Alfabet słów:

Słowo laboratorium w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery l: lanos, literał, Luc, latencja, Lemiesz

Kto w Polsce śpiewa o laboratorium ? To między innymi Afront, Hemp Gru, Junior Stress. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Wstań, wstań alarm dzwoni.

Pomyśl o nas, Ty pomyśl póki masz czas,

ostatni dzwonek on nie zadzwoni jeszcze raz.

Leki najpierw lecą do Afryki,

żywe testery lepsze są od laboratoriów Ameryki.

Wolność spod znaku swastyki.

Co innego mówią ludzie, co innego ludziom statystyki.

Bliski Wschód dostał kopa,

przydałaby się demokracja im, a nam przyda się ropa.

Wstań, alarm dzwoni.

Pomyśl o nas. Pomyśl póki masz czas,

ostatni dzwonek, on nie zadzwoni jeszcze raz.

Leki najpierw lecą do Afryki,

żywe testery lepsze są od laboratoriów Ameryki.

Wolność z pod znaku swastyki,

co innego mówią ludzie, co innego ludziom statystyki.

Bliski Wschód dostał kopa,

przydałaby się demokracja im, a nam przyda się ropa.

wiem jak jest też zmulałem nie raz

ze mnie taki bumelant co ponad prace przekładał melanż

ale mam teraz lek ten zwany intelektem

psychopatyczny jak Hannibal kanibal Lechter

przesiaduje w studiu więcej niż w laboratorium Dexter

czego efektem jest to że pluję tym tekstem

z Łódzkim dialektem otwieram nowy rozdział

aby zabić niedowiarkom gwoździa

[x4]

Rapowy diler nowej epoki, biznes się kręci lepiej niż loki

Stawiam kroki, zarażam ludzi, prokuratura mnie za to nie ściga

Nawet zwłoki mogę obudzić, wokół akurat to może się przydać

O, ludzie pytają kiedy dostaną nowe gówno

Przygotowuję nowy narkotyk w laboratorium nazwanym studio

I mówię trudno, kiedy mi mówią ""To już chyba przestaje być zdrowe""

Dla mnie ziomuś jest chyba za późno, cały ten rap przeszywa mi głowę

Ref. x2

Jestem jak diler, mocno czuję ten emocji smak

Gdy swego psa zobaczył

Przygwożdżonego do drzwi aodytorium

Znów w mieście drżało od sensacji,

Bo stary klecha zwłok kremacji

Dokonać w szkolnym chciał laboratorium

Gdy wywozili go w kaftanie wygłaszał lejąc łzy kazanie

Tra la la la tra la la la

Nie znasz dnia, ani godziny tylko Bóg je zna

Millhaven było w szoku

W laboratorium są chemicy

Oni robią biały proszek

Już niedługo na granicy

Ktoś przewiezie wszystko w torbie

Młodzi Szwedzi, głodni Szwedzi

gdy nastoletnie dziwki zmieniają się w młode matki

gdy niewinny lot robi ćpunów z mlodych kotów

dlatego propaguję nienawiść do prochów

z ciemnością jestem na siema, ale jest we mnie wiara

witam w laboratorium Dextera, Morgana

to tylko punkt widzenia, propsów nie ma i nara

Ty szczęście czujesz tylko idąc w melanż, do rana

Boga nie obudzisz jak nie obudzisz wiary

by to zauważyć niepotrzebne okulary

Cleo, Donatan

Zrodzona z wielu snów, hybryda uczuć słów i myśli

To stwór o twarzach stu, więc lepiej żeby się nie przyśnił

Alchemik bitów wzór, opracował przełamując schemat

W laboratorium nut, wbrew regułom ożyła chimera

Ref:

To hiper chimera, to hiper chimera

(chimera, chimera)

To hiper chimera, to hiper chimera

Robię rymy a zawistnym brat gram na nerwach

Z Matheo dziś jadę brat na Manewrach

Flow na pętlach tak napędza

Mieszkam w piętrach, jadę na mixtape'ach

Te eksperymenty w laboratorium, patentowanie dźwięków

To podstawa tego jak w nurkowaniu opanowanie lęku

Potęgowanie ten, ten tu podbijanie bębnów

Na wskutek treningu od momentu mam rymowanie w ręku

Yo Poznań - jedziemy z tym

Owoc gwałtu kaczora donalda na szczeniaku pluto

jak klapoluchy za bombke robil w swieta na choince,

tak wy bedziecie zdobic na petli dzwieku szubienice

a co do bajek to wpizdziec, ziom udaje dextera

zamkniety w laboratorium typowy szczur na doswiadczenia

jak maciek z klanu kochal BeeSa juz slyszeliscie remix,

bo bessa zamknal rysiek sam na sam z maciusiem do lazienki

pasjonata wielki bohaterski rycerz w lsniacej zbroi,

ze swoim wokalem zrobisz dobry saport siemensowi

szybki hajs na boku to wciąga mnie jak opium

stane tu na scenie jak sportowiec na podium

z zapalonym zniczem a biznes spłonie w tym ogniu

nagram swój rap odejde żyć w spokoju

do mojego świata dźwięków, łez 33 laboratorium

tak dawno temu chciałem się zając tylko słowem

teraz z rekinami biznesu muszę walczyć o swoje

to jest bez zasad bagno uwikłany w nie w życiu

a ja pisze przecież tylko teksty do beatu

Chart listy nie dla mnie, jak MF Doom chcę mieć maskę

Słuchaj tylko muzyki to jak wyglądam jest nieważne

Ważna jest mądrość, to jak to brzmi

Wiesz, taka harmonia formy z treścią

Taka wiesz rap utopia to głos z laboratorium

Głos który znasz, ten szorstki, hipnotyczny

Chcesz posłuchaj to rap dla wszystkich

Nie szampan, nie dziwki, nie koks

Nie koks nie jaccuzie, jaccuzie...

Zwykłe zero bierzemy.

My się staramy. Nie jesteś jednym z nas.

My nie boimy się żyć,

My,my nie boimy się żyć,

W laboratorium nut ożył Szemat!,

Po cholerę znów się wcinać!!

Tak,O!

My my wiemy jak!

My my wiemy jak!

1.

To wakacje w laboratorium, postanowi spędzić

Fatum studio Szyms co tu surfuje na pumex-a

bitu fali, słabe myśli postawiłem znowu gdzieś

w oddali (tak) tu lewituje, kombinuje w duszy aż się pali blask

ziomek też tu jest gest w jego kierunku tuż po

to nasz styl życia, bycia nigdy nic na niby.. (x2)

2.

2006 dzisiaj trochę inaczej, minęły tamte

czasy gdzie nagrywki na chacie, dzisiaj

laboratorium ?? Pumex, dziękówa za wszystko

wasze zdrowie, bro w górę, to Fatum Crew

co zgarnia całą pulę, Blasku, Szyms bez

żadnych ale w ogóle, dalekiej drodze

wiele przed nami, każdy nowy dzień

Tysiące jak pioruna błysk kupujesz ten egzemplarz

W ręce wpada kompakt dysk

Czy wolisz jak stoisz na własnym podium

Obserwujesz nagłe zmiany na własnym terytorium

Procesy technologiczne, laboratorium

Analityka wokół rozpalane opary chemika

Źle oddziałująca na te stany psychika

Czy czaisz ten temat to realistyka

Która nas dotyka będąca przejawem agnostyka

Reaktywacja od serca, a nie na sprzedaż

Tyle lat na scenie, a my wciąż tacy sami

Taki sam rap gramy, tak samo świat postrzegamy

Odnajdujemy szczęście w tych tak prostych dźwiękach

S33 laboratorium - liryczna Mekka

Z determinacją zwracamy rap, gdzie jego miejsce

Wzrasta ciśnienie, coraz szybciej bije serce

Dziękuję za te chwile, które spędziliśmy razem

Za chwile wrażeń, kolejny tour z prawdziwym rapem

Robię rymy a zawistnym brat gram na nerwach

Z Matheo dziś jadę brat na Manewrach

Flow na pętlach tak napędza

Mieszkam w piętrach, jadę na mixtape'ach

Te eksperymenty w laboratorium, patentowanie dŹwięków

To podstawa tego jak w nurkowaniu opanowanie lęku

Potęgowanie ten, ten tu podbijanie bębnów

Na wskutek treningu od momentu mam rymowanie w ręku

Yo Poznań - jedziemy z tym

Śmietana i Sendecki rozwijają skrzydła.

Festiwal ""Jazz nad Odrą"" to klucz do kariery

Żeby nie iść do wojska, zrób ""żółte papiery""

Obok dźwięków elektro-oratorium

Na topie grupa Laboratorium

Rok trzeba składać na wzmacniacz Marshalla

A tu znowu słyszymy sax tenor ""Szakala""

Grupa The Quartet - tu Kulpowicz Sławek

""Szczepan"" i Jarzębski dopełniają sprawę.

Gdy swego psa zobaczył

Przygwożdżonego do drzwi aodytorium

Znów w mieście drżało od sensacji,

Bo stary klecha zwłok kremacji

Dokonać w szkolnym chciał laboratorium

Gdy wywozili go w kaftanie wygłaszał lejąc łzy kazanie

Tra la la la tra la la la

Nie znasz dnia, ani godziny tylko Bóg je zna

Millhaven było w szoku

gdy swego psa zobaczył,

Przygwożdżonego do drzwi audytorium.

Znów w mieście wrzało od sensacji,

Bo stary klecha zwłok kremacji

Dokonać w szkolnym chciał laboratorium

Gdy zabierali go w kaftanie,

Wygłaszał lejąc łzy kazanie:

Tralalala, tralalala!

Nie znasz dnia ani godziny, tylko Bóg je zna.

gdy swego psa zobaczył

Przygwożdżonego do drzwi audytorium

Znów w mieście wrzało od sensacji

Bo stary klecha zwłok kremacji

Dokonać w szkolnym chciał laboratorium

Gdy zabierali go w kaftanie

Wygłaszał lejąc łzy kazanie

Tra la la tra la la...

Nie znasz dnia ani godziny - tylko Bóg je zna!

Gdy swego psa zobaczył

Przygwożdżonego do drzwi aodytorium

Znów w mieście drżało od sensacji,

Bo stary klecha zwłok kremacji

Dokonać w szkolnym chciał laboratorium

Gdy wywozili go w kaftanie wygłaszał lejąc łzy kazanie

Tra la la la tra la la la

Nie znasz dnia, ani godziny tylko Bóg je zna

Millhaven było w szoku

Z venflonów i kabli, tkam misterna pajęczynę

Podłączam wszystkie wtyczki, przełykam gorzka ślinę

Spoglądam niepewnie ku szczerzącej się machinie

Czas zgasić wszystkie światła, maksymalna moc popłynie

Laboratorium milczy, cale skąpane w świec blasku

w tej scenerii moja miłość wydobędę z potrzasku

Przechylam wajchę w dol, machineria z rykiem rusza

Przez jej ciało płynie prąd, orgazm osiąga ma dusza

Bo oto stal się cud, moja pani się porusza

Ref. Mądry człowiek odszedł wtedy gdzieś!

Teraz ciut bardziej szanuję pieniądze,

Kiedyś wpadały głupio i ginęły też niemądrze.

Niby mam tutaj studio, to znaczy trochę sprzętu,

To wały mi dały małe laboratorium dźwięku.

Wiodło mi się nieźle jak pracowałem w knajpie,

Z dobrą ekipą nie raz leciałem po bandzie.

Po cateringach nażarty i zarobiony,

Dźwiganiem wynosów byłem najbardziej wykończony.

To co niebezpieczne na recepte władaj o tym biegle

wypiorą ci kieszeń to pewne nie chce żadnych testów

laboratorium cenzur nie dawaj mi leków ja chce tylko jazzu x2

A gdzie jest moja przyjaciółka- apteczka pełna po brzegi

te leki zastąpiły przyjacielskie więzi

kiedy masz dość życia jest efedryna

kiedy masz dość picia jest amfetamina

Spoko, chcę uderzyć w twą stronę z Pigmalionem

Co wyrzeźbił by kolosa co do włosa podobnego do obrazu

Tworzonego przez me Ego

Go tu nie ma, jest tylko we wspomnieniach

Odwiedza mistyczne laboratorium

Chemiczne i liczne zbieram mikstury

Dla struktury złożenia świata, bez dawki skażenia

Zniszczenia, ja jako profesor ustawiam resort

Dla lepszej amortyzacji, relacji z tobą

Nie urodziłem się wczoraj, ten świat jest bezwzględny

Nie na miejscu są tu sentymenty

Obetnij ją, jeśli gorszy cię prawa ręka

To zasada starsza od węgla

Laboratorium Boga, śliski od krwi wroga

W serce miłosiernie wbita mizerykordia

Reguły przetrwania

Nie mam nic do stracenia, wszystko do zabrania

Nie znam sekretu życia, mam kilka przemyśleń

rozerwe na strzępy w te pędy zapędy

nastepnych błędnych rycerzy tępych

szał, ciał, wow, zetre na miał, ształ

na terytorium mych mózgów krematorium

dym straho laboratorium

w mej duszy senatorium

mych smutków prosektorium

słowo dla autorytorium

patrz ale nie dotykaj

Ref.

Jestem co raz (jestem co raz), co raz bliżej (co raz bliżej)

W końcu nagram płytę która będzie mistrzem 2x

To jest tak w laboratorium półmrok i mgła

Siedzę nad aparaturą i proces trwa

Zgodnie z recepturą która zgłębiałem latami

Praktyki pracuję nad miksturą i mieszam składniki

Do muzyki dodaję 100% czystej prawdy

To było gdzieś za dalekimi górami, dalekimi lasami, za dolinami drzew i mchu

Za tymi lodami i tymi wodami co kryły w oddali śnieg i chłód

Za tymi drogami co nie ma ich w Navi, za parawanem mgieł i wzgórz

Tam zamek stał nieznany wkomponowany na stałe w bór

A w zamku tym było laboratorium do szkolenia raperów, niewiele z niewielu

Tu trafia, bo genów niewiele z niewielu do modelowanego celu pasuje tu

Do generowanego modelu powybierano liderów

Raperów zostało niewielu, bo wielu raperów eliminował ból

Z wybranymi lekarze robili te próby, godziny porażek, tajne formuły

Za tymi lodami i tymi wodami co kryły w oddali śnieg i chłód.

Za tymi drogami co nie ma ich w navi, za parawanem mgieł i wzgórz

Tam zamek stał nieznany wkomponowany na stałe w bór!

A w zamku tym było:

Laboratorium do szkolenia raperów, niewiele z niewielu tu trafia

bo genów niewiele z niewielu do modelowanego celu pasuje tu!

Do generowanego modelu powybierano liderów, raperów zostało niewielu

bo wielu raperów eliminował ból!!

Z wybranymi lekarze robili te próby, godziny porażek tajne formuły

Z podciętych żył jak z pięciolinii wypływa melodia

Tu każda jedna kropla krwi będzie nuta

Zagra specjalnie dla Ciebie egzekucyjny pluton

To wycieczka do miejsca gdzie śmierć nie będzie nagła

W laboratorium diabła krew spływa do wiadra

Opętany kapłan chłosta się przy pomocy kabla

Układając na ziemi z bezgłowych ciał pentagram

Ja chory rap gram, zapraszam na spacer po bagnach

2009 - cywilizacja upadła

a ja trwam w szoku w mroku tego wyroku

chyba wariuję przez ten ciągły natłok braw

dla mózgu test, dźwięk najlepszą z przypraw

rytmiczny klask, który porwał audytorium

wzmacniający wrzask, dla mnie to laboratorium

to nie konserwatorium, wieje świeżością tutaj

to nie sala tortur, chyba że boli Cię mój rap

jeśli tak, to jesteś jedną z niewielu osób

argumentów grad, zaraz przywiąże Cię do stosu

już nie tylko pokój ale cały dom zły

to nawiedzony dom, dom zły taki jak ty

to dorywają w nim twoje marzenia i sny

dzień dobry był ale przyszła noc ciemna, czarna

wstydliwa prawda w laboratorium klowna

nie ma tunelu, nie ma światła tam nic nie ma

czekasz zbawienia to twoje pobożne życzenia

to dowidzenia więc,za nim zacznę mordować,

giąć, ciąć, szlachtować,wybacz nie raczę żartować,

"

Piotrek mówi: ""O tej porze roku wieje wiatr i ulice są wymiecione do czysta. Chropowatości chodnika oczyszczone z piasku do ostatniego ziarenka. Kiedy stawiasz stopę, przez podeszwę czujesz zagłębienia w betonie. Tak jakbyś przyłożył do niego policzek. Tego oczywiście nie robię, bo z okien widać całą ulicę. Szperacze liżą ziemię w dzień i w nocy. Trzeba iść spokojnie.""

Piotrek mówi: „Tutaj nie masz czego szukać, jeżeli sam wcześniej nie znalazłeś. Ulica nawet nie jest śliska, trudno się przewrócić. Zresztą nie warto. I tak nikt nie zwróci uwagi. Chodzą tylko tam i z powrotem. Z okien widać. Najwyżej możesz umazać się błotem i położyć obok kałuży. Ktoś pomyśli, że to kupka śmieci. Zadzwoni po śmieciarkę i wtedy cię dotkną, podniosą i wywiozą za miasto. Przełamiesz ciemność! Za miastem, za ścianą jest zupełnie inaczej. Nie ma nieba i nie ma domów. Tak naprawdę to jeszcze tam nie byłem, ale wiele słyszałem. Teraz gromadzę zapasy na wyprawę. Mam dżem i dużo chleba, ale jedzenie to nie wszystko. Zbieram do puszki śrubki i sprężynki od długopisów. Mam też szklaną kulkę ze świderkiem w środku i rolkę czarnego papieru. Z tego powstanie mój pojazd, kiedy odpowiednio połączę to wszystko drucikiem. I codziennie chodzę po mieście, i wymacuję stopami nowe słowa o odpowiednich połączeniach i zapisuję je w zeszycie. Też rysuję. A właściwie one robią się same, a co się narysuje, to zaraz robię. Już mam trójkąt z drutu. W jednym rogu śrubka, w drugim grubsza śrubka z łebkiem w drugą stronę, a w trzecim oczko na szklaną kulkę ze świderkiem. Kiedy ją tam włożę, wystartuję. Ale konstrukcja jest jeszcze niekompletna. Nie mam wszystkich potrzebnych danych. Dlatego codziennie rano wychodzę i szukam ich na chodniku i na różnych chodnikach w mieście, a potem wracam i zapisuję wszystko w moim zeszycie.”

Piotrek mówi: „Raz by mnie wywieźli tą śmieciarką za miasto, ale nie chciałem, bo nie miałem swojego zeszytu i nie miałem kulki, a bez kulki nie mógłbym wrócić. A jeszcze nie wiedziałem, czy chcę tam zostać. I teraz też nie wiem, chociaż bardzo bym chciał skończyć mój pojazd, moją wyrzutnię, bo w domu jest zimno jak na dworze, za to jeszcze ciemniej. A na podwórko trzeba schodzić po schodach, potem znowu wchodzić, a tam przecież może ktoś czekać z telegramem, że zabierają mi mieszkanie, bo podobno gdzieś wyjeżdżam. I dlatego zawsze po cichu uchylam bramę, patrzę w górę, czy nikt nie stoi na schodach i potem szybko wbiegam na swoje piętro. Mieszkam na czwartym piętrze. I już na górze, jak mam klucz gotowy, szybko do dziurki — otwieram, wpadam do środka. Zatrzaskuję drzwi, żeby urzędnik nie skoczył na mnie od tyłu. Bo może skoczyć na mnie od tyłu i wepchnąć mnie do mieszkania, i potem zapieczętować meble. A może już tu byli i zabrali telewizor i komodę, a w szufladzie jest przecież mój zeszyt i wyrzutnia, mój pojazd… Ale jeszcze nic się nie stało. Ciągle mam szansę uciec im za ścianę. Zrolować niebo z chmurami jak niepotrzebną mapę i wtedy się okaże. Wtedy wszystko będzie jasne i tak jak chcę — od drugiej strony. Za miastem.”

Piotrek mówi: „Jak zawsze, jak wracam, i dziś czeka na mnie pod oknem krzesło. Przestawię je na środek, na dywanik. Tu mój drewniany koń, moje laboratorium. Czeka na mnie, a ja przychodzę. Najpierw do ściany, do drzwi. Wyjmuję z komody szklaną kulkę ze świderkiem w środku. Potem siadam: nogi razem, a ręce na kolanach. I czekam na niego, na niego — tego, co przychodzi. Na odwrócenie, na ramkę z drugiej strony, jak negatyw. Jak wykręca stawy i boli, ale jest słodkie jak mleko. Jakbym pływał w mleku, odwrócony, że mleko jest w środku, a ja dookoła. Jak daleko! Dotykam i zalewam wszystko moim okiem. Ono jedno jedyne zagarnia źrenicą korytarz i płynie dalej, nad wodą, nad asfaltem. Teraz oko ze świderkiem. I start! Startuję! Jestem pilotem nocy na stalowych skrzydłach po granice miasta. Jestem czarną kroplą wpadającą w głąb. Jestem wstęgą Ozyrysa. Jestem czarnym księżycem, jego niewidoczną stroną. Sam zasiadam do stołu w pustych salach z okienkiem na końcu nigdy nieprzebytej drogi…

"

"

Słuchanie tych punchy jest niesamowite, tylko słysząc je widzisz to

A mój głos to jakby ziom ci powiedzieć destylat flow

Coś tam tworzyłem w laboratorium, nie chcieli mnie jakiś byle TomB

Chyba się napromieniowałem, kurwa, ty nagle tyle rąk

Błyszczę, świecę w głowie też mam trochę halo

Zielone płuca punchy mam za troje , cało?

Od tego pare wrzodów na dupie, płodzę chore wersy to skutek

[Wini]

Nie ma tu ziomków, szmul, nie ma mojej dziewczyny.

Są tylko dragi, ja, Wiśnia, Matheo od bitmaszyny.

Tylko muzyka, ja i dragi.

Funk'owe laboratorium dźwieku pełne ESSA magii.

Jutro to wszystko rzucam w pizdu!

Dzisiaj daję wszystko w opór i chuj.

Do dziś jestem przeklęty, od jutra jestem święty.

Jezus Chrystus, Boży Syn, Budda mang w niebowzięty.

nieszczęście ? pacjent zmarł, a rodzice w geście

rozpaczy i złości zburzyli World Trade Center

Pięknie.. pech chciał, że to nie koniec

Bo z tym blokiem padły dane firmy będącej sponsorem

bakteriologicznego laboratorium

więc na domiar złego brakło na to dolców

aby wynaleźli szczepionkę potrzebną światu

na nieznaną chorobę ? stąd epidemia Sarsu

Abdul i jego kumple węsząc swoją szansę

Męcząc bądź zabijając zwierzę w swoim domu

możesz zostać skazany na karę grzywny lub pozbawienia wolności.

Męcząc i zabijając setki, tysiące zwierząt w laboratorium

dostaniesz nagrodę, podwyżkę, medal...

Twoje Dobre Intencje Będą Moją Śmiercią

Im Dłuższe Twoje Życie

Tym Moje Dłuższe Konanie

Spoko, chcę uderzyć w twą stronę z Pigmalionem

Co wyrzeźbił by kolosa co do włosa podobnego do obrazu

Tworzonego przez me Ego

Go tu nie ma, jest tylko we wspomnieniach

Odwiedza mistyczne laboratorium

Chemiczne i liczne zbieram mikstury

Dla struktury złożenia świata, bez dawki skażenia

Zniszczenia, ja jako profesor ustawiam resort

Dla lepszej amortyzacji, relacji z tobą

Zamęczone w waszych laboratoriach,

Noszone na waszych plecach,

Zabawiające niewybredne gusta,

Wyrzucane z pędzących samochodów !

Przywiązywane w lesie do drzewa !

ten caly rap zmienił moje życie

dlatego za to wielki szacunek mowie szczerze na tym bicie

Mezek:

Mój styl to nic innego niz zlepek innych styli

bity jako laboratoria do badan genetycznych

zmieszane flow raperów z Wroclawia i Poznania

z dodatkowym elementem jakim jest wyobraxnia

myśli i doświadczenie jak adenina i tymina

wpisuje w trackach przekaz na szesnastu niciach

Nie chcę słuchać historii hostess

Nakrytych gdzieś tam z panem,

Który mianował się dzbanem wszelkich cnót

Nie chcę słuchać piosenek o miłości bez miłości

Wyhodowanych w chłodnych laboratoriach

Nie w reaktorach serc

Przy prowadzących

Z nigdy do

Nigdzie to raj x5

Że nie możliwa spłata,oprocentowanie w ratach.

Telewizja na układach wciska ludziom bzdury,

Sami zburzyli Manhattan.

Następna sprawa,chemia pod skórą dzieciaka

Epidemia która wcześniej w laboratoriach lata.

Brat zabija brata człowiek żyje jak zwierzak,

Podatny na argument jak bajeczka o dwóch wieżach.

Co żyd zamierza to jest proste rozwiązanie,

Namieszać i narzucić ludziom swoje zdanie.

Frytki z olejem...

4. Wszystko jest niby naturalne, a głównym celem jest to aby było ładne, tanie i smaczne.

Aby uzależnić, jeszcze raz kupić, zjeść.

Po prawie 30 latach używania tłuszczu zwierzęcego, który ma działanie miażdżycowe, zaczęto używać olejów roślinnych. Każdy wie, że taka frytka jest niesmaczna!

Laboratoria więc stworzyły iluzję chemiczną smaku frytki smażonej w tłuszczu wołowym, którego nie ma. - Ot i cała tajemnica!

Każda tego chce, każda tego pragnie! Od rana czegoś im brak!

Frytki z olejem...

5. Ziemniak zawiera najwięcej skrobi, z której pod wpływem smażenia powstają akrylamidy, które służą do produkcji poliakrylamidu stosowanego do oczyszczania ścieków. Poziom akrylamidu we frytce przekracza ponad tysiąc razy dopuszczalne normy spożycia tej trucizny.

Tak więc frytka i chipsy są najbardziej niebezpiecznym pokarmem dla ludzi, zwłaszcza dla DZIECI!

By raz nabite rok strzelało.

By rażąc z szańca wraże mury,

Robiło na raz cztery dziury.

A miał od barbakanu strony

Laboratoria dla uczonych.

Retorty, kolby były po to,

By co się da zamieniać w złoto.

Najwięcej w kraju było mennic,

A jednym z braków, brak pieniędzy.

Nawet jeżeli płód ten się poroni -

Mogą zachować go ludzie ""normalni""

I przetrwa w słoju, jak człowiecze strzępy,

Którymi karmił swe eksperymenty

W laboratoriach łagrów i sypialni.

Więc - kiedy umrze - wskrzeszą go bezkarni,

Bezmyślni - myśląc, że jest niepojęty

I wychuchają czule w konchach dłoni

Wierząc, że - dla nich wraca, a nie - po nich

Jak zobaczysz, że się zmieniam to proszę się schować

Bo z kumplem - tajfunem, zrobimy pustki w plonach

Mamy względy w piekle, także użyjemy ognia

A od strony oceanu zaatakuje Ciebie woda

W laboratoriach tworzy się nowa kolonia

Która stanie za mną murem, a zatrzęsie się w twych porach

Chyba nie zdajesz sobie sprawy, ile tego trza naważyć

A ta nieustanna walka może jedynie poparzyć

Popadają wszystkie larwy, jak nie będzie je czym karmić

przemysł tytoniowy, rynek alkoholowy, pseudonaukowcy, pseudointelektualiści,

system monetarny, unia europejska, partie polityczne, bank światowy,

multikorporacje, religia, fundacja, wojsko, misje pokojowe, terroryzm,

terminy przydatności, tania energia jądrowa, broń biologiczna,

rzeźnie, laboratoria, modyfikacja genetyczna, rozkradanie surowców

eksploatowanie zwierząt i ludzi, obozy pracy i obozy zagłady.

to wszystko, co człowiek potrafi zbudować.


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga