Alfabet słów:

Słowo sztok w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery s: siedemdziesiąt, słodki, sep, Świdrygiełło, syndrom

Kto w Polsce śpiewa o sztok ? To między innymi Iwona Chołuj, Katarzyna Groniec, Katarzyna Groniec. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Obnażają swe kły skłonne wgryźć się w tę noc

W białe podbrzusza ryb, w spasły księżyc i w ląd

Do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer

Tłuszcz skapuje -kap, kap, z rybich wątrób i serc

Potem pijani w sztok w mrok odchodzą gdzieś

A z bebechów ich w krąg płynie czkawka i śmiech

Jest port, wielki jak świat, co się zwie Amsterdam

Marynarze od lat tańce swe tańczą tam

Lubią to bez dwóch zdań, lubią to bez zdań dwóch

obnażają swe kły chcące wgryźć się w tę noc

w białe podbrzusza ryb w tłusty księżyc i w noc

do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer

tłuszcz skapuje-kap kap z rybich wątrób i serc

potem pijani w sztok w mrok odchodzą spod miech

a z bebechów ich w krąg płynie czkawka i śmiech

Jest port wielki jak świat co się zwie Amsterdam

marynarze tańce swe tańczą tam

lubią to bez dwóch zdań lubią to bez zdań dwóch

Obnażają swe kły chcące wgryźć się w tę noc

W białe podbrzusza ryb, w tłusty księżyc i w los

Do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer

Tłuszcz skapuje -kap, kap, z rybich wątrób i serc

Potem pijani w sztok w mrok odchodzą spod wiech

A z bebechów ich w krąg płynie czkawka i śmiech

Jest port, wielki jak świat, co się zwie Amsterdam

Marynarze od lat tańce swe tańczą tam

Lubią to bez dwóch zdań, lubią to bez zdań dwóch

Obnażają swe kły skłonne wgryźć się w tę noc,

W tłuste podbrzusza ryb, w spasły księżyc i w los.

Do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer,

Tłuszcz skapuje kap, kap, z rybich wątrób i serc.

Potem pijani w sztok w mroku odchodzą gdzieś,

A z bebechów ich w krąg płynie czkawka i śmiech.

Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,

Marynarze od lat tańce swe tańczą tam.

Lubią to bez dwóch zdań, lubią to bez zdań dwóch,

Pij z nami nalej pełnego.

Pij pij lubię alkohol.

I z ziomkami w ciemną noc

Lubie się najebać.

Finlandia,Bols albo sztok.

Dla Przyjaciół niby szok że skoczyłem tak ostro w bok.

I 24 h procent pije reprezentuje Polskę

weź to doceń.

Wiksa na bani wjeżdża widzę już dwa swoje cienie.

pierwszy kieliszek w gardle jak ważyłem więcej kilo,

dziś mi ubyło lecz przybyło mi przyjaciół,

a pamiętam to jak dziś ledwo sięgałem do blatu.

Dziś tych wariatów widzę raz na ruski rok,

i chodź nie mamy czasu znów się zalejemy w sztok,

rozpierdala nam sok na tym bicie oldscholowym,

i pamiętam to jak dziś znów wstał dzień nowy.

Ref.4x

Pamiętam to jak wczoraj, pamiętam to jak dziś,

Moja kochana, powiem tylko to:

""W twoich oczach lustrzane widzę szkło""

Winny-niewinny - wina światła gra

Jestem powietrzem - twoje oczy mną

A jego oczy zaś zalane są już w sztok

I nadużywa słów, a mówiąc, gubi krok

Lecz w tym paplaniu tkwi, że jestem mu jak brat

Który zapomniał i jak tramp wyruszył w świat

Na szczyty mroźnych gór, w żar południowych słońc

Blady świt

zamka zgrzyt

zakończony hukiem bal

Spity w sztok

ważę każdy krok

By nie odbić się od ścian

Szósta dwie

zbudzić cię

W dworcowej poczekalni, na stacji PKP

Lubię posiedzieć czasem, bo gdzie lepiej czekać jest.

Kobiety z tobołami, faceci pijani w sztok

i jak to na takiej stacji trochę smrodu, czasami tłok.

Nie pytaj, dokąd jadę, czy na pewno na bilet mam,

Siedzenie i czekanie to jest naturalny stan.

Czasem skręta zapalę i wtedy wspaniale czuję się,

Tam dostrzegłem wierzbę, tam sosnę spotkałem,

Pieśni im o lecie w takt wichru śpiewałem.

