Alfabet słów:

Słowo l w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery l: lauda, laurka, linieć, Levi, legiony

Kto w Polsce śpiewa o l ? To między innymi B-Qll, Buczer, Junior Stress. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

mówię ci stary,sto procent my style.

Uwierz mi baybe, ja cie zadowolę,

jazdy takiej jak ta, nie uczono w szkole.

Pow chwili będziesz aa.., krzyczec moje imię,

B... Q... L... L.

REF;B-Qll...na na na na na na...

Nie wiesz co to jest???

Łapy w górę, łapy w górę, łapy w górę.

B-Qll...na na na na na na...

W sobie mam to esperanto, ty masz w rymach wieczne manko

Lubię niebezpieczne tango, lubię po mieście nieść ten żargon

Zakładam imadło pozerom na gardło, by wreszcie dotarło że hip hop to światło

Nakładam embargo na rymy, na czyny, co dawno minęły się z prawdą

Jestem N-U-L-L-O. Ten rap to życie moje

A żyje się raz, mój czas z bitem w zeszycie spoję

Jakie życie taki rap, pytasz z skąd się wziąłem

W-CH, SPG, 3W spółka z flow-em.

Ref.:

TaLLib

Pytasz się czy jestem inny niż Ty.

Odpowiedź jest w zasięgu ręki brat.

Siostro sprawdź nas track.

To prosty typ T-A-L-L-I-B.

Proszę nie mów jaki mam być,

Chcę dziś ulepić z gliny,

dzbanek na kwiaty zerwane

z ogrodu dla Ciebie.

Ah, Ciebie wielbi ziemia cała.

Tobie, umm, wszyscy Aniołowie,

Tobie, umm, Moce i Niebiosy,

Cheruby, Serafinowie,

Ślą, ślą wieczystej, ah, pieśni głosy.

Święty, Święty...

Hough!

Święty, Święty, Święty nad Świętymi,

Bóg Zastępów, Król łaskawy,

Dziś,

żegna się z wami tych ulic wierny uczeń

czekaj,

na kolejne produkcje z pod szyldu 3WFloooowKlika

Jestem N U L L O reprezentuje Trzeci Wymiar,Kasta Skład

Zdolny Śląsk Terytorium, Labirynt Records

2012

SPG Dystrykt

wychodzą nocą, po co, co ta kmina

demon czesze głowę, jak amfetamina x 4

amfa za co w góre,

chyba widzisz, co się dzieje

dużo myślę, lęki, klimatu złodzieje,

tworzymy coś, czego nikt jeszcze nie słyszał,

nie chcą nas lubić, nie chcą, nie od dzisiaj

więc dajemy alternatywę w uszy,

pozdrawiam apatycznych, może to was ruszy,

poczuj tą rześkość i żyj, to jak Transfuzja krwi,

a więc wchłoń to

I nie trać żadnej z chwil

i tak nie zaszkodzisz mi daje gadki na forach stworzony syf

prześladuje Cię ta myśl jestem T a L L i b .

To jest:

moja droga, mój czas,

moje życie, mój świat moje myśli, muzyka to:

nagrane w Kato dzięki chłopakom.

Dla mnie masz stajla

Kiedy patrzę tak na ciebie jesteś fajna aj

Dla mnie masz stajla

Kiedy łączy nas noc upalna aj

N-U-L-L-O

Wy macie stajla

Pork:

Nie pytaj czy to knajpa czy klub

Tu piwo ścina z nóg

A nie z daleka, bo to to umysł człowieka

Producenta tego produktu, rymów rzeka

Produkowani na zawołanie jak wkręt wkręcam w banię

Rymowanie, kto zaczyna nie przestanie

Ej opanowanie to nie to, N.U.L.L.O znów tu

W fabryce słów jedyny MC z dwustu

Czujesz luz tu? Bo smakujesz mego kunsztu

Czas tryumfu, w mieście buntu

Brak tu gustu, poukładaj sobie w mózgu

My to robimy tak tak, Wy to robicie inaczej!

Trójwymiarowy skład skład - trzej wygadani Gadacze! X2

Null:

Jestem N-u-l-l-o - turbo technika na połamanych bitach wita!

To gimnastyka języka, płynna estetyka.

Miało być niewinnie, a teraz mowa o nawykach - to Trzeci Wymiar -

zatopieni w rymach, skupieni na pracy nawet po godzinach,

bo to nie zenit, ani żaden finał - to wynalazków rodzina - nie potrafisz

Zazdrościsz ptakom ich lotu

Wolności wiatr chciałbyś poczuć

I trzepot skrzydeł koi twój ból, lęk i strach

Ty jesteś wolnym ptakiem miasta,

Którego już nie złamie nic

Bo rosną w tobie białe skrzydła

Poszybuj na nich nawet pod wiatr!

Pragnę wtopić się w Twoje włosy!

Usłyszeć szept, poczuć Twój dotyk!

Ja i Ty,

A pragnienie miłości rozkwita dokoła.

Ból, lęk i łzy,

Gdy miłości pragnienie zatraca się w sobie,

Lecz nie bój się,

Wiem, już zawsze, na zawsze będę przy Tobie,

Drzewo życia znowu zapłonie!

Pełno paliwa jest w jego kanistrach

Choć intencja czysta bywam śliski jak glista

Posłuchaj - co mówi WNB publicysta

Rymami rządzi zwykle ich programista

To W-A-L-L-Y przyszły noblista

Wiem kto to kubuś, był fatalista

Choć moja przeszłość jest nieco mglista

Nie chce to 30 ton lista-lista

Takim jak ty mówię ""Asta lavista""

Wespe feat. Kasia - Z każdym dniem 2013

1 zwrotka:

Wiem będę sam bo niby kto mnie zrozumie ?

Odpowiedz mi bo chyba ja nie umiem..

Zakryj ból, lęki, które mnie gonią,

które biegną za mną, daj ratunek dłonią.

Dla tej jednej, najlepszej, jedynej, to serce,

które bije dla mniej, na zawsze będzie,

która była blisko, jeszcze tak niedawno,

1.Dlaczego tak jest, dlaczego tak,

dlaczego człowiek nie może latać jak ptak.

Dlaczego, dlaczego czasem trafia szlag,

nie wiem dlaczego, czuje się byle jak.

Y.K.R.O. niegrzeczny dzieciak, E.Z.P.L. ,,L"" i bez władz.

Dostrzegam na świecie kilka poważnych wad,

mam tego dosyć dlatego jestem rad.

Pytam dlaczego, dlaczego jest tak ciężko,

dlaczego nienawiść wyniszcza człowieczeństwo.

Chcę dla Ciebie tylko żyć

Śnić dla Ciebie tylko chcę

Być dla Ciebie cała chcę.

Chcę przy Tobie zawsze być - kocham Cię, kocham Cię

Chcę dla Ciebie tylko żyć - dzielić z Tobą każdą myśl

Śnić dla Ciebie tylko chcę - z Tobą śnić, z Tobą śnić

Być dla Ciebie cała chcę.

Całe moje życie to Ty,

Wszystkie moje noce i dni,

Na zboczach snów piękne królestwo lśni, jego panem jestem ja.

Damientem pokryte sale, lecz to tylko marzenia.

Patrzę się w świat jak wiele możliwości mam.

Tak się zebrać chcę, lecz to nic nie da.

Po co mi dirt co zbiorę w mig?

I nie mamy siły, by patrzeć sobie w oczy

I szukać tego co nas jeszcze łączy

Lecimy w górę i spadamy na dno

Chwile spokoju przychodzą rzadko

I czekamy na fantastyczne lśnienie

A to wszystko mamy na własne życzenie

I nie możesz mieć mi za złe

Że ja prawdą nazywam prawdę

I nie możesz, nie możesz mieć mi za złe tego

Zróbmy żeby świat był taki jak w licealnych pamiętnikach

Hej studenci ruszcie dupy poza mur akademika

Zróbmy żeby świat był taki jak w licealnych pamiętnikach

Cała romantyczna wizja znika wraz z maturą

Łapiemy byka za rogi myśląc, że jesteśmy górą

Bo przyjęły nas nabzdyczone wydziały

Które nie z takich cwaniaków krew już wysysały

Hej studenci ruszcie dupy poza mur akademika

Zróbmy żeby świat był taki jak w licealnych pamiętnikach

To syf, który sprawi, że każdy człowiek jest tym, kim jest.

Wprawi Cię w ostry niedosyt, ale nie chcesz już chcieć,

Zapłać, polej, popij, posyp, lecz nie zatrać się w grze.

A.D.H.D., trzymamy rękę na pulsie,

Chwytamy dzień, myśląc o tym, co będzie później.

Krzyczymy prawdę w oczy, chcesz zrozumieć - spójrz w nie,

Serce pompuje krew, ten dźwięk wypełnia próżnię.

Strach:

Ofiaruję Ci nadludzkie moce, by ciosem znokautować,

tutaj albo się zaszywasz,

albo ze świrami jedziesz.

Tu zabija mnie to co daje mi żyć

bo fajnie jest pić,

wokalnie lśnić i po bandzie jeździć.

Kurwa Ty, koniecznie muszę gdzieś na balety iść,

porwę łanie i jeszcze dziś połamię jej szyk.

Musi wypalić ten plan, następna kolejka,

kelnerka jesteś piękna, wsyp lód do wiaderka.

Nierealny świat wypali się

To południe jak sen

Uleciało a tlen

Znów ma w ustach tylko nocy smak

Bezlitośnie do snu układałem swój ból

Odnalazłem swoje miejsce, wiem

Chociaż staram się zapomnieć pod powieką trzymam je

Gdy zamykam zmęczone oczy

Ty malujesz mi na nich sen

A dlaczego sześciolatek nie zjadł dziś kurwo kolacji ?

Z resztą co cię to obchodzi ? Grunt, że tobie się powodzi,

Im dłużej będziemy kraść tym dłużej będziemy młodzi,

W kikuta wdała się gangrena, to naprawdę nic nie szkodzi,

Jęk twojego gardła mój ból życia złagodzi.

[Odyn]

Spełniamy dawne obietnice, wychodzimy na ulice,

Za potylicę cię chwycę, jak wampir wgryzę w tchawicę,

Ten kraj jak padlina, wpierdalany przez larwy,

Jezu, jak bardzo nie chce spędzać tylu godzin

w tej celi, lecz teraz to się boje się wyjść na zewnątrz

chyba coś we mnie umarło, (wiesz) wulgarnie zdechło

a z resztą, dla Ciebie to kilka minut płaczu

najebany król zatacza się w zrujnowanym pałacu

na nieskończonym kacu, znowu błagalne wersy

popatrz mnie, jestem tu i mógłbym być chyba lepszy

chuj w sumie ze mną, wygrywa pragmatyzm

we własnej dumie żrecie moją rozpacz na raty

To już na początku rozmów, wiem, że się zgubię

Z ogromnym trudem przesłuchuję stare płyty

Ponad 50 minut, to prawdziwy wyczyn

I niby niczym nie powinno być poparte

Szukanie dziury w całym - evviva l'arte!

Zawsze mogę się zasłonić najprostszą konwencją

A w duszy pszczoły tworzą domy i dobrze wiem to

Że wbijają swoje żądła, chcą zatruć jeszcze bardziej

Oddać hołd zaciśniętej pięści i spuchniętej wardze

Jedna kurwa piaskownica, a foremek jest wiele

każda inna, a nie klony, jak myślą z rządu cwele

Jak może być nam dobrze według jednego schematu

Skoro ludzie są tak różni, jak by byli z kilku światów

Są kurwa z jednego, czemu nikt nie pojmuje

Że każdy jest inny, co innego go rajcuje

Nie ma na takiego rady, bo kiedy kogoś kocha

To nie złamiesz go nawet jak uwięzisz w ciemnych lochach

[II.]

Los ma jednak to do siebie, że przybiera kształt okręgu

Tych co chodzą z głową w niebie z rozkoszą uczy lęku

Dusisz sie od własnych jęków, wzywasz imiona Stwórcy

A najgorszą cechą diabła? To, że skurwiel jest wybiórczy

No i zaczął instalować uzbrojone ładunki

Jak genialny strateg znalazł newralgiczne punkty

A może ty też masz coś, kurwa, na sumieniu,

W tym kłamstw strumieniu wszystkiego mogę się spodziewać,

Jak wydłubię ci oko, to zdołasz wszystko wyśpiewać,

Bólowi oprzeć się nie da, wtedy każdego musisz sprzedać,

Grunt to się nie dać, dzieciak, nie pozwól nigdy na zły dotyk,

Schowaj pod podusią nóż i wbij w ścierwo tego idioty,

Przekroczone granice obrony, sądowe cioty,

A wkładał pani tatuś w trzyletnią cipkę swoje klejnoty?

Czy wiem coś o tym? Wiesz, nie będę publicznie prał brudów,

Niech ktoś da mi siły, żebym wyszedł z tego gnoju,

Zamieńcie się ze mną na te bezwzględne ściany,

Co wciąż tak ograniczają, kocham te stany,

Kiedy śpię i chyba wtedy podróżuję w czasie,

Potem twarde lądowanie, wyobraźnia traci zasięg,

Zamieńcie się ze mną i pozwólcie się skupić,

Ułożyć jakiś plan, no chyba w końcu musi mi sie udać,

Jestem realistą, nie wierzę w cuda,

No to po co to wszystko? Szczęście i obłuda,

I pochowaj, ja to umiem, plany, przemyślenia

Rozmyślania, urojenia, upadek wiele pozmieniał

Zabili pragnienia, ale czy skonała duma?

Nie masz siły nawet deptać? Stary, też to kumam

Wiem jak boli każda myśl, kiedy czujesz się jak tuman

Wjebany na minę, suma pierwiastków żalu

Dojrzewa pomału plan bliski ideału

I nie trać zapału bo i tak zostałeś z niczym

To będzie wyczyn wiesz, myślą leże i kwiczę

Nikt tego nie ukrywa, że frustracja brudzi serca

A mój głos bezlitośnie się w głowę ci wkręca

Pasożyt kleszcz, o co chodzi dobrze wiesz

Taka zwykła szara wesz potrafi obnażyć prawdę

Zabolało tak bardzo, zemsta, pozwól, że zgadnę

Co da ci kilka bluzgów, jak pointy są dosadne?

Kiedy chce pozbawić życia to nie strzelam prosto w głowę

Najpierw odgryzę język - chce się bawić twoim słowem

Będę semantycznym bogiem, pozmieniam znaczenia

Zadufanych w sobie gości i plastikowych kurew

Myślisz będziesz lepsza jak wypierdolisz w uchu dziurę

I pociśniesz na spotkaniu, kurwo, kolejną bzdurę

O ratowaniu świata poprzez strony WWW,

No chodź już tu, bum, zobaczysz co to ból

Co to dół, co to grób czy nienawiść do człowieka

Jak daleko się posunie ten co na nic już nie czeka

Ale będzie beka, jak zaczną mnożyć się tragedie

Rodziny na 2SRI o łowach brednie

minus redukuje plus i pozostaje próżnia i już

ktoś dzierży berło, a weź się pan odpierdol

masy w końcu się obudzą, tak musi być na pewno

bo wklurwia mnie pazerność na stan umysłu-bierność

no a mówiąc tak serio lączę przyszłość z tragedią.

tak bardzo biedną grupą zastraszonych śmieci

jesteśmy, jeszcze zbledną, ulicami poleci krew

łabędzi śpiew, chaos, wybite witryny

a tępy dźwięk dają, kruszone kończyny

I nie mogę jej pokonać bo gdy przejmuję stery,

Jest tak strasznie obrażona, że gniewem miażdży bariery.

Dzielące mój świat z wymiarem w którym przyszło istnieć,

Marzenie pryśnie, wiem, że szybciej zgaśnie niż zabłyśnie.

Popatrzcie, widzieliście? Myślę to pachnie skandalem.

Może sam tego chciałem, zapomniałem tak jak zawsze.

-Ej zamknij paszcze wreszcie, nieogarnięty błaźnie.

Właśnie słuchaj co doczesne mówiłeś, że nieważne.

To po co sie użalasz nad rzekomo ciężkim losem?

Wielki sieciowy brat sprawia, że młodszych dzieci nie ma

Siemasz! Wyjdź na ulicę znajdź coś poza sklepem z wódą

Sfrustrowani rezydenci ludzi sukcesu nie lubią

Narobili Ci stresu, do jednego wora wrzucasz

Zwykłego alkusa i tego co ból chce zagłuszać

[II.]

Powodzenia jeśli w szambie szukasz alternatywy

Lizanie dupy lub patriotyczne zrywy

Narodowe trupy albo sucz Kidawa-Błońska

Milczenie jest srebrem, posłuszeństwo to złoto

I naprawdę dramatycznie małe, gwoli ścisłości

Są przykłady tych co zbiegli politycznej poprawności

Granice pseudo-wolności wyznaczają puste hasła

Kolektywnie myśląca, zidiociała hałastra

I chciałbym krzyknąć basta, ale siedzę w tym po uszy

Bo pilnuje mnie kasta, co każdy bunt potrafi zdusić

[II.]

Stworzyliśmy uczucia, które zabierają oddech

Obżarci z godności, emocje gniją na ziemi,

Przeraźliwy wrzask, ogień, płacz wiele może zmienić,

Przestaliśmy się cenić, została tylko wściekłość,

A bóg się zaczerwieni, kiedy mu zabierzesz berło,

Stań na tronie i Ty rozdawaj ból,

W cierniową koronę naprawdę wbijam chuj,

Bo nic mi nie dała wiara, kiedy byłem na dnie,

No to teraz przyszło czekać na noc, kiedy ty upadniesz,

Ze swoimi kompanami, dobrze gracie role ludzi,

Nikomu, jestem sam już, nie mam swojego domu

Przeraźliwy jęk syren, wykurwiać do schronu

(To nie jest zwykła niechęć tylko chorobliwa złość)

(Wypchana kieszeń petardami bo dość)

(Już ucisku tych co myślą, że są kurwa lepsi)

(Nie jesteśmy za piękni, ale za to niebezpieczni)

[REF:]

I jeszcze dziś znajdź swojego oponenta

Pokaż mu co znaczy strach i jak kręgosłup pęka

nie kocham naszej ziemi

to aż i tylko tyle

Gdybyś mógł widzieć to co ja to pewnie zabijałbyś w snach

ten świat i chłam każdego co pełza i brzydzi

rozłupałbyś jak kryształ strach, nie myśląc wcale co to da

dla innych tylko pusta gra, bo każdy z Ciebie szydzi

mam w chuju rase, kolor barw, i nie obchodzi mnie Twój start

spisana skrzętnie lista wad, nie ma się co wstydzić

I siedzę w tym gównie od lat, przestałem sprawdzać liczbę strat

Automatyka, rozwój zapewnia zniewolenie

Mówią nie dotykaj stary lepiej tego tematu

Nieoficjalne rządy rzuciły wyzwanie światu

Jeszcze więcej ingerencji, piewcy twórców dramatu

Myślą, że jestem w kolejce pierwszy do domu wariatów

Katów widzę wielu Smarzowski mi się przypomina

Normalność się kończy kiedy zaczyna się łysina

Przeraża, że pewnie sam jestem tym przeżarty

Coś tam bylem warty, a przegrałem z losem w karty

Kilkanaście lat w tył,

I nikt nie mówił, że będzie lekko,

Powiedz mi jedno - po co mam żyć?

Wychodzą ze ścian, rodzą się z podłogi,

Po to, by ugryźć i zadać ból,

Zepchnęli mnie z obranej już drogi,

Pamiętam ten hałas i wściekły tłum,

Krzyczeli, ""płoń"", żądali, ""gnij"",

Nikt nie powiedział, żeby dać mi jeszcze szansę,

Jebane killing-spree, bo ludzie kurwa są bezduszni,

W stanie ostateczności są dla ciebie zwykłym zerem,

Dla mnie bohaterami co odkurwili cię w cholerę.

Myślisz o sobie - jesteś słaby i nie dasz im rady,

Światem rządzą układy, a pysk od razu z lęku blady,

Na duszy ciosów ślady, bolą mnie jak dziurawy ząb,

Społeczeństwo to zaraza, zwykły jebany trąd,

Uciekasz, gdy zaczną gonić, a gdzie twoje lex talionis?

Wybić co do jednego z nieoznakowanej broni,

mam głęboko gdzieś fakt, że stałem się chamem

spoko mały stres , jest tylko przejebane,

Bo napięcie ciągle wzrasta razem z temperaturą

najpierw chcieli nas ugłaskać i karmili pustą bzdurą

że mamy przyjaciól można na kogoś liczyć

otwarte klatki , bestie biegną spuszczone ze smyczy,

Żeby gryźć, zadawać ból, artyści strachu

popatrz może sam na siebie, powiedz mi nie widzisz znaków ?

nie jesteś w niebie , ale zapomniałeś już jak płakać

Biesy, czorty, chcę skosztować twej aorty,

Zdobędę wszystkie forty i nie oszczędzę świątyń,

Wybudowanych wbrew woli Ojca Chrystusa,

Coś się tam rusza, to chyba twoja dusza,

Jad żywych daje tekst, pozwól, że wniknę w plazmę,

Poczęstuję swoje uszy twoim żałosnym spazmem,

Zero, śmieciu, inaczej ciebie nie nazwę,

Projekcja twej porażki będzie dla mnie orgazmem,

Myśleliście, że zgasłem, że czas przeszły dokonany,

Każdy kolejny dzień jest ułudą, iluzją tego, że funkcjonujemy normalnie, gdy tak naprawdę jesteśmy zamknięci w celach wykutych przez system kolaborujących ze sobą biznesmenów, polityków, kapitalistów, władców marionetek i całego tego szamba. Do nas, jako ludzi, jako istot myślących należy poświęcić nawet własne, i tak chuja warte życie, po to aby pozabijać te całą bandę. Potrzebny nam krwawy bunt, potrzeba nam płaczącej krwią ziemi i plującego ogniem nieba. Musimy pokazać siłę, wyjść na ulice. Niszczyć, zabijać, plądrować i roznieść w pył cały stary ład. Pojęcie patriotyzmu to przestarzała śpiewka w imię której tylko głupcy pławią się w poczuciu przynależności do grupy. Chcecie do kogoś przynależeć, chcecie być niewolnikami? Czas wziąć sprawy w swoje ręce, skończyć z polaryzacją społeczeństwa. Otwarty ogień w polityków wszelkich opcji, ostre naboje w policje i wojsko, szubienice dla komorników. Nadszedł czas wojny totalnej. Wojny z manikpulacją i manipulatorami wykorzystującymi najbardziej płytkie i najprostsze instynkty bo to by przeciągnąć częśc małp na swoją stronę. W płomieniach gniewu spłoną ambasady, jednostki wojskowe, opancerzone wozy mediów i aparatu bezpieczeństwa wszystkich państw. Globalny terroryzm jest jedyną nadzieją. Nadzieją na to, że upadnie stary porządek i albo uwolnimy się od gniewu tyranów, albo uwolnimy ziemię od nas samych, bo własnie to my, ludzie, jesteśmy tyranami.

W imię zmian należy podłożyć bombę na wiejskiej,

Wiesz ja sram na konsekwencje, mimo zaciśniętej pętli

Bo od zawsze mam tendencje, żeby zasiać spory mętlik

Chociaż kiedyś bylem inny, jebać, nie pamiętam

Wracam tam skąd przyszedłem, bo już lód pode mną pęka,

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

[Ref.]

Panie powiedz mi , dlaczego zabrałeś mój świat

Dziś zżera mnie męka

O szczęśliwym społeczeństwie, akceptacji odmienności

Przeładujmy broń, bo trzeba godnie przywitać gości

Jestem intruzem co wdziera się jak wirus

Do zdrowego organizmu, jebany szczylu

Nie rozumiesz mechanizmu, pozwól, że ci wyjaśnię

To straszne jak można być tak głupim, no właśnie

To do ciebie, bo we łbie się konkretnie jebie

Pierdolony prowokator co mordą leży w chlewie

Nie ma zgody na to, nie znasz tutaj nikogo

Zostawiając po sobie tylko zgliszcza,

Nie ma powrotu, bo już spłonął nasz dom,

I tak było mi wstyd, wiesz, do niego się przyznać.

[BRDG. II]

Wieczorem pomyśl, co przyniósł Ci ten dzień,

Nauczył czy ogłupił, ucieszył czy zasmucił,

Rano, kiedy otwierasz oczy, powiedz mi czy wiesz,

Czeka Cię triumf, czy ktoś Cię znowu zmusi, powie,

Pracuj dla wroga,

[I.]

Kiedy brak nadziei pożera życie człowiek tworzy sam dla siebie kraty

Wiem, że tylko przez ten pryzmat mnie widzicie, myślę zatem poprzestańmy na tym

Witają mnie ciepło, dokładnie w każdym domu, który istnieje tylko w głowach

Na schodach pod gołym niebem w mentalnych grobach i gdybyś istniał to Boże prowadź

Przez świat

Który mnie niszczy rok po roku

Dziury, żreć, srać, pakować do mordy, bez litości, emocji, mówią, że to jest gra

Że teatr, że dawno zostały rzucone kości, historia was osądzi, nienawidzi czas

Rodziny chleją na umór by zabić głos i się nie budzić, zapomnieć ten start

Bo trzeźwość potrafi boleć, a nikt nie lubi kiedy ostre pazury drapią skostniały kark

Celebruj w sobie wolę ucieczki przed schematem co kreślą go tłuste łapy głupich szmat

Deszczową jesienią, słonecznym latem, niech spadnie na plugawe języki wściekły bat

Obetnij ręce i pogryź mordy

Błogosław tchawice przez własny kał

Dzieci smakują najlepiej


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga