Alfabet słów:

Słowo sady w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery s: sojusznik, strajkujący, szabla, samozniszczenie, socjotechnik

Kto w Polsce śpiewa o sady ? To między innymi ADK, Anna German, Antonina Krzysztoń. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

nawet na naszym zdrowiu darmozjady chcą zarabiać

policyjne hasła społeczniaków to zaraza

udana interwencja bohater sie wykazał

małe dzieci maja dramat matka znika gdzieś pijana

przez sad w domu dziecka dla nich przecież to jest kara

odcinam sie od tego wychodzę sie objarać

znowu widok radiowozu dzielnicówka zajebana

kaptur na głowie przemykam na oriencie

jak zwykle mało czasu w dwójce pierwsza klatka w rzędzie

W jakich młodościach czy podróżach

Widziałeś kiedyś obraz ten

Zielone wzgórza, zielone wzgórza

Zielone wzgórza.

Kwitnących sadów w białej mgle

W koronach głogów dzikich różach

Jak rzek wiosennych pierwszy sen

Zielone wzgórza, zielone wzgórza

Zielone wzgórza.

1. Nie będę kochać cię, miły, odejdziesz w zapomnienie,

Ta miłość nie na me siły - kolejne zapatrzenie.

Naiwna zieleń nad głową, sad w jedwabnych sukienkach,

Nie będę rozmawiać z tobą, spojrzeniom będę uciekać.

Wiary tyle co w dłoni, mniej niż ziarenko gorczycy,

Ten pocałunek słony, on się zupełnie nie liczy.

Widzę jak idziesz drogą, gwałtowny ból mnie przeszywa

Winnic tutaj jest bez liku i winogron moc.

Wino płynie tu w kafejkach przez calutką noc.

A kobiety takie piękne, że aż serce drga,

Ślą uśmiechy tu i tam.

Tam, gdzie słonecznych sadów nieskończona woń,

Gdzie boski Olimp szczyt swój wznosi ponad ląd,

Gdzie Afrodyty czar po plaży snuje się,

To wszystko tutaj jest, jak we śnie.

Tu turystów wielkie rzesze przybywają wciąż,

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

Na wieki wieków Amen

Tym starym szlakiem którym wiekami sunęły od Gniezna na Łowicz i Warszawę orszaki prymasowskie, tym samym szlakiem prowadzi mnie dzisiaj do Was wola Boża.

I tam wśród tych rozkwitniętych sadów

i tej ziemi z której wyjwiała się po drodze dusza polska,

objawiała się w tej prawdzie która wtedy się wypowiada,

kiedy człowiek bez przymusu swoje słowo wymawia.

I ta dusza polska wypowiadała się tak pierwotnie tak swojsko,

Powiozła tam cię, gdzie się kłania ściana

Założę z każdym się, Ojcze Rafale

O piwo, wódkę, krew, życie zuchwałe

Że hucznie z Potęgową tam balujesz

Pośrodku sadów tam, w niebieskiej tancbudzie

Usynowiłeś mnie, włóczęgę

Niech ci tam więc przestrzennie będzie

Tu, w tym Meksyku, w Monterrey

Nostalgia mi za tobą wykrzywiła gębę

Ballado chyba już czas, ballado chyba już czas,

A kiedy lato, ballado chyba już czas.

A kiedy jesień - smutne wierszowanie,

Wiatr listy w rudych kopertach śle,

Czas rozwiązania dla ciężarnych sadów,

Wylegiwania wilgotnych mgieł.

Ballado poprowadź mnie, ballado poprowadź mnie,

A kiedy jesień ballado poprowadź mnie,

Ballado poprowadź mnie, ballado poprowadź mnie,

Gdzie krzykliwe stada wron

O zmierzchu.

Nieś wietrze mnie

Do znajomych stron,

Gdzie znad białych sadów łodzie chmur

Po błękicie mkną.

Jak ptaki, co z najdalszej strony

Powracają do swych gniazd,

By zobaczyć niebo

Burze były jasne

Uśmiechy niezgasłe

Smutki nieprzepastne

Tak cudze jak własne

Czas sadów w obłokach

Kochań i odkochań

Czas majowych wątków

Bukiecików fiołków

Leciutkich pasaży

Piękne dziewczę

1.Zobaczyłem piękne dziewczę, wracając

przez sad, Włosy miała bardzo piękne,

rozwiewał je wiatr.

Ref. Skąd to piękne dziewczę, tak mi szumi

sad, Bo wygląda wśród jabłoni, niczym

rajski ptak.

A pod nim stąpał biały koń

Równo pod krótki cień ostrogi

Sprzyjał nam Bóg i szczytny cel

I krzyk narodów mordowanych

Błękity nieba, sadów biel

I gęsta czerwień krwi przelanej

Kark Europy giął się w dół

I szliśmy ziemią odtąd naszą

Wolnością darzyć świata pół

gdzie ptak szuka schronienia,

zanim dalej odleci,

gdzie każdego domu

drzwi otwarte,

gdzie bielonych sadów

kwiaty barwne,

gdzie kąkole i maki

strzegą ciszy przy drodze,

gdzie jest gościem serdecznym

Powiozła tam cię, gdzie się kłania ściana

Założę z każdym się, Ojcze Rafale

O piwo, wódkę, krew, życie zuchwałe

Że hucznie z Potęgową tam balujesz

Pośrodku sadów tam, w niebieskiej tancbudzie

Usynowiłeś mnie, włóczęgę

Niech ci tam więc przestrzennie będzie

Tu, w tym Meksyku, w Monterrey

Nostalgia mi za tobą wykrzywiła gębę

Popatrz sobie co tam po drugiej stronie

Jestem ja, lub nie ja.

Ten zły, z lustra co wyrwał by ci serce,

A potem wpierdolił w usta je, te.

Zobacz sad w którym Ewa śpiewa.

Tutaj mikrofony rosną na drzewach

A na samej górze ten jeden jedyny gości

Szczyt moich możliwości.

Zobacz, co głowa chowa

Otwórz oczy kochanie, pstryknij palcami, a przepadną,

Ludzie nie zgadną, jaką przeżywam traume,

Chcę być blisko przy Tobie, lecz to marzenia są marne,

Bo jesteś daleko i tańczysz walca gdzieś w raju,

Wśród bogatych w owoce, pięknych jabłoni, sadów,

Na samym szczycie, na końcu mety istnienia,

Lecz marzę abyś wróciła, na start mojego marzenia,

Bym mógł Cię znowu dotknąć i poczuć twój oddech ciepły,

Usłyszeć szept ''kocham'', w mym sercu głośny, potężny.

Biały sad, w granatach horyzonty.

W kosmos mkną potężne gwiezdne sądy.

Nie bój się to nasze uszy, oczy.

Nie bój się, nic nas dziś nie zaskoczy

Tak dziwnie jest, ktoś się zalewa łzami.

co ja robię

tak tak - już to czytałem

jestem zdrajca bo zdradzałem

dziś znów nad mym sumieniem

sad w gazecie dla panienek

znów gdzieś zapada wyrok

wiec budzę się

składam dłonie do kajdanek

oto słowo drukowane

Usynowiłes mnie, włóczęgę,...

Założę z każdym się, Ojcze Rafale,

O piwo, wódkę, krew, życie zuchwałe,

Ze hucznie z Potęgową tam balujesz,

Pośrodku sadów tam, w niebieskiej tancbudzie.

Usynowiłeś mnie, włóczęgę,

Niech ci tam więc przestrzennie będzie,

Tu, w tym Meksyku, w Monterrey,

Nostalgia mi za tobą wykrzywiła gębę,

Czujesz – nie możesz stać!

„Przynosimy plon

Ze wszech czterech stron

Tam z oźminy, tam i jarzyny

Tam ze sadów, tutaj z leszczyny.

Przynosimy plon

Ze wszech czterech stron

Bodaj tu wszystko z ziemi plonowało

Jak najlepszy plon wydawało.”*

nawet na naszym zdrowiu darmozjady chcą zarabiać

policyjne hasła społeczniaków to zaraza

udana interwencja bohater sie wykazał

małe dzieci maja dramat matka znika gdzieś pijana

przez sad w domu dziecka dla nich przecież to jest kara

odcinam sie od tego wychodzę sie objarać

znowu widok radiowozu dzielnicówka zajebana

kaptur na głowie przemykam na oriencie

jak zwykle mało czasu w dwójce pierwsza klatka w rzędzie

wpatrzone oknami w miejsce gdzie trwa

zupelnie obcy im świat,

sad

W moim mieście wyrąbali sady

wiec twórzmy sad własny po horyzont aż

W moim mieście wyrąbali sady

wiec młóćmy go w znoju miłości

niech drzewa jak dzieci wnuki przyniosą nam

te niech jadą płyną niech lecą

Jeszcze dziś wierny jej jest

Nocą mój cichy dom

To była Izolda mądrzejsza niż ja

Wierniejsza niż noce złe

Jak sadów różowa mgła

Wiosną mi rozwiała się

Potem był ktoś

I krótkie lato, i ten zachód słońca ciągle nowy

Był dobry czas -

Jeszcze dziś wierny jej jest

Nocą mój cichy dom

To była Izolda, mądrzejsza niż ja

Wierniejsza niż noce złe

Jak sadów różowa mgła

Wiosną mi rozwiała się

Lecz został cień i coraz większy liści szum

Gorliwe sny garbatych drzew, bielonych pni

Nim coraz krótszy będzie każdy dzień

i coraz blizej dzien gdy lud odmowi posluszenstwa

gnany jak bydlo do urny po kes zgnilego miesa

to kleska i porazka nowoczesnej wizji swiata

gdzie indywidualiste traktuja jak wariata

i zaplona sady ,inne gowna z wbita flaga

runa urzedy mowie to z pelna powaga

zesklotujemy domy boze tam juz nikt nie mieszka

kasa na tace ,tu nie istnial termin ""reszta""

komisariaty ? prosze jeden trzy jeden dwa

Zagubieni w mroku swoich śladów

Choć przed siebie daleko nam iść

Gdzie obiecane wiśniowe sady

gdzie lawendą pachnący liść

Oprzyj palce na kiju i idź przez życie jak prze most zwodzony

Z niepewnością następnego kroku w mrok

To krok szalony

Nas nie obchodzi co o nas myślicie

my się bawimy i was pierdolimy x2

Skinhead skinhead x2

Skoro mówicie o nas rasiści, na pewno nimi jesteśmy

skoro mówicie o nas sadyści, na pewno nimi jesteśmy

skoro mówicie o nas agresywni, na pewno tacy jesteśmy

skoro mówicie o nas śmieszni, na pewno tacy jesteśmy

Nas nie obchodzi co o nas myślicie

my się bawimy i was pierdolimy x2

Tak delikatna, jak aksamit

Taka piękna, jak witraże

Prowadzi marzeń ogrodami

Wiodą nas jej ślady

W posiwiałe sady

Pól rozległy bezkres

Gdzie nie kłamie serce

Ale już odchodzi

Ten dzień, co ją zrodził

Wyjedźmy, kochany, wyjedźmy daleko

Będziemy oglądać białe sady nad rzeką

Nocą gwiazdy na niebie, siwe mgły wieczorami

Wschody słońca przed nastaniem dnia

Wyjedźmy, kochany, daleko

Zostawimy miasto za zakrętem

Muszę mieć dziewczynę zanim spadnie śnieg.

Zanim mróz nie zgasi nieba w jasnych lustrach rzek.

Musze mieć dziewczynę…

Zanim drogi do niej nie zasypie śnieg wysoki, okien nie zasłoni.

Sady pełne ptaków zwołam dziś by tu Jej śpiewały,

bo w gitarze tylko siedem strun.

Jesień nas ugości słońcem w swych ogrodach,

podaruje nam pierścionki ze szczerego złota .

Dzieje jest ta dziewczyna? Gdzie mam szukać jej?

Liście z drzew już dawno, pospadały

Kwiaty dawno też, pousychały

Ptaki w dali hen, stąd odleciały

Nagie sady prawdę, ukazały

Wszędzie już, spokój i zima

I każdy ptak, skończy swój lot

To wtedy człowiek, wie jaka siła

Drzemie w naturze i w każdym z nas

Ptaki jeszcze nie w odlocie

Wrzosy jeszcze nie w czerwieni

Słońce jeszcze nie w odwrocie

Sady jeszcze nie w jesieni

Świerszcze jeszcze nie za piecem

I jałowiec nie w ognisku

Dnia ubywa coraz więcej

Coraz prędzej mija wszystko

Przyszedł do wsi białą drogą

Co się wiła polem

Drogą chabrem wyszywaną

Zdobioną kąkolem

Przyszedł, gdy wezbrały sady

Słońcem i owocem

Gdy świerszczami głośno grały

Wieczory i noce

A w łubinie, pachnącym łubinie

wszyscy tańczą i klaszczą w rytm

i śpiewają wraz z nami słowa piosenki tej.

A ty znikasz jak mgła błękitna,

odchodzisz w dal.

Tam gdzie rzeka i sady kwitną,

zostawiasz żal.

Cicho dźwięczy moja gitara

i żałośnie łka.

Zostań ze mną moja kochana,

Szedłem sam C a

W słońcu i w deszczu

Przez nagie brzuchy pól

Przez dojrzałe sady

Wzdłuż różnych rzek

Drogami, nad którymi kurz trzepotał

Jak rozbujany sztandar

A czasem cichym

Kwitną sady, kwitną kolorowo

Płyną chmury nad drzewami, płyną

Hej, dziewczęta, białe i różowe

Hej jej, zakwitajcie wiosenną godziną

(Na na na na na na na na) (x2)

I co wśród pożogi odejść stąd musieli

Wskaż nam Panie drogę po Bieszczadzkich szlakach

Zagubionym – bądź echem w strumieniach i ptakach

I światłem w ciemności, jak twój księżyc blady

Gdzie umilkły cerkwie i zdziczały sady

Tym, co przyszli tutaj by prawem zwyczaju

Podziękować Tobie za przedsionek raju

Za ptasie koncerty o porannym brzasku

Za lipcowe noce przy księżyca blasku

Noc chwilę trwa, coraz trudniej zasnąć.

Za myślą myśl na oślep gna.

Znowu tam, znowu tam, znowu tam.

Okruchy wspomnień jak wartki nurt:

Już kwitną sady, już pachnie miód,

Dom pochylony nisko

Pod słońcem dnia. A tu obce wszystko

I nawet wiatr inaczej gra -

Jesteś sam, jesteś sam, jesteś sam.

W małych ogródkach pod Wrocławiem...

Kaliny, malwy białostockie,

Lubelskie bujne winogrady,

Dziewanny złote pod Zamościem

I w Kazimierzu białe sady.

Kwiaty nad Wisłą, Narwią, Bugiem,

Zbierane w słońcu, przy księżycu

Kocham was kwiaty mej ojczyzny

Nad Odrą, Wartą i Pilicą...

Gdzie tamte dni, gdzie tamte dni

Czy tylko w starych piosenkach

Za tamte dni, gdy oni szli

Nasza dziś dla nich podzięka

Płonęły sady i ogrody

Ruiny domów dym przesłaniał

Pociski ryły asfalt jezdni

Lecz żaden kulom się nie kłaniał

I na przód szli, i na przód szli

Pól od szkody przypilnować

I z kołatką chodzić

Hej, karabin wezmę w ręce

I odejdę z wojskiem

Sady, pola osłonimy

A za jedno Polskę

Ja nie pański, nie hetmański

Jeno harny, wolny strzelec podhalański

Ja nie pański, nie hetmański

(A tego skurwysyna, co mi, kurwa, te okulary sprzedał,

to go chuja zajebię, kurwa! Kurwa, harakiri zrobię!)

1. Opowiem wam pewną historię o pewnym okuliście -

pedale w czerwonej sukience i głupim, kurwa, sadyście

Na nóżkach jedwabne pończoszki,

na biodrach przepaska, na głowie opaska.

Ale za te okulary ryj ci rozwalę, stary!

Z nim była dziewczyna z kasyna,

Wszyscy jebią się wokoło,

aaa... pierdolą się na wznak.

Ref.: To nasza szkoła erotyki...

3. Są pedały, onaniści,

kurwy stare i sadyści

i tacy pojebani jebacy.

Chociaż jest ogólnie nędza,

nikt kutasa nie oszczędza

jeee... wszyscy dupczą się!

Ref.

Wieje wiatr w mojej głowie,

Nad doliny i nad sady niesie mnie.

Wieje wiatr w mojej głowie,

On pieśń wolności niesie mi.

I choćbym drogę zagubił

I nie wiedział dokąd iść

Dziś juz kocham jego imię

Bo jak cień jest co dzień przy mnie

Gdy nosimy razem wodę

Biją nasze serca młode

Wokół nas pachnące sady

A ten dźwięk to są cykady

Noc dziś będzie znów gorąca

Jak ta pieśń jest zniewalająca

Malagenia... Malagenia...

Słoneczne sady znów, gdzieś śpią

Obrączki nasze są za mgłą.

A do szczęścia nam potrzeba kilku prostych słów, na ramieniu czyjejś dłoni jak błękitnych snów

Da nam słońce pełne kosze kwiatów z młodych łąk, żeby serca ogrzał płomień czułych rąk.

Los kiedyś zmieni, się w nasz maj

W domu nigdy tak nie było, chcesz poniżyć idź stąd.

To nie kurwa niebo, to te dzielnice terroru,

Tylko sztywnych zawodników rekrutuję to szwadronu.

Twoje tajemnice ziomuś zabiorę kurwa do grobu,

Mam swoje za sady za co dziękuję dziś Bogu,

Wokół same kurwy, nie dla mnie takie składy,

Poeta, Elita gramy rapy dla zasady, ELO

[Eudete]

Nie dla mnie rozmowy o ziomkach za plecami,

A niebo nad nami coraz wyżej

Coraz wyżej

Że już je prawie z oczu tracimy

Jak zaginioną Atlantydę

Sady nie obrodziły

Choć białe były od kwiatów

Rosa wyżera oczy

Naszym najlepszym latom

[3x:]

1. Gdzie w niebie lśni gwiazda,

gdzie ptaki żyją w gniazdach,

gdzie słońce zachodzi i wschodzi,

gdzie kwiaty na łące,

gdzie sady kwitnące,

samotna ławeczka w ogrodzie.

ref. Tu wszędzie jest moja Ojczyzna,

tu każdy kwiat do niej się przyzna,

źdźbło trawy najmniejsze podszepnie mi wiersze.

Lipiec, sierpień, wrzesień, patrzeć, a tu jesień już.

Szron na drzewach siada, trawa rankiem siwa znów.

Cienie coraz dłuższe, a dni za to krótsze, ranki we mgle,

Ociężałe sady w poobiednim śnie.

Zaorane rżyska, dym na kartofliskach siadł,

Lasy pełne wrzosów jak wspomnienie wiosny w bzach.

Bocian się pakuje, z żoną odlatuje gdzieś -

Czas przez palce ciecze, nic się nie odwlecze, nie.

tutaj czas anielsko płynie

każdy potok gada z aniołami

o bieszczadzkiej wspomina krainie

Studnie tutaj zarosły wspomnieniem

sady tutaj pokrzywione dziko

w procesji sierpniowej schodzą zioła

do cerkiewek pukają po cichu

Ta kraina święta niepojęta

w tej krainie pięknie tajemniczo


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga