Alfabet słów:

Słowo versus w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery v: vive la Pologne, VHS, viola da gamba, Virtuti Militari, Virginia

Kto w Polsce śpiewa o versus ? To między innymi A.J.K.S., A.J.K.S., A.J.K.S.. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

I

Ten świat jest chory, dlatego kładę chuj na całokształt,

oskarżenia, ciągłe spory, gniew, bezczelna potwarz,

rzucona prosto w pysk, a weź popatrz się na siebie,

ja versus wy, ta wojna wszystkim w głowach jebie.

Przez życie biegiem, bo szybkość pomaga przetrwać

i maluje piękne wzory na obdartych wrotach piekła,

rzeczywistość się wściekła i wypluła tych pojebów,

co oddają sobie cześć w świetle majestatu chlewu.

pizdy jak kanał la manche a tęcza i roman dmowski

też są w cenie, no co za kurwa spierdolenie

to nie czwarta a już trzecia będzie tylko na kamenie

wojna, bo teraz tak to wygląda,

debile z Tvnu versus gówno typu Fronda

Raperzy co rymują kurwa o białej sile

udający babe facet co się lubi jebać w tyłek

wiem, że miłość to poważna rzecz, nie moja sprawa

ale wiesz medialna wesz nie będzie ustanawiać prawa

narzucać moralność, mówisz to normalne? brawo!

Wiem, że mega ważne teraz jest mieć kurwa dobry PR,

a opinia publiczna już nie raz go zabiła,

więc pierdolić rzepę i jebać Ziemkiewicza,

ładnie ostrzyżony chłopak versus freegan co w ""śmietnikach""

Szuka żarcia, nie będą zgłębiać ideologii

pytanie na śniadanie znowu o smoleńskiej zbrodni

naziści? margines, celtyki? fanaberia

faszystowskie widmo, z którym walczyć chce chuliganeria,

W guście bazarowych perfum.

Gadasz rymami, jak Beger po angielsku.

Zjadam cię mały bez koleżków

Odzyskam hip hop

OSTR versus banda jebanych innowierców

Kurwy, co ukradły hip hop odnajdę.

Stul ryj, bo upadniesz nisko jak Art-B.

To nie Hanna Barber, tu wszystko na poważnie.

Mam dla ziomów szacunek, dla frajerów pogardę.

Publiki wrzaski, sukcesy i kariery jak Dyzmy

Póki starczy charyzmy będziemy grać płyty

Grać hity, miejskie rytmy i biby

Kontrowersje i stypy wokół miasto i my

Versus ludzki ogół przezroczysty jak szyby

My nie damy sie omamić jak jakiś dziamdziak

Same chamy, zawiść to nie nasza bajka

Mamy plany dla nich mykamy na przekór

Twardy beton bracie, a nie kurwa welur

Jak C-Murder hurtem wrogów swych wycinam

Ich kobiet krzyk ja MC Hammer - don't hurt 'em

Daj mi powód szmato - o krok dalej pójdę

Bez wyzwań życie nie ma sensu

Znam paru, myślą - mam wszystko versus ty

To stara szkoła, Oborniki represent

Pozdro, pozdro, kiedyś się spotkamy Bonzo

Melanż jest dobry, ale do pewnego stopnia

W palnik można dać, rano kontra

[Foster]

Wypierdalam wam rymami ze łba

Twardego jak Kevlar, JWP

Bez Cenzury okrutna ekipa

Plus kilkunastu typa wypas versus ogólnopolska lipa

Słucha cipa u sztuk, gdy słyszą wasz przechujowy śrut

To nasz syf zaspokaja głód z nut pierwszej klasy

Jedno wielkie pozdro dla słuchaczy

Raczej!

Już nie szukam szczęścia tam gdzie go nie ma

Choć gdy ktoś pyta jak jest, to wolę jednak zmienić temat

I siema, wracam do skorupy gdzie marzenia niemal wciąż

toczą walkę z rozumem co chcę oceniać

Pierwszy krzyk versus z tym co woli stan uśpienia

Choć podpowiada Dedal, ku słońcu ciągnie chemia

Zakrętów droga nasza pełna jest,

ze wszystkich stron syreni śpiew, to rzecz kolejna jest

Bo tylu żądzy pokus naraz nie okiełznasz, nie!

Już nie szukam szczęścia tam gdzie go nie ma

Choć gdy ktoś pyta jak jest to wolę jednak zmienić temat

I siema wracam do skorupy gdzie marzenia

Niemal ciągle toczą walkę z rozumem co chce oceniać

Pierwszy krzyk versus typ co woli stan uśpienia

Choć podpowiada Dedal ku słońcu ciągnie chemia

Zakrętów droga nasza pełna jest

Ze wszystkich stron syreni śpiew to rzecz kolejna jest

Bo tylu rządzy pokus naraz nie okiełznasz nie

Robię to na poważnie

Mój rap po chodnikach hula

Ja versus reszta to jak Ice versus Ace Ventura

Jedne to rap najlepsze marki, drugie to żart

To jak przydrożny motel kontra karczma.

Ja miałem exlusive.

Ja właśnie taki mam styl, jak bracia z Fabuły

Duże, duże kataklizmy, ale ona nadal trwa

Na poziomie ziomie, na poziomie ziomie zarabia

Do przodu konkretnie działa, działa, działa elita

Twa energia - w żaglach wiatr, twoja siła to twój skarb

Twój charakter to twój brat versus pojebany świat

Dużo do zrobienia jest a bardzo mało czasu

Weź do przodu ostro jak napchany tabasco

Rozterki, zwątpienie lepiej zostaw dla leszczy

Jeśli chcesz być coraz lepszy zaciśnij pieści

słońce ogrzewa twarz, zaraz smutek zniknie

pod stopami pobite szkło, albo poranna rosa

pijesz piwo jak masz smak, albo sok, który daje brzoza

Polskie powietrze, wciągam je do płuc

wielkomiejski pęd versus wiejski luz

i tak tu, i tu, możesz znaleźć czego pragniesz

siadaj na ławce na osiedlu lub na łące na trawie

zamknij oczy, włącz zmysły,

czujesz zapach rozgrzanego siana versus spaliny

Rap gra, to jest pewne. Słowo to co przeżyłem,

Było dla mnie błogosławieństwem.

Oczekiwań dziś nie spełnię.

Jestem sobą, idę dalej, żyję tym, to jest we mnie.

Ta muzyka i ten styl versus cały ten ferment.

Trwam w tym, słowo się rzekło, takie życie, patrz w serce.

Ja mam tylko jedno i dbam o nie na serio.

Jako familię i tych co są ze mną.

Jedna miłość- bloki, co? Odrzut do serca.

Słowo z prawdą w parze zawsze tego nie traktuj adakta

uważnie dobieraj ważne, każde opieraj na faktach

grasz w grę jak każdy z nas, stawką jest tu zaufanie

prawda nieprawdziwym pluje w twarz i każdemu kto kłamie

kamień w sercu versus czystych sumień rodzina

fałszywi idą do trumien, bólu nie tłumi morfina

dobra mina do złej gry, Ja i Ty dwa bieguny

nikt nie przyzna się kto zły, gdy dotyka marnej dumy

suma do sumy-gorzka,już czujesz jej niesmak

Fibru:

ta,Walcz, walcz, ta, prawy, lewy, sierp, stoisz i wymiękasz, garde postaw, lewy, unik, nie pozwól sobą pomiatać, broń się, nie lękaj, nie da ci litości, nie odpuści, nie bądź ciota, nie uciekaj.

przezwyciężaj strach, mocne żyły, zdrowy umysł, ciosom nie ulegaj, pamiętaj, żaden z niego kozak, czy jebany karateka, będziesz szybszy, będziesz lepszy, zapamiętaj, to jest rada od experta.

Pewne słabości, każdy je posiada, brzuch, wątroba, czy śledziona to już rada dla boksera, my żyjemy

na osiedlu, nie na ringu, więc bez zasad, po za jedną, jeden versus jeden, rzadko się to zdarza.

ważne by nie pękać, choć morda to też szklanka, łatwo zbić, stłuc, ale łatwo też załatać,

czasem się to zdarza, można zapobiegać, czasem warto walczyć, za honor lub za swoje sprawy.

dresy czy drechole jak to tera się nazywa, skurwysyny, już pamiętam, czy to to co cię nęka ?

nie pękaj, myśl pozytywnie, najpierw prawy potem lewy, potem unik, znowu prawy,celuj w zęby

Gdybym znał skutki, nie zrobiłbym tego nigdy

Feto

Za ciągłe moje ściemy i Twój brak zaufania

Przepraszam, teraz już sam do tego nie chcę wracać

Młody gnój versus życie, blizny w pamięci

Głębokie na tyle, że ciężko będzie je wyleczyć

Za Twoje łzy spływające po policzku

Nerwy, stres, brak sił, chciałaś zabić w sobie wszystko

Męczył ból głowy, szklana wódki i szlugi

uciekła, bo nie chciała mieć już więcej ran

jej ręce trzęsły się i nie miała sił

a jej serce? nie miało dla kogo bić

Biegła zapłakana, chyba wiesz już gdzie

toczyła walkę w swojej głowie, ona versus gniew

gdy dobiegła na miejsce z pierwszej zwrotki

zobaczyła chłopaka jak płakał i zasłaniał oczy

Przed nią, spytała co się stało, milczał

potem rozmawiali, mówił jej jak nienawidzi życia

Pieśń obrońców w górę gardła nasza garda nasze hasła

Nasze wersy dla was bracie nasze domy wasze miasta

Ani wczoraj ani dzisiaj nie pochłonie mnie ten trend biegu

Kres dla reguł zbytni sens dla sekund bystry szczyl

Wciąż stoi w pierwszym szeregu versus wszyscy ci

Czerwoni ze złości jak krew na śniegu

Piszę linijki ze mną są męczennicy i anarchiści

Wyjdź z pola bitwy bo u was honor jest sporadyczny

Jeden z nielicznych których wyścig pierdoli prędkość

A tak

Żyjemy w koszarach

Jesteśmy celem w grze zwanej manewrami szczęścia

W której my

Versus reszta społeczeństwa

Ty i ja i zawsze jeszcze ktoś

Tak Ty i ja i zawsze jeszcze ktoś

Ty i ja i zawsze jeszcze ktoś

Tak Ty i ja i zawsze jeszcze ktoś

Kiedyś kradłem bity, nigdy nie kradłem stylu

twój sprzęt audio rzęzi jak reaktor w Czarnobylu

to 40 ton trotylu, wybuch, kłęby dymu

skurwysynu tu bycie sobą to sztywny wymóg

to jak Optimus Prime versus Megatron

to mistrz chorych rymów gram rap jak Jamie Madrox

w górze las rąk pod sceną szaleje tłum

a my wypluwamy z siebie ostatki głosowych strun

Kaboom! dziwko dłonie urywa eksplozja,

Syk hydrauliki, widzę was sukinsyny

Sprzęt noktowizyjny zdradza większość pozycji

Nieliczni przeżyli, to dla piechurów prezent

Addix żołnierze, skuteczność większa niż becel

Bicie beczek versus kwit jak kilovoltszejset

W mieście przestępstw robię na przekór pseudoscenie

To pierdolenie prawd oczywistych bez polotu

Tępe że nie wiem, lecz robią to dla sosu

Z dyskontów chłopców przyrównam klasą tu do Tico

a ty poznasz oblicze

Gdzie ten słynny Omen?

Ja się z tobą rozliczę

Jeśli będziesz odpowiadał to od razu relacja

JiMi versus Omen zakończona operacja

Jedziemy z podziemia, tu na ten temat

Omen damska strzała, wybuchu schemat

Ucieczki z domu, masz zero rozumu

Twoja ksywa niepamiętna tutaj z tłumu [tłumu]

i słabym Elliminati napisanym na kolanie.

I te dociekanie - czy Cleo jest ładna czy brzydka,

mnie bardziej interesuje pierwsze solo Sitka.

A może macie w dupie rap, a może go kumacie tak,

jakbyście mieli 10 lat, Jay versus młodzieży kwiat.

Po prostu jesteście tak tępi i puści w środku,

że wyleciałoby tylko powietrze przez dziury od kul.

Raperzy groźni są, ja się ich nie boję,

bo składam to lepiej niż Tony Stark swoje zbroje.

Myślą, że wyślą nas do diabła swoim bla-bla.

Otwórzcie oczy, kurtyna spadła.

Czarna magia, analogu lśniąca tafla,

rapna składnia, wersy wrogów spłoną jak nafta.

Własna pasja versus atrapa, jak ją wyrwać?

JuNouMi kadra, zagramy tak, by to wygrać.

Nie igraj z losem, wciśnij stop, podnieć ramię

od nich płytę wciśnij start i tak aż nauczysz się na pamięć...

Nie wiem czy wiesz, lecz chuj na to kładziemy

I mamy gdzieś twoje kompleksy i problemy / x2

Kolejny strzał przez mikrofon i twój głośnik krwawi

Nie jesteś w stanie zatrzymać lirycznych lawin

Jak David versus Goliat ja i szesnaście wersów

Versus zawiść, co czai się w ludzkim sercu

Chcę żyć, kochać, tworzyć, dostawać propsy

Przymiotnik zazdrosny jak rymownik jest mi obcy

Jak mówisz o nas coś, to mów w superlatywach

Na zawsze cenne koneksje z Łazarzem

Po ulicy w nocy łażę

I widzę te twarze

Skoncentrowane wokół cicho ciemnych zdarzeń

Rzeczywistość bez marzeń versus moi ludzie

Prawdziwi gracze jak mozambijscy siepacze

Pozwól, że ci wytłumaczę

Tych strof kilka znaczeń

Wobec systemu wypaczeń

Na zawsze cenne koneksje z Łazarzem

Po ulicy w nocy łażę

I widzę te twarze

Skoncentrowane wokół cicho ciemnych zdarzeń

Rzeczywistość bez marzeń versus moi ludzie

Prawdziwi gracze jak mozambijscy siepacze

Pozwól, że ci wytłumaczę

Tych strof kilka znaczeń

Wobec systemu wypaczeń

Wojna skończona

Wojna skończona

Las Maquinas de la Muerte - czy chcesz czy nie

Gdy jeden je więcej - wtedy drugi je mniej

Coraz bardziej opętani versus coraz bardziej biedni

Z każdym dniem lepiej oddzieleni od drugich

Jedni bunt goni bunt i coraz gdzieś się staje

Rebelia, psze państwa, się najlepiej sprzedaje

Czy nie ma logiki w tym co mówię do publiki?

Wszyscy tworzą nałogowo małe stadka niczym foki.

Dzieci, szkraby, wszędzie dzieci, dzieci narodzin potoki.

Na szczęścia obłoki, trochę też ??redykapoki??

Ciężko jest nie zauważyć, że rozchodzą nam się drogi.

Na tle rozmów są dwa bloki: życie singla versus pieluchy i soki.

Ich szczęście cieszy mnie jak bąki słoni,

Jak łepków podglądanie dziewczyn na koloni,

Oni mają swe rodziny a ja muzykę na skroni.

Ona chroni mnie i niesie siłą waszych dłoni.

Choć nie tak jest jak być miało

z niektórymi z nas jest coś nie halo

Nie lepiej niż niegdyś jest dziś, wierz mi

nie ma już ziomów od Enziskenzis

Młodzi gniewni, versus polscy MC's

Zaciśnięte pięści, bez tchu więź krwi

Ze snów kolektyw nie tkwi już w nas

Przyjaźń jest czymś więcej niż gusta, a nawet po niej pustka

Podejdź do lustra, niczego nie przybywa Ci prócz lat

Momentami aż się modlę, żebym stracił zasięg

Obieram trasę dnia tak, żeby nie wpaść na nich,

bo kto ich wie, co tam jeszcze mają w bani

Tak bez granic, niczym rondo chore,

Ich małe jazdy versus moje spore,

Nic nie zdziałasz tym torem, mówię ci

To aż mi się śni, co mam mówić im!

Czasem aż to wkurwia, no bo raz że wytwórnia,

Dwa, że studio,

kto to zwrot temu nadał

gdy inni się pną

to los chce byś spadał (na dnoo)

z nią nie ważne to co gadam

MaxFlo versus maksymalna zagłada

tam zdrada i chamstwo zazdrość i kłamstwo

tu ziomki i majki i kable i las rąk

tam całe dnie z tą niby jedną nastą

godzina z hakiem by opanować miasto

Treningi, dragi, dille, nielegalne interesy,

Graffiti, rapy, życie i legalne biznesy.

To uliczny sport [x4]

Markowe ciuchy, dresy, pragnienia, seks, żądze,

Bieda versus przesyt, marzenia, stres, pieniądze.

To uliczny sport [x4]

[Egon]

Musisz wiedzieć czego chcesz - ulica, sport, krew.

Miasto to jest dżungla, a ja jestem w nim jak lew.

Z pozdrowieniami dla wszystkich tych, co szanują prawdziwą muzykę, wiedzą że prawdziwy hip-hop przetrwa bo hahaha zero przypadku tak miało być naprawdę...

Ejj

Oddaję serce w dłonie swojej bogini

Obiekt ożywi projekt w stronę sensimi, koniec tu

Wszelkich barier wystawieni na handel versus wybawieni na karmie mędrców

Bez rolex-ów i tego typu lansu

Szpieg, ot test tu na ścianie flamastrów

Kiedy nastanie ten czas tu rastamanie nie maskuj

Z nas dwu jazz pcha w tubę

Hymn Jazzurekcji to żyć i się nie bać

Obiecana ziemia zakazana dla lapsów

których prawda kłuje niczym kaktus

Kolejny rok w trasie non stop

Gąszcz rąk Versus chamstwa

Łakomstwo co pomstą jest tu nie od dziś

Pokój Bałut ekipy

Gdzie topografia przypomina hieroglify

W nich prawda mity karma

W guście bazarowych perfum.

Gadasz rymami, jak Beger po angielsku.

Zjadam cię mały bez koleżków

Odzyskam hip hop

OSTR versus banda jebanych innowierców

Kurwy, co ukradły hip hop odnajdę.

Stul ryj, bo upadniesz nisko jak Art-B.

To nie Hanna Barber, tu wszystko na poważnie.

Mam dla ziomów szacunek, dla frajerów pogardę.

Przemyśl sobie, ja zdobię setki pewne jak tej bletki los

Co ją zwijam Deluks i nie ważne co mówi ktoś

Złość omijam nawet jak błąd da w kość

Tylko człowieka mądrości dość, by z tego wynieść coś

Zawziętość versus multum przeszkód

A w sercu moc wersów mych

Do rzeczy złych łap, łap, łapiesz dystans

Wokół iskra na rap, na raz miłość seks joint

Własny kąt to sąd, pogląd truskulowym pasmem,

A teraz? Ideałów nie pozbierasz

Liczą się dziwki a nie litera wersów

Snują się bandy blokersów,

Piją, się biją i ćpają - bez sensu

Sztuka versus agresja ja szukam,

Kiedy zapełni się ta luka?

Refren; Wystarczy przestać myśleć o pewnych kwestiach

Przestaw się, zbierz te elementy w zestaw

Prawda bolesna własnego odbicia w lustrze

Papier, pióro, które płacze, wygodne lokum

Widok szarych bloków i wena wbita w skroniach

Linie papilarne, najprawdziwszy wers na dłoniach

Ukryty w ścianach krzyk, płacz i euforia

Prawda versus fałsz jak Dawid i Goliat

Tu co dnia wojna nieposkromionych myśli

Obraz miłości i nienawiści

To marginesu wiersze zwykłych dzieciaków

Najszczersze pisane sercem w formie rapu

Przemyśl sobie, ja zdobię setki pewne jak tej bletki los

Co ją zwijam Deluks i nie ważne co mówi ktoś

Złość omijam nawet jak błąd da w kość

Tylko człowieka mądrości dość, by z tego wynieść coś

Zawziętość versus multum przeszkód

A w sercu moc wersów mych

Do rzeczy złych łap, łap, łapiesz dystans

Wokół iskra na rap, na raz miłość seks joint

Własny kąt to sąd, pogląd truskulowym pasmem,

To pewne ziomeczku stronie od fałszywych dziwek.

Na ścianach złote płyty ty nie pytaj czy prawdziwe.

Statystyczne rok po roku Rychu Peja jest premiera.

Rap dla brata nie frajera dzisiaj Hip Hop versus Peja.

Chcesz to życie swoje zmieniaj wal do przodu nie na oślep.

A kłamcy i ćpunowi tylko rzucisz nara ośle.

A ty były pośle możesz sobie protestować.

Możesz pikietować i donosić panie Nowak.

światła miasta, które widzę tylko z Grammatikiem

oto farsa zafundowana mi przez los

już od lat tak mrok wypełnia mi każdą chwilę

od lat, brat, nie pojmie, kto tak nie żyje

tego starcia - ja versus świat, co utraciłem

świat światła, gdy wokół wieczna noc

Słucham świata, ale jego głos jak urwany hejnał

jakby kiedyś trwał, ale już, skubany, nie trwa

mówi do mnie chichotem diabła spod bramy piekła

Miałem nie poruszać tego wątku

2003 pamiętasz ze mną już wszystko w porządku

Brak rozsądku trzeba było i na cyce

Pierwszy kałomaż L do P zalał samicę

Mes versus Mezo niech tylko zgadnę

Chłopiec już wie śmierć może przyjść po niego nagle

Endefis w UMC ląduje miękko

Niemałe kłopoty z cerą ma Juszczenko

To nie ten czas i miejsce choć było miło

Jesteś głupi? Czy bez szczelnie na coś liczysz

PeIHa jest jeden, nie rozbijesz tej matrycy

Dość trzymania w tajemnicy, czasu nie marnuj

Poproś a dam ci z pod pióra kilka bękartów

Moje wersy versus imitacja wielkie jak yo

Jedyne na co się zdobywasz [ototot]

Moje ręce pracują zawsze nad twoją dolą

Od dwóch lat próbuję opuścić błędne koło

PeIHa solo, a ty giniesz w tłoku

łut

Chce ciut więcej coś uciułać mieć w życiu miejsce

Przestać się tułać samotnym nikt być nie chce

To ludzka dola i niedola

Przeznaczenie versus wolna wola

To o ludziach podobnych do mnie

Co ma wartość nie wolno nam nigdy zapomnieć

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji

Odszukaj w sobie okruchy ambicji

Po drodze niknie mi kasa, uuu, dół

Ale to nie wszystko, kto jest tu kurwa scenarzystą?

Ni stąd ni zowąd klient podbija i ma kumpli z sobą

Chcą, chcą fight'u bankowo, ich wrogość, ich mnogość

I ich kontra versus moja pokojowość

Nie ma jak, nie ma, nie ma

Znów wszyscy mają problem

Coś nie tak? nie tak?

Znów wszyscy mają go

To pewne ziomeczku, stronie od fałszywych dziwek,

na ścianach złote płyty, ty nie pytaj czy prawdziwe.

Statystyczne, rok po roku, Rychu Peja, jest premiera,

rap dla brata, nie frajera, dzisiaj Hip Hop versus Peja.

Chcesz to życie swoje zmieniaj, wal do przodu, nie na oślep,

a kłamcy i ćpunowi tylko rzucisz - nara ośle.

A ty, były pośle możesz sobie protestować,

możesz pikietować i donosić panie Nowak.

By jak niemowlę przesypiać noce z rękami w górze

Wznosimy je do Pana przeciwko ludzkiej obłudzie

A tego jak być chujem nauczyli mnie ludzie

I jak Gilmore Farciarz zmieniam dyscyplinę sportu

Mistrzostwo Świata w chlaniu versus trzeźwe skillsy roku

Dziś wyciskam maksa z życia jak z ajzoli na siłce

Bit kopie jak kicz, ten White House zajebiście

Niezły lot, samoloty, loty nie na moje nerwy

Oszukuję przeznaczenie, wszędzie widzę Lockerbie

-Kaczor-

Być człowiekiem to brzmi dumnie w dzisiejszych czasach,

W walce o pekiel działać rozumnie w tych suporeksu lasach,

W zalewie brudnych pieniędzy, płatnego seksu,

Życie versus wartość giełdowego indeksu,

Niejedna dziwka łasa na portfel gruby,

Szuka tylko pretekstu by ominąć w łatwy sposób życia trudy,

I pułapki losu, matni, obłudy,

Innym życie nie szczędzi ciosów w drodze do zguby,

I tak od początku, nosząc w środku ogień

Mój rap marką samą w sobie jak Ralf Lauren

Pamiętam każdy moment związany z tą grą

I jak na podziemie całkiem niezłe mam portfolio

Tak na okrągło, jak versus tekst, cóż

Zabawne, co niektórzy potrafią zrobić dla peklu

To paręset słów dla tych głodnych pysków

Bit, padam bez namysłu, masz problem to go wykrztuś

To mój flow płynie niczym wody Styksu


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga