Alfabet słów:

Słowo odpadły w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery o: odcumować, opleć, odpływ, ochłonąć, osiemdziesiąt

Kto w Polsce śpiewa o odpadły ? To między innymi Adrian Trojanowski, Big Cyc, Breff. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Niszczeje grób

Usycha kwiat

Który zostawiłaś tu

Zatarły się litery

Odpadły zdjęcia

I już nikt nie pamięta

Jak to sie mogło stać

REF: Nie żałuję tych pociętych żył

Nie żałuję tych bolesnych chwil

Jak było coś warte, to dawno sprzedali

Co drugi w mundurze, co trzeci na bani

Wygodne miejsce dla inwalidy

Zają największy polski polityk

Zderzaki odpadły, brak jest oleju

Siedzenia wszystkim do dupy się kleją

ref. Jedziemy tą drogą, jedziemy do przodu

Kierowca jest ślepy, bo pije samogon

Na wszystkich siedzeniach są hasła bojowe

„Gdy na mnie patrzysz, wtedy dopiero jestem.

Stworzyłaś mnie spojrzeniem, nadałaś formę gestem.

Zapaliłaś światło, gdy myślałem, Ŝe cały świat to ciemność.

Proszę, wstań i chodź ze mną.”

2. Kurtyna opadła jak powieki, palce odpadły od klawiszy,

Myślał, Ŝe minęły wieki, przelał oceany ciszy.

W końcu wstał, lekko skłonił się i zszedł do kulis

Jak lawina, nikt nie zatrzyma tej śniegowej kuli.

Ona stopnieje sama, gdy spłynie potem po skroni,

Nie, nie jestem sama, dzwoni do mnie mama.

Dziś nie golę łona.

By nie kusić losu dodam do bigosu

twoich czarnych włosy-włosów.

Z ryja mi odpadły tynki.

Piękny bukiet z petów dla grzecznej dziewczynki

Twoja pała płonie.

Zaraz zginę, zgonie, weź ogarnij się.

Nekro-faza ssie.

Znasz te mordy robicie kino to nic nowego

Gdybym pisał książki z trasy byłbym biblioteką

Gamonie ślinią monitor, cyber chuligani

Jesteś kozak to stań na piachu z chłopakami

Trening czyni mistrzami choćby odpadły ci gały

Nikt nie chce paść jak pet kiedy dojdzie do walki

Twardo bez mistrza w CV mamy się dobrze

Choć ciężki był czas ciągle mamy się dobrze

Mistrzu Florianie dziękujemy za Pogoń

Niech wygrywa a przegrywa ten co ciągle się poddaje.

Te wokale mają dla Was Wiele Znaczeń ( PROSTE ! )

Na pewno więcej zyskam niż tu stracę ( OWSZEM ! )

Nie zawsze było dobrze , jakoś daliśmy tu rade.

Tylko pojedyńcze hieny odpadły od Nas przez zdradę.

My nadal ponad prawem Wiele Znaczeń dla Was gramy.

Przyjdziemy , usiądziemy , także pogadamy.

W genach szacunek mamy zapisany już od dziecka.

I przez ten czas nie podzieliła nas tu byle jaka sprzeczka.

nie czując strachu

Aż nagle tłum zamarł z trwogi

i wszystkie twarze pobladły

bo z balonu wytrysnął ogień

a główne liny odpadły

i z wolna popłynął na dół

pilot w płonącym ptaku

gondolę oplatały dymy

a on płynął na dół

kolumbijski krawat może wypaść Ci przez gardło.

Jest późno w nocy, ja znów piszę, te linie,

oddany sztuce jak rajter, który pisze swe imię.

To nie minie mi, hip-hop wpłynął na głębokie wody,

odpadły ofiary losu i ofiary mody.

Ja zostaję tu, pokój jest od rymów gęsty,

a tłuste wersy to właśnie znaczy mainstream.

Główny nurt polski podwórek,

gdzie możesz dostać nożem lub być zabity piórem.

a tu nie ma z kim, ci co lubią dym.

Niech bawią się dobrze w alchemików,

to tata już poprze za dużo nagłych zmian,

poleciały zęby, policzki opadły,

drodzy koledzy żeby nosy wam odpadły.

[Wieć co jest fajne za co ja też siebie cenię w pewnym sensie,

że jeżeli ktoś częstują a częstują co tydzień to pofrafię powiedzieć nie]

""Uczciwość"" sławi przeniewierca

O spokój apeluje furiat

O dietę z warzyw - ludożerca.

W nakręcanym codziennie zegarze

Wskazówki dawno odpadły

A ciężary nieznanych wydarzeń

Na dwoje wróżą z wahadła...

Krzyczącym ""Siła!"" - głos się łamie

Krzyczący ""Wierność!"" - pozdradzali

Złapał szuflę i dawaj mieszać różne leki i specyfiki

Tak jak szło: aspirynę, johimbinę, wazelinę, z pijawkami retortę,

Papawerynę, rycynę, sklerosan, urosan i witaminę B-12 forte!

Wszystko utarł, spirytusem rozpuścił, wlał przez lejek do półlitrówki

I zawołał: - Fertig, pij pan zaraz! Dreptak wypił i odpadły mu zelówki

Potem z nosa mu buchnęły płomienie, wreszcie rzucił się na kasjerkę,

Lecz już w biegu zgubił kolejno cztery palce. dwunastnicę i nerkę.

Ale wcale się tym nie przejął, zagrzmiał głośno, zakrzyknął: - hu ha!

Przegryzł się przez sklepowy kontuar i po ścianie zaczął chodzić jak mucha,

czasem nie mogę znieść tego piętna kurwa mać

zostaje na mnie jak kamień na wannie kurwa mać

jak się kąpie to jest duszno jak w saunie kurwa mać

tapety żółkną, blakną dywany kurwa mać

kafelki odpadły ze ściany kurwa mać

zegar głośno tyka co sekundę kurwa mać

woda z kranu kapie, na dole wyje kundel kurwa mać

słyszę domofon, już wstaję kurwa mać

to Jehowa chce sprzedać parę bajek kurwa mać

Niszczeje grób

Usycha kwiat

Który zostawiłaś tu

Zatarły się litery

Odpadły zdjęcia

I już nikt nie pamięta

Jak to sie mogło stać

REF: Nie żałuję tych pociętych żył

Nie żałuję tych bolesnych chwil

Nie czując strachu.

Aż nagle tłum zamarł z trwogi

I wszystkie twarze pobladły

Bo z balonu wytrysnął ogień

A główne liny odpadły.

I z wolna popłynął w dół,

Pilot w płonącym ptaku.

Gondolę oplatały dymy

A on płynął na dół

Zwrotka 2:

Miejsce wypadku; naszyjnik po dziadku

znaleziono gdzieś… przy martwym chłopaku;

przy głowie futro zmieszane z klejem -

- to włosy odpadły mu razem z żelem;

rodziny przy nim nie ma, bo gdy był w poprawczaku

matka wyjebała się na składaku;

żeby dodać tutaj nutkę dramatyzmu -

- to tak się wyjebała, aż jej flaki rozprysło;

Pozostawię po sobie fobię, wrzut w ludzką tkankę

Chcesz (?) zjechać z palca To zasłoń firankę

Bo i tak mam w dupie Twoją anty-systemową walkę

Takie to miałkie, kalka pogania kalkę

Stos ludzkich odpadów, litr benzyny na podpałkę

A Ty nurzaj sobie mnie z waszej śmiesznej społeczności

Zadufanych w sobie gości i plastikowych kurew

Myślisz będziesz lepsza jak wypierdolisz w uchu dziurę

I pociśniesz na spotkaniu, kurwo, kolejną bzdurę

są normalni ,oraz ci co śmierdzą kato-polo gównem

i ze to niby ja - pożeracz kurwa euro-gadek

Senyszyn , Tusk , i reszta ej stary na to kładę chuj

toczę swój boj i trzymam się własnych reguł

a co bardziej skretyniali odpadli na przedbiegu

szmaty będą mi zarzucać unijne pojednanie

jak pierdolnął Wojtyła , widać już zapomniane ! była

unifikacja właśnie zmierzam do sedna

z miłości do bliźniego wpakowaliście nóż w żebra

A może tej zygotki yo z pierwszej zwrotki

Twoja dziewczyna? nie, chyba pęknę

Kiedy zaczynasz mówił, że już woli swoją rękę

Typ się zgubił ja znalazłem się z kliką

I odpadł kolejny kontakt z publiką

Niech ktoś da mi znak czy ja robię coś nie tak

Chyba nie no, bo jak? czy to komuś jest nie w smak?

Ja robię rap, a usłyszy go w domu

38 milionów ziomów, yo!

Masz swoją klikę i jesteś zawodnikiem, cóż

Naucz się lepiej przyjmować krytykę tu

Nienawiść jest niejednemu w oku solą

Zamiast się bawić rapem, pierdolić wolą

Machnęło ręką wielu, wielu odpadło,

A kilku wariatów chętnie odda za to gardło

To nie są Stany, to nie Bronx czy Brooklyn

Tutaj do kłótni nie wyciągamy spluw i

Nie mamy niewolników wśród swoich przodków, lecz

Zobaczysz rap man co żądli jak szerszeń

Ja bakam, a mój skład w górę pnie się

Sześcioletni staż od kiedy wspólnie w rap biznesie

Kolesie ci co wtedy to tak na marginesie

Nikt z nas nie odpadł mówiłem o tym przecież

Chcesz lecieć? to z nami możesz lecieć śmiało

Baku Baku skład pod bit co zrobił Jajo

Bierz takie jakie jest, bo to się opłacało

Wiesz, że możesz liczyć na nas, na doskonałość

masz swoją klikę i jesteś zawodnikiem

cóż naucz się lepiej przyjmować krytykę tu

nienawiść jest niejednemu w oku solą

zamiast się bawić rapem pierdolić wolą

machnęło ręką wielu, wielu odpadło

a kilku wariatów chętnie odda za to gardło

to nie są Stany to nie Bronx czy Brooklyn

tutaj do kłótni nie wyciągamy spluw i

tu nie mamy niewolników wśród swoich przodków

Czasem myślę, że to już nie pasuje. Sama przecież tego świata nigdy nie odbuduje. Nie żałuje tego . Nie cel cieszyć się o stan,wszystko będzie dobrze, gdy oddalam się w snach.

2.Miasto miasta pląta znowu mi przez okno, dwóch kona gume, nasze twarze mokną. Tu jest droga do gwiazd, która jest wyższym testem, przeznaczenie mówi:""wytrwać w tym jeszcze"".

Znowu rano biorę głęboki oddech, zastanów się, jak daleko dojść mogłeś. Każdy może mieć sześć setki gwiazd, popatrz w górę, i doceń ile masz. Dodaj do tego ludzi, którzy tworzą Twój świat, teraz pomyśl ile dziś, ile on jest wart. Stwórzmy miasto gwiazd, zabierzmy tam ludzi, zróbmy to jak najszybciej, nim każdy się spóźni. Tysiące gwiazd obróci się w proch, zróbmy to jak najszybciej, nim skończy się mrok. Świat powoli znika, wznieśmy się ku gwiazdom, wiatr zagra nam walca, nim wszystkie zgasną.

3. Doszli znów paroma, przezwyciężył ranek, setki spadających gwiazd pogubiły detale. Mamy dziś je w oczach, co czyni świat lepszym. Miasto gwiazd spada na ziemię, by świat był lepszy.

Zacznijmy życie, nawet jeśli jest za późno. Zróbmy go nim nastanie gorsze jutro. Każdy pragnie ucieczki, by od nowa żyć. Podnieśmy głowy, by dosięgnąć gwiezdnych chwil. Niosę ciężar życia, skarg już chyba nie liczę. Każdy moment życia, po lepsze milczeć. Ten czas zastygnie, poruszymy konstelacje. Biegnę ku swym marzeniom, oddaję wibracje. Nie bądź szary jak popiół, zbyt wielu nas odpadło najjaśniejsze gwiazdy, najszybciej się wypalą. Znowu późna pora, wracam do miasta gwiazd, tyle fałszywych ust, tak niewiele faj - patrz.

"

Widziałem ją dzisiaj, tak o poranku,

Czytała książkę na ławce w parku.

Jak kot podszedłem, na brzegu usiadłem,

Podniosła oczy, a ja odpadłem.

Czy ktoś ich jeszcze razem widział?

Czy ktoś cokolwiek o nich wie?

O nie, o nie, o nie

Czy zakochali się?

Kiedym rodził jak z nut, wtedy odpadł mi fiut

Moszny brak, tak to fakt, tak mi żal

Krematoriów brzask, słychać płodów mlask

Spijam gin z pępowin, tak mi żal

Straciłem kał

Zwłaszcza że dobrze wiemy z życia

Jak dostać masz, no to dostaniesz

Gdy z przyjacielem w blasku słońca

Na jednej linie pniesz się w górę

I nagle druh od ściany odpadł

Odepnij się, uratuj skórę

Asekuracja, asekuracja

Takiej nie lubi nasza nacja

Bowiem brawura to atrakcja

znowu śmigam w swoich butach.

I! Tutaj na nutach udowadniam, że potrafię

kontynuuje rozpoczęte dzieło realizacji w rapie

Niezależnie od nikogo, pewnie nie palcem po mapie

Ty odpadłeś po drodze, a ja wiem, że tam trafie.

Dobra! Nie ma co gadac trzeba ruszać ja wiem to

każda zwrotka każdy dzień to koleje piętro

Ku*wa nie chce mi się ej no! Nie ma co kłamać,

a tym bardziej swoich zasad o tym nie ma co łamać

Dupy wyglądały jak spełnienie marzeń

Słuchaliśmy tylko rapu z przekazem

Każdy miał respekt do siebie nawzajem

A zawiść tu była jakimś obcym krajem

Większość odpadła, cóż, żyję się dalej

Zostali ze mną Ci ludzie, na których stawiałem

Tamte momenty wspominam bardzo dobrze

Ale to zniknęło już, bezpowrotnie?

ref.

1.Jest późna noc - śpi moje wspaniałe dziecko. Tak bardzo go kocham, naprawdę znaczy dla mnie wszystko. Nie mogę zasnąć, próbuję drzwiami nie trzasnąć. Udaje się do pokoju, by rozmyślać tam w spokoju, ziomuś. Układam teksty całymi dniami, stary, lecz zazwyczaj w nocy nabierają grubszej warstwy, miliony myśli oplatają mi głowę. Dalej siedzę w pokoju, myślę nad lirycznym słowem. To jest chore! Moralniak chwyta mnie zawsze w nocy, jaki jestem próżny, pusty i bez mocy, po prostu wypluty, zatruty. Wciąż leże i patrzę w sufit. Chciałbym tyle teraz do mojego dziecka mówić, nie chce go budzić, obracam się z boku na bok. Z roku na rok człowieku jest to samo. W głowie mam pierdolnik, chaotyczne larmo. Co tu robić? Budzik wybija 6 rano i nie ma, że darmo. Dalej snuje refleksje. Myślę o życiu, wyciągając konsekwencje, co robię nadal źle, co mógłbym zrobić lepiej i tak nadal leże z obrzydzeniem do siebie. (Do siebie, do siebie. I tak nadal leże z obrzydzeniem do siebie.)

Ref:

W tym samym czasie, kiedy wszyscy śpicie, ja spisuje swoje myśli w zeszycie i tak jak myślicie opisuje swe życie. Nie mogę zasnąć, tu czy tam, nigdzie indziej. (Nie mogę zasnąć, tu czy tam, nigdzie indziej.)

2.Próbuje podołać swoim wszystkim problemom, nie żale się kolegom, to są moje klocki LEGO. Każdy klocek to kolejny problem i z każdym klockiem jest kolejny nocleg. Nie jeden poległ, pociął się w otchłań, nie jeden odpadł pociął się z Comba. Dogania mnie trauma, szczęścia ani grama, radosna dusza, która już dawno umarła. Czuje się słaby jak te rymy i sylaby. Głupek nic nie warty, wkurwiony, niewyspany, spłukany doszczętnie, zamiast spać tutaj grzecznie to siedzę tak bezczynnie i piszę te brednie do chuja podobne. Skąd wziąć te dobre? Ja sam już nic nie wiem, kurwa bezsenność mnie męczy, Boże!

Ref:

W tym samym czasie, kiedy wszyscy śpicie, ja spisuje swoje myśli w zeszycie i tak jak myślicie opisuje swe życie. Nie mogę zasnąć, tu czy tam, nigdzie indziej. (Nie mogę zasnąć, tu czy tam, nigdzie indziej.)

3.Oni nie mogą spać, w nocy walczą z problemami, zakłamani. Ich świat wypełniony jest kłamstwami. Gdyby już nie mieli siły, gdyby przestali walczyć to nie mieliby nic, żyliby na pustej planszy, tak jak naiwni głupcy i ich samobójcze myśli. Co noc myślą o sznurze zaciśniętym na szyi. Życie w bezsenności odpływu wypitych kaw, gdzie ludzie ciężko pracują by mieć nad głową dach, by żyć jak najlepiej. Skromnie, ale godnie żyją, w rodzinie szczęśliwi, a nigdy samotni. Dzisiaj zamykam oczy jak nigdy swobodnie, a jutro będę walczyłby coś zostawić po sobie, jakiś ślad, na tej bardzo twardej ziemi, by za parę lat zobaczyć jak to wszystko się zmieni. Chcę naprawić błędy przy zapalonej świecy. Atramentem brudzę kartkę tym, co mnie, co noc gnębi, tak wyrzucam z siebie zło, prawie jak na spowiedzi. Sumienie staje się lżejsze, a serce dalej cierpi. Dlaczego tutaj siedzisz? Czemu nie idziesz spać? Zły los – wiem, nie umie rozdawać kart. Wymyślił grę, a nie umie w nią grać. Już rano. Ej, młody! Połóż się spać.

Ref:

Świat to nie łódź, która czeka tam gdzie przystań

Zapierdala tak, że aż kurzą się łożyska

Liczy się prestiż, zostać na powierzchni

Wierz mi, ludzie wciąż bywają niebezpieczni

Ci zbyt stateczni, dawno odpadli

Dobry wieczór w miejscu w którym rządzi Darwin

Zimne bacardi, sobowtórki barbie

Życie karmi fantazjami jak z Narnii

Weź to ogarnij bo to najwyższy czas jest

Świat, to nie łódź, która czeka tam gdzie przystań!

Zapierdala tak, że aż kurzą się łożyska!

Liczy się prestiż - zostać na powierzchni, wierz mi!

Ludzie wciąż bywają niebezpieczni!

Ci zbyt stateczni dawno odpadli,

dobry wieczór w miejscu, w którym rządzi Darwin.

Zimne Bacardi, sobowtórki Barbie,

życie karmi fantazjami, jak z Narnii.

Weź to ogarnij, bo to najwyższy czas jest,

Po tych chodnikach od bajtla se śmigam,

chodź nie pewna przyszłość nowy dzień z uśmiechem witam,

nie jedno w życiu nie wyszło sam wiesz trudno bywa,

nowy dzień, nowa szansa, chartem ducha to nazywam.

Znów ktoś bliski odpad a się jakaś zeszmaciła,

ktoś zaliczył puchę ktoś tonie w tanich winach,

ziomek okradł ziomka, pff nawet nie gadaj,

jakby źle nie było to bliskich się nie okrada.

Życie nauczyło na kogo mogę liczyć,

stale i moje miasto złą sławą owiane, dwunastu razem teraz

wszystko rozjebane, można jedynie rzucić pusty śmiech na sale,

jak wielkie słowa szybko stają się małe, stoję jak stałem, gram jak

grałem, widzisz teraz Piotra Skałę, już przenigdy mnie nie złamie,

zawiedli już wszyscy, którzy mieli zawieść, odpadli ci, którzy czuli

zawiść, ci którzy cenili, gdy byłem dla nich cenny, by wbić nóż w plecy,

gdy znikłem ze sceny, oczyszczony to bolało, było warto,

honorowo, dumnie i z podniesioną gardą, znów nie ma mnie jak

przed P-Ń VI, dobrze mi z tym, niech jest tak jak jest, tak jak

Jesteœś nadal niewolnikiem

Kiedy życie gardzi tobą

PogardŸź ty i nim

Póki jeszcze jest czas

Póki nie odpadłeœś z gry

Niewolnicy życia

Nie ma przywódców

I już nie ma żadnych wrogów

Pozostali na Ziemi tylko niewolnicy

i nikt nie stanie na przeszkodzie mu nie stanie mu na drodze.

[Ref 2x]

Nie szampan, nie dziwki, nie koks, skurwysynu,

tylko zwrotki do bitów i true love do tych rymów,

wymów to- R.I.P to dla tych co odpadli,

true love-R A P, pierwsi będą ostatni.

Siemasz, ziom, sorry, że pisze to w takim czasie,

ale wiesz jak z czasem jest, zapierdalam na taśmie wiesz,

kiedy robię po dwanaście godzin w dobie na kontrakcie

Co to za naród ciemnoty chamów

pyski złych panów wokół sztandarów

co to za naród weż sie zastanów

prowda płynonco do nos z ekranów

co to za naród góra odpadów

w ancugach dziadów

kradzioków katów

Co to za naród świń i baranów

kraj poskłodany z różnych wymiarów

tego nikt nam nie odbierze, zostanie w naszych sercach.

Z dobrymi dobra wkrętka, C-zet T-no reprezentant,

poczuj moc tego miejsca, gdzie wielu ziomów mieszka.

Życie nas uczy sami uczymy się na własnych błędach.

ja jestem sobą, a wielu odpadło w moich kręgach,

a w moich kręgach pozostali tylko Ci prawdziwi

co byli ze mną niezależnie i nigdy na niby.

Chciałbym przeprosić wszystkich za wyrządzone krzywdy,

obiecuje ojcze nie będziesz się za mnie wstydził.

Czas to puścić w miasto, te numery jak lotka

Nie oczekuję szóstki, sukcesy liczę w piątkach

Dla tego co się spóźnił - bomba - leci pod piwo

Ktoś tam - za wcześnie odpadł jak Michael'owy kinol

Dziś każdy chce nawinąć, staram się przyzwyczaić

Do typów co jeszcze mylą skillsy ze skitelsami

To trzeba robić latami i mieć pojęcie

Dla niektórych ziom jest za późno na za wcześnie

By radę dać, by żyć, by mieć na gieta

Niejeden żebra daj chociaż zeta, coś tu jest nie tak

Innego feta znowu opęta, następny przegrał

Wojna jak Wietnam na tych osiedlach

Niejeden odpadł, choć miał dużo talentu w rękach

Ziomek nie pękaj, masz możliwości sporo

Jednak musisz parę rzeczy pojąć

W zgodzie z samym sobą, dzięki wyborom,

Które pozwolą przejść tą droge godnie

Nie licz na wartość banknota, szanuj człowieka

Kochaj, nie rań, daj coś od siebie, nie wymagaj

Z poziomu na poziom skakaj, i się nie ztaczaj

Ostrożnie stąpaj po ziemi, żeby się nie zapadła

Kolejna osoba właśnie w ten sposób odpadła

Zdzieramy gardła, codzień nawijamy, piszemy

Znaleźliśmy cel i do niego dojdziemy

Dorośnij do życia, bo to bracie nie holywood

Dziękuj Bogu za to, że nie jest z tobą głód

By w końcu pośród owiec poczuć się jak pasterz

Pokonać frustrację i nie być zniewolonym

Bo można żyć jak master, na głowie bez korony

Szukając ostoi łatwo obrać zły kierunek

Niejeden stąd odpadł przez nadmierną brawurę

Chcę zgarnąć całą pulę, połowa nieistotna

Choć nie wiem sam, co czuję i co wskazuje kompas

Kolejna butla do dna, czas mierzy klepsydra

To najlepszy kompan po przebytych kolizjach

Obłożony podatkami każdy szuka patentów

w krajach chachmęntów nie obejdzie się bez nerwów.

Na to, na to nie pomogą rady terapeutów

jak napełnić kiesę i nie stracić zębów.

Bez happy endu paru już odpadło

bezduszni biurokraci zaserwują tobie bagno.

Mówię o tym na głos, społeczne anomalia

za winklem czyha zło obserwuje cię jak tajniak.

Powszedniego chleba pajda, musisz to sprawić

Wychodzę znów wkurwiony kładę reeboki na chodnik

Jak to jest, że chudnę w oczach, a stawiam kroki jak bomby

Mam ciężką stopę jakbym podkręcił bass na maksa i strumienie

Życie bez celu, drynię ciężki rap dla miasta

Jestem w nim pionkiem, robię tu ruchy póki nie odpadłem

Gdy rzucę kośćmi - trzy szóstki, jakbym zawarł pakt z diabłem

Nie oszukasz mnie w wyścigu, to żadne odkrycie, że jestem dzieckiem

Jak mnie wyruchasz wisisz na tygrysie

Brudny hajs z ulicy w drodze po marzenia

Kontra zła przeszłość, fantazje i stadom kurew melanże

W robocie też dziś odważni, sukcesów sporo, na serio

Ufam tylko tym ludziom co wczoraj byli tu ze mną

Z rezerwą do tych co kiedyś się bili w piersi, prawdziwi

Odpadli, bo ich skreśliłem, wiem że się odwrócili

Kiedyś był fejm i kasa, szaleństwo w trasach, brak zasad

A jeszcze wcześniej B klasa w Jeżyckim bagnie na Stasie

Pierwsze od lat niezmiennie, nie świruję pawiana

Bo nadal mieszkam na dzielni co od małego chowała

"

zamierza iść w przód ze swoim bagażem

który nabyliśmy tylko dzięki przez wasze staranie,

niekiedy było ciężko ale daliśmy radę

bo z taką drużyną nie wygrałby nawet Stalin

i Hitler by odpadł razem z Niemcami,

bo taka siła drzemie w nas i w tych ścianach

niby zwykła szkoła a jednak dla mnie specjalna,

wszystko co było kiedyś będzie zawsze wracać

Za te trzy lata które tworzą historię

Od wojska dostał wezwanie przy Łazienkowskiej biegał

większość była z przymusu , jednak zaznaczę nie wszyscy

Nie każdy wrócił na stadion swojej dzielnicy

Judasze , zostawili swoje miasta i garstkę dziczy

Myślałem że to przeszłość że kurewstwo odpadło

Jednak grubo się myliłem pokazałeś nam to Bartosz, nie przez wojsko ściągnięty no to na co poleciałeś ?

przecież nie na grube tysie bo ich nigdy nie widziałeś

Poczułeś się gwiazdą jak Torres , chłopie weź przestań

chciałeś zabłysnąć jak Messi a więc to moja zemsta

Chcę się poskładać, jak składa się samolotu model

Chcę się posprzątać, jak sprząta się z odpadów drogę

Chcę się wymazać i od początku namalować

Ale powoli zaczyna myśli mi brakować.

Chcę się pozmywać, jak zmywa się naczynia w kuchni

Chcę się pozbierać, jak chleba zbiera się okruszki

To mnie kształtowało, nie zapomnę tego

Liczy sie fanatyzm, całkowite oddanie

Od zajawkowicza wyrobione zdanie

Ściemniacze odeszli w pierdolone bagno

W naszych kręgach już wielu odpadło

Policyjne Kurwy wciąż zdjęcia pstrykają

Pewnie na komendzie płodnie konia walą

DYM KNF dla Dzielnic Muzyka

Ten Przekaz Nigdy nie trafi do Słownika

Dlatego tak testujemy swoje zdrowie.

Ciężko uwierzyć, że ktoś nas rozumie,

Związek zwykle to tylko paranoje.

To dla moich sióstr, braci, bo zbyt często godzimy się na straty.

Pieprze to znów, debaty, że ktoś odpuścił, ktoś odpadł,

Ktoś żyje na raty.

Każdy z nas ma kilka żyć, prócz prywatnego,

Kilka udawanych, uciekamy w nie

Pchamy się w syf, w którym na końcu zostajemy sami.

Związek zwykle to tylko paranoje

To dla moich sióstr, braci

Bo zbyt często godzimy się na straty

Pieprzę to znów

Debaty, że ktoś odpuścił, ktoś odpadł (żyje na raty)

Każdy z nas ma kilka żyć

Prócz prywatnego, kilka udawanych

Uciekamy w nie, pchamy się w syf

W którym na końcu zostajemy sami

"

restauracja RYBA PIŁA

zajazd U RADZIWIŁŁA

dziś wieczorem koniec trasy

zrobiliśmy sporo kasy

szofer odpadł z konkurencji

chociaż tyle miał inwencji

bar POD ORŁEM zamek królów

fragment baszty resztki murów

tereny wypoczynkowe


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga