Alfabet słów:

Słowo nad w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery n: naznaczyć, niepełnoletni, nagiąć, niechluj, najszczęśliwszy

Kto w Polsce śpiewa o nad ? To między innymi Andrzej Piaseczny, Deys, Deys. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

sam nie umiem byc już sam nad gorzko stracony czas

nad pół prawdy pół nie wiem dlaczego ja

nad zgubione po drodze pół serce mam kocham więcej

nad wszystko co raz dla siebie tylko chciałem mieć a tam a tam

pół sercem i tak potrafię pragnąć więcej więcej nad nad

nad milczenie...

Jednym postem anulował wrzuty o pedałach

Z mojej strony tylko jedno szczere – dzięki wielkie

Wszyscy mają wrzeszczeć o mnie, mówić, nagrywać i jeszcze więcej

W historii rapu to jeszcze nie było głupszego konfliktu nigdy

Dlatego zbijam tej hype i jestem nad, nad, ponad wszystkim

Bo ludzie sprytni to mają tu z górki, na szczyty to trochę gorzej

Dlatego mój iloraz działa tak jak roller coaster

Chcesz żebym rzygał tęcza, ale nie będę się bawił

Moja panna stoi przy mnie jak dziewczynka z zapałkami

Lubie taktować szyfry, szukaj se solucji o tym

Będziemy dalej wkurwiać, możesz mi zaufać - bistro

Kraj nie zaciągnie na dół, nie będzie poboru #realtalk

[Refren] x3

Krzyczę sobie nad nad, ze mną banda for life

Palce na puls whole time, w równowagę mnie wstaw

[Zwrotka 2: ZeroCool]

Proste, że mógłbyś sprostać stanom mych doznań

O ile dotrwasz, dojdziesz do końca, przybijesz do dna

Jednym postem anulował wrzuty o pedałach

Z mojej strony tylko jedno szczere – dzięki wielkie

Wszyscy mają wrzeszczeć o mnie, mówić, nagrywać i jeszcze więcej

W historii rapu to jeszcze nie było głupszego konfliktu nigdy

Dlatego zbijam tej hype i jestem nad, nad, ponad wszystkim

Bo ludzie sprytni to mają tu z górki, na szczyty to trochę gorzej

Dlatego mój iloraz działa tak jak roller coaster

Chcesz żebym rzygał tęcza, ale nie będę się bawił

Moja panna stoi przy mnie jak dziewczynka z zapałkami

Jak dynamit

Panowie, panie ten człowiek nazywa się F.I.S.Z.

Tak jak Paktofonika nadciąga kilkadziesiąt centymetrów nad chodnikiem

Nadciąga jak huragan

I chodzi nad, nad całym tym śmietnikiem

Chodzę jak mówię

Mówię jak chodzę

Lekko, płynnie, unosząc się

By nie zawadzić nogą lewą, prawą

Siatka foliowa lata nad nad domami

dłużej się rozkłada niż to co między nami

Sto lat to za mało, by nic nie zostało

zalewamy świat śmieciami, by bardziej jebało

miasta ze śmieci wchłoną wasze dzieci

I czarny smutek świat przesłania

I w sercu mnożą się pytania:

Dlaczego? Jak?

Czemu tak los żartuje z nami

Czemu się gwiazdy nad, nad głowami

Złożyły tak

Natrętnych pytań długo w noc cię męczy szereg

Przecież przyjaciół ma się w życiu trzech lub czterech

I łatwo w skutek zimnych gwiazd obrotów złych

włączamy posrebrzany sztuczny

luna-luna-lunapark

i nic nie wiemy co się dzieje nie wie

nie wie żaden z nas

nad lunaparkiem na-na-na-nad nad

lunaparkiem na-na

aha haaaa... ha

aha haaaa... ha

lunatycy

MUSTAFA (ref):

Załatw panie i gorzałę my zajebiemy wiersz,

dym zawisł nad barem w powietrzu czuć ciężki grzech,

całe życie jest balem, napędza je odwieczny zew.

Płyną monety, wino, kobiety i śpiew.

Budzą gniew i apetyt jak kasyno,

burzą krew, prują bebechy, myśli wiją.

nazwiesz to torturą? człowieku, to przecież chemia

chemia nie jest tak potężna, by moje miasto zmieniać

za oknem knajpa, subway, byłem pewien, że jej nie ma

jak w imadle zmysły, przez bodźce naciskane

bite psy z bólu płaczą, mamy piąta nad ranem

jesteś zwykłym chamem, wynocha z mojej głowy

odnalazłeś porty, na co nie bylem nigdy gotowy

matko, jaki duży człowiek na dachu tego bloku

zagrałby sam utwór na cztery ręce, wiem, zachować spokój

I tak bardzo dalekie są pędzące przemyślenia

Że zadaję pytanie, może ich już wcale nie ma?!

Nigdy nie istniały wymyślone fakty

Pokruszone skały, nierytmiczne takty

Jestem taki mały, dumałem dzisiaj nad tym

Żeby otworzyć okno i zerwać wszelkie kontakty

Zakończyć cyrk, gdzie głównym punktem programu

Jest reanimacja stanów, które nigdy już nie staną

Na nogi - i znowu wieczór ma smak podłogi

czas był przeciwnikiem tylko dobrze się maskował

wiedział gdzie mnie kupić jak dobry towar

zaatakował wściekle cały układ nerwowy

zima noc, pustka koc i te same szare schody

co łączą wszystkie klatki te co wiszą nad miastem

z podłymi ulicami, a wewnątrz coraz ciaśniej

jestem domem dla wielu, wpuszczałem od niechcenia

tylko przez to całe gówno dla mnie miejsca już tu nie ma

nikt nie dawał po równo sprawiedliwość jest utopią

jebać to że budzę skrajne

niezdrowe emocje

kiedy będę miał okazję przypierdolę jeszcze mocniej

tak jestem wulgarny, robię z siebie wyrocznię.

Nadęte pop-gwiazdy w wizji wpatrzone jak Górniak

zjebany kawał durnia na szycie listy (?)

czekam w szmatławcach, czekaj aż ktoś ci wpierdoli

ikono młodych szmat, jak mnie to kurwa boli

pozbawione własnej woli ze skóry manekiny

jesli chodzi o radosc to swiat niczego nie skapil

Wroclaw - wagon u szczytu swojej energii

fenomelanly gig a pod scena nikt bierny nie zostawal

pokoj dla was za to ,ze jestescie wierni

piona dla organizacji pro nad pro bylyscie dzielni

chlopak mial w sobie wielkie poklady tolerancji

ale gdy ktos dzwoni z kibla to szczyt ignorancji

bo po co mowic prawde lepiej wchlonac dwie pieczenie

nie padlo zadne imie wiec won ze znieslawieniem

Ty kurwa nie wiesz jak ciężko jest żyć z zarazą,

niech zejdą aniołowie i w chuj mnie stad wymażą

bo inaczej frustracja możne sięgnąć zenitu

nawet Jerzy Kukuczka nie zdobył tego szczytu.

Nie będę wył do beatu i użalał się nad sobą

nie jestem, nie byłem i nie będę nigdy tobą

a problemów podobno nie da się porównać

więc wara od oceny mojego prywatnego gówna.

Pochyła równia i pędzący wagonik

Nazwiesz to torturą ? Człowieku, to przecież chemia,

Chemia nie jest tak potężna, by moje miasto zmieniać,

Za oknem knajpa Subway, byłem pewien, że jej nie ma,

Jak w imadle zmysły, przez bodźce naciskane,

Bite psy z bólu płaczą, mamy piątą nad ranem,

Jesteś zwykłym chamem, wynocha z mojej głowy,

Odnalazłeś porty na co nie byłem nigdy gotowy,

Matko, jaki duży człowiek na dachu tego bloku,

Zagrałby sam utwór na cztery ręce, wiem, zachować spokój,

Poi was swa trucizną, to źródło głupoty

Otrząśnijcie się do chuja, albo umrzecie głupi

Bo prędzej czy później, system i tak was udupi

To co ładne i się świeci, często wartość ma zerową

Pomysł przez chwilę kurwa, zastanów się nad sobą

[A.J.K.S.]

i nie wódz mnie na pokuszenie ale zbaw od życia wśród tysięcy takich samych barw

i nie strasz mnie swym świętym ponad ludzkim trybem życia jak straszyłeś od tysięcy lat

I chociażby plułby mi w twarz każdy z was ja wiecznie będę darł pysk nie zamknie mi ust już nikt

Kolejna deklaracja niejednego co zaprzeczy

Temu, że ten kraj tonie ciągle w najczarniejszych barwach

Ciągnie na skraj tonie istnień to nie luksus jak Harward

Poglądy uproszczone do trzymania mord na kłódkę

Osądy przesadzone? Dość litości nad truchłem

Iluzja wolności sprzedawana co dzień w mediach

Fuzja złości i gniewu zniszczmy ten przedsionek piekła

Czuję w powietrzu, że się zbliża rewolucja

Co zatruje i rozpieprzy systemowy kawał trutnia

Już nawet nie płaczę, łzy nie zdają egzaminu,

Zaburzone postrzeganie po konsumpcji ośmiu drinów,

Nowy plastikowy nawyk znany jako pernazinum,

I przywdziałem znowu habit kapłana użalania,

Nad własną osobą łkania, chyba nie byłbym sobą,

Możesz nazwać to słabością, alienacją, chorobą,

Ja nazywam to trwogą, która żyć mi nie pozwala,

Wszerz zwinie się fala co moje życie rozwala,

No a kto zezwala, brodata inkarnacja dobra,

Mydlicie ludziom oczy, etyką w żelu

Bezpodstawną w chuj krytyką i zarzutem braku celu w życiu

Jak po przepiciu często masz moralniaka

Historia się skończyła, tym, że człowiek tylko płakał

Nad ziemią, nad czasem, który zdążył gdzieś spierdolić

Nad słońcem, nad księżycem, nad powietrzem, które boli

Bo płuca i gardło zdarł swoim przeraźliwym wrzaskiem

Widzę, że normy społeczne zazwyczaj są zbyt ciasne

A na początku wszystko miało barwy tęczy

[I.]

Zamieńcie się ze mną na te szare, brudne poranki,

Kiedy nie wiem co mam zrobić, strach, nie panuję nad nim,

Wyżera od środka, to co jeszcze we mnie żyje,

Chciałbym kogoś spotkać, a cisza po uszach bije,

Zamieńcie się ze mną na tęsknotę za tym domem,

Którego brak sprawia, że jak wrak ciągle tonę,

I tak bardzo dalekie są pędzące przemyślenia

Że zadaję pytanie, może ich już wcale nie ma?!

Nigdy nie istniały, wymyślone fakty

Pokruszone skały, nierytmiczne takty

Jestem taki mały, dumałem dzisiaj nad tym

Żeby otworzyć okno i zerwać wszelkie kontakty

Zakończyć cyrk gdzie głównym punktem programu

Jest reanimacja stanów, które nigdy już nie staną

Na nogi, i znowu wieczór ma smak podłogi

A w głowie tak ciasno, bo za dużo przemyśleń

Nie wierzę, że to minie, nie umiem żyć bez ciśnień

Kopnę w ryj to się zachłyśnie wolą swojej egzystencji

Zwykły bandzior zabija - taki jak ja, długo męczy

Nad ofiarą śleńczy, krótki kurs anatomii

Wiwisekcja, poniżenie, maraton ku agonii

Mnie nic nie usprawiedliwia, Ciebie nikt nie broni

Chryste, dlaczego dajesz larwom chleb trwonić

Słodką minką się zasłonisz, wjedziesz mi na emocje

a tępy dźwięk dają, kruszone kończyny

państwo jak pająk uwiło pułapki

Mam się tym zając? A może Ty zacznij

chociaż samodzielnie, w końcu, chłopie, kojarzyć fakty

pomyśl, poczytaj, zastanów się nad tym

czy Ci naprawdę pasuje być zerem

wciąż trzymaj garde, wykasuj w cholere

tak bardzo szczere mordy Twoich chorych bóstw

dla swojego dobra mocno pociągnij za spust

Popatrzcie, widzieliście? Myślę to pachnie skandalem.

Może sam tego chciałem, zapomniałem tak jak zawsze.

-Ej zamknij paszcze wreszcie, nieogarnięty błaźnie.

Właśnie słuchaj co doczesne mówiłeś, że nieważne.

To po co sie użalasz nad rzekomo ciężkim losem?

Za mało przeszkadzam, trzeba dać Ci po nosie.

Proszę, no co za prosie nie myślisz samodzielnie.

Podpięta pod zmysły nie pozostanie biernie,

Patrząc przez Twoje oczy tak bardzo bezczelnie,

Świat chemią wygięty, wciąż tak bardzo wstrętny.

Nienawiść? Bo ja wiem? To błogosławieństwo Boga,

Sześc tysięcy RPM, w podłogę wbita noga,

Nasza ostatnia droga, jedna już była krzyżowa,

Zdechły gwiazdy nad miastem, ludzi ogarnęła trwoga,

Słyszysz płacz aniołów? Na razie łkają cicho,

Ziemia pluje umarłymi i nakręca się ryzyko,

Zasrane kurwisko ze sprofanowaną cipą,

Wszystko dzieje się cyklicznie, a to kolejny rip-off.

Głowa faktycznie pusta, myśli przeżarte wstydem

Sam się sobą brzydzę, nawet kiedy jestem widzem

Projekcja produkcji na własnych patentach

Jak omamieni głupcy, przed własną słabością klęka

Pusta morda nadęta, zasłużona męka

Stres z dnia na dzień, a w nocy kurwa zwierciadło pęka

Każda rysa symbolem tego co zjebałem w życiu

Dla siebie gwiazdorem wśród wydumanych celebrytów

Stworzonych na potrzeby, wiesz, samozachwytu

Skaryfikacje i będzie tego więcej,

Poczęstuję cię rtęcią z mojego tabernakulum,

Udławisz się żółcią i skosztujesz tego bólu,

Śmieciu, lepiej miej oczy dookoła mordy,

Wiesz, że lewitują tam nad tobą małych diabłów hordy?

Biesy, czorty, chcę skosztować twej aorty,

Zdobędę wszystkie forty i nie oszczędzę świątyń,

Wybudowanych wbrew woli Ojca Chrystusa,

Coś się tam rusza, to chyba twoja dusza,

Często zadaję pytanie, jak długo wytrzymam w świecie, który jak szmatę mnie z życia wyrzyna, ile jeszcze dni będę potrafił skonsumować, ile jeszcze sekund za chemią będę się chować.

Do organizmu wprowadź odpowiednie wzory, wypędzą potwory, światu nadaje kolory.

Oszukuję sam siebie, bo mnie w chuj oszukali, jestem za mały, ktoś z góry nas ustalił.

Ty kurwa nie wiesz, jak ciężko jest żyć z zarazą, niech zejdą aniołowie i w chuj mnie stąd wymarzą. Bo inaczej frustacja może sięgnąć zenitu, nawet Jerzy Kukuczka nie zdobył tego szczytu.

Nie będę wył do PITu i użalał się nad sobą, nie jestem, nie byłem i nie będę nigdy tobą.

A problemów podobno nie da się porównać.

Więc wara od oceny mojego prywatnego gówna.

Pochyła równia i pędzący wagonik, a lufa coraz bliżej mojej pierdolonej skroni.

Lubię spacery po parku, lubię wybrać się do lasu i poszukać gałęzi, która nie pęknie zawczasu.

Do głów wrzucają śmieci, weź tylko zacznij robić to, co chcesz,

Baczni strażnicy krańca świata zdepczą Cię jak wesz,

Strzał w ryj, momentalnie mata,

Mówimy tu o kwasach, nie jak kiedyś o kwiatach,

Może mózg powiedział ""basta!"" a nad głową mi lata

Przez lata (...) zamiast (...) dwugłowy szatan,

Nie ma (...) krata wybór mniejsza, lub większa strata.

Koniec świadomości dotarł do krańca ziemi,

Naznaczeni w pętli, szukają kogoś kto oceni

2.Czas był przeciwnikiem tylko dobrze się maskował.

Wiedział czym mnie kupić - jak dobry towar.

Zaatakował wściekle cały układ nerwowy.

Zima, noc, pustka, koc i te same szare schody,

co łączą wszystkie klatki - te co wiszą nad miastem.

Z podłymi ulicami, a wewnątrz coraz ciaśniej.

Jestem domem dla wielu. Wpuszczałem od niechcenia.

Tylko przez to całe gówno dla mnie miejsca już tu nie ma.

Nikt nie dawał po równo. Sprawiedliwość jest utopią.

Gdyby teraz zszedł na Ziemię , z piekła zgarnąłby kolegów,

Anarchista, co potrafił oddać życie za poglądy,

Więc odpierdol się od gościa, a jak jesteś taki mądry,

Z tą falangą, pokaż werset, kurwo, w piśmie świętym,

Kiedy boży syn pochylił się nad żołnierzem wyklętym,

Eksmisje na ulicę w imię własności prywatnej?

Czy na pewno, a może wtedy miasto nie jest stratne,

Osiedla kontenerów, ludzie zamknięci w barakach,

Potem jeden z drugim gnojek oficjalnie kurwa płakał,

co to w imie bialej polski co dzien przypierdalal w zyle

nie przywlaszczaj sobie kraju bo my tez tu mamy chaty

jestem na wiecznym haju ,argument konczy sie na tym ?

unia europejksa smieszne machanie lapka

kiedy powiem ,ze znaczymy zero , bedzie az nad to

to jest wlasnie ta wolnosc , marzenie postepowcow

zagnac i po kolei kazdego zrzucac z mostu

wlasnosc prywatna ,odwolanie do stanow

ej Koliber nie bierz nas tutaj za bande ,wiesz , baranow

Pani redaktor w nocnym programie TV,

Pierdoli który klub jest si, odbiera katering.

Zajebane puste ryje od piątku do niedzieli,

Lepiej wjebać do śmieci niż posiłkiem się podzielić.

Nadęte sztuczne akcje, kliknij w pajacyka,

Ale chuj cię obchodzi, że piętro niżej ktoś zdycha.

Jednak płytko oddycha, ty spełniasz swój obowiązek,

Książkowa zamiana ról, jak żebrak i książę.

Ref.

Reakcja i opór absolutny obowiązek,

Na każdym kroku, bez kłopotu miliony, wspólnych spojrzeń,

Nie ma co czytać książek, propagandowych gazet,

Wyjdź na ulice nad którą błazny chcą przejąć władzę,

I wszyscy razem, wparci pewnym siebie krzykiem,

Zagłuszmy tę hołotę co się zbiera pod pomnikiem,

To będzie głośny piątek i intensywny weekend,

Na każdy sposób słuchaj - pięścią i językiem,

Złość i agresja kiedy już brakuje do rozmowy sił

rozpierdolić w pył wszystkich oponentów

bez żadnych wykrętów do zesrania bić w ryj

kiedyś były reguły, a ty byłeś zbyt czuły

nad światem czarne chmury zwiastują wieczny sen

dobrze wiem stary ej bez ściem

nie pozwól na proceder permanentne poniżanie

pocisk i jeszcze jeden co będzie potem? - nie wiem,

ale ważny jest ten dzień nie odejdziesz z cienia

Jednorodzinne domy i malutkie mieszkania

Radość i frustracja brak ustabilizowania

Symfonię irytacji grał trzask pękających mebli

We mnie jest nas dwóch, w maskowaniu arcy-przebiegli

Gdyby siedli nad tym biegli doszliby do konstatacji

Że, z tych rewelacji matex na magisterską prace

Przez swoje zachowanie w twych oczach jestem pajacem

Bardzo chciałem mieć swój azyl a teraz za to płace

Blok na użytkowniku juz nawet nie znam powodu

rozpierdoli potylice zaplątanym w polityce

Gniewnym buntownikom na marszu tolerancji

Nagłaśnianym medialnie gdzie się ludźmi ciągle gardzi

tacy jesteście hardzi a miecz to słowo pisane

Wiesz, jak kurwa jest kiedy budzisz się nad ranem

i uświadamiasz sobie ""Przecież kurwa nic nie zrobię,

nie ma za co kupić szamy, niech ktoś kurwa mi podpowie.""

Co tak wybałuszasz gały dotarło do ciebie

że frustracja mózgu miesza zjebie kiedyś byleś w niebie

Zapomniałeś o jednym żeby mieć dobre brzmienie

często skacze mi ciśnienie gdy słyszę wasze pierdzenie

ej ty uliczny władco postrachu kurwa piętra

jesteś taki twardy rana cięta szybko wymiękasz

Nad Jezusem klękasz autorytety przecież wierzą

już chuj z tym że mną gardzisz jak używaną odzieżą

I tak ciągle bredzą oponenci

Zamknięci w klatce umysłowi indolenci

Kondolencje twojej matce składam

i pewnie dawno przepadł, jasne różnią nas poziomy

jestem świadom swoich wad a Ty tylko spierdolony

i fakt bywam niesłowny i wkurwiam nieogarem

ale staram się stale, wokalem jebnąć lepszy balet

i pracuję nad sobą ze świadomością siebie

a nie wale do lustra jak ty pierdolony zjebie

REF :

Surrealizm wylany na egzystencje

repetytywny chaos, no dalej jeszcze więcej

Słowo po słowie wymieniam, wiem - niczego się nie dowiem,

Zapytam, odpowiem, dni zautomatyzowane,

To, że jest przejebane nie było dostrzegane,

Tak jak właśnie strona bierna, powoli zapomniane,

Miasta straszą maszynami i płaczem szyn nad ranem.

Po co wbijać się w struktury skoro ludzi już tu nie ma,

Szukałem swego cienia, słońce odmawia posługi,

Może mam wobec Boga zajebiste długi,

Zawsze byłem drugi, teraz czerpię satysfakcję,

"

Ten świat nie miał nad nami litości

przybyliśmy z gwiazd i nikt nas nie ugościł

A historię fakt piszą tu zwycięzcy,

wygrali i zostali sami, bedą się z tym męczyć

Mówili mi, że czas potrafi uzdarawiać, śmiać się z ran

Jasna cholera, zaraz chyba mnie rozerwie

W igraszkach ze ścierwem, zrobimy sobie przerwę?

Szlag trafił rezerwę nic dobrego nie pamiętasz?

Zapraszam jak rodzina Charlesa M. do Healter Skelter

O jaka nadęta mowa nienawiści

W kontrze do wszystkiego, kurwa, i przeciwko wszystkim

A wiesz dlaczego chuju nie jesteśmy zawistni?

Bo Ciebie piecze to co u nas zdoła się zabliźnić

[REF.]

odkryta ameryka, nudzę? no to po chuj pytasz

co u mnie? to samo durnie, w śmierdzącej trumnie

wtedy jeszcze płakałem, dziś wyłazi ze mnie skurwiel.

wokół znowu jesień, co rok to bardziej ponury

wiatr trupi smród wciąż niesie,a nad głową czarne chmury

nie bez powodu drę się, zwierze zamknięte w klatce

wiem, że w moim interesie jest mieć lepszego doradcę

niż ten teraz, co sugeruje ""czas umierać ""

znowu sięgam do portfela by zagłuszyć lucyfera

Chciałbyś zamknąć mnie w domu, kazać siedzieć cicho,

Ale ze mnie takie licho, co do głów się wciąż wbija,

Słowami wywija cynicznie, jak czarna żmija,

Nie mam marchewki i kija, każdy dzień przynosi zmianę,

Ważne, że mam gdzie kierować myśli o czwartej nad ranem,

Wiem, że było przejebane, ale wszystko ma swój koniec,

Dopiero uczę się gamonie anulować agonię,

Czy to w dobrym tonie, tak nagle zmienić klimat ?

Nie zamierzam nic kończyć, ale bardzo chcę zaczynać,

Czasem się zastanawiam nad swoim losem,

czy ktoś pójdzie za tym głosem, ważny każdy wniosek,

każda rada, niosę wieść na tych śladach,

chodź na demną cięży grada, przeciw systemowi tak przez lata.

A ta poradyki, solo, przejęty tomolog,

dziecko nie weźmie do ręki lalki.

Matka nie powie: synu kochany,

bo wszędzie pustka, wyrwane ściany!!!

Imperia grożą orężem swym,

a nad miastami unosi się dym.

Ulice pełne zastygłych ciał,

będziesz miał, głupcze, to czegoś chciał!

Już nie wiesz bracie, czy się obudzisz,

ziemia jest w rękach morderców ludzi!!!

Oto huragan JHWH rozpętał się, w ogniu JHWH nadchodzi sąd, ogień przednim, gdy idzie pali wrogów dookoła niego. JHWH twój Bóg jest ogniem pożerającym. JH jego imię. JHWH Królem nad całą ziemią. Shema izrael. Zapłonie JHWH SABAOT na sądzie. Słuchaj izraelu JHWH jest naszym Bogiem, JHWH jest jeden. EL OLAM, EL SHADDAI, EL ELEJON, ADONAI. Nicością są bożki z drewna I kamienia, do nich są podobni ci którzy je robią I każdy kto im ufa. Zmiażdż młotem marduka.

Poddają się tylko idioci

Znajomi, koledzy, prorocy

Wiem, nic nas nie zaskoczy

Może problemy - kolosy

Nad ranem krople rosy

Śpiące monumenty, bloki

Mieszkańcy budują okopy

Tyle tu oryginałów, co kopii

Nienawiść - nowy narkotyk

Ref. :

Szał,szał na mieście Abi płyta wreszcie. ! Pozamiatane leszcze, lecz to nie koniec jeszcze.

Szał, szał na mieście Abi płyta wreszcie . ! Nielegal towar bierzcie, nie skończycie w areszcie. x 2

2. My nagrywamy, a Ty ruszaj przy tych bitach. Słyszysz A B I i wiesz, że to nie lipa. Mlode pokolenie na scenie Cię wita, porządna ekipa, która w tej kwestii nie znika. Cały Tczew jest tu na glośnikach, na nośnikach całe miasto. Całe miasto , jedno hasło - H I P H O P Jedno nasze bractwo .

I wyjebane mam, jeśli coś Ci nie pasuje, ja hardkorowy dobrze się z tym czuję. Nie wiesz nic na temat, a sie kurwa prujesz. Te wasze komentarze na zajebanej wrzucie. Komentuj jeszcze, pokomentuj sobie fiucie. Ja lache na to . - popierdolona szmato . Bo kurestwo zdechnie samo. x 2 Zastanów się nad słowami pało.!

Ref...

3. Każdy zna, kto tu gra. Mam wasz chłam, nie dla nas. Dobre chłopaki, pokażą na co stać. Abi skład. - bądź dla brata jak brat. I to nie przez kilka dni, tylko przez cale kope lat. Bo gdy stracisz swych braci to Bóg dla Ciebie kat. x 2

A tu każdy nasz track to czystej prawdy smak. Dzieciak.. dzieciak.. Ty to przecież znasz. Gwizdaj od tak i felonowej kłotni czas. Więc jak najszybciej sprawdź i powtórz jeszcze raz. - "" Bądź dla brata jak brat. "" . Bądź dla brata jak brat. To prostej drogi szlak. Ja zostaje jaki jestem i zostawiam na niej ślad. Tu zostaje moje miejsce bo wybrałem drogę rap. Który niesie te głośniki, jak porządne 1000 VAT. Teraz kończe zwroty, ruszam już w swój świat. Właśnie tak chłopak .! Właśnie tak chłopak ..

4. Coraz więcej ludzi zna, coraz więcej rozpoznaje ten skład, Ta drużyna A B I im daje . Niczym wspaniała czwórka, tworzymy rap podwórka. Nagrywanie rape to jest wspólna wizytówka. Młode pokolenie- wielka siła w nas drzemie. Krocząc tą samą drogą, do przodu lecimy dżemie. Idąc po ulicy nasze tracki słyszę. Kolejny dowód na to że też przerywamy ciszę. A B I, krąży juz na mieście, za to na koncercie, łapy w górę podnieście.Piona dla tych ludzi którzy nas tutaj wspierają, by wyszło wszystko dobrze, z wlasnej woli pomagają. Małymi krokami rozwijamy te taleny. Obiecuję ziomek będzie projekt następny. Wielu zna i wielu jeszcze pozna , tworzony dobry rapu od początku do końca.


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga