Alfabet słów:

Słowo łebek w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery ł: Łęg, ładownik, łuczywo, Łyse, łukowy

Kto w Polsce śpiewa o łebek ? To między innymi Aro, Art of Beatbox, Rover. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Kiedyś to miejsce miało inny styl

Bo trzy razy do roku rozstawiali tu cyrk.

Też tak masz? Chcesz wrócić do lat?

W których każdy z nas miał na wszystko czas i

Postrzegał wszechświat jak łebek od szpilki

A smak życia to był smak prawdziwej milki

W tym całym misterium starszy kumpel był jak druid

Wróżył przyszłość, jakby czytał ze szklanej kuli

Miał receptę na sukces

Sam sobie jestem maszynistą, zobacz cyknięta głowa

Zaskoczy inni spróbują już się tylko dostosować

Dosyć mam - wciskam pauzę

Wiem jak to jest dostać w pysk za friko

Ty wciskasz ciemnotę łebkom i w hotelach dziwkom

Kupują twoje płyty za kasę skubaną od starych

Ty i twoje cioty wiecznie nastukane na żarty

Gównem odurzony nie masz nic do powiedzenia

Kasa, kurwy, dragi to twój punkt myślenia

Nieważne który z nich to wymyślił, apetyt rośnie, coraz większa korba.

Spirala nakręca ekstremalny wyścig.

Pod blokiem jest jeden wózek, typa, który mieszka na górze.

Jeździ nim rzadko więc pójdzie gładko, porzucą go później w jakiejś dziurze.

Gotowy plan, łebki mają tempo.

Czas wybrać odpowiednią porę, najlepiej najszybciej jak można, teraz, prędko.

Ok. zrobią to w piątek wieczorem.

Już przyklepane, za późno, przecież się zgodził.

Wszystko dograne robią to w dzień jej urodzin.

choć jednego za nas spalić a o punkcie

WLKP na mapie z uznaniem wycedzić słowa

zajebisty rap i choć nie może nas wychować

to powie co jest grane jak kulają się ziomki

ja gotuje ślepe prawo jak łebki wchodzą w życie

i przestaje być zabawą gdy sianko itepety

urywają nam sen z powiek jak kobiety po nocach

wiem powiem rap dla niektórych towar

ja dla niego całym sercem nigdy nie kolorowałem

Wygrał tysiak na maszynie

x2

Jak co dzień wychodzę z ZST,

i i i i idę ulicą se.

Jakieś łebki grają w kosza,

nie wygrają ani grosza.

A ja się wbijam do Stara,

zarobie więcej niż twa stara.

Przez cały miesiąc,

I nie powróci już nigdy

Znowu deszcz za oknem cisza opłynęła cały pokój

Zamykam oczy, chcę zapomnieć o tym co jest wokół chodź na chwilę

Wrócić w czasy kiedy żyło się beztrosko

Czasy za łebka tak w pamięci się ostał

Wtedy nie było problemów, żyło się jakoś inaczej

Teraz widzę te różnice, ciągle w pogoni za czasem

A gdy znajdę chwilę wolną nocą podchodzę do okna patrzę w niebo

Widzę wtedy to co marzeń skrywa otchłań

Na głowy spadnie gorzki śmiech

Sprzedawcy sprytnych słów

Zapamiętacie mnie

Już wiem, że dziś

Po łebkach wypalicie się

Wściekłe psy

Pazury i kły

Zerwane maski, za późno na łzy

Wasze dni

ref..

Mówisz daj to głośniej ja podkręcam tobie bit (bit) DJ puść to w miasto bo to ku*wa będzie hit (hit). Cała sala ręce w górę Sound Access, DeWuA Mafia , połączenie styli prosto do Ciebie to trafia (hej).

1. Słyszysz ten bit czujesz to tempo wiesz o co chodzi? Ja wiem na pewno pełna sala kolejki przed klubem panienki ustawiają się w kolejce po wódę. kielon kielon Drin za Drinem weź ją zobacz z jakim przyszła typem, weź ją zobacz jak się zachowuje przyszła z nim a po kiblach się pruje. Dobra suka mówisz znasz ją ? Daj ja tutaj będzie hardcor. Będzie hardcor prosta sprawa takim ludziom się nie odmawia. Pękła butelka ktoś tu idzie po łebkach. Co to jest za spektakl? Nikt tu nie wymięka. Spocona pacjenta DJ na nią zerka chyba jest podcięta, chwila! coś tu nie gra!

ref..

Mówisz daj to głośniej...

2. Dzisiaj będzie ostro głośno dzisiaj wjadę w bit tu mocno. taka to koneksja ziom, że gramy Elektro-Hop.Czytaj crunk mieszamy z housem. zrobimy to z pełnym basem zrobimy to na wyku*wie usłyszysz to w każdym klubie! Niech telepią się membrany, niech pęknął działowe ściany, niech muzyka z tego krążka to będzie dla ciebie bomba! niech to dudni u sąsiada niech pół dzielni rozpier****wieź się z nutą - szyby pękną niech to słyszy całe Centrum. Lublin, Kraków, Wa-wa, Gdańsk w całej Polsce rządzi Bans . Poznań, Wrocław, Katowice, nasze są wszystkie dzielnice, Londyn, Paryż i Amsterdam bo my nie możemy przestać. Nowy York, LA, Miami wszyscy róbcie hałas z nami.

ref..

przyjdą chwile, które tak bardzo kochałeś,

choć lata nie widziałeś, sezonowcem nie zostałeś (YO).

Teraz leżysz na plecach, spoglądasz na Królewskich niebo,

ból z dupy aż do serca. Ktoś ma szczęście, ktoś ma pecha,

lecz nie dociekaj, bo się zmienisz w Visca Łebka.

Człowiek obok człowieka w sieci płyną jak rzeka,

połączeni bólem dupy – no sam popatrz jaka z tego beka!

Jestem prawie pewny,

chyba każdy czuje, że,

Dzień Dobry Mamo

Nie, Nie W Tym Przypadku

Tak Się Złożyło Dwa Kroki Na Jednym Statku

Rzuceni Na Głęboką Wodę Już Za Łebka

Nie Mamy Szczęścia Chociaż Urodzeni W Czepkach

Bóg Tak Chciał Widocznie, Za To Mu Chwała

Dziękuję Mojej Babci Za To Jak Mnie Wychowała

Ile Przecierpiała, Teraz To Docenie

Połamana stopa, dawaj mi to złotko #JadekKowalczyk

Idę lulu, regeneruję zmęczone ciało, a z głośnika napierdala taki bit stale

Nie ma na co czekać, we śnie piszę odlotowe linie #Dreamliner

Oczy na zapałki, siedzę jak na szpilkach,

Robię wszystko po łebkach

Podzielna uwaga to mit,

Chwilka, dajcie odetchnąć

Łapię się za wszystko, nie myję rąk

Mówią, że mam problem – nie widzę go!

Wszystko jest bez piątej klepki!

TŁUM

Na odwyrtkę!

TŁUM

Jakiś bzik ogarnia łebki

Śmiech jest złotem, chwast jest różą weń

Taki jest ten na odwyrtkę dzień!

WSZYSCY

Na odwyrtkę!

w zielone gram z ziomem zielonego gram mam

po tym gównie taki flow że aż kurwa boję się sam

jaramy z bonga wygrzewka wali w sagan

w chuj bałagan nazajutrz zostawiam

torebka pękła po gibsztylu na łebka, od święta smali

za zimne piwo płacę jak za prezydenta somali

chodź twoje zwoje mózgowe nie wyrabiają za tym

rymy dwoje, troję, wszystkim co kręcą, jarają baty

znają tematy a Ty jeśli jesteś z nami to brawo

Odwrót 180 stopni kropli smród hasanka,

Tak passat na sygnałach w oparach sra na kraka,

Cała klatera na papierach napiera teraz,

Zapal ,nie ma bata, zjebka kieszeń cała w tabletkach, bletkach, setkach ,

Łebka zawinęli z pod bloku, piszą protokół,

A my na dyszce, po pół , strzącham popiół,

Spokój,stój, luz, już tuż tuż,

Rusz na rejony, dalej ziomy, nalej, odpalaj batony,

Obczajaj balkony, okna z każdej strony,

Odwrót 180 stopni kropli smród hasanka,

Tak passat na sygnałach w oparach sra na kraka,

Cała klatera na papierach napiera teraz,

Zapal ,nie ma bata, zjebka kieszeń cała w tabletkach, bletkach, setkach ,

Łebka zawinęli z pod bloku, piszą protokół,

A my na dyszce, po pół , strzącham popiół,

Pokój,stój, luz, już tuż tuż,

Rusz na rejony, dalej ziomy, nalej, odpalaj batony,

Obczajaj balkony, okna z każdej strony,

Kroje mym jęzorem jak gnojek z portfelika

Jak minister da amanestje to może będzie złota płyta

Jeżeli jestem małpą to jestem gorylem

Dzień dobry państwu i rzucam się na szyję

A ktoś mówi że wypaliłem się jak łebki zapałek

Ma dziure w głowie, stopery w uszach jak w cieście zakalec

Gdyby wojny toczyć na słowa

Byliby zwycięzcy ale nie było by ofiar

3,2,1 pal

w '96 roku na widoku

hip-hop jak kolorowa widokówka zza granicy

robi się na dzielnicy

po okolicy

łebki takie jak snują się jak lunatycy

i idealiści i niepoprawni romantycy

słuchając o miecznicy ceremonii

i dają, mają, ostatecznie to coś

co kochają i z czym się utożsamiają

czy będzie znów ciężko czy będzie łatwo

wiara w samego siebie ten cały reaktor x2

3.

Cofnę się o parę lat wstecz gdy było fajnie

Byłem młodszym łebkiem myślałem nie racjonalnie

Myślałem nienawiść pasuje do mnie idealnie

Ponosiłem tego konsekwencje

Sztuka ulicy hip-hop to dało mi lekcje

Pewne kwestie nie miały wtedy dla mnie znaczenia

całe miasto tonie, w morzu parasolek,

pijaki siedzą na chodnikach.

Tramwaj rusza z przystanków,

dwóch młodych policjantów,

za to że łebki palą lole

oka nie przymyka.

Świat zaczyna się codziennie,

i kończy się codziennie,

innego końca świata nie będzie.

musisz być ambitny, lecz nie bądź śmieszny

jest tak - nie chcesz mieszkać tam gdzie w oknach kraty

zostaw to, zostaw, idź do uczciwej pracy

siedzą ziomy na boisku, grają w kosza, piją browar

stoją łebki pod szkołami opychają dzieciom towar

prawdziwe słowa, twój koniec jest bliski

uważaj, bo życiowy parkiet bywa śliski

bałeś się bólu i sprzedałeś brata na komendzie

on wyjdzie - a bez bólu i tak się nie obejdzie

Nie chcę dresów 3XL, mój styl się tam nie mieści

Nie chcę żółtych kicksów i różowej czapeczki

Najlepsi w noszeniu drogich ubrań z nimi nie zrównam

Fake is shit, nie potrzebuje tego gówna

Przetłumacz dla łebka, miej serce czyste

Lekka korekta, nie plakietka czyni artystę

Flow porywiste, co zerwie Ci New Erę

Złapie ją w locie, pizgnę taga, jesteś [U U]

Leci bomba na dzieci w uniformach

na chłodno a nie odczuwania chłodu.

Obserwujesz, kumulujesz, absorbujesz potem przelewasz.

Przypominasz, opisujesz, publikujesz, lecz nie oceniasz. x2

' Ty i ten Twój pieprzony dystans ' - słyszę jakby to było coś złego,

to chyba nie wina ego, że za łebka chciałem być jak Linda,

uuu Pasikowskiego, zamiast tego skumałem, że życie to nie celuloidowa klisza.

Gdy masz krzyki w domu i nikt Ci nie chce pomóc, to łzy skuwa lód,

jak zima i w końcu dziękujesz Bogu za ten wewnętrzny spokój jak u mnicha.

I ja jestem jak ten tybetański łysol w todze,

na ten chłodu biegun z lodu

Jeden szczegół, jej usta słodsze niż cynamon

Nie miałem więcej potrzeb i jak dynamo nakręcało mnie to samo

Żeby iść za nią znowu, ale kiedy nadchodziło rano

Ja byłem łebkiem, ona pępkiem globu

Dałem sobie spokój nie tak szybko, ale dziś już to nie wraca

Chęć by bez niej zejść z tego świata

Czasem ją mijam i myślę, że mój realizm jej wypalił we mnie zgliszcze

Pewnie już tak wielkie, że strach pomyśleć

Z tych co nie mają prawa bytu

I chociaż była jak aksamit

Nosiła w sobie śmierci znamię

Choć odmawiały pod stołami

Łebki od róży, swój różaniec

Bo trzeba róży urwać łeb

Niech go nie nosi zbyt wysoko

By nas omijał spojrzeń lep

Złe oko

Kopytko lewe w tył

Nie oszczędzaj swoich nóg

Na pewno się spodoba nam kopytek twoich stuk

Ucz się i próbuj to znów!

Swym łebkiem daj znak

I pozdrów nim nas

Swym łebkiem daj znak

Bo już przyszedł na to czas

Nie dąsaj się i pokaż nam, jak swoją rolę grasz

jak neptyk chodzi młodzieniec na głodzie, co dzień efekty

tu, kiedy w dol leci narkoman, przez balkon tam, jest żal go nam?

jak Van Gogh, w głowie ma obłęd i szal, fobie,

schiz jak down, wizja, na psychotropie jest...

a byli nie jedni, ci co poćpali parę dni, łebki, stuff odpierdolił w łeb im

drug lekki jak speed, tabletki - matki łzy, syn na sygnale karetki

są tego setki, sam znasz to w pełni

miasto, dzielnice, klimat osiedli, tam gdzie za natki ganji gram kretki masz

kumasz man? popyt/podaż, fuck...!

Ty za to najebany ślesz na tych ze szmatą

by zaimponować kurwa sztywnym chłopakom

Tylko chyba nie wiesz gnoju co oni na to

Oni na takich jak ty kurwa mówią prowokator

Kiedyś to łebki załatwiały problem solo za szkołą

Dziś jak jest problem w pięciu jednemu wpierdolą

Rządzi pierwotny instynkt, żyjemy w dziczy

Z dawania dupy zrobiono środek płatniczy

Siostro podziękuj feministom i feministkom

Czyja wina, twoja wina, moja bardzo wielka wina

Pytań mnóstwo, lecz brak odpowiedzi na wiele

Czyja wina pyta, czeka odpowiedzi szczerej

Polskie obywatele: damy, starcy, twardziele

Materialistyczne łebki goniące karierę

To ten z pod czwórki za sterem nowego Punto

Przecież wiem, bo mijałem go na pasach przed sekundą

Czyja wina, że umknął już spóźniony do pracy

Czyja wina, że ślepy, żona z innym się szmaci

Chyba że wcześniej umiera

Nie chcę o tym śpiewać tera

Chcę śpiewać…

Długie macie szyje, biało-szare, biało-szare

A do tego łebki biało-szare, biało-szare

A do tego skrzydła biało-szare, biało-szare

Cyknę wam łabędzie fotek parę

Długie macie szyje, biało-szare, biało-szare

A do tego łebki biało-szare, biało-szare

Z tych co nie mają prawa bytu

I chociaż była jak aksamit

Nosiła w sobie śmierci znamię

Choć odmawiały pod stołami

Łebki od róży, swój różaniec

Bo trzeba róży urwać łeb

Niech go nie nosi zbyt wysoko

By nas omijał spojrzeń lep

Złe oko

Kopytko lewe w tył

Nie oszczędzaj swoich nóg

Na pewno się spodoba nam kopytek twoich stuk

Ucz się i próbuj to znów!

Swym łebkiem daj znak

I pozdrów nim nas

Swym łebkiem daj znak

Bo już przyszedł na to czas

Nie dąsaj się i pokaż nam, jak swoją rolę grasz

choć jednego za nas spalić a o punkcie

WLKP na mapie z uznaniem wycedzić słowa

zajebisty rap i choć nie może nas wychować

to powie co jest grane jak kulają się ziomki

ja gotuje ślepe prawo jak łebki wchodzą w życie

i przestaje być zabawą gdy sianko itepety

urywają nam sen z powiek jak kobiety po nocach

wiem powiem rap dla niektórych towar

ja dla niego całym sercem nigdy nie kolorowałem

Choć jednego za nas spalić / a o punkcie

WLKP na mapie / z uznaniem wycedzić słowa

Zajebisty rap i choć nie może nas wychować

To opowie co jest grane / jak hulają się ziomki

Jak lokuje ślepe prawo / jak łebki wchodzą w życie

I przestaje być zabawą / dziś sianko i debety

Urywają nam sen z powiek jak kobiety po nocach

Wiem / powiem - rap dla niektórych towarem

Ja dla niego całym sercem / nigdy nie kolorowałem

Co drugi nadal jak łamaga składa o świata wadach

Ty lecisz bez ciśnień i masz dobry wokal w sumie

Bez smutnych przemyśleń, lecz ten kraj kocha zamułę

Więc nawijaj o gettach, o gównie i śmierci

Do jakiegoś łebka, który groszem ogólnie nie śmierdzi

Bo ja nie, to w sumie co? Nie dostaniesz propsa?

Spierdalaj, samo to, że tu liczy się forsa [?]

Bo trzeba jeść, trzeba żyć, trzeba pić i tyrać

Jak nawijasz że to robisz ponoć zgrywasz skurwysyna

Z tych co nie mają prawa bytu

I chociaż była jak aksamit

Nosiła w sobie śmierci znamię

Choć odmawiały pod stołami

Łebki od róży, swój różaniec

Bo trzeba róży urwać łeb

Niech go nie nosi zbyt wysoko

By nas omijał spojrzeń lep

Złe oko

wokół sziebie żyć dalej choć nie wiadomo gdzie,

a gdzieś bym zginął, ale by nikt wcześniej nie znał mnie,

krwią musicie zalać moich wszystkich wrogów

tych którzy już nie żyją, tych którzy już dalej uważają się za bogów,

moją odzież oddać wszystkim łebkom, niech prezentują mój styl,

o którym w mediach nie wiedzą, siedzą i udają że nie wiedzą prawdy,

a ktoś w tym czasie zbiera sobie na bit fajny

by w nim opisać ból tak jak ja na przykład,

dalej lecę swój talent chce synowi podarować.

a syndromem niewymuszana na klipach ma gestykulacja.

Mam dynamikę, bo tak czuję HH,

bez spida me oczy sprzeciwem wobec durnego świata!

[4 zwrotka: Kozim]

Pamiętam Cię jeszcze jak ze mną kiwałeś łebkiem

do brzmień eR A Pe, teraz sam żeś łbem jest.

To śmieszne, lecz twym sercem manipulują media,

nuta musi fajnie grać, a nie zawierać przekaz,

zatem ciągnie Cię do techna tak jak do gówna muchę,

"

Piotrek mówi: ""O tej porze roku wieje wiatr i ulice są wymiecione do czysta. Chropowatości chodnika oczyszczone z piasku do ostatniego ziarenka. Kiedy stawiasz stopę, przez podeszwę czujesz zagłębienia w betonie. Tak jakbyś przyłożył do niego policzek. Tego oczywiście nie robię, bo z okien widać całą ulicę. Szperacze liżą ziemię w dzień i w nocy. Trzeba iść spokojnie.""

Piotrek mówi: „Tutaj nie masz czego szukać, jeżeli sam wcześniej nie znalazłeś. Ulica nawet nie jest śliska, trudno się przewrócić. Zresztą nie warto. I tak nikt nie zwróci uwagi. Chodzą tylko tam i z powrotem. Z okien widać. Najwyżej możesz umazać się błotem i położyć obok kałuży. Ktoś pomyśli, że to kupka śmieci. Zadzwoni po śmieciarkę i wtedy cię dotkną, podniosą i wywiozą za miasto. Przełamiesz ciemność! Za miastem, za ścianą jest zupełnie inaczej. Nie ma nieba i nie ma domów. Tak naprawdę to jeszcze tam nie byłem, ale wiele słyszałem. Teraz gromadzę zapasy na wyprawę. Mam dżem i dużo chleba, ale jedzenie to nie wszystko. Zbieram do puszki śrubki i sprężynki od długopisów. Mam też szklaną kulkę ze świderkiem w środku i rolkę czarnego papieru. Z tego powstanie mój pojazd, kiedy odpowiednio połączę to wszystko drucikiem. I codziennie chodzę po mieście, i wymacuję stopami nowe słowa o odpowiednich połączeniach i zapisuję je w zeszycie. Też rysuję. A właściwie one robią się same, a co się narysuje, to zaraz robię. Już mam trójkąt z drutu. W jednym rogu śrubka, w drugim grubsza śrubka z łebkiem w drugą stronę, a w trzecim oczko na szklaną kulkę ze świderkiem. Kiedy ją tam włożę, wystartuję. Ale konstrukcja jest jeszcze niekompletna. Nie mam wszystkich potrzebnych danych. Dlatego codziennie rano wychodzę i szukam ich na chodniku i na różnych chodnikach w mieście, a potem wracam i zapisuję wszystko w moim zeszycie.”

Piotrek mówi: „Raz by mnie wywieźli tą śmieciarką za miasto, ale nie chciałem, bo nie miałem swojego zeszytu i nie miałem kulki, a bez kulki nie mógłbym wrócić. A jeszcze nie wiedziałem, czy chcę tam zostać. I teraz też nie wiem, chociaż bardzo bym chciał skończyć mój pojazd, moją wyrzutnię, bo w domu jest zimno jak na dworze, za to jeszcze ciemniej. A na podwórko trzeba schodzić po schodach, potem znowu wchodzić, a tam przecież może ktoś czekać z telegramem, że zabierają mi mieszkanie, bo podobno gdzieś wyjeżdżam. I dlatego zawsze po cichu uchylam bramę, patrzę w górę, czy nikt nie stoi na schodach i potem szybko wbiegam na swoje piętro. Mieszkam na czwartym piętrze. I już na górze, jak mam klucz gotowy, szybko do dziurki — otwieram, wpadam do środka. Zatrzaskuję drzwi, żeby urzędnik nie skoczył na mnie od tyłu. Bo może skoczyć na mnie od tyłu i wepchnąć mnie do mieszkania, i potem zapieczętować meble. A może już tu byli i zabrali telewizor i komodę, a w szufladzie jest przecież mój zeszyt i wyrzutnia, mój pojazd… Ale jeszcze nic się nie stało. Ciągle mam szansę uciec im za ścianę. Zrolować niebo z chmurami jak niepotrzebną mapę i wtedy się okaże. Wtedy wszystko będzie jasne i tak jak chcę — od drugiej strony. Za miastem.”

Piotrek mówi: „Jak zawsze, jak wracam, i dziś czeka na mnie pod oknem krzesło. Przestawię je na środek, na dywanik. Tu mój drewniany koń, moje laboratorium. Czeka na mnie, a ja przychodzę. Najpierw do ściany, do drzwi. Wyjmuję z komody szklaną kulkę ze świderkiem w środku. Potem siadam: nogi razem, a ręce na kolanach. I czekam na niego, na niego — tego, co przychodzi. Na odwrócenie, na ramkę z drugiej strony, jak negatyw. Jak wykręca stawy i boli, ale jest słodkie jak mleko. Jakbym pływał w mleku, odwrócony, że mleko jest w środku, a ja dookoła. Jak daleko! Dotykam i zalewam wszystko moim okiem. Ono jedno jedyne zagarnia źrenicą korytarz i płynie dalej, nad wodą, nad asfaltem. Teraz oko ze świderkiem. I start! Startuję! Jestem pilotem nocy na stalowych skrzydłach po granice miasta. Jestem czarną kroplą wpadającą w głąb. Jestem wstęgą Ozyrysa. Jestem czarnym księżycem, jego niewidoczną stroną. Sam zasiadam do stołu w pustych salach z okienkiem na końcu nigdy nieprzebytej drogi…

"

Zegar tyka, wódka paruje

zarost rośnie, włosy robią się lepkie

Trochę czytam, myślę chujem,

Wspominam radośnie jak byłem,

Małym łebkiem

A cóż to za kwartał?!

Kolejny szczyl na legalnym haju,

A cóż to za kwartał?!

Gubi wątek, zęby, zgubi nazajutrz

Uciekam, chce schować się przed wami,

nie chce karmić się czyimiś problemami,

nie chę być tu wiesz(?), uciekam teraz,

nie szukaj mnie prosze...

Zamykam oczy świat zanika jak załebka,

szkoda kiedyś było prościej, lecz nie pękam.

Mam życie w rękach, czas przez palce ucieka,

nie próbuje uciekać, razem z nim biegam.

Kalędarz zmienia cyfry, ja zmieniam światopogląd,

Ja mówię co myślę nie chcę się wymądrzać

Przed samym sobą musze się wywiązać

Nie chcę oceniać

Lecz oceniam bo nie mogę się powstrzymać

Kiedy widzę jak kolejne łebki dają się wydymać

Pieniądza siła tak ich znieczuliła

Że można z nimi zrobić wszystko ich rap to disco

Mix i na boisko chcą błysnąć

Szybko, szybko wszystko jest dla ludzi

Gdzie tynk spada ze starych budynków

Beje siedzą wciąż na winklu jakby czekali na impuls

Czas upływa w innych kategoriach

Samary i piguły to swobody alegoria

Młode łebki bez wykształcenia

Po drugiej stronie prestiż i błysk na felach.

Tych którym udało się stąd wyrwać

Innych prześladuje pisk opon i alarmów sygnał

Gram dla rodzin do których wkrada się patologia

Pompe z was cisne, kiedy was czytam, Po co to wszystko, że tak zapytam?...

Kim wy jesteście żałosne boty, wstyd że ktoś spłodził takie istoty.

Nie znacie Wodza i gówno wiecie, a /nh sor pod filmami spamujecie,

Wy to kretyny i niedojebki!

Nie znacie innych słów... tępe łebki.

Wasze komenty, to zwykłe chujstwo, tak się przejmuję że popełnie samobójstwo.

Tak się przejmuje, że popełnie samobójstwo!

Płaczę po nocach, i miewam wiatry, mam zamówione dwie wizyty u psychiatry,

A tak naprawdę - to mam was w dupie, za hajs z Youtube wiadro maści dla was kupię.

Nie poszedł za przykładem jak kamień w wodę

Poznał ból matki płacz dziś wie co jest dobrem

Słuchaj opowiem ci coś jeszcze

O tym że nie zawsze można kierować się sercem

Wiesz że twa sztuka kuma się z innym łebkiem

Odkuj ją czym prędzej wyjdzie to na lepsze

Narkotyki ciężkie szczęście tanim kosztem

Póki nie jest za późno ziomek prawdę dostrzeż

Uwierz dziś żałujesz jutro nie będziesz

Nie poszedł za przykładem jak kamień w wodę

Poznał ból matki płacz dziś wie co jest dobrem

Słuchaj opowiem ci coś jeszcze

O tym że nie zawsze można kierować się sercem

Wiesz że twa sztuka kuma się z innym łebkiem

Odkuj ją czym prędzej wyjdzie to na lepsze

Narkotyki ciężkie szczęście tanim kosztem

Póki nie jest za późno ziomek prawdę dostrzeż

Uwierz dziś żałujesz jutro nie będziesz

Mają jeden styl, który ma tu jeden WAMkey

Trzy cyfry, to atut jednej grupy

Jedno słowo, masz przy skroni trzy lufy

Tylko raz byłem na kurwach, ta, mogę przysiąc

Tu za jeden koncert na łebka jeden tysiąc

Wystarczy jeden typ, który na kogoś splunął

Wtedy na sali usłyszysz rumor

A ja mam jeden biznes, rozliczam się z tej floty

A ty czujesz się królem, gdy przytniesz jeden złoty?

Za to w niebieskim jest kolorze

Chaber na oknie kamienicy

Z której zobaczyć tylko możesz

Ciemne podwórze, strzęp ulicy

Bo w małym łebku chabra twego

Zobaczysz niebo, wodę, oczy

Wszystko co lubisz niebieskiego

Z chabrem przez okno nagle wskoczy

Czerwień się w kartach dumnie puszy

Dla rogatych i diablich dusz

Kto wróg, kto swój

I dla ubogich krewnych

Dla zakutych i twardych głów

Łebków i łbów

Dla wdówek oraz księży

Wszystkim wam - mój Boże

Pomoże

Doctor Q

zrozumienie czegoś ponad, to nie osiągalny wyczyn

Po co ćwiczyć, z jakich przyczyny mają umysł swój rozwijać

Lepiej liczyć innym pancze, kiczem karmić i się spinać

Demagogia i populizm to meandry w chcących oczach,

w oczach zagubionych łebków których strachu pusty pokaz

Nie boli mnie brak zachwytu i ani milion dziwnych mitów

Boli pustka w głowach młodych tak jak po punkcji odbytu

Może jestem zbyt wulgarny, czasem prosty i bezczelny

jednak daje szczery przekaz - misji swojej zawsze wierny,

Jej smukłe palce naprężone krzykiem

pęk rudych włosów na łebku od gwoździa

jeszcze nie odszedł czarnych cieni oddział

czeka aż wreszcie oswoi się z ciszą

Jej czarne oczy odbijają niebo

trzy białe ptaki zatopione w bazalt


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga