Alfabet słów:

Słowo nabój w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery n: nera, namieszać, Niedźwiada, neuroleptyk, najezdniczy

Kto w Polsce śpiewa o nabój ? To między innymi Bonson/Matek, Cookie M SkyeN, CookieM. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Przetrwać jeszcze tą noc muszę,

przestań wiesz, że to zrobić muszę.

Wiem to coś tu jest, przez co,

nie mogę przestać, znów się duszę.

Wiem jest tam nabój w środku,

piszę sms-a ""Kocham Cię na zabój kotku"",

proszę, przyjdź zobaczyć moje ciało w worku,

pożegnaj moje ciało w worku.

Podnoszę broń, boję się,

i jak tutaj gracz ma być ku**a zadowolony

A więc gaben nie wkur**aj bo volvo cię przejedzie

zanim znerfisz ją znowu przemyśl to przy obiedzie

Uwielbiam tę broń kiedy strzelam w klatę ziom

Nabój zmienia kurs i trafia ciebie tu prosto w skroń

A więc lepiej się schroń przed CZ'tki potencjałem

Jeśli mi nie wierzysz podejdź dowiode że nie kłamałem

A ty gaben jeżeli będziesz chciał ją zniszczyć

ta ja ciebie zniszcze i nie postawie zniczy

(SKYEN)

AWP Moja ulubiona broń

Zawsze celuję nią w skroń

Na spuście trzymam dłoń

I to jest to flow ziom, gdy jak nabój lecę

Ta broń jest tak dobra jak kurczak w panierce

Tak to wygląda wybiegam na longa

Zastrzelę przeciwników, upadną na wielbłąda

Mam A W P więc uciekaj za drzwi

"

Tak wiele razy obiecałem Ci coś,

dziś znowu ten nabój wycelowany jest w skroń.

I może tak lepiej, po prostu lepiej będzie.

[Cornolio]

Chciałbym zmienić się naprawdę i mówić samą prawdę,

choćby jej konsekwencje były już nieodwracalne,

1. Jestem trochę dużym dzieckiem i młodym starcem,

Chodzę we mgle, nabieram doświadczeń,

Cel jest ruchomy i zmienia lokalizację,

Wiem, muszę być skupiony jak snajper,

Mam tylko jeden nabój, jeden ruch,

I nie byłoby mnie tu gdybym nie myślał jak gnój wtedy,

Dzieciak uczy się popełniać błędy,

Zdarte buty i pęknięte zęby, świat był uśmiechnięty,

Dziś jest wkurwiony i spuchnięty,

Twoja strata jak tu z nami nie latasz

Masz tu wariata co paka

A potem na trackach wymiata

Przeładowuję spluwę, nabojem splunę

Ten nabój to wers, tu rządzi przemoc

Sam wiesz jak jest

Poczuj chłód, poczuj strach

Masz już ciary na plecach

Dostaniesz wpierdol - to jedno mogę Ci obiecać!

O czym ty gadasz cholera??

Jestem tobą w tobie.

A teraz przestań się wydzierać

Nie uciekniesz przede mną

Masz w kieszeni jeden nabój

Co? jaki nabój?

Weż go i załaduj

przyłóż lufę do skroni

pociągnij za spust

Spec od specyficznych gówien, co wkłada tu ogromną harówę

A skromny pochówek po tym, przed tym tłusty plik stuzłotówek

Piec grudę jak grill karkówę, kapisz?

Bo nie od dziś coś mi mówi pisz brachu, słyszysz bit - rapuj, nie napinaj się, no bo na chuj?

W komorzę nabój, ja kocham hip-hop na zabój, robię kolejny przebój

To dla kolegów, którzy żyją w biegu, to dla kolegów, którzy żyja spoko

W trzecim tysiącleciu, otwórz trzecie oko

Leć wysoko, myśl szeroko, ziom, pozdrowienia - mówił Don z zachodnich stron.

AAAJ, oryginal Brud Boi stajl brud opanowuje cały kraj

pod nogami pieprz

już na pewno węszą psy

oni wiedza już nie odnajdą mnie

dopóki wciąż żyję

mam w kieszeni złoty nabój

wiem na pewno że nie dopadną mnie

Siedzę w koronie ptaki śpiewają

to ostatni dzień

Ręka omdlewa słońce przygrzewa

zielonawa sprawa jak kawa na ławe

kłade nacisk na pociśk z lufy

uf ufam ze stapowa zawierucha bucha

a ruch jest twoj

eMAeRiJA stój nabój nabij na zabój

taki kroj styl moj ni e

od ela przekazuje ze źle

gdy amunicja koacja nie gracją

lecz siła miła mogiłą

wciągam do nosa ostatnią z kresek i z wkurwienia chyba pęknę na pół

Popek, Borixon i Alibaba, wjeżdżamy dziś jak kokainowy baron

Czekaj na nas mordo spokojnie, napal w kominku i posprzątaj salon

odwiedzimy Cię dzisiaj na pewno, a z nami wydziaranych dupek tabun

To Gang Albanii, królowie życia, jak ruska ruletka - pistolet, nabój

Koka, wóda, góra siana, Pop, Borixon, Alibaba

trzech kowboi z workiem siana, napierdalają do rana

Koka, wóda, góra siana, Pop, Borixon, Alibaba

trzech kowboi z workiem siana, napierdalają do rana

I w piersi wroga wbił swe pazury

Lecz co Pan Major taki ponury? /x2

To nie był taki zwyczajny bój

Lufa się zgrzała jak klucze od piekła

Mocno się wrzynał w kieszeni nabój

I każda chwila się wieczność wlekła

Strasznie Pan dostał Panie Majorze

Jak mi Bóg miły nie mogło być gorzej

Krew się przelała przez głębokie rany

Zastanawiam się czy warto kochać na zabój

wtedy bardzo łatwo dostać w serce nabój

komu chcesz powiedzieć ratuj

ziomus się opanuj świat ma wiele haków

ty można zwariować ej zobacz

ej chłopak może zimno być jak w lochach

Smutne oczy boga, martwa cisza świątyń bram

Za plecami tłumu szara postać, gładki plan

Jesteś wyznawcą bo tak mówi księga

To prosty wybór - ty giniesz - ja klękam

Każdy granat, nabój, pranie mózgu wliczyć w koszt

Musisz nam wybaczyć, w twoje imię wszystko to

Gdy dłońmi skroń zakryjesz, z bólu wyrwie jęk.

Dookoła śmierci taniec, z góry tylko śmiech.

Gdy dłońmi skroń zakryjesz, z bólu wyrwie jęk.

nie kochane gejsze

""Wsiech nie priejebiosz""

- nawet tych piękniejszych

""Bęben nagana, sześć gniazd,

lecz w jedną nabój zmieszczę

przekręcę, jeszcze raz

i ...pożyjemy jeszcze""

Niedojrzałe wiersze

chrystusowe lata

od życia z nią chyba tylko życie bez niej jest gorsze

Praca to tylko praca ma nam dawać przetrwać

dla wielu praca traci sens wkracza obsesja

życie to tępy kierat kariera to komora

ty sam wprowadzasz nią w nabój i przykładasz broń do czoła

Żona to tylko jedno z wielu rozczarowań

niegdys przychyliłbys nieba dzisiaj chcesz ja pochować

Małżeńtwo to bład, ale warto spróbować,

życie mogło by być snem gdyby nie druga połowa

1.Pamiętasz pierwsze dni ciepła i ten skwar za oknami i jeździł po ulicy ten autobus z lodami (o)

grał te melodyjki, jak chciałeś dłużej pospać i słyszałeś tylko: ""weź wypierdalaj"", z każdego okna.

Mało kto dotrwał to wrześniowy stan, czereśnia lecę w dół sam widząc niebo. Myślałem, że złamałem kark przez głupie drzewo, co z tego, chwilę później biegnę przez park.

Nikt tu nie miał kasy i mózgu jak Tony Stark, raczej plamy po żużlu i kopniaki na start.

Fart, jak sprawdzasz czy jest nabój w starterze, że nadal masz oboje oczu, głupi frajerze.

Brałeś kij, piłkę tenisową i plecak darłeś się Ave na ziomek za długo się zwiesza. Szło się pod to wielkie drzewo z tyłu za blok a najgorzej jak dostałeś w krok,myślisz o dzieciach?

Refren: Jeden dla podwórek, dwa dla dzieci z boisk, trzy dla niuń, które lubią jak je niepokoisz, cztery dla długich dni, pięć idzie do Ciebie, a sześć jak miłość, zostaje w 7 1. (X2)

2.Pierwsza randka u mnie była podwójna bez słowa, nikt się nie chciał przyznać, która mu się podoba, potem wyszło, że obu ta pierwsza już rozróba miesiąc później, podoba się obu ta druga. Nie wiem czy to pierwszy udar, czy pierwszy kac leżeliśmy w słońcu jak tapetowali dach.

Ucieka z butelki gaz, kiedy przed nami w oknie na parterze pani ich zrzuca stanik.

chodź i pomaluj mój świat jak artysta.

Dystans rodzi się ze strachu,

to obawa o to czy nasza nadzieja nie pójdzie do piachu,

dystans to reakcja na ból,

to kamizelka kuloodporna co ma powstrzymać nabój,

jeśli padnie strzał, on zostanie w kamizelce,

upadniesz, ale może chociaż nie stanie ci serce,

jeśli padnie strzał, przewidzisz morderce,

nie wpadniesz w szał nigdy więcej,

I kurwa nie dla zabawy stanę się twoim koszmarem,

jest mnie więcej od procentu wódki mieszanej z browarem.

Twoje życie jest tak szare jak moje za dawnych lat,

byłem sam całkiem sam dzisiaj chce podbijać świat.

Mam berete jeden nabój i tak wiele do stracenia,

jednak boję się co będzie skoro nikt mnie nie docenia.

Taka pojebana fobia wiara która niszczy wszystko,

to Bóg mnie osądzi kiedy stanę naprzeciwko.

Byle by zrobił to szybko nie mam czasu na głupoty,

Teraz wiem nic na ziemi nie połączy nas.

I nienawidzę Cię! Dlaczego byłaś słodka, jak

Brązowy cukier? A czemu chłopak Cię spotkał,

Czemu dałaś mu jabłko? No wiesz, swoje tabu...

Teraz ciśnienie rośnie, jestem jak w lufie nabój.

I wybuchnę zaraz, ale nie tak jak myślisz,

Może to tylko seks, ale nie to się liczy w moim życiu...

Już nie będzie drugiej, wiesz o czym mówię,

Takiej jak Ty, rozumiesz?

Nie chcę patrzeć na siebie, nie chcę patrzeć na Ciebie

Sodoma czy Gomora, opowiadaj się po stronie

Pytania bez odpowiedzi jak żołnierskie buty w skronie

Cisza na polu walki, wśród kuli nagie dziecko

Nabój, który je zabije, sunie jak bomby na drewno

Jestem fortecą z ludźmi pragnącymi bólu

Nie rzucają czym mają, pomidory nie kruszą murów

Ciągła droga w górę, serce proste, myśli krzywe

A krew płynąca mi z uszu robi w mózgu Hiroszimę

zielonawa sprawa

jak kawa na ławę kładę nacisk na pocisk z lufy uf ufa,

że stafowa zawierucha bucha,

ruch jest twój

eM A eR I A stój nabój,

nabij na zabój

taki krój styl mój ni-e

oda Ela przekazuje, że źle,

gdy amunicja kolacją nie gracją lecz siłą

W tym momencie podbijają do mnie jakieś chłystki

Wyciągam rewolwer, pierwszy narobił w spodnie

Drugi chce pojedynku, mówię Dobra synku

Wyjdźmy z budynku, a zmielę cię jak w młynku

Czeka na ciebie nabój w moim magazynku

Paf, strzał, padł na glebę leszcz, krew

Leci jak deszcz, musiałem to zrobić, przecież wiesz

Też tak skończysz, jak do bójki się wtrącisz

Szalony kowboj Loko dziś tu rządzi

Czym posolisz sól kiedy straci smak

Tak wysoko wejść jeszcze niżej spaść

Czemu zbiera burze kto zasiewa wiatr,zasiewa wiatr

Jeśli kogoś chcesz udawać nie mieć swojego życia

Być jak ślepy nabój jak czek bez pokrycia

Ja idę swoją drogą choć wiem że nie ma lekko

A ty się nie poddawaj razem pokonamy piekło

Jaki cel ma życie kiedy sensu brak

Czym posolisz sól kiedy straci smak

Dziś mam swoją oazę, z okien oglądam jezioro

Nie budzą mnie alarmy z kolejną auto-szkodą

To przez zazdrość ponoć i nienawiść na zabój

Ze stu aut pod blokiem zawsze trafiało na mój

Jednych dosięga nabój, a chcieli zacząć z jutrem

Bo ktoś z Londynu mówił, że za pracą idzie sukces

Mówisz kochamy unię, brat, ty mi nie pierdol

I tak z nas każdy płaci tu za litr mleka euro

Może stąd ta pazerność looknie do nas, to się świeci

To na wieki Nas połączy

Zimna wódka, grube jointy,

Tu nawijka nas połączy

Zimna wódka, grube jointy,

To ostatnie starcie w magazynku mam ostatni nabój

Mam sobie kurwa strzelić w łeb,bo kocham cie na zabój

Czy mam strzelić w powietrze żeby zaczął się bieg? Po hajs

Bo skurwysyny są to zimne jak śnieg

Mają w sercach lód, w głowie milion marzeń

Nie będę się zgadzał na każde wypowiedziane słowa.

Brat brata wciąga bo w rządzie ciągle jest robota,

a efektu nie widać i nie widać już od dawna.

Nasza władza ma wakacje z tego Polska jest sławna.

Ma na was nabój jak na kaczki zobacz

zanim go wystrzelę w Polsce otwieramy browar.

Wiem, że przez ten nurt twoje psy dotrą do nas.

Z pełną świadomością powiem, ze smuci mnie ten obraz

Gdzie ta świetna Polska, gdzie tan świetny kraj?

Jak to napisać żebyś zrozumiał ten rap ziom?

Czy mam napisać o tym, co chciało by miasto,

Nie mam dwudziestu lat, bro kup sobie Tabasko,

Mówić o celebrytach na chuj telewizja,

Gwiazdy mają kopyta ich nabój hipokryzja,

Kluby, to też przenika, spasuj, nie wiesz nic,

A sam byś zaczął wdychać ten lans co afrodyzjak,

Czy powinienem przypominać Tobie kontekst,

Że dla innych problemem co dzień bywają pieniądze,

Dziś mam swoją oazę, z okien oglądam jezioro

Nie budzą mnie alarmy z kolejną auto-szkodą

To przez zazdrość ponoć i nienawiść na zabój

Ze stu aut pod blokiem zawsze trafiało na mój

Jednych dosięga nabój, a chcieli zacząć z jutrem

Bo ktoś z Londynu mówił, że za pracą idzie sukces

Mówisz kochamy unię, brat, ty mi nie pierdol

I tak z nas każdy płaci tu za litr mleka euro

Może stąd ta pazerność looknie do nas, to się świeci

żyję dla 384 linijek.

W tych linijkach ziemia, to w niej mamy tożsamość.

To coś więcej niż dupy, szpan i ten jebany amok.

Chodź Łódź nie Guantanamo, Montreal nie Kabul

W naszych sercach to samo co zabiera tam nabój.

Daj zrozumieć ludziom czym prawdziwe bogactwo.

Czym jest bit, ta kultura, czemu żyje nią miasto.

Mamy pomysł na rap ziom, nawet jeśli brak nam,

czasu, pieniędzy i jebanego farta..

żyję dla 384 linijek,

w tych linijkach ziemia, to w niej mamy tożsamość,

to coś więcej niż dupy, szpan i ten jebany amok,

chodź Łódź nie Guantanamo, Montreal nie Kabul

w naszych sercach to samo co zabiera tam nabój,

daj zrozumieć ludziom czym prawdziwe bogactwo,

czym jest bit, ta kultura, czemu żyje nią miasto,

mamy pomysł na rap ziom, nawet jeśli brak nam

czasu, pieniędzy i jebanego farta

Co jest życiową chłostą, zbyt wielu nie dorosło

Ja za to zbyt szybko, dojrzały ponad wiek

Na linii strzału, bang, nie black, wracam, comeback

Poorany do przesady, czas pierdoli twórczy zastój

Bo tu kolejny nabój przebija serce miastu

Zbyt wielu drabów swych talentów nie dojrzało

Swych perspektyw mieć nie chciało i co się z nimi stało?

Już ich nie ma, to zbyt mało, żeby poczuć się tu kimś

Wybiela się na tle upadku skurwysyn

Lecz gdy czujemy krew, wpadamy w wilczy pęd - to piętno

Łączy te strony też to że zrobiły wspólny album

Podzieliły krążek na trzy używając różnych vibe'ów

Gdyby nosiły obroże miałyby też wspólny łańcuch

Póki nabój tkwi w komorze, płyta to potrójny harpun

Łączy te strony też to że zrobiły wspólny album

Podzieliły krążek na trzy używając różnych vibe'ów

Gdyby nosiły obroże miałyby też wspólny łańcuch

Póki nabój tkwi w komorze, PŁYTA TO POTRÓJNY HARPUN!

Za jedną miłość, za nasze Wenus z Milo

Za każde bingo sączymy chilijskie winko

Mam pełną dytwę, platynową bombille

Ładuj nie rozwalisz ziomków z mojego składu

Dźwięk idzie po kablu to ponacinany nabój

Czujesz to jak podmuch wiatru, nadciąga tajfun

Schowaj się albo wyjdź na deszcz

Prostuj się albo tańcz, skacz i wrzeszcz

Głośno Warszawa, Gdańsk tak Gdańsk wrzeszcz

Kolejny tekst który powstał w mojej głowie to kolejny tekst który teraz słuchasz człowiek,

To kolejne kawałek z cyklu PswP Skład nie słyszałeś o tym teraz słyszysz właśnie tak,

To kolejny projekt o tym jak tutaj żyjemy o tym co tutaj robimy o tym z czego się śmiejemy,

Nowe na kolejnym bicie wersy wypowiemy na kolejnym bicie nową historie wam przekażemy,

Mówię o tym co się stało między ziomami na zabój dlaczego strzelił przyjaźni w plecy zazdrości nabój,

Mówię o przeszłości co stało się z tą ekipą została na fotografiach to nie wróci ten czas miną,

Mówię o tych którzy właśnie mnie obwinią za to że nie stoją tu a poza sceną i tylko się gapią,

Mówię o tym że nie nazywam się raperem ale to że nim nie jestem nie znaczy że jestem zerem,

Jestem tu białym krukiem razem PswP z hukiem zejdę powoli ze sceny a ty ominiesz mnie łukiem,

Naziści, komuniści, oto nasza geopolityka

To gówno historii się w metrze spotyka

Ideologie nienawiści w miniaturze

Teraz pod ziemią co kiedyś było na górze

Nabój to pieniądz, śmierć to zapłata

Więc chwyć za karabin i dawaj na brata

Bo jego stacja jest inna, a matka to sucz

Za władzę nad norą, by więcej coś móc

Gdy szczury rozszarpią już nasze trupy

[Rahim]

Wtem rozpowiedz wszem i wobec nabór

Dla gotowych pokochać to na zabój

Pójść na bój jak nabój nie spod

Komendy sztabu, a serca drogowskazów

Właduj w usta słowa, pięści schowaj

Czadu daj jak koktajl Mołotowa

Wgraj tu w parę megabajtów świeży towar

ta gra toczy się o wszystko

wypełnioną sianem torbę

zaraz lufę włożę w mordę

Smith Wesson 629

wkładam nabój do bębenka

wstaje bo nie mogę siedzieć

jak zakręcić trzeba wiedzieć

nabój w bębenku na dole

eksponuje taki motyw

Niczego nie wskórają swoją złością

Gonimy płyty z rąk do rąk, ziom

Na biurku leży stos stron, zapisuję arkusz

Podziemny taikun, podziemny rap dla tych paru znawców

Pociągam za spust, mój kunszt jak w komorze nabój

Mam ten cyk, by na track sprowadzić całun

Ta gra to nałóg, rób swoje tylko na tym zarób

I nie wytykaj, bo inaczej stracisz paluch

Tu trochę materiału dodaję, parę butelek

Wpadłem na dłużej, nagle jak na klatę kopniak

Jak mój kuzyn pokrak reprezentuje grę od lat

Nie przebieram w środkach jak zodiak, jak merchant

To ten niepoczytalny typ, gdy rap ma w rękach

To reprezentant robi gnój jak nabój, full metal jacket

I kto by się spodziewał, że pedał przy sapie?

Łapiesz, to PDG Kartel, joł, północ, Poznań

I mały wielki, człowiek niczym Dustin Hoffman

Mam styl własny, a nie każdy go dostał, to pewne

Gdy ktoś mi z uśmiechem obiecuje wolność,

A zakłada mi łańcuchy i mury buduje.

Patrz mi w oczy, kiedy mówię, w co wierzę,

Mam pistolet przy głowie i jeden strzał,

Ten nabój jest dla mnie lub dla Ciebie.

2.

I nagle przykro,

Bo sprzedałeś się za marny hajs.

I raczej maska,

Wpadłem na dłużej, nagle jak na klatę kopniak

Jak mój kuzyn [?] reprezentuje grę od lat

Nie przebieram w środkach jak zodiak jak Merchant

To ten niepoczytalny typ gdy rap ma w rękach

To reprezenta robi gnój jak nabój, full metal jacket

I kto by się spodziewał, że pedał przysapie

Łapiesz, to PDG Kartel, yo, północ Poznań

I mały wielki człowiek niczym Dustin Hoffman

Mam styl własny, a nie każdy go dostał to pewne

Galeria handlu normalny dzień

W kieszeni nabój na złoty strzał

Palce mocno ściśnięte w pięść

Smutek w serce za to kim pozostał

Cholerne sprawy zostaną tu

Stek dylematów moralnych bzdur

i efektu rozmazanych ektoplazmy śladów, oto ja, duch

wchodzę do wnętrza układów temat tabu

sunę, pruję na ten padół, synu weź załaduj, synu weź załaduj

amunicję, masz tu tajną definicję mego składu

żaden nabój wycelowany w nas nie jest w stanie ranić

cały tabun pustych nas tu, czas paranormalnych zjawisk

zrozum mnie nie można zabić, przybywam i niszczę lament

jestem każdym moim wersem, który powtarzasz jak modlitwę, amen

Uwierz w ducha, gdy pojawiam się na pętlach

Od dzisiaj nie masz już idolów,

A nawet jak masz wiesz co szepczą do Ciebie zza grobu,

Twój ruch. Ta gra nazywa się życie,

Wstać jak byś zaraz miał usłyszeć: Sąd idzie!

Od dzisiaj śmigasz jak wystrzelony nabój,

Nigdy nie hamuj, ziom haruj, wstań i ładuj!

To jest o tym projekcie, Wstań

Benzyna, Szybki Szmal,

Wersy, które przeszywają moją krtań,

Czemu chłopak Cię spotkał,

czemu dałaś mu jabłko?

No wiesz, swoje tabu...

teraz ciśnienie rośnie...

jestem jak w lufie nabój

wybuchnę zaraz!

Ale nie tak jak myślisz,

może to tylko seks, ale

nie to się liczy w moim życiu...

Pierwszy strzał dla tych którzy rządzą w tym kraju,

którzy obiecywali, że będziemy żyć jak w raju,

jedeny strzał żeby zniweczyć ich plan,

który polega na tym żeby więcej zabrać niż dać.

Drugi nabój którzy nie godni zaufania,

trzeci dla nadurzywającego władzy policemana,

numer cztery w twoje cztery litery,

za to że zamiast wiernośći wolisz pociskać ściemy.

Kula piąta trafia w nadzianego piąka,

Pozbywam się syfu, który tak potrafi zranić.

Że czujesz się tak jakbyś zaraz miał się zabić.

Ładuje magazynek słowa są jak naboje.

Naciskam spust one lecą w serce Twoje.

Paranoje wbijają się jak nabój w płuca.

Widzisz wtedy ciemność cos oddech Twój zakłóca.

Życie to zabójca przyjdzie czas, że uśmierci.

Najpierw Cię skopie i na zakręt śmierci skręci.

Zaciskam pięści, bo nie poddam się bez walki.

W tym jestem mistrzem, sorry ziomy,

chory jest rzeczywiście szalony wiesz?

Ta, ten mikrofon to glokk, widzimy to,

zły krok, widzimy to,

każdy pancz to jeden nabój,

Ty lepiej tańcz, weź nie rapuj,

chcesz się stać żywą tarczą,

porzuć rap, dołącz do tych co tańczą,

co Ty skąd żeś się urwał,

Nie sypiałem normalnie,tylko tułałem się jak jebany zombie na haju.

Wory pod oczami wskazywały na wykończenie powoli mojego organizmu.

Ale Ciebie nie obchodziła moja sytuacja,tylko lateks i kumple.

Strugałaś wariatkę,bym w tą paradoksalną prawdę uwierzył.

Sorry,już za późno,teraz biorę glocka i i jeden nabój ładuję do niego.

Kieruję w Twoją stronę abyś posmakowała moich uczuć zimnych jak ich akumulatorek.

Odbezpieczam broń i przystawiam Ci do skroni moja droga,szepcząc porachunki wyrównane.

Strzelam,słychać tylko huuuk,jak mózg wylatuję drugą stroną kochanie.

Upadasz,patrzę Ci w oczy, i gadam,warto było tego zachodu?


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga