marność

Słyszysz? Ta popularność to marność

Nad marnościami, wszystko marność

Jestem szczery ziomuś nie mam nic do ukrycia

Ty bądź zawsze sobą i żyj własnym życiem

Ja żyję własnym życiem i mówię to na płycie

Wyjebane mam na te kserowane rury

Te słowa jak pociski teraz lecą z mej kabury

Nie obchodzi mnie jak żyjesz, bo mam własne życie

To dla tych kurew leci wers na tej płycie

Rób swoje ziomuś nie wczuwaj sie za bardzo

Bo na ulicy wszyscy takimi gardzą /x4

U Ciebie nie? Bo jesteś ciota!

Ty już zasypiasz my baunsujemy

WuWunio, Tes, Joł - Palimy PLNY

Wpadam do banku, ręce do góry

Szybko wyciągam zapalniczkę z kabury

To jest napad, ja gram role napadnika

Różowy kostium jak pacjent z psychiatryka

Nie mam torby, bo hajs na miejscu spalam

Gdy już nic nie ma w sejfie szybko sie oddalam

Nade mną ciemne chmury

Dzień zamienia się w noc

Ludzie jak z wosku figury

Zastygnięty wosk

Desperaci sięgają do kabury

Fałszywi udają, że wszystko jest spox

Nade mną chmury ciemne

Nadziei nie ściągnę Torrentem

Prowadzi mnie bass i werbel

Nade mną ciemne chmury (chmury)

Dzień zamienia się w noc (w noc)

Ludzie jak z wosku figury (figury)

Zastygnięty wosk (wosk)

Desperaci sięgają do kabury

Fałszywi udają, że wszystko jest spoks

/x2

Nade mną chmury ciemne

Nadziei nie ściągnę torrentem

Nie mów nic nikomu, nawet jak za rękę złapał

Nie mów nic nikomu, nawet jak bez wyjścia droga

Język za zębami, zapłata będzie sroga

Od wspólnika i od ludzi, zawsze z głową do góry

Gdy sięgnął do kabury, pizde pruje stać policja

Kurwo nie dasz rady, to przestępcza intuicja

Być w porządku to ambicja, zysk daje ryzyko

Zawsze działka równa, ale nie ma nic za friko

Zaufaj dobry radom, nie lamusom, nie leszczykom


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga