Alfabet słów:

Słowo śmiecić w polskich piosenkach

Kliknij i wrzuć ten adres na fejsa.

inne słowa w okolicy litery ś: sterany, solo, st., spoczywać, siadywać

Kto w Polsce śpiewa o śmiecić ? To między innymi A.R.N.I, Baza & Murzyn, Grejfrut. Strona Paroles.pl to jedyny taki słownik polskich tekstów, możesz znaleźć każdy wybrany wers. To coś więcej niż definicja słowa .. To prawdziwa super-encyklopedia zaklęta w wersach. To coś więcej niż mp3, youtube, wikipedia, czy piracka piosenka do ściągnięcia. To skarbnica najlepszej, rozśpiewanej poezji, w której możesz szperać do utraty tchu. Używaj wyszukiwarki, ale pamiętaj że ma coś w sobie z oldschoolowego słownika języka polskiego - wpisuj pojedyncze słowa w liczbie pojedynczej. A jeśli to za trudne, spróbuj wyklikać katalog A-Z. A znajdziesz prawdziwe perły! Powodzenia internetowy wędrowcze, to naprawdę miłe spotkać kogoś kto jeszcze czegoś szuka.

Żebyśmy byli ze sobą, tak jak dawniej...

Ref :

Kochanie, dlaczego, dlaczego to zrobiłaś?

Powiedz mi dlaczego, żeś mnie opuściła...

Me serce zraniłaś, i umysł zaśmieciłaś

Teraz powiedz szczerze, błąd gdzieś popełniłem?

Czasem było ciężko, bo powstawały kłótnie

Niszczyliśmy je, szybko i wspólnie

Zawsze było pięknie, lepiej nie na HAJU

będziesz przepraszał za grzechy, za przeżyte tutaj miechy, za przeżyte lata,

będziesz żałował, że zrobił Cie tata, a matka urodziła.

Jest w Tobie jeszcze jakaś siła, aby dalej tu trwać, kurwa mać ?

Jeśli nie to lepiej idź podetnij sobie żyły, na co czekasz ? Ten świat nie jest taki miły.

Dzieci, kurwa muszą zbierac śmieci, a te skurwysyny siedzą sobie w sejmie,

kiedyś i waszą szyje sznur obejmie.

Niektóre matki pracują na dwa etaty, jesteś taki nie kumaty ?

niektóre dzieci nie mają taty.

Te życie to jest tragedia, ale tego już nie ogłoszą media,

Słoneczny werbel nad moja glowa wybuchowo budzi nowy dzień.

Znajome śmieci, a paranoja po pokojach goni z miotłą sen.

Autobus dowiózł najnowsze plony, wieści,

w głowie się nie mieści już.

Mrowisko ludzi do pracy, z pracy.

Jacyś tacy jesteśmy jak bez dusz.

za to, żebym wrócił do domu.

Źle nie życzę nikomu, chociaż w sumie powinienem,

świat jest dziwny, rację miał Czesław Niemen.

W sercach cement, wszystko ma swoją cenę,

muzyka do śmieci, a debile na scenę,

Weź mnie nie męcz, traktuję to wszystko trochę inaczej,

kiedyś chlałem i się śmiałem, teraz chleję i płaczę.

Sam już nie wiem, czy po śmierci będę w ziemi, czy w niebie,

czy chodziliśmy po ogrodach, czy skakaliśmy po drzewie?

Miałeś 5 gie zajebistego szuwaksu teraz masz 2 lata zajebistych zawiasów .

Kamel:

Ej grasz w zielone stary? gram gram gram, bez jaj przejebane jest za gram taa .

Jestem ćpunem dilerem taka sprawa ,a dla ciebie ćwoku szybkim sposobem na awans (aha).

Retrospekcja trips Subice Szczecin Kamel , Siwy dym w trosce leci na wasze śmieci ,a niedane nam było się wiele z melanżu cieszyć bo zawinęli ziomów nam jak niesforne dzieci.

Co my bandyci? Czy tylko statyści .

My staliśmy się opcją podbijania statystyk ja się wcale nie chwalę no chyba że zapalę ,a kto ty jesteś powiedz 'Kamel' .

Moim Bogiem jest Zielony Pan owinięty w biały szal nie wdawaj się z pieskiem w gadkę .

'Tylko chał chał' .

Hej, hej, poznać się daj.

Hej, hej, Niezwyciężony!

Hej, hej, wstawaj i walcz!

Podobno pomagasz nieść ciężar

Wszystkiego, nie śmieci, o tak!

Podobno mieszkasz tak blisko

Najbliżej jak tylko się da

Posłuchaj jeszcze raz, to wieje wiatr

Oddaję Ci swój czas i czekam na znak

Hej, hej, poznać się daj.

Hej, hej, Niezwyciężony!

Hej, hej, wstawaj i walcz!

Podobno pomagasz nieść ciężar

Wszystkiego, nie śmieci, o tak!

Podobno jesteś tak blisko

Najbliżej jak tylko się da

Posłuchaj jeszcze raz, to wieje wiatr

Oddaję Ci swój czas i czekam na znak

I nagle wiesz już, że czegoś ci brakuje, więc nie mów mi ""nie""

Za daleko zabiegłem, by na końcu roztrzaskać się w pył

W moich płucach z tego miasta syf

Lecz ty myślisz, że tak łatwo mogę rozstać się z tym

W naszych głowach tyle śmieci, że...

Już nie wiem, na ile prawdziwe każde z nas jest (x2)

"

Schyłku, przyszło nam wtedy trochę poczekać

Warto było, by móc teraz powiedzieć co przez

To w życiu się zmieniło, jak bardzo zaważyło

To co się wydarzyło, problemów przybyło

Nie ubyło, co na szczęście umysłu nie zaśmieciło

Nie odbiło się na psychice, w tej kronice kolejne

Zapisane stronnice, cały czas o morwie mowa

I jej symbolice, to życia przekrój i jego warstw

Nie opowiadając kłamstw wierutnych, jak

"

Piotrek mówi: ""O tej porze roku wieje wiatr i ulice są wymiecione do czysta. Chropowatości chodnika oczyszczone z piasku do ostatniego ziarenka. Kiedy stawiasz stopę, przez podeszwę czujesz zagłębienia w betonie. Tak jakbyś przyłożył do niego policzek. Tego oczywiście nie robię, bo z okien widać całą ulicę. Szperacze liżą ziemię w dzień i w nocy. Trzeba iść spokojnie.""

Piotrek mówi: „Tutaj nie masz czego szukać, jeżeli sam wcześniej nie znalazłeś. Ulica nawet nie jest śliska, trudno się przewrócić. Zresztą nie warto. I tak nikt nie zwróci uwagi. Chodzą tylko tam i z powrotem. Z okien widać. Najwyżej możesz umazać się błotem i położyć obok kałuży. Ktoś pomyśli, że to kupka śmieci. Zadzwoni po śmieciarkę i wtedy cię dotkną, podniosą i wywiozą za miasto. Przełamiesz ciemność! Za miastem, za ścianą jest zupełnie inaczej. Nie ma nieba i nie ma domów. Tak naprawdę to jeszcze tam nie byłem, ale wiele słyszałem. Teraz gromadzę zapasy na wyprawę. Mam dżem i dużo chleba, ale jedzenie to nie wszystko. Zbieram do puszki śrubki i sprężynki od długopisów. Mam też szklaną kulkę ze świderkiem w środku i rolkę czarnego papieru. Z tego powstanie mój pojazd, kiedy odpowiednio połączę to wszystko drucikiem. I codziennie chodzę po mieście, i wymacuję stopami nowe słowa o odpowiednich połączeniach i zapisuję je w zeszycie. Też rysuję. A właściwie one robią się same, a co się narysuje, to zaraz robię. Już mam trójkąt z drutu. W jednym rogu śrubka, w drugim grubsza śrubka z łebkiem w drugą stronę, a w trzecim oczko na szklaną kulkę ze świderkiem. Kiedy ją tam włożę, wystartuję. Ale konstrukcja jest jeszcze niekompletna. Nie mam wszystkich potrzebnych danych. Dlatego codziennie rano wychodzę i szukam ich na chodniku i na różnych chodnikach w mieście, a potem wracam i zapisuję wszystko w moim zeszycie.”

Piotrek mówi: „Raz by mnie wywieźli tą śmieciarką za miasto, ale nie chciałem, bo nie miałem swojego zeszytu i nie miałem kulki, a bez kulki nie mógłbym wrócić. A jeszcze nie wiedziałem, czy chcę tam zostać. I teraz też nie wiem, chociaż bardzo bym chciał skończyć mój pojazd, moją wyrzutnię, bo w domu jest zimno jak na dworze, za to jeszcze ciemniej. A na podwórko trzeba schodzić po schodach, potem znowu wchodzić, a tam przecież może ktoś czekać z telegramem, że zabierają mi mieszkanie, bo podobno gdzieś wyjeżdżam. I dlatego zawsze po cichu uchylam bramę, patrzę w górę, czy nikt nie stoi na schodach i potem szybko wbiegam na swoje piętro. Mieszkam na czwartym piętrze. I już na górze, jak mam klucz gotowy, szybko do dziurki — otwieram, wpadam do środka. Zatrzaskuję drzwi, żeby urzędnik nie skoczył na mnie od tyłu. Bo może skoczyć na mnie od tyłu i wepchnąć mnie do mieszkania, i potem zapieczętować meble. A może już tu byli i zabrali telewizor i komodę, a w szufladzie jest przecież mój zeszyt i wyrzutnia, mój pojazd… Ale jeszcze nic się nie stało. Ciągle mam szansę uciec im za ścianę. Zrolować niebo z chmurami jak niepotrzebną mapę i wtedy się okaże. Wtedy wszystko będzie jasne i tak jak chcę — od drugiej strony. Za miastem.”

Piotrek mówi: „Jak zawsze, jak wracam, i dziś czeka na mnie pod oknem krzesło. Przestawię je na środek, na dywanik. Tu mój drewniany koń, moje laboratorium. Czeka na mnie, a ja przychodzę. Najpierw do ściany, do drzwi. Wyjmuję z komody szklaną kulkę ze świderkiem w środku. Potem siadam: nogi razem, a ręce na kolanach. I czekam na niego, na niego — tego, co przychodzi. Na odwrócenie, na ramkę z drugiej strony, jak negatyw. Jak wykręca stawy i boli, ale jest słodkie jak mleko. Jakbym pływał w mleku, odwrócony, że mleko jest w środku, a ja dookoła. Jak daleko! Dotykam i zalewam wszystko moim okiem. Ono jedno jedyne zagarnia źrenicą korytarz i płynie dalej, nad wodą, nad asfaltem. Teraz oko ze świderkiem. I start! Startuję! Jestem pilotem nocy na stalowych skrzydłach po granice miasta. Jestem czarną kroplą wpadającą w głąb. Jestem wstęgą Ozyrysa. Jestem czarnym księżycem, jego niewidoczną stroną. Sam zasiadam do stołu w pustych salach z okienkiem na końcu nigdy nieprzebytej drogi…

"

Czujesz to to coś w atmosferze

Zielone baty zawijane w papierze

Inne miejskie wonie a powietrzu spaliny

Wstrzymaj oddech uwaga na asfalcie wymiociny

W kontenerze śmieci o świcie zapach kawy

Kobiety nocą gdy przełamiesz jej obawy

Czujesz na skórze szyi kusi isemijaki

Patrz tam chłopaki kopią haki saki

Zniszczone kamienice bloki sięgające nieba

Głupich mas, obowiązków, sztucznych gwiazd, mam botoksu.

W knajpie napiwków, kapitalizmu, choć wierci mi dziurę mój głos rozsądku.

Dość po prostu, dość dziś, nawet Barney mnie nie śmieszy.

Nie poznaję własnej matki, warczę do niej jak marnotrawne dzieci.

Dość starych śmieci, dość pytań co słychać w moim mieście.

Dość tego, co leci w tv i dość tego co wpycha mi internet.

Stop, nie mam siły, stop nie mam siły - mam siłę.

Kocham świat na co dzień to znienawidzę go chociaż na chwilę.

Stop, nie dam rady, stop, nie dam rady - dam radę.

głupich mas, obowiązków, sztucznych gwiazd, ton botoksu

w knajpie napiwków, kapitalizmu, choć wierci mi dziurę mój głos rozsądku

dość po prostu, dość dziś, nawet Barney mnie nie śmieszy

nie poznaję własnej matki, warczę do niej jak marnotrawne dzieci

dość starych śmieci, dość pytań co słychać w moim mieście

dość tego, co leci w tv i dość tego co wpycha mi internet

stop, nie mam siły, stop nie mam siły, mam siłę

kocham świat na co dzień to znienawidzę go chociaż na chwilę

stop, nie dam rady, stop, nie dam rady, dam radę

ktoś dzierży berło, a weź się pan odpierdol

masy w końcu się obudzą, tak musi być na pewno

bo wklurwia mnie pazerność na stan umysłu-bierność

no a mówiąc tak serio lączę przyszłość z tragedią.

tak bardzo biedną grupą zastraszonych śmieci

jesteśmy, jeszcze zbledną, ulicami poleci krew

łabędzi śpiew, chaos, wybite witryny

a tępy dźwięk dają, kruszone kończyny

państwo jak pająk uwiło pułapki

Bezwględnie i strasznie straszy jak (...)

Świadomość agonii i smak izolacji,

Czas nas goni, wróćmy do meritum sztuki obserwacji.

Hollywoodzki film dla dzieci, kultowy ""Matrix"",

Do głów wrzucają śmieci, weź tylko zacznij robić to, co chcesz,

Baczni strażnicy krańca świata zdepczą Cię jak wesz,

Strzał w ryj, momentalnie mata,

Mówimy tu o kwasach, nie jak kiedyś o kwiatach,

Może mózg powiedział ""basta!"" a nad głową mi lata

Gdy organizm jest głodny przestanie funkcjonować głowa.

Pani redaktor w nocnym programie TV,

Pierdoli który klub jest si, odbiera katering.

Zajebane puste ryje od piątku do niedzieli,

Lepiej wjebać do śmieci niż posiłkiem się podzielić.

Nadęte sztuczne akcje, kliknij w pajacyka,

Ale chuj cię obchodzi, że piętro niżej ktoś zdycha.

Jednak płytko oddycha, ty spełniasz swój obowiązek,

Książkowa zamiana ról, jak żebrak i książę.

tępa moralność na wątłych wartościach

śliczni do środka, obrzydliwi muszą zostać

na zewnątrz, niech zwiędną, zanika tętno

pluje wam w pysk i sram na wasze piękno

chce mi się rzygać jak patrze na te śmieci

co pełzają po ziemi, żeby ją tylko pokaleczyć

po cztery doby świeci i porobiona gada

że jest kurwa erudytką jak sie nawpierdala włada

czy ja przesadzam, no uwierz mi, że chciałbym

odrealnione hasła nasączone banałem

basta, po ryju chlastac chce miecz mitu prawdziwości

kasta, co nie dorasta do definicji wolności

nastał czas, dalej jazda ze złodziejskim kurewstem

smutne, jak zwykłe śmieci zapełniają piękną przestrzeń

nieskażoną przez ludzi? Porzuciłem już marzenia!

dlaczego was nie nudzi to , że gówno się tu zmienia

puste hasła od niechcenia, mizerne pierdolenia

o empatii, kiedy każdy z was sumienia dawno nie ma

Ale kiedy podła chmara stale na to nie pozwala

Nie od dziś przecież wiesz że gdzie zbrodnia tam kara też

Kliniki aborcyjne wyskrobane dzieci

Matki morderczynie każda do jednego wora leci

Płody na śmieci i nic nie warta psychika

Tylko że zarodek znika a mentalność już pobita

Napiętnowane w stadzie wzorem trędowatych

Spisane przez obrońców moralności na straty

Wykluczone poza nawias tu się zaczyna zabawa

dokąd zmierzasz żołnierzu?

Gniezno, Wietnam, Salwador

to owoc twojej pracy

dokąd zmierzasz żołnierzu?

do śmieci swoich braci!!!

dokąd zmierzasz żołnierzu?

dokąd zmierzasz żołnierzu?

dokąd zmierzasz żołnierzu?

dokąd zmierzasz żołnierzu?

Czekając na coś co nigdy się nie stanie

Gdy każdy dzień wypala znamię

Czasami bierność boli bardziej niż rozstanie

Życia nie uczysz się na pamięć

Uprzątnąłem strych z wszystkich starych śmieci

Nie ma tam już nic prócz pajęczych sieci

Tylko w kącie gdzieś czeka bagaż wspomnień

By otworzyć się gdy zadzwonisz do mnie

I czekam na coś co nigdy się nie stanie

pije piąty browar dziewiąta zero dwie,

chyba zaraz idę na łódkę może nie utopie się.

Nie nie mam kapoka na łódce, ani karty wędkarskiej,

ale będę łowił ryby bo sąsiad łowi też,

śmieci wrzucę do wody, nikt nie widzi mnie,

a nawet jak zobaczy to nie przyznam się.

Gdy jej udzielam, deszcz obelg spada na mnie.

Co jest?! Doceniaj prawdę!

Jesteśmy duzi

Uprawiamy seks jak delikatne róże

Myślę wtedy o kupie śmieci, żeby go przedłużyć [Ech...]

Wrzuć luzik

Szczerość to podstawa grubszych związków między ludźmi,

Nie wyszukuj problemów.

Poświęcam się bez reszty mojemu dziełu

szkoły chodził na spidzie - nauczyciele

odrzucili zaświadczenie że ma dysintelekt

po złości, trzy lata w pierwszej, szkoda

on chciał wolności szerszej niż odbyt Eltona Johna

Dziś zbiera śmieci, nie naje się pensją

bo w kulki z nim leci społeczeństwo

i toksyczni rodzice, z ich winy on płacze bo się boi

że wpisze w google'a SZCZYNY i zobaczy swój życiorys.

Spuścił wzrok, pomacał jaja, przesunął je w bok

mnie to nie obchodzi, po prostu miej to uczucie

po to żyj w każdej minucie, kłopotom nie próbuj uciec

z ochotą wyjdź im na przeciw

to motto będzie ci dodawać sił do dodatkowych

wypłuczesz błoto i śmieci kodowane w nas jak leci przez syf ten

zamiast hurtem płynąć z jego nurtem

decyzje podejmijcie sami

za nic nie dajcie się omamić hajsem i błyskotkami

macie szansę zawładnąć swoim losem

Bo coś go tak mocno więzi od lat

Brak radości i sensu, martwota ducha

Lecz nikt mu tego nie powie, nikt

Że chcą, by był tylko ciałem dla firm

Kubłem na śmieci i mięsem dla innych

W jego szkłach widać jakiś dziwny wstyd

A w głębi on ranny pragnie żyć, żyć

Człowieku XXI kim jesteś ty

Powiedz im

To jest chore jak można tak zniszczyć życie.

Chore awantury, na drugie im dręczyciel coraz częsciej każdy z nas wpada w gniazdo żmiji,

coraz częściej każdy z nas ma pętle na szyji.

Coraz częściej głupie matki porzucają dziecji.

XXI wiek to świat pełen śmieci!

Ref/

Imperium zła rodzi się wewnątrz nas

kiedy patrzę na niebo myślę ""Boże przebacz""

Przemoc ludzka ciągle w gardło drapie,

Podziemia co nie omieszka przyjść po Ciebie

Ról nigdy nie zamienisz, bój się nie tylko o siebie

Ból będziesz czuł na plecach swych dzieci

Czasem jak widzę jak patrzą na nią faceci

Mam ochotę pasem ich związać i wrzucić do śmieci

Potraktować gazem po ślipiach, poczekać aż stwierdzi

Lekarz zgon bo po głowie skakać będę im wieki

Nie pomogą leki, moja złość sprawia że

Nie przypominasz kaleki, a coś w podobie trupa

Podziemia co nie omieszka przyjść po Ciebie

Ról nigdy nie zamienisz, bój się nie tylko o siebie

Ból będziesz czuł na plecach swych dzieci

Czasem jak widzę jak patrzą na nią faceci

Mam ochotę pasem ich związać i wrzucić do śmieci

Potraktować gazem po ślipiach, poczekać aż stwierdzi

Lekarz zgon bo po głowie skakać będę im wieki

Nie pomogą leki, moja złość sprawia że

Nie przypominasz kaleki, a coś w podobie trupa

Syf ,bratobójcze wojny kto pisał ten scenariusz przez te mury tego teatru rozpadają się jak babki z piasku nie słychać wrzasku ulic spalonych ambicji ,głodujących dzieci, a najważniejsze strony Biblii zostały wyrzucone już na śmieci nadzieja na jutro jest już chyba nic nie warta puls zwalnia na bicie zdarzeń kolejną materię goni skandal scenariusz życia pewnie stracone życiorysy na pogubionych kartkach świecie , gdzie miłość to już fikcja literacka ja wciąż mam nadzieję, choć sam świata nie dam rady uleczyć nadzieja matka głupich dla dzieci tej planety cóż może jestem głupi i sory historia osądzi moje tętno, bo ja nigdy nie przestanę wierzyć w człowieczeństwo możesz mi zabrać pieniądze, mieszkanie wszystkiego mnie pozbawić ale masz w sobie miłość i nie dasz rady jej zabić mój scenariusz życia to oddanie dla sprawy jaką jest wiara w miłość, przyjaźń , wiara w ludzkość, bo jeśli nie ma w nas wiary to nie ma szansy na jutro

To nie mój scenariusz ale dopisuję didaskalia tutaj łzy to powódź niż tylko mała mżawka każdy z nas skończy tu w tunelu światła i nie ważne jaka jest tu ścieżka fabularna

To nie mój scenariusz ale dopisuję didaskalia tutaj łzy to powódź niż tylko mała mżawka każdy z nas skończy tu w tunelu światła i nie ważne jaka jest tu ścieżka fabularna

Dostojewski mówił ‘Świat rozliczy nas za zbrodnie ‘ a Eldo odtwarza jak spalone życia ogniem to ludzie ludziom zgotowali ten los pisała Markowska kiedy zapłonęło piekło niewidzialny atrament na czystych kartkach pożółkły ze starości a czas nie zwalnia brak perspektyw jak nawinął kiedyś Venal ludzi bez wartości walczących o emblemat w świecie gdzie nie widzialne granice mówią stop obieram własną drogę stawiam kolejny krok świat jest obojętny może jedna gra w społecznym parę zeszytów kartki wersy szanuję wartości nie widzę upadłych zasad kiedy pióro w scenariuszu zbyt szybko robi falstart z losem nie wygram jestem na to zbyt mały ale w moim scenariuszu nie brakuje w siebie wiary

To nie mój scenariusz ale dopisuję didaskalia tutaj łzy to powódź niż tylko mała mżawka każdy z nas skończy tu w tunelu światła i nie ważne jaka jest tu ścieżka fabularna

Jak po naszemu, to wypiliśmy niewiele,

To nie z kieliszka, no powiedz Miszka,

I gdyby wódkę nie pędzono z jakiś śmieci,

To nie zaszkodziłby nam ten literek trzeci.

Ten pierwszy piliśmy w kąciku koło lady,

To był początek, jak gdyby zwiady.

A trzecią w parku za zakrętem, koło urny,

Tak po naszemu to wypiliśmy niewiele

no nie z kieliszka, no powiedz Miszka,

i żeby wódki nie pędzili z jakichś śmieci,

to nie zaszkodziłby nam ten literek trzeci.

Pierwszego piliśmy w kąciku koło lady

To był początek, jak gdyby zwiady,

trzeciego w parku za zakrętem, koło urny,

Człowiek znowu przegrał życie, znowu uciekł na ulice bez wartości, bez miłości, brak teorii o radości.

Uwierz znałam kiedyś chłopca, który kochał swego ojca, a ten ojciec alkoholi synek nie miał co z nim zrobić.

Najpierw dziwki, później dziwki, ciągle dziwki i używki był dilerem stał się zerem choć był najpierw bohaterem.

W końcu stracił całą kasę nie miał co zrobić z czasem nie miał siły krzywo chodził, zgadnij co on później zrobił.

Sznur na szyje no i klamka tak się kończy ludzka bajka. Przez rodziców wiele dzieci kończy życie robiąc śmieci.

Czy Ty widzisz sens czy nie tak byś zrobił człowiek też jeśli skazany na śmierć był byś jak oni jak pies.

Sznur na szyje no i klamka tak się kończy ludzka bajka. Przez rodziców wiele dzieci kończy życie robiąc śmieci.

Czy Ty widzisz sens czy nie tak byś zrobił człowiek też jeśli skazany na śmierć był byś jak oni jak pies.

RasIrma:

idę przed siebie, nie chcę już oglądać się wstecz

w szarych witrynach nic nie odbija się ładnie

pięści w kieszeni zaciskam, trzymam prosto się

ponura miejska nuda i tak mnie dopadnie

wiatr kolorowych śmieci przelatuje nade mną

a ciebie tu nie spotkam, teraz to wiem na pewno

i nie jest ,mi dobrze, i nie jest mi źle

to miejsce sobie wybrało mnie

i nie jest ,mi dobrze, i nie jest mi źle

i policja i mąż,

i szemrali bez przerwy sąsiedzi.

Ktoś roznosił złą wieść,

ze widziano ja gdzieś,

wyciągała coś z kosza na śmieci.

Jakiś inny znów gość

widział ja tam gdzie most,

łączy dwa brzegi rzeki za miastem.

Ponoć stała tam w dzień,

Chociaż Bóg zapala nam czerwone światła.

Kiedyś przyjdzie nam zapłacić

Piekielnie drogi mandat.

Zanurzonym w nurcie mody

Ściągać w sieci wszystkie śmieci.

I nie widzieć jak przez palce

Piach z klepsydry życia leci.

Naśladując sny Makbeta

Oddać dusze cudnym wiedźmom.

I moje serce drżące.

Znieruchomiał wiatr

Popołudnia bez ptaków o piątej.

W Wiedniu jest dziesięć dziewcząt

I łkania śmieci brzmią zewsząd

I jest las wypchanych gołębi

Są chłodnych poranków fragmenty.

W srebrzystym muzeum szronu

Jest salon z tysiącem balkonów,

Gdy jesteśmy młodzi

Kiedy stać nas na nie

Jeśli mamy samochody

Mówią żegnaj, gdy znajdzie się lepszy

Jak papierek po cukierku lądujesz do śmieci

Mówią, że mnie kochasz

Wyciągają rękę

Myślą o pieniądzach

Chcą ich zawsze więcej

Nie chce iść na dyskotekę

Nie wyrzuci w domu śmieci

Papierosa ma wciąż w ustach

Tusz na rzęsach, kolce w sutkach

Krótka bluzka, pępek goły

Nienawidzi swojej szkoły

I ciepło dłoni, które wiem, że są ze mną

Zbyt często zamykam się w sobie i nie wiem przez co

Nie wiem co powoduje we mnie blokady

Te rady przyjmuje jak najgorsze obelgi

W śmieci zamieniam swe kolejne plany

Zaczynam brzmieć jakbym chciał siebie skreślić

Nie umiem przerwać tej pętli

Rotuje się w miejscu byle do sesji

Nagrać coś, wyjść i zapomnieć

Ref.

Kiedyś mieczem walczył Szaweł – ołejo

Dziś miłością walczy Paweł - ołejo

Jesteś najważniejszy Jezu

reszta to są tylko śmieci

Wie już o tym święty Paweł

wiedzą o tym nawet dzieci

Ref.

Kiedyś mieczem walczył Szaweł – ołejo

"

(intro - wywiad z Samsonem z ""Gazety Wyborczej"")

- Co się zdarzyło 27 czerwca 2004 roku?

- Przygotowywałem się do przeprowadzki do nowego mieszkania, robiłem remanent papierów.

To, co niepotrzebne, wyrzucałem do śmieci. Znalazła się tam pewna ilość zdjęć, które robiłem moim pacjentom.

Ktoś potem znalazł te zdjęcia. Nie wiem kto - może bezdomni, którzy tam grzebią?

Wieczorem zachciało mi się lodów. Gdy wracałem do domu, przy śmietniku byli już policjanci...

- Ile było tych zdjęć?

- Nie powiem dokładnie - powiedzmy, że kilkadziesiąt.

Dzisiaj Nasza Polska to przerażające miejsce /x2

Skoro płace podatki, dlaczego mam płacić za szpital

Skoro opieka medyczna jest za friko, gdzie logika

Skoro płace podatki, dlaczego mam płacić za przedszkole dla dzieci

Bo w tym kraju traktują nas jak śmieci.

Skoro zarabiam netto to chce coś za ten vat

Opiekę lekarska, edukacje i kultury smak

Śmieje się z nas ł świat, ogon Europy to tutaj

W Polsce przeżyć za najniższą krajową jest sztuką

[Kris]

Wiele osób tak się kręci

Skałka z lekkości i nie chęci

To proste, umysłowi impotenci

Za lat kilka klasa śmieci

Nie bądź zaskoczony, gdy przeze mnie osaczony

Za wygłupy zostaniesz skarcony

Ja o prawdę walczę

Jeśli nie wystarczę to znajdę wsparcie

Każdy na mnie patrzy jakbym była pierdolnięta

A ja jestem po prostu młoda

Całe moje życie to nowa przygoda

Teraz jestem trochę starsza, mam męża i dzieci

Siedzę w domu, robię obiad, wyrzucam śmieci

Kiedy czasem sobie wspomnę moje młode lata

Stwierdzam nagle, że pasowałam na wariata

Pierdolą wciąż śmieci, bez skutków ich ataki

Wkurwiony jak peszi składam nowe tracki i leci

Już po nogawach są brawa i graba zbita z ferajną

Dla Was zadam znów z głośników syf- zdzieram gardło

Mówią Iluminati- wbijam kora w tę baje

Czułam, że to niestety nie jest prawda

Na pewno zwłoki porzucone w ruinach są w parku...

Kobieto, ty się powinnaś leczyć już dziś

Sosnowiec zainfekował twój łeb

Teraz chcesz wrzucać dzieci do śmieci

Och, och...

Jeździmy z Putinem na koniach

Spełniamy swe marzenia

Och, och...

supermarkety, ja zaraz pęknę

to miasto jest inne to miasto jest piękne

New York bajera miasto bez cienia

spójrz ile ćpunów ile cierpienia!

2.Brudne ulice dokoła śmieci

w pudłach z kartonów bawią się dzieci

ktoś się powiesił ktoś został bez pracy

chłopak na bruku Break-Dance tańczy

taniec odejściem jest w zapomnienie

Czemu życie, ciężkie życie, nie uwolni skrawka nieba.

Ref. Wielkie miejskie blokowiska,

to są getta naszych dzieci,

Szare, brudne osiedliska

nic tylko wyrzucić śmieci.

Wielkie miejskie blokowiska,

to są getta naszych dzieci.

One żyją w tym maraźmie

Czemu nikt nie powie „sprzeciw”!

Ale nie stać cie nawet by dojechać na dworzec

Nie masz siły rano wstać

Bo zapierdalasz na budowie jak buldożer

Żona nie chce cię już znać

Wyrzuca do śmieci ślubną obrączkę

Jeszcze jej zazdrosny gach

Na odchodne zajebie ci w mordę

Modelka ratuje las

I wjeżdża tam hammerem ubrana w futro z norek


Paroles na Youtube:






Wieści z bloga:


Czytaj całego bloga