Wydałem się sobie takim samym klonem,

Tylko nie bez liści, a całym zielonym.

I, wyzbyty wstydu, w sztok spity gorzałą,

Niczym cudzą żonę, brzózkę żem ściskał śmiało.

I spluwały przeklinały

Na głód na smród na ohydę

Zapijała Bida Nędzę

Zapijała Nędza Bidę

Urżnęły się w sztok na pestkę

Aż już pić nie mogły więcej

Nędza już nie czuła Bidy

Bida już nie czuła Nędzy

A nazajutrz miejski ludek

i rubaszni nad wyraz

II:

Grzechy sekrety, tajemnice,

Gorzkie zaklęcia i popioły

I w sztok pijane czarownice

Wódką karmiące swe demony

I w tej oazie dla bękartów,

Gdzie na zatrutej latam miotle,

Aby się dobić nie dla żartów,

Gdy się śmiejesz świat się śmieje z tobą bez litości

a gdy płaczesz to samotnie w swędzącej samotni

Tylu ludzi stąd, czy stamtąd w życia bagnach brodzi

śpieszmy kochać się człowieka tak szybko odchodzi

Żywot rozciągnij w czasie w pijanym w sztok hałasie

W odbiciach zimnych źrenic zmęczeni przerażeni

W zwierciadle krzywych dni śmiech krew i łzy

O czym dumać na Prowencie na dworskim folwarku

Gdzie komnaty białej damy na kórnickim zamku

Grzywkę piwka i mokry stołu blat,

Chciałem ja i Żo,

I nasz kumpel Jaś,

Wyszumieć swe dwadzieścia lat,

Więc Wolter pijaniutki w sztok

Tańcował z Casanovą,

A ja, ja - najbezczelniejszy z nich

Ja tańczyłem z samym sobą.

Potem biegło się

Jak powstało stadło tak i smętnie padło

no i wreszcie doszło do rozwodu.

Lecz po rozwodzie bieda nadal bodzie

w kieszeniach puchy, nie ma nawet paru centów

pijany w sztok rozwodnik zaszył się nad Wołgą

i nie zamierza płacić alimentów.

Choć w nędzy żyją jego własne dziatki

śliczne bliźniaki zwą się Kryzys i Recesja.

To on zakręca kurki, od nas się odwraca,

W wódce ochota radość i śpiew

Pić ją to cnota, nie pić to grzech

Najlepiej w głowie mieć szum, szum daje wódka i rum,

Rum albo wino i zaraz miną troski i smutki, i żal.

Najlepiej upić się w sztok, pić cały dzień, cały rok,

Bo po pijanemu, sam nie wiem czemu, zaraz na duszy mi lżej,

Zaraz na duszy mi lżej, hej!

Dobrze jest kochać dobrze pracować

Mieć dużo forsy i w banku schować

Twoi czornyje głaza

Tak czornyje, czto bolsze nielzia!

Anastazja Pietrowna, Anastazja

Pół na pół wódka i małmazja

Tyś liryka, deliryka w sztok!

Anastazja

Proszę Panią

Odwróć wzrok!

Biełaja nocz' nieukochana

żaden sztorm oprócz skrajnych form,

z równowagi nie wyprowadza nas.

Pod pokładem w beczkach śledzie śpią

i kapitan cuchnący jak zepsuty ząb.

Pijany w sztok na podobieństwo zwłok

w zęzę wbił jak gwóźdź swój martwy wzrok.

Hej ciągnij go, hej ciągnij go, hej ciągnij, ciągnij go x2

Ciągnij go, ciągnij go

Nie jeden z nas, nie jeden raz,

Pancer jaki szczylŏ kajś

I sztokowiec ze szałfynstrem

rozdupiło w drobny mak

Wdupiło nŏm cały familok

i nie ôstoł nawet jedyn sztok

Wdupiło nŏm cały familok

Gōrnicze szkody to je pierōńskie zło

Wylozżech z gruby, ja chopie, cisnã ku chałpie

Rolada czekŏ w doma, no i baba z bajtlem

Tu litość nie jest modna, litość to zbrodnia mówi napis na murze.

Jak wilk w owczej skórze czai się gdzieś nadzieja na zmiany.

Czy potrwa to dłużej, czy też naszym potomkom coś damy?

Tą lepszą przyszłość? W tunelu światło,

by kilkuletnie dziecko nie szło za w sztok pijaną matką.

Szok tą gadką wzbudzę. Nie niestety, choć chciałbym,

już dawno się nie łudzę, widzę czarno białe barwy.

Jest jeszcze czerwień - kolor przemocy i walki.

Dzieciaki mrocznych podwórek żyjących, lecz jakby martwi.

więc wracał z wojny i miał plan

dobrze obmyślił każdy krok

nie krok bo przecież nie miał nóg lecz ruch na pewno

- urządzę fajerwerki lub

Bourbonem się zaleję w sztok

językiem ostrzył swej maczety stal nierdzewną

przypomniał sobie zapach słów

szczenięcych wyznań głupi świat

i płakał – ale kicz – hollywoodzkimi łzami

Gdy Marian nagle ze schodów spadł,

W jedną noc przeżył pięć lat...

W jedną noc przeżył pięć lat...

Po lesie się Wartburgiem jeździło aż się grzał,

Z pijanym w sztok słowikiem gadało po niemiecku,

Tańczyło się ""dżdżownice"", gdy Krawczyk Krzysiek grał,

Straszyło się nawzajem najbielszym z białych dzieckiem.

Im grubszy tort tym głębiej odcisnąć trzeba twarz.

Im zimniej tym cieplejsza jest na żwirowni woda.

Paryż na wiosnę cudny jest

Ja z opowiadań o tym wiem

Dlaczego pytasz mnie się, bo

Byłem pijany w sztok.

Krąg nieba znaczył miasta kres

Czego nie czynie o niej też

Jean Paul Belmondo, kto jak kto

Alain Delon, Sofie Marso

To ryzyko, by kochać na prawdę

Ryzyko, by kochać cię !

Na zakazanych ulicach tłok

W dusznych knajpach gęsty dym

Podły alkohol zalewa w sztok

Zrywa się ostatni film

Płonąca wódka i czarna noc

Nieba nigdy nie widać stąd

Łypią na mnie spode łba

Mając w sercu żar, przed oczyma zaś

Grzywkę piwka i mokry stołu blat,

Chciałem ja i Żo, i nasz kumpel Jaś,

Wyszumieć swe dwadzieścia lat.

Więc Wolter pijaniutki w sztok,

Tańcował z Casanovą,

A ja, ja - najbezczelniejszy z nich,

Ja tańczyłem z samym sobą.

Potem biegło się pod burdelik, by,

Twoje cziornuje głaza

Tak cziornyje, szto łutsze nielzia!

Anastazja Pietrowna Anastazja

Pół na pół - wódka i małmazja

Tyś liryka, deliryka w sztok!

Anastazja

Ja was praszu

Odwróć wzrok!

Biełaja nocz nieukojona

"

Stłumiony gwar, w hotelu bar

na skraju miasta w środku zimy.

Pijany w sztok trąca mnie w bok:

""Maleńka, może zatańczymy?""

Ja pełen szyk. Za łykiem łyk

ze szklanki, którą w ręku trzymam.

Ale już wiem: przerwany sen

2.

Mole zeżrą historię, wszystko prócz nas

Sczezną się metropolie, kościół i bank

A nas nie zdziwi nic i ciasno spleceni

Wejdziemy na szczyt zakochani w sztok

Ref.

Wszystko jest jedno - istota i rzecz

Zwrotka i rzędy wersów

Kocham a nawet nie czuję nic

więc wracał z wojny i miał plan

dobrze obmyślił każdy krok

nie krok bo przecież nie miał nóg lecz ruch na pewno

- urządzę fajerwerki lub

Bourbonem się zaleję w sztok

językiem ostrzył swej maczety stal nierdzewną

przypomniał sobie zapach słów

szczenięcych wyznań głupi świat

i płakał – ale kicz – hollywoodzkimi łzami

Sprawdź te niunie, które mają w sobie to co Anita Blond

Tym tętni podwórko, ulica, blok

Znowu klub, podwórko, ulica - szok?

Bywam w takich miejscach, wiesz, non-stop

To co nas napędza to whisky, tequila, sztok

To większa energia niż jak kirasz koks

Weź wypal, wypij ten kawałek, wciągnij go

Weź puść to w swoim aucie, puść to głośno

Puść to w swoim bloku niech sąsiedzi słyszą to przez okno

i pewnie grube miliony

więcej nie miał nic

ciekawy dzień... co dziś jeszcze spotka mnie?

święty pijak żul

swą wiarą w sztok zamroczony

w oczy patrzę mu

kiedy jak sen w świetle dnia rozpływa się

choćbyś miał

największy bank

i nie byłem nawet jeszcze zły

czuje się jak czarnuch tutaj

to jest rap o kaszlu w płucach, fałszu w mediach

w tym jesteśmy my

płynie tutaj Citron w sztok przez miesiąc chłodny

obracam się o 180 stopni

czy pocałuje w język węża czy będę jak niewolnik

drążył do wynajęcia niebo na dłoni

x2 Podnieś swe ręce w powietrze (wysoko)

Szlochasz

W mankiet a mówiłeś że już nigdy nie rozkleisz się

Moknę

Kiedy robi się za lirycznie Uderz

Pięścią w stół inaczej w sztok zalejesz się znów

Możesz

Czasem gryźć i drapać kiedy to jest przejściowy stan

W końcu

Ja nie jestem weterynarzem Lubię

od Hieronima Boscha

w niebie się księżyc tlił

jak lampa w ciemną noc

jak mój sumienia krzyk,

gdy rzyga schlane w sztok

i że to jest darmodziej - czułem, że to właśnie on

mój darmodziej, miłość gra

wierny naszym losom

bard, który zna wszystkie sny

Nieopisany tłok, że nie zmieścisz i pół szpilki

W każdy wieczór w Cafe Sztok - tu

Z miłości jeden się wiesza gość na strunie fortepianu

W Cafe Sztok mija tak dzień za dniem

Każdy może umrzeć dziś

W szal czarny go zawinie śmierć w Cafe Sztok

Jestem tu po to, by poczuła White wocha

Ona nigdy cię nie pokocha

I o to chodzi, o to chodzi

Denhaga sytuacja tego wymaga

Świta Świony sztok, ósmy haraszok

Klitka dwa na cztery no krwawa mery

Rum krople wody my bethrum

Zum pento amatorzy gum Dono, Dono

Bum, bum, Dono, Dono, Dono, Dono

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,

chcąc różę nieznajomej dać - świat upadł tak nisko, że strach.

Toteż swój odrzucony kwiat, goryczy w ustach czuję smak,

dałem policyjnemu psu - ach szkoda słów.

Butelka raz wypadła z rąk opata pijanego w sztok

- już nie był w stanie zbawiać dusz - w butelce był mszalnego litr

(najdostojniejsze spośród win), uliczny ją spowijał kurz.

Podniosłem ją ostrożnie, nadziei pełen, że

życzliwe czyjeś gardło wspomoże przy niej mnie.

Wszyscy wstali z ław aby Toma sprać,

Gdy ten zobaczył, ilu ich,

To z tawerny uciekł w mig!

Szybko jednak dogonili go,

Wlali w gardło grog i upili w sztok.

Już nie będzie więcej czarci syn

Z marynarzy sobie drwił.

Więc pamiętaj dobry Brachu mój,

Gdy z żeglarzem pijesz - jesteś swój.

- Nałapiemy w sieci setki tłustych ryb...

Razem bracia...

- Już panienki w łóżkach grzeją skarby swe...

Razem bracia...

- W porcie znowu mordy zalejemy w sztok...

Razem bracia...

- A przed nami jeszcze tyle setek mil...

Razem bracia...

Jak Herdo złą sławą owiani, jak merol renomowani

Krytykujesz? To na nic

Guralesko z kumplami, to o nich i to dla nich

Masz problem, frajerze? Odpalamy dynamit

Nie zasuwamy pumami i nie popijamy sztokiem

Pod blokiem z nowym rokiem, nowym krokiem

Z Qlopem gramy w PDG karaoke

K do G Rocke, feler, czacha przepalona zielem

Puszczamy melę pod nogi frajerstwu

1. Każdy z nas, jak marnotrawny syn

Wierzyłem w przeznaczenie, dziś zerwany film

Jak siekiery sztokiem uciekały mi dni

Poznałem smak ulicy dziś spełniam swe sny

Dziś nie cofnąłbym czasu, mógłbym przysiąc

Zawsze chciałem więcej niż żyć miesiąc za jebany tysiąc

Dziś nie zmieniłbym nic, mógłbym przyrzec

złomoł se kiniol, łyknął gybisa

porachowoł wszystkie kości no i wstoł

impreza gibko nabrała szwongu

aż starzik kryka ciepnył w kąt

bo prziszoł Zeflik z drugigo sztoku

łon to z heppy zdoł matura

w doma mo aparatura

ref:

jak sie momy bawić to sie momy bawić


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga