Alfabet słów:

Słowo pad w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery p: per, Pyda, przeludnienie, półtonówka, przeszarżować

Kto w Polsce śpiewa o pad ? To między innymi A.J.K.S., A.J.K.S., 2sty. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

zamknij drzwi, ale nie odpal Pley'a kap pogramy bez kodów

Znowu Need for speed? Nie! Gran Turismo!

Wezmę to Lambo diablo, pokażę Ci co to szybkość!

Kiedy biorę czarny lakier, to błyszczy się, jak Twoja buźka!

3, 2, 1, Start! Pad padł... ALE CHUJNIA...

ref.:

Take me up to Beverly Hills to yo' daddy's mansion

Let me see Hollywood for real, lights, camera, action

I've seen you party and would kill entertainment channels

"

[I.]

Pierwszy padł Waszyngton, nalot dywanowy,

Zaraz po nim i Rosja pozbyła się głowy,

To dopiero początek, media nie kłamały,

Bo to cały świat, tak wielki, tak mały,

Do ucieczki, chyba nie szukasz tutaj już lepszych,

Ty idioto w kwestii mordu mierzymy w chuj wysoko

Tolerancja i masochizm to zupełnie inne rzeczy

Nie ma za co dziękować, kiedy dusze ktoś kaleczy

No spróbuj zaprzeczyć, potem popatrz w zwierciadło

Chcieliście wszystkich oszukać, a kurwa na was padło

[REF:]

I jeszcze dziś znajdź swojego oponenta

Pokaż mu co znaczy strach i jak kręgosłup pęka

Wyciągnij go na dach i niech spada swobodnie

Zabrakło nas, czy jest mi przykro ? Mam czym oddychać,

Zrobił się kwas, bo nie ma życia bez ryzyka,

We łbie ciemny las, z gałęzi martwe myśli zwykły zwisać

To jakieś 7 lat miałem czas by dojść do siebie,

Ostatni bastion padł, nadziei nie znajdę w chlewie

I topie się w gniewie, więc nie pytaj ""jak leci"",

Łabędzim śpiewem żywych witają martwi poeci,

To po co rozmawiać, potrzeba rozrywki

Swoje ego chcesz naprawiać, nie jesteśmy sobie bliscy,

Zżera was trema bo mam coś czego nikt z was nie ma

Że co, że będzie scena, wiesz przygotuję stryczek

Masz głupotę w genach, a chcesz mnie uczyć co to życie?

Krzywe zwierciadło odbija otyłe ryje

Przykro, że na Ciebie padło, jak to mówią raz się żyje

Może w mózgu Ci gnije, rozkładam się w reminiscencjach

Jeszcze chwycę Cię za szyję, dalej, sraj na mój potencjał

Musiałbym być debilem by widzieć w sobie lidera

Ale przeżyłem tyle, że z czystym sumieniem teraz

A więc dryndam do niej śmiało

Pytam czy dzisiaj spotkać nam by się udało

Zanim przypomniała sobie mnie, to potrwało

Cóż, nie ważne, fakt że zagadało

Jasne, szybki plan i padł pomysł wyjazdu

Dwie noce za miastem słodkiego melanżu

Brak snu, rano patrzę, kurwa, a tu

Nie ma ani jej ani mojego pojazdu

Sprawy przybrały szybki obrót

Ty kry-ty krytyku jesteś na rap chytry

Tym przegrywasz wojny nim staniesz do bitwy

I pikował...

I pikował twój rap gdy wziąłem go na muszkę

Zanim padł strzał on siedział już pod łóżkiem

Czego szukał tam? nie wiem, załóż, że

Dobrze wiedział, gra nie idzie o pietruszkę

To nie sport, ale i tu bywa różnie

Bo kiedy jest tort każdy z niego sobie uszczknie

To miasto jest nasze - to już wiecie,

To państwo jest nasze – tego chcecie,

Przeczytasz na afiszach i w gazecie.

Był przeciek on nas dotyczy,

Państwo padło – niezły wyczyn,

Spróbuj zgadnąć kto na to liczył,

Miej jasność – państwo to nasza własność!

(Gutek) Ref. (x2)

I nie ważne nie, czy ciemno czy jasno,

I tylko maki na Monte Cassino

Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosły krwi.

2.

Runęli przez ogień straceńcy,

Niejeden z nich dostał i padł,

Jak ci z Somosierry szaleńcy,

Jak ci spod Rokitny sprzed lat.

Runęli impetem szalonym

I doszli. I udał się szturm.

nad pokładem gdzieś się zerwał wiatr

A nad statkiem czarne chmury wiszą

a marynarz swą melodię gra

ref: Biała mewo leć daleko stąd,leć daleko na Ojczyzny Ląd Poleć powiedz że marynarz chwat, morze kocha od dziecinnych lat

Na Ojczystej ziemi piosnka padła

biała mewa też upadła w piach

i o marynarzu opowiada

co na morzu przeżył tyle lat

ref: Biała mewo leć daleko stąd,leć daleko na Ojczyzny Ląd Poleć powiedz że marynarz chwat, morze kocha od dziecinnych lat

Jakoś nie wiem co napisać, chociaż wiele chcę powiedzieć.

Jakoś nie chcę o to pytać, ale jest coś o czym nie wiem?

Mówisz, że nie – wierzę, chociaż może to błąd,

Rozmawiamy od godziny a nie padło nic co,

Może zmienić coś, więc trwajmy w tym dalej,

Czas podobno ludzi zmienia, He czas pokaże,

Nie przerywaj mi jak mówię, wiesz, że tego nienawidzę

Prawie tak samo nie lubię jak nie słuchasz ja to widzę

sporo tego czasu spędzonego nad kartką - sporo tego syfu zamieniamy na banknot.

Patrz brat, ten bass tak nakurwia tu jak zło,

graj trak na majkach, jest jazda, ja mam flow (ouuuu),

tak ziombel masz konkret, znów koncert gram, bombie znów bombę

znów pancz padł jak gram, bam!

Kiedyś polewali się - dzisiaj muszą cofnąć to,

chcieliby zastąpić mnie - ale dziś robią za tło,

niech gadają że to dno - ale ten tłum kocha mnie,

widzę jak ich nosi gniew - no bo zrozumieli że słychać aplauz.

Ty sprawiłaś że mój świat

W gruzy padł

Że ciągle w oczy wieje wiatr

Że nie widać już jasnych barw

I mimo tylu ran ja ciągle siłę mam

Mogę dalej iść jak feniks rodzić się

O twych oczach które patrzą pięknie tak

O włosach świecących jak promienie słońca

O rękach po których przechodzi dreszcz

No i o sercu co nie dla mnie jest

REF: Więc póki jeszcze nie padły ostatnie słowa

Póki serce me dla Ciebie biję

Póki jeszcze rany nie zdołały zabić nas

Póki żyjemy jest jeszcze czas

By los złączył nas

Naokoło groza, strach

Więc pytamy co z kram

Gdzie są główki naszych dam

Czy pan hrabia i czy mnich

Padł ofiarą nożyc twych

Nie słucha nas, podkręca wąs

Le li la ran, le li la ran

I ostrzy. pieści brzytwę swą

Le li la ran, le li la ran

Ref. X2

Oddaj życię w imię Wiary, pokaż, czy Cię na coś stać,

Krew Swą przelej za ideę, które stale drzemią w Nas,

Błądzi strachem sercę Twoję, do Valhalli przejść już czas,

Padłeś w walcę za ojczyznę, którą kocha każdy z Nas,

Będziesz w Naszych sercach żył, nie zapomni Cię juz nikt,

Twa odwaga, męstwo, duma, w Naszych myślach będzie tkwić,

Ref. X4

Oddaj życię w imię Wiary, pokaż, czy Cię na coś stać,

W drodze do dokonałości chciałam czerpać orzeźwienie, lecz pod twardą maską czułam ciągle zmęczenie.

Plany miałam ambitne już podczas liceum.

Zdać maturę i studiować by dotrzeć do celu.

Życie odkrywało jednak kolejne karty

i nie raz padło pytanie czy świat jest tego warty.

Ref/ Nasze życie jest kręcone jak pozytywka.

Czasem czujesz melodię, lecz czasem też to znika.

Chce żyć z rapem i robić pełen obrót,

lecz na razie chce wytrwać byle do piątku.

Nie raz przeszły go dreszcze po wężach toki

Postanowił zmienić życie na lepsze i stawiać kroki

Ku spełnieniu marzeń, nie tam gdzie bloki

Tam dragi, pite albagi jak soki dzieciak w przeżycia ubogi

Nie może odnaleźć drogi powagi sytuacji nie znał i padł jak zwłoki

Kto jest kto, teraz wiadomo

To ksywy, których nie wymieniono

To ludzie bardzo mi bliscy i nie wszystkich więziono

To ludzie do których mnie nigdy nie uprzedzono (x2)

nad podkładem gdzies się zerwał wiatr

a nad statkiem czarne chmury wiszą

a marynarz swą melodię gra

Ref. 2x

3. Na ojczystej ziemi pioska padła

biała mewa też upadła w piach

i o marynarzu opowiada

co na morzy przezył tyle lat

Ref. 2x

Już długo zna ten fach

Głowy nie wyjmę ponad piach

Jestem sobie i nie fikam

Ja nie fikam bo spokój mam

Mądrości spichlerz padł

Odwagi ziarno pożarł ptak

Nadziei płomień zmarzł

Opróżnił się paliwa dzban

Ja się nie martwię tym

Bez rozczarowania z klubu wyjdziesz

Mówią stale oni zmiażdżyli mnie

I już na kolejną 3ode nie mogę doczekać się

Tak będzie zawsze synu bo to właśnie CHONABIBE!

Brat! Od samego wieczora do samego rana zrobimy tak abyś z wycieńczenia padł

Bo nadeszła pora aby usłyszała to cała Twoja załoga i cały świat

Klik, klik, ratatatata nasza ekipa definitywnie wymiata

CHONABIBE rządzi i nie ma bata

Atak, atak od zimy do lata

Szybko się przyzwyczaił i nabrał nieco krzepy, do baru z kolegami, lubiły go kobiety,

Zapomniał o przysiędze- komin był jego światem, cieszył się że w ogóle zarabia jakąś kasę,

Ożenił się niebawem, dzieci przyszły na świat, wtedy w jego fabryce zaczęło się źle dziać,

On zapierdalał dalej na chatę na rodzinę, a życie przemijało z godziny na godzinne. Oi!

Uu padła fabryka! a życie po szarzało... kaszlaki, mała nora- tyle co mu zostało,

Dziś spędza dni pod sklepem, chla wina z kolegami, którzy w jego fabryce byli robotnikami,

OOOooooOoo!

OOOooooOoo!

OOOooooOoo!

"

Połączeni węzłem swych skarg

Na zimnym stalowym kobiercu

Padło sakramentalne ""tak""

Chirurgia na otwartym sercu

Zaślubieni w morzu swych łez

Księżyc im świadkiem milczącym

Dla jednych początek - ich kres

To był początek, jak gdyby zwiady.

A trzecią w parku za zakrętem, koło urny,

Gdzie nie pamiętam, film się urwał durny.

Z butelki piłem i w dodatku nic nie jadłem,

I trudno było jak cholera, lecz nie padłem.

A kiedy władza wreszcie nas zdybała,

To w każdym z nas po litrze już pływało.

Popatrz, popatrz Miszka, nas szacunkiem otaczają,

Popatrz podwożą, popatrz wsadzają.

głowy sobie nie susz, to tchórz

powiedz ""chcesz"" i rusz dalej gdzieś

w góry takich nie wiesz i wiesz

w pieśniach ich nie ma też

jeśli facet nie siadł, nie padł

i nie jęczał już

a gdy spadłeś to linę wziął

trzymał mocno choć klął

jeśli twardziel był, słabość krył

To był początek, jak gdyby zwiady,

trzeciego w parku za zakrętem, koło urny,

gdzie nie pamiętam, film się urwał durny.

Z butelki piłem i w dodatku nic nie jadłem,

i trudno było jak cholera lecz nie padłem

a kiedy w końcu władza nas zdybała,

to w każdym z nas po litrze już pływało.

Popatrz, popatrz - nas szacunkiem otaczają,

popatrz podwożą, popatrz, wsadzają,

Jestem lepszym ekspowiczem od Ciebie i nie mogę tego zdedać,

Bo mam eksp pomysł na eksp eksp znów widze,

Opiszę eksp po czym odpisze,

Będziesz padał jak najęty,

Bo padłeś zią ja jestem pierdolnięty?

Coś Ci powiem,

Jestem Twoim bogiem,

To Ci wbijam prosto w oczy,

A Ty i tak nie wbijesz next poziomu,

Pytasz mnie, czy jestem zły

Za słowa, które padły dziś

Z moich ust na temat Twój

Nie wiem, co odpowiedzieć Ci

Nie mam już pretensji wcale

Chcę się poczuć doskonale

Ostatnio nic się nie układa, przepada mu w myślach

Przyszłość zajebista, w myślach skąd pieniądz

Co ludzie powiedzą, za młody na to

Pozostanie mieszkanie z ojcem, matką i całą swoją gromadką

Cały plan jaki miał padł, bo dziwnie wyszło

Serce bije szybko, chęć żył cięcia

Przewinęła się też gdzieś przez myśl

Ej, kurwa jak pięknie było kiedyś, wiesz

Biedny nie biedny, głodny nie głodny

na ulicy do rana trwał bal.

Wszystkie serca są teraz złączone,

to karnawał na następnych sto lat.

Dzis twój dekolt pół świata ogląda,

cała Azja ci padła do stóp,

Antarktyda sie grzeje i płynie z niej lód

Ameryka (Ameryka) głośno pyta (głośno pyta),

czy to prawda, że zwariował cały świat?

Karolino, Karolino, to nie twoja wina,

Dlaczego jesteś taka smutna, taka zła

Co dzień, co noc?

Dobrego słowa nie uświadczę, choćbym padł

No co, mam dość!

Inne godzą pracę z modą, mają styl

Wolę dłużej siedzieć w biurze niż tu przyjść

Czego się czepiasz? Idź w kolejkach przestój dzień

Byl uży li my nieżnyje slawa

Bolsze nikagda nie pawerju im

Gawari ich drugim

Znajesz!

Ja nie budu żdat pad naciam retat

Ja i za tebia nie haciu stradat

No a ty dawaj parmaski swaje

Tolka sam nie balej

Ref x2 // BALEŁ...

Bo człowiek brzmi dum- i życie jest pięk-.

Najna x5 że życie jest piękne, że życie, życie.

Najna x5 i człowiek brzmi dum-.

Znów czort po ringu goni mnie, aż nagle strasznie zbladł,

Bo tak tym biciem zmęczył się, że sam na deski padł.

Wzniesiono w górę moją dłoń, tę, co nie biła go.

Na deskach plackiem leżał on, Butkiejew, król KO.

I myślał, że człowiek brzmi dumnie, że hej.

A mnie czasem brzmi, a czasem ciut mniej.

jakiej w snach nie widują poeci

i tu nagle bez żadnej przyczyny

odszedł chłopak do innej dziewczyny

a dziewczyna bez tchu

padła blada jak trup

zawołała „złamane moje serce!”

Do wesela się wszystko zagoi

więc byle czym nie przejmuj się!

Jest fatalnie lecz mogło być gorzej

Pędzi w dal, w żywy fal,

Goni mewy, szaleje i wieje i wieje.

Wieje wiatr, wieje wiatr, chmury gna,

wieje wiatr, wieje wiatr, płacze tam.

Cień na plażę padł.

Obejmij mnie, pocałuj mnie,

Popatrz wieje wiatr, wiatr, wiatr, wiatr…

Gdzie to jest, kto by zgadł

Świeci tam, siedem lamp

Długo w noc

Niebo z mgieł otarł wiatr

Promień padł w inny świat

Miły choć !

Siedem gwiazd nam lśni wielki wóz

Całą noc bez chmur szczęście wiózł

Siedem gwiazd i ty aż do zórz

Zgubiona we mgle,

Za oknem gwizd ekspresowej kolei,

Przyjedziesz nią? Nie, raczej nie.

Czas zabijam byle czym,

Czytam, jak padł antyczny Rzym,

Wiem już, kto to był Oktawiusz.

P.S. I love you.

Ważniejszych spraw nie tykam, kochanie,

W tym liście zza mgły,

Całowałeś moje włosy

Czy więcej złotych liści było miły

Czy twoich pieszczot nie pamiętam już.

Odszedłeś potem nagle

Drzwi otwarte, liść powiewem wiatru padł mi do nóg

I wtedy zrozumiałam

To się kończy,

Pożegnania czas już przekroczyć próg.

Pamiętasz była jesień, korytarza mrok...

Zanim wyruszą w dzień tramwaje

Gdyby za sobą można mieć

To czego wróżki nie odgadły

Gdyby zapomnieć można treść

Tych słów co między nami padły

Raz, kiedy spada gwiazda

Na kolorową ziemię

Niech spełnia się marzenie

Tak jak bajka – jedno życzenie

I dyskretny, zbieżny zezik

A tu jesień, lecą liście, na podłogę oczywiście, a najbardziej okuliście...

Odsłona trzecia

Niebem chmury się mozolą

I ostatni padł słonecznik

Załkał cicho nad swą dolą

Specjalista i społecznik

A tu jesień, lecą liście...

Z dębem wiatry grają w wista

1.Pewną Martę z 5b

Zaskoczył przykry fakt:

Plecak swój znalazła znów

zdobiący szkolny maszt.

Podejrzenie padło na

Adama z 6a.

Adam już zaśmiewa się ,

obmyśla nowy plan.

Ref:

Nie znali dla siebie litości

Nie znali też innej wartości

Leje się krew słychać krzyk

Płaczą dzieci, płaczesz ty

Z jego ust rozkaz padł

Nie można już powstrzymać zła

Dziś się tylko wspomina twą twarz...

Zapach ginących na słońcu ciał

Jest kadzidłem twej władzy

Z bogatego domu, obwieszona złotem

Tata w Mercedesie, mama w Audi8

Co z tego że gruba? Co z tego że niska?

Ociekała potem, myślałem o zyskach

Potrafię przeboleć że wątłe i padłe

Ale nie wiedziałem, na co się narażam!

Ref.

Gruba feministka, bije mnie bez przerwy

Nos mam już złamany, i wybite zęby

I wnet do Ogrójca wpada

z wodzem swym zbójców gromada.

Ach, Jezusa truje zdrajca gdy całuje !

Chociaż ze swym ludem obalony cudem,

Gorzej niż padł wstaje .Jezusa wydaje.

Dopiero się nań rzucają,

Więzy, łańcuchy wkładają.

Ach, Jezu pojmany, za złoczyńcę miany !

Ogrodzie Oliwny, widok w tobie dziwny!

Posypały się skry od drzazg

Runął w sień runął w cień dźwierców trzask

Sienią w sień cieniem w cień

Rąbać sień rąbać cień rąbać pień

Cień już padł sienie dwie komnat trzy

Jakiś krzyk krwawy ślad iskier skry

Oknem w sad - Ratuj mord! Dalej w bór!

Zajechali nocą zbrojni przed dwór x3

Jożem buźki, Ziuciu, chcioł.

Po francusku cię je t’aime.

Nie wiesz co to? Kocham cię!

– No, widzicie go?

Tydzień czasu był w tym Paryżewie i żarcie mu na mózg padło!

– Oj, Ziutka, why ty tak gadosz?

– Bo rechotesz jak tako żaba!

Na te słowa moja Ziuta nagle strasznie zbladła.

Myślę: taka głupia, czy z księżyca spadła?

kradzież to też nie byle jaka, mistrzem był w kłamstwach dla biedaka.

Przy tym dolewał mu z durszlaka, wyczołgał się ledwo na czworaka,

spać ułożył go jak niemowlaka, zagarniając własność prostaka.

Poszedł piechotą jeszcze nocą, do miasta gdzie jego wieżę złocą,

przed wschodem,a nawet tuż przy brzasku, padł z wycieńczenia gdzieś na piasku.

Worek z korzeniem miał przy pasku, czołgał się aby wyjść z potrzasku,

wreszcie, gdy dotarł do bram miasta, wiedział, że tu jego czas nastał.

Godność swą sprzedał bardzo tanio, życie zwyczajnie oddal za nią,

obok przechodził wynędzniały, co przez wieki szukał swojej chwały,

Jakie ziarno padło na tę glebę,

Jakie ziarno kiełkuję w twojej głowie

Jakie ziarno?

Ziarno nienawiści rzucone przez ludzi i sumienie

Ziarno nienawiści rzucone przez wiarę i nadzieję

świat wizualny a kim w nim jesteś Ty?

Co?

Moje braciaki, mama z tatą,

z kosza chłopaki

Myrda, Pad i Rado.

Dziękuję wam za to.

Dziękuję Bogu.

(Wici pu)

(Wici wici pu)

To nie my! (x6)

To nie my! (x2)

Kontrolowany fastfood buntu

Od hiper techno do cyberpunku

Refleksja zdechła i padła w klopie

Ty toniesz w kreacji potopie

To nie my! (x6)

To nie, to nie my!


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